"Pozwolę sobie na szczerość już na samym początku. Nie polubicie mnie. Dżentelmeni będą zazdrośni, a damy zniesmaczone. Nie polubicie mnie teraz, a im dalej brnąć będziemy, tym większą niechęć w was wzbudzę..."
Ów prolog do filmu, wypowiedziany przez schowanego w półmroku Johnny'ego Deppa, grającego tutaj libertyna Johna Wilmota, zapowiadał film skandalizujący. Podobnie prezentował się zwiastun, znacznie jednak odbiegający od tempa, w jakim rozgrywa się akcja filmu. Miałem szczere nadzieje, że powstaje wreszcie, po tylu straconych latach, dzieło na miarę "Casanovy" Felliniego. Już na wstępie zdradzę, że srogo się zawiodłem. "Rozpustnik" nie zajął mnie bardziej, niż "Zatrute Pióro", czy "Sade" z Danielem Auteuil. Choć na szczęście wybił się spośród takich miernot jak "Le Libertin", który to film nie miał nic godnego do pokazania. No, może z wyjątkiem nagiego biustu Audrey Tatou.
Wracając do powyższego cytatu, muszę przyznać rację naszemu bohaterowi. Nie polubiłem go, co więcej, nie polubiłem samego filmu, a im dłużej musiałem się na nim męczyć, tym większa irytacja się we mnie budziła. I jeszcze jedna przestroga - damy, nie musicie się obawiać obscenicznych scen, dżentelmeni - nie macie być o co zazdrośni. John Wilmot w porównaniu z Casanovą to zwykły chwalipięta, którego słowa nigdy nie mogły zdobić rzeczywistych czynów.
Wiek XVIII to wiek sprzeczności. Wiek rozumu, i takich osobistości jak Wolter, Rousseau i David Hume, doskonale harmonizował z wiekiem fantazji, powszechnego rozluźnienia obyczajów i awanturnictwa. Tę drugą stronę epoki reprezentowali m.in. markiz de Sade, hrabia Saint-Germain, baron Munchhausen, Cagliostro i Casanova. Do nich zaliczał się i godnie reprezetował etos libertyna John Wilmot - jeden z pierwszych pisarskich pornografów, bez zbytecznego wstydu opisujący swoje łóżkowe przygody.
W filmie poznajemy jedynie wycinek jego żywota. Skandale obyczajowe które wywołał, nie pozostają w filmie bez echa. Już od pierwszych scen w Londynie dowiadujemy się, że Wilmot na salonach określił niegdyś króla skróconą definicją kobiecego narządu rozrodczego, znają go wszystkie miejskie gospody, a wraz z nimi tamtejsze ladacznice:
"- Tęskniłaś za mną?
- Tęskniłam za pieniędzmi.
- To dobrze. Nie lubię sentymentalnych dziwek."
Mało tego, bo za służącego obiera sobie pyskatego oprycha, który każe siebie zwać "Walikijem". Pada wówczas komentarz zauszników Wilmota: "Jaki Pan, taki sługa".
Skacząc z kwiatka na kwiatek Wilmot w końcu trafia na przedstawienie, w którym rolę dublerki gra Lizzie Barry (Samantha Morton). Wygwizdana przez publikę, staje się obiektem zainteresowania rozpustnika. Ten znający się na teatrze i piszący dramaty człowiek wszeteczny, postanawia uczynić z marnej aktoreczki gwiazdę londyńskich scen. W międzyczasie zostaje poproszony przez samego króla (John Malkovich), by na cześć francuskiego ambasadora stworzył dzieło sceniczne "o życiu". Zapowiadane przez samego autora przedstawienie okazuje się dziełem o rzyci, a nie o życiu. Skandal jaki wybucha, zmusza Wilmota do ucieczki.
Żywot osiemnastowiecznego błękitnego ptaka, krasomówcy i awanturnika obfitował w szereg wzlotów i upadków. Zagrożenia czyhały wszędzie, czy był to skompromitowany rogacz, czy oburzony dwór, czy oszukany karciarz, czy wreszcie francuska choroba. Ze wszystkich znanych awanturników tamtejszego okresu, nieliczni dożywali sędziwego wieku. Wilmot umierał młodo, wierny do końca swoim świętokradczym ideałom. Dla libertyna tak by było lepiej - pędzić hulaszczy żywot i umrzeć młodo, niż statkować się na starość. Johnny Depp wykreował postać nie gorszą niż Donald Sutherland w "Casanovie", ale co z tego, skoro film jako całość nie wyszedł dobrze.
Maestro Fellini z jego interpretacją pamiętników Casanovy pozostawił po sobie niezrównane dzieło opisujące wiek XVIII - Wiek Rozumu i Przyjemności. Laurence Dunmore zadebiutował zaś filmem pretensjonalnym, pozbawionym sarkastycznego dowcipu jakim raczył nas Fellini, przegadanym i bez rozmachu. Kiepsko sklecony scenariusz broni się jedynie nieźle zarysowaną psychologią bohaterów. Johnny Depp gra wyśmienicie, z charakterystycznym dla siebie przekąsem, tutaj zaakcentowanym dworskimi manierami. Najlepiej jednak wypada pod koniec filmu. Będąc świetnie ucharakteryzowanym, potrafi nadal oddać emocje granej przez siebie postaci. Płeć piękną reprezentuje Samantha Morton, która grą aktorską przyćmiewa aparycję bohaterki. Niestety dialogi rozpisane na dwójkę tych bohaterów nie wypadają najlepiej. Czasami wygląda to tak, jakby czekali, aż partner wypowie swoją kwestię i wtedy ponownie wchodzili ze swoją. Brzmi to teatralnie i niestety teatralnie też wygląda. Zwłaszcza jeśli chodzi o scenografię. Ironizując, film mógł być skomponowany w oparciu o zasadę trzech jedności. Widać, iż reżyser kurczowo uczepił się studia i niemal wszystkie zdjęcia były kręcone we wnętrzach hali produkcyjnej. Scen masowych tutaj nie uświadczymy, z wyjątkiem jednego, choć kluczowego przedstawienia. A i zasada czasu złamana została nieudolnie, tak jakby zabrakło jakiegoś elementu spajającego punkt kulminacyjny z zakończeniem. Wspomnieć jednak należy o oryginalnej muzyce Michaela Nymana, która niestety pojawia się rzadko, ale gdy już ją słychać, to film zaczyna błyszczeć i tworzy się interesująca, choć hermetyczna atmosfera. Niczym w "Kontrakcie Rysownika" Petera Greenawaya, gdzie zresztą także usłyszymy muzykę tego kompozytora. Niestety atmosfera filmu zatraca się podczas długich i nudnych dialogów. Jeśli komuś to nie przeszkadza, zapraszam do obejrzenia "Rozpustnika", jeśli jednak nie czuje się na siłach, proponuję przypomnieć sobie arcydzieło Felliniego.
Ocena: 5/10
 |

Tytuł oryginalny: The Libertine
Rok produkcji: 2004
Kraj: Wielka Brytania
Czas trwania: 114 minut
Reżyseria: Laurence Dunmore
Scenariusz: Stephen Jeffreys
Na podstawie sztuki: Stephen Jeffreys
Zdjęcia: Alexander Melman
Muzyka: Michael Nyman
Obsada:
| Johnny Depp | .....Rochester |
| Samantha Morton | .....Elizabeth Barry |
| John Malkovich | .....Król Karol II |
| Rosamund Pike | .....Elizabeth Malet |
|
 |
 |
Autor recenzji: Tomasz Jamry - DZIADEK |
Klub Miłośników Filmu 30.06.2006 |
|