Całkiem niedawno na ekranach kin pojawił się długo oczekiwany przez wielu widzów film "Niezniszczalni". Główną atrakcją tej produkcji miało być pojawienie się razem wielkich gwiazd kina akcji z lat 70. i 80. na czele z Sylvestrem Stallone. Zasadniczo w każdej recenzji "Niezniszczalnych" można było przeczytać, że ten film miał być odtrutką na współczesne kino akcji, którego poziom jest, delikatnie mówiąc, słaby. Rzeczywiście, dawno już skończyły się czasy gdy królami kina akcji byli potężnie zbudowani twardziele, którzy w przerwie między likwidacją wrogów rzucali kultowe one-linery. Dzisiejsze kino akcji opiera się na takich postaciach, jak agent Ethan Hunt grany przez Toma Cruise'a czy Jason Bourne w którego wcielał się Matt Damon, którzy to panowie z pewnością nie prezentują chociaż zbliżonej postury do gwiazd epoki VHS-ów. Ważniejszą rolę zaczęły odgrywać także coraz bardziej widowiskowe i coraz bardziej opierające się na cyfrowości efekty, dynamiczny montaż i celowe ugrzecznianie filmów, czyli zero krwi oraz przekleństw. Do głosu w kinie akcji zaczęły dochodzić także panie. Dzisiaj, obok wymienionych przeze mnie wcześniej, Cruise'a i Damona, stawia się także m.in. Millę Jovovich, Michelle Rodriguez czy, przed wszystkim, Angelinę Jolie, gwiazdę "Tomb Raidera", "Wanted" oraz wchodzącego właśnie na ekrany kin filmu "Salt". Niestety, film ten nie tylko nie poprawia stanu współczesnego kina akcji, ale też skutecznie zaniża jego, i tak niski, poziom.
|
|
Angelina Jolie wciela się w postać agentki CIA Evelyn Salt. Jej dotychczas nienaganna postawa zostaje wystawiona na próbę, gdy przesłuchiwany przez nią tajemniczy Rosjanin oskarża ją o bycie rosyjską agentką i planowanie zabicia prezydenta. Jej dotychczasowi współpracownicy ruszają za nią w pościg... Zasadniczo w tym momencie powinienem zakończyć streszczanie fabuły, gdyż dalej mógłbym już zdradzić główne zwroty akcji, które są bardzo zaskakujące i... coraz bardziej niedorzeczne. Niestety, scenariusz "Salt" dosłownie leży i jest po prostu fatalny. Przyznaję, że lubię czasem obejrzeć taki bardzo naciągany akcyjniak w stylu "Wanted" czy ostatnio "Drużyny A", jednak tamte filmy w odróżnieniu od "Salt" charakteryzuje lekkość i humorystyczne podejście do tematu. Natomiast "Salt" jest od początku do końca bardzo poważny, humoru nie doświadczamy w ogóle, ale tak naprawdę przy absurdach jakie serwują nam scenarzyści, włos na głowie się jeży i niejednokrotnie złapałem się na tym, że wstrzymywałem śmiech gdy poznawałem kolejne "dramatyczne" zwroty akcji. Niestety, scenariusz w większości filmów stanowi główną przyczynę końcowej porażki i "Salt" nie jest w tym przypadku wyjątkiem.
Co gorsza, także inne elementy tego filmu nie wypadają najlepiej. Jak wskazuje nazwa, kino akcji powinno serwować dużo akcji i owszem, jest jej bardzo dużo, co chwilę oglądamy pościgi, strzelaniny i bijatyki, ale stoją one na mizernym poziomie. Nie zauważyłem żadnej dynamicznej sceny, która nie sprawiała by wrażenia wtórności względem innych produkcji i próbowała pokazać nam coś zupełnie nowego. Nawet muzyka, która stara się dodać jeszcze więcej dramatyzmu sytuacjom sprawia wrażenie "powtórki" z innych filmów. Może to tylko moje wrażenie ale w pewnej scenie wydawało mi się nawet, że słyszę lekko przerobiony motyw główny z "Terminatora".
|
|
Zazwyczaj kino akcji nie jest gatunkiem, który ma zachwycać znakomitym aktorstwem i tak jest też w tym przypadku. Angelina Jolie ma za zadanie prezentować się jak najlepiej i owszem, udaje jej się to, przekonywująco wygląda gdy rozprawia się z przeciwnikami, choć nie obyło się bez kilku zbędnych akrobacji. O znanych przecież w filmowym światku Lievie Schreiberze i Chiwetelu Ejioforze nie ma co wspominać, gdyż oni w tym filmie po prostu są. Nie spełniłbym jednak swojego patriotycznego obowiązku, gdybym nie zwrócił uwagi na nasz polski akcent, czyli Daniela Olbrychskiego jako rosyjskiego agenta. Rola całkiem sympatyczna i nieco bardziej rozbudowana, niż wskazywałby na to zwiastun, ale także w pamięci specjalnie nie zapada. Choć pewnie niektórych zadziwi scena z Olbrychskim w windzie, w której polski aktor pokazuje się z bardzo zaskakującej strony.
Podsumowując, "Salt" to film zły. Nie ma w nim nic do zapamiętania, no, może poza kretyńskim scenariuszem, który, gdyby poprowadzić go bardziej w kierunku parodii, byłby z pewnością bardziej zjadliwy. Na szczęście ten mały koszmarek trwa rapem 90 minut, więc nie powoduje specjalnego znużenia. Może osobom, którym wystarczy sama akcja i widok pięknej Angeliny film przypadnie do gustu. Ja jednak wolę o nim zapomnieć i przypomnieć sobie dopiero przy wybieraniu nominacji do Hezekarów KMF na początku przyszłego roku. A jakby było mało złego, film kończy się iście perfidną furtką do sequela, którego zapewne nieuchronnie doświadczymy.
2/10
 |
wytwórnia - Columbia Pictures, Relativity Media, 2010
reżyseria - Phillip Noyce
scenariusz - Kurt Wimmer
produkcja - Lorenzo di Bonaventura
muzyka - James Newton Howard
zdjęcia - Robert Elswit
montaż - Stuart Baird, John Gilroy, Steven Kemper
scenografia - Scott Chambliss
czas projekcji - 100 minut
wystąpili
Angelina Jolie
Liev Schreiber
Chiwetel Ejiofor
Daniel Olbrychski
August Diehl
Daniel Pearce
Hunt Block
Olek Krupa
|
(Evelyn Salt)
(Ted Winter)
(Peabody)
(Wasilij Orłow)
(Mike Krause)
(młody Orłow)
(prezydent USA)
(prezydent Rosji)
|
|
 |