R Ó Ż Y C Z K A


UWAGA: tekst zdradza zakończenie filmu!
ZDRADZA TEŻ ZAKOŃCZENIE "Obywatela Kane'a"!


__________________________

"Kto nie zna historii, jest jak dziecko"

Cycero

__________________________


IMIĘ RÓŻYCZKI

Najnowszy film Jana Kidawy-Błońskiego pt. "Różyczka" to opowiedziana z nerwem dramatyczna historia trójkąta uczuciowego z wyraźnym wątkiem historycznym w tle. Akcja filmu osadzona jest w Polsce końca lat 60. (1967-1968). Główną bohaterką jest Kamila Sakowicz, maszynistka (tzn. że pisze na maszynie, a nie, że pracuje na kolei). Z miłości do ukochanego, agenta SB, Romana Rożka, decyduje się zostać tajnym współpracownikiem o pseudonimie "Różyczka". Jej zadaniem jest inwigilacja powszechnie szanowanego wykładowcy, Adama Warczewskiego. Inwigilacja zakładająca zbliżenie się do literata, uwiedzenie go, w celu ujawnienia jego knowań na szkodę PRL. Tyle o treści.

Jeśli chodzi o robotę filmową, nowy obraz Kidawy-Błońskiego jest pierwszorzędnie opowiedzianym melodramatem, ale także thrillerem erotycznym. Film zachwyca starannością realizacji. Zdjęcia archiwalne wplatane są do fabularnej opowieści z kunsztem, którego zazdrościć może nawet Borys Lankosz z "Rewersem". U Kidawy-Błońskiego czarno-białe zdjęcia doskonale korelują z treścią opowiadania. Przejścia z filmu na archiwalia są tak płynne, że niemal niezauważalne. Niesamowicie wzmacniają autentyzm przekazu. Film zrobiony został z takim pietyzmem, że ani przez moment nie ma się wrażenia fałszu. Scenografia, kostiumy, charakteryzacja, zdjęcia, muzyka i montaż tworzą harmonijną całość. To film, który imponuje dyscypliną. Jest nie tylko starannie wyreżyserowany, ale także starannie napisany (scenariusz wraz z reżyserem napisał mistrz, Maciej Karpiński). Odnosi się wrażenie, że nie ma tu jednej zbędnej sceny, jednego zbędnego zdania. Aptekarska precyzja.

Obsada filmu jest niemalże bezbłędna. Przede wszystkim tytułowa Różyczka - Magdalena Boczarska. Jej występ bez wahania można nazwać wybitnym. Aktorka wygrywa wszystkie stany emocji i wiarygodnie przedstawia ewolucję postaci. Jej Kamilę poznajemy jako piękną, namiętną dziewczynę, trochę trzpiotkę. Spontaniczną, szaloną, śmiałą (seks uprawiać może choćby na zapleczu knajpy). Przy tym to dobra, życzliwa innym osoba. Przejścia na stronę SB początkowo nie traktuje tak serio, jak powinna. I tę naiwność, czy wręcz głupotę, Magdalena Boczarska też wygrywa. Jej Kamila jest osobą nieobytą, właściwie nie zna się na niczym, nie czyta, nie zna się na winie, ale jest zjawiskowo piękna, wręcz olśniewająca. I jest do tego stopnia bezpretensjonalna, że ujmuje tym swoją ofiarę, pisarza. Będąc z nim w związku, wewnętrznie dojrzewa do buntu. Nie wobec systemu, to zbyt górnolotne. Do buntu przeciw fałszywie pojmowanej miłości, oddaniu. Waha się, mocuje między dwoma mężczyznami. W istocie kocha obu, ale w końcu rozpoznaje różnicę miedzy namiętnością, a prawdziwym uczuciem. Wybiera to drugie. Magdalena Boczarska rolą Różyczki objawiła nie tylko urodę, ale i talent. Jest na chwilę obecną bez wątpienia nie tylko najpiękniejszą polską aktorką, ale i najzdolniejszą. Oby nie umknęło to widzom i krytyce pod nawałem śmiałych i pikantnych scen erotycznych (Jan Kidawa-Błoński pokazuje aktorkę w pełnej krasie - zupełnie nago).


Pozostali aktorzy dzielnie dotrzymują kroku aktorce. Znakomity jest Robert Więckiewicz jako prymitywny, ale jurny samiec. Jego Roman chleje na umór, sapie, mówi ordynarnym językiem, ale autentycznie kocha Kamilę. Po prostu nie umie jej tego okazać. Nie może znieść jej utraty, a Więckiewicz wie jak zagrać rozpacz - rysujący się grymas bólu na jego twarzy jest wystarczająco wymowny. Równie dobry jest Andrzej Seweryn jako nobliwy literat, życzliwy, mówiący piękną polszczyzną. Człowiek o aksamitnym głosie, umiejący przemawiać do tłumów nie podnosząc głosu. Duża klasa. Świetnie gra tu także dziecko, Julia Kornacka jako Dorotka, córka pisarza. Jest wiarygodna, bo jest psotnicą, za dużo mówi, wtyka nos w nie swoje sprawy. Jak to dziecko. Bomba. Wyborne są tu też drugie plany: demoniczny Jan Frycz jako pułkownik Wasiak (na zebraniu uderza w stół z taką siłą, że dosłownie "chodzą" stojące na nim szklanki i butelki). Wart uwagi jest też Krzysztof Globisz jako safandułowaty kolega pisarza, niegroźny literat. Globisz w tej roli w mig zjednuje sobie widza emanującym ciepłem. Mała rólka, a cacko! Jedynym minusem jest obecność w obsadzie Jacka Braciaka jako oficera SB. Nie chodzi o to, że zagrał źle. Bynajmniej. Po prostu grał już typy cwaniaków-Warszawiaków (m.in. "Z odzysku") i tu pokazuje niewiele więcej. Szkoda, że gra tę rolę, bo jego obecność w filmie od razu jest podejrzana.

Tyle o robocie filmowej. Teraz o interpretacji. Badania wypada rozpocząć od początku, od tytułu: "Różyczka". Dziewczyna wybiera sobie właśnie taki pseudonim nieprzypadkowo. Tak pieszczotliwie nazywa ją Roman. Nieustannie też obsypuje ją właśnie kwiatami róży, dowodząc tym szczerego uczucia. Kamila wybierając taki pseudonim robi na złość ukochanemu, bo ten obraził ją, żądając od niej, by stała się kochanką innego mężczyzny. Dziewczyna godzi się nawiązać romans z Warczewskim, ale tylko z miłości do Romana. Ten nakłania dziewczynę do tego z miłości do partii. Konflikt wartości jest nieunikniony.

Słowo "różyczka" niesie ze sobą tak wiele skojarzeń, że w istocie ciężko wybrać to najbardziej właściwe. "Różyczka" to napis na saneczkach Charlesa Fostera Kane'a symbolizujący pożegnanie z dzieciństwem, z niewinnością. Czyż nie to oznacza przyjęcie przez Kamilę pseudonimu - pożegnanie się ze złudzeniami, przybranie maski, rozpoczęcie podwójnej gry? "Różyczka" to także zdrobnienie słowa "Róża". A historia Polski ma już jedną Różę, Różę Luksemburg. Róże występują też w tym filmie "osobiście". Czerwone kwiaty wręczane Kamili przez Romana mają być dowodem na to, że ją kocha. Rzeczywistość okazuje się znacznie bardziej skomplikowana. Kwiaty stopniowo tracą w filmie na wartości. Przestają znaczyć cokolwiek. To już tylko rekwizyty, znak rozpoznawczy - acha, jeśli daje kwiaty, to znaczy, że kocha. Nic podobnego. Tropów jest wiele, a wszystkie i tak można sprowadzić do poszukiwań imienia róży przez Umberto Eco. Imienia, czyli treści, znaczenia. Autor dochodzi do wniosku, że "róża" znaczyć może już tak wiele, że w istocie nic już nie znaczy. Nie zmieni tego nawet rozpaczliwa prośba Arturo Pereza-Reverte w "Klubie Dumas", który chciałby by róża na powrót różą była. To niemożliwe. Przynajmniej w sztuce. Także u Jana Kidawy-Błońskiego.


Dosyć o kwiatach. Interpretacja treści utworu również przysparza niemałych problemów, ale motywuje do niemniej fascynujących poszukiwań.

"Różyczka" to przede wszystkim film o skomplikowanym trójkącie miłosnym. Kamila kocha Romana i paradoksalnie tylko z miłości do niego gotowa jest zaryzykować, oddać się innemu mężczyźnie. Roman chyba nie zdaje sobie sprawy na jaką emocjonalną próbę wystawia dziewczynę. Ale Roman jest młody, zwierzęcy, chamski, wulgarny, a także silny (trenował boks) i zdecydowany. Związek z Kamilą zbudował na silnej namiętności, drapieżnym seksie, który przynosi obojgu ogromną satysfakcję. Oddając "Różyczkę" w ręce znacznie starszego od niej profesora jest przekonany, że ten nie stanowi dla niego konkurencji. Jakże się omyli. Profesor być może nie jest tak namiętnym i pomysłowym kochankiem jak Roman, ale może zaoferować Kamili coś, czego ta wcześniej nie znała. Zwyczajną życzliwość, szczere zainteresowanie, ciepło. Profesor stopniowo otwiera się przed dziewczyną. W pewnym sensie jest bezbronny, choć to ona leży zupełnie naga w jego łóżku. W jego uczuciu nie ma ani krztyny wyrachowania. O nic nie zabiega. Mało tego, trochę mu to schlebia, że taka piękna, młoda dziewczyna może się nim interesować. Niemniej nie ma wobec niej żadnych oczekiwań. Jest delikatny. Zdaje sobie sprawę, że dziewczyna skrywa w sobie jakąś tajemnicę, ale nie naciska, jest ostrożny i troskliwy. Takich uczuć Kamila nie znała i stopniowo zakochuje się w Adamie. Zrozpaczony Roman wie, że przegrał batalię.

Film Kidawy-Błońskiego to także film o tożsamości, pochodzeniu, o przynależności. O imieniu właśnie. Literat Adam Warczewski jest tu o tyle najmniej ciekawą postacią, że nikogo nie udaje. Jest sobą. Oczywiście na tyle, na ile może sobie na to pozwolić. Nie jest naiwny, zdaje sobie sprawę, że jego słowa mogą zostać wykorzystane przeciwko niemu, toteż waży je. Nie wypowiada się wszem i wobec o swoim wrogim stosunku do PRL. Robi to pośród ludzi, którym może ufać. Jest ostrożny. SB jest przekonane, że Warczewski jest Żydem, lokajem Zachodu, który za pieniądze z Monachium mąci młodym Polakom w głowach. Nie ma jednak na to żadnych dowodów. "Różyczka" ma odkryć jego drugie oblicze. Odkrycie rzekomej tajemnicy pochodzenia Warczewskiego, ku rozpaczy SB nie przynosi żadnych sensacyjnych wiadomości. Nie ma żadnego drugiego oblicza. Jest tylko pisarz Adam Warczewski.


Co innego Kamila Sakowicz. O niej nie wiemy zgoła nic. Z niewyjaśnionych powodów wychowywała się w sierocińcu. Zrobiła kurs maszynopisania i pracuje w dziekanacie na UW. Jest młodą, atrakcyjną dziewczyną, raczej bez świadomości politycznej. Kocha swojego mężczyznę, choć ten nierzadko bywa dla niej brutalny. Ona jednak nie ma nikogo więcej. Te drobiazgi pozwalają zrozumieć, dlaczego jest taka, jaka jest. Brak domu rodzinnego sprawił, ze dziewczyna nie ma się na kim oprzeć, nie ma też ukształtowanego kręgosłupa moralnego. Nie radzi sobie z odróżnianiem dobra od zła (na szczęście szybko się uczy). Godzi się na współpracę z SB, bo dla niej agent tajnych służb to jak milicjant (najbardziej podoba jej się to, że Roman ma pistolet!). Bez wątpienia jest naiwna. Zostając TW nie zdaje sobie sprawy, na co się godzi. Intuicyjnie czuje, że inwigilowanie literata jest brudną sprawą, ale robi to. Podsłuchując rozmowy Adama Warczewskiego często nie zdaje sobie sprawy z ich sensu. Zdąży wyrządzić wiele krzywdy, zanim się opamięta, ale trzeba pamiętać, że czyni ją nie jako Kamila, ale jako "Różyczka". Być może przyjmując drugą tożsamość Kamila sądzi, że za grzechy odpowiada nie ona, lecz właśnie "Różyczka". Zapewne też wierzy, że w jakiś sposób przysłuży się swojej ludowej ojczyźnie. Traktuje to trochę jak ekscytującą grę (nazywa siebie Matą Hari). Ale przychodzi moment próby i "Różyczka" opowiada się po właściwej stronie. Gdy odkrywa tajemnicę pochodzenia pisarza, nie tylko zdaje o tym Romanowi raport, ale też natychmiast kończy współpracę, gdy Roman oświadcza jej, że w takim przypadku fakty się konstruuje, tzn. kłamie. Kamila nie godzi się na to i w tym momencie "Różyczka" umiera. Zostaje tylko Kamila.

Roman Rożek z trojga postaci okazuje się być postacią chyba najbardziej tragiczną. To człowiek oddany partii całkowicie. Dla partii poświęci nawet szczere uczucie do kobiety. Jest jawnym antysemitą. Gardzi intelektualistami, nauką. Ufa partii, ale partia nie ufa jemu. Partia odkrywa jego prawdziwą tożsamość: Rożek naprawdę jest Żydem i nazywa się Rosen. Roman dla partii znienawidził Żydów. Dla partii wyparł się wyznania. Dla partii wyrzekł się własnego imienia. W istocie więc poświęcił najwięcej. O jego tożsamości stanowiła już tylko legitymacja partyjna. Partia zmuszając go do zwrócenia jej, odbiera mu jedyną tożsamość, jaka mu została, tożsamość komunisty. Jest bezimienny.

Obok dyskusji o tożsamości odbywa się w tym filmie dyskusja o mocy słowa pisanego i mówionego. Wszystko zaczyna się od słowa. Na początku było słowo. Ktoś ze środowiska inteligenckiego Warszawy skutecznie dostarcza swoje teksty do Radia Wolna Europa. Tam odczytywane komentują wszelkie zwyrodnienia systemu komunistycznego. Gomułka jest wściekły (widocznie też słucha RWE!). Żąda schwytania sprawców. Boi się... słów. Adam Warczewski jest naturalnym podejrzanym. Słowem zajmuje się zawodowo. Pisze. Jest też znakomitym retorem. Potrafi przemawiać do młodych na odczycie w klubie literackim. Na zarzuty o tchórzostwo, skrywanie się w świecie fikcji, odpowiada bez wahania, że nigdy nie uważał się za osobę odważną. Wojuje tak jak potrafi - słowem. Potrafi przemówić do rozsądku starszym kolegom powołując się na innego mistrza - imiennika, Adama Mickiewicza. Wyraża swoją niezgodę na Polskę ciemniaków i tryumfuje moralnie.


Kamila Sakowicz też pisze, raporty dla SB, ale jednocześnie się uczy. Czyta Miłosza, Herlinga i Warczewskiego. No i słucha. Początkowo nieuważnie, z czasem coraz bardziej świadomie. Słowa zmieniają ją. Zaczyna się dokształcać. Rozpoznaje swoje braki. Nie podoba się to Romanowi. Dlaczego? Dlatego, że Roman nie czyta nic poza raportami. Wobec słowa jest bezbronny. Operuje prostym językiem, skrajnie różnym od języka Warczewskiego i tę różnicę Kamila też natychmiast dostrzega. Słuchając pisarza mówi mu: "Ładnie Pan mówi" i mówi to bez fałszywej kokieterii. Zwyczajnie nie jest do tego przyzwyczajona. Kamila pisze raporty i sukcesywnie niszczy Adama, ale też za pomocą ostatniego raportu przynosi mu oczyszczenie z wszelkich zarzutów. Roman też wie, ile słowo może zdziałać. Za pomocą raportów rzuca oszczerstwa, konfabuluje, kłamie. Za pomocą słów kompromituje samą "Różyczkę". Gomułka też wie, ile słowo może. Niszczy swych wrogów słowami wykrzyczanymi z podium. Rozpoczyna nagonkę na Polaków pochodzenia żydowskiego (lub nie!). Słowo ma tu moc sprawczą, tak budującą, jak i destrukcyjną.

"Różyczka" to także film o historii. Nie tylko o historii Polski, o historii w ogóle. To brak wiedzy, świadomości historycznej pozwolił wygenerować takich obywateli jak Roman Rożek, bezmyślnie oddanych partii, niezdolnych do krytycznej oceny, niezdolnych do wyrażenia własnego stanowiska. To brak orientacji historycznej pozwala manipulować osobami takimi jak Kamila, niewinnymi i bezbronnymi, a jednak gdy są odpowiednio kierowane, potrafiącymi wyrządzić szkody. Adam Warczewski zna historię, dlatego nie da się nim sterować. W ten sposób wiedza o historii okazuje się być ochroną przed złem.

Wywód wypada zakończyć zdaniem , które zdaje się być przesłaniem tego filmu. Adam Warczewski za Cyceronem mówi: "Kto nie zna historii, jest jak dziecko". I ma rację. Właśnie z tego punktu widzenia on jest osobą dojrzałą, a Kamila i Roman są jak dzieci. Naiwni, co jeszcze nie jest złe, ale i bezmyślni, a to już może być groźne. Wydarzenia 1968 r. to wystarczający komentarz. Kto nie wie o co chodzi, niech przeczyta o tym książkę. Historyczną.

"Różyczka" to film znakomity, ale czy bezbłędny? Mimo wszystko nie. Wątpliwości przysparza jego puenta. Dramaturgicznie świetna, ale przez to chyba nazbyt... filmowa. Wszystko wali się tu jak domek z kart. Dlaczego Karpiński i Kidawa-Błoński tak tragicznie rozwiązali wątek pisarza? Ileż bardziej spójne i wiarygodne byłoby, gdyby został wygnany z kraju. Gdyby wziął udział w emigracji 68r. Ileż bardziej przejmująco prawdziwe byłoby, gdyby spotkał się w pociągu z Romanem Rożkiem. Dwaj rzekomi Żydzi właśnie za żydostwo (wstrętne słowo) wypędzeni. Ilu było takich ludzi?

Mimo wszystko - ogromna satysfakcja.

10/10
__________________________

RÓŻYCZKA

wytwórnia - WFDiF, 2010
reżyseria - Jan Kidawa-Błoński
scenariusz - Maciej Karpiński, Jan Kidawa-Błoński
produkcja - Włodzimierz Niderhaus, Paweł Mantorski
zdjęcia - Piotr Wojtowicz
muzyka - Michał Lorenc
montaż - Cezary Grzesiuk
scenografia - Joanna Białousz
kostiumy - Ewa Krauze
czas projekcji - 118 minut

wystąpili

Andrzej Seweryn
Magdalena Boczarska
Robert Więckiewicz
Grażyna Szapołowska
Jan Frycz
Jacek Braciak
Krzysztof Globisz
Julia Kornacka
Jerzy Kamas
Izabella Olszewska
Władysław Kowalski
Aleksander Bednarz
Andrzej Blumenfeld
Paweł Mossakowski
Paweł Nowisz

(Adam Warczewski)
(Kamila Sakowicz "Różyczka")
(Roman Rożek)
(Roma)
(płk. Wasiak)
(oficer SB)
(literat)
(Dorotka)
(prezes PEN-Clubu)
(matka Adama)
(aktor)
(prorektor UW)
(Malkiewicz)
(doktorant)
(Władysław Gomułka)

Autor analizy gościnnej: Szymon Kapela [e-mail] | Klub Miłośników Filmu, 9 marca 2010
Oprawa html: Adrian Szczypiński - ADI [e-mail]

ANALIZY | RECENZJE | STRONA GŁÓWNA KMF