SAMURAI CHAMPLOO


Kino drogi o poszukiwaniu własnego miejsca w życiu
i sztuce rozliczenia się z przeszłością...



Dawno, dawno temu, jeszcze zanim w Japonii cesarz Mutsuhito przeprowadził reformy Meiji, spaliła się pewna herbaciarnia, co dało początek pięknej przygodzie. Świeżo upieczona bezrobotna kelnerka Fuu, czy to pod wpływem szoku, czy też z powodu nagłej iluminacji związanej z pożarem jej miejsca pracy, postanawia odnaleźć samuraja pachnącego słonecznikami. W tym celu ratuje od pewnej śmierci młodego zawadiakę Mugena oraz niewiele starszego ronina - Jina, których zatrudnia jako swoich ochroniarzy, nie mając odwagi samotnie udać się w tak długą podróż. A że wyżej wymieniona dwójka nie ma żadnych planów na przyszłość, ani nic lepszego do roboty, decyduje się spłacić dług wdzięczności. Wszyscy troje wyruszają w drogę, by przemierzyć Japonię wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu tajemniczego osobnika wydzielającego niepowtarzalną woń.


  


Bohaterowie zostają pokrótce scharakteryzowani już w openingu. Mugenowi został przypisany totem koguta, ponieważ jest porywczy, narwany i zadziorny. Jego imię oznacza nieskończoność, ale może być też tłumaczone jako "ten, który nie zna granic". Mugen nie daje się podporządkować normom społecznym i nie pozwala narzucić sobie woli innych ludzi, przez co stanowi ucieleśnienie anarchisty, nieuznającego nad sobą żadnej władzy. Za totem Jina służą ryby i tak jak żywiołem Mugena jest ogień, żywioł Jina stanowi woda - spokój, zrównoważenie, subtelność. Jego imię oznacza życzliwość, łaskawość, ale Jin jednocześnie jest chłodny, jeśli nie zimny w obejściu, jak gdyby był pozbawiony wszelkich uczuć. Z kolei imię głównej bohaterki - Fuu - oznacza wiatr i chociaż w żaden sposób nie wiąże się z jej cechami charakteru czy osobowością, to łącząc je z imieniem Jina w "fuujin" - bóstwo wiatru - otrzymujemy wskazówkę dotyczącą prawdziwej roli, jaką Fuu odgrywa w życiu swoich towarzyszy. Grono protagonistów uzupełnia polatucha (nie mylić z lotopałanką) o imieniu Momo, która często ratuje bohaterkę z najróżniejszych tarapatów.


  


Wbrew pozorom Fuu pełni w serialu kluczową rolę. Nie dość, że jest spoiwem grupy i głównym "pretekstem" dla całej przygody, to na dodatek cała historia opowiadana jest niejako z jej perspektywy. Ta dorastająca dziewczyna, w której dopiero powoli budzi się kobiecość, wydaje się z pozoru zwyczajna i przeciętna, ale jej bezpretensjonalny i szczery sposób bycia pochodzi jakby z innej epoki. Fuu sprawia wręcz wrażenie przeniesionej w czasie z dzisiejszej do feudalnej Japonii, gdzie rzeczywistość historyczną pomieszano z elementami współczesności, przez co bohaterka wielokrotnie wyraża niezrozumienie dla archaicznej motywacji postaci drugoplanowych. Nie mam tu na myśli jedynie anachronicznego sposobu bycia, jak w przypadku Mugena, tylko ewidentny brak orientacji w świecie, w którym przyszło jej żyć.


  


Nie tylko wątek główny, związany z przeszłością bohaterów, ale i poszczególne epizody są ciekawe i wciągające same w sobie, tym bardziej że prawie każdy z nich chociaż trochę posuwa fabułę naprzód. Znajdujemy tu wiele odniesień do japońskiej historii i kultury, mogących stanowić inspirację dla tych wszystkich, których interesuje tematyka związana z Japonią. Ponadto w serialu nie brakuje pasjonujących scen akcji, w tym przede wszystkim dramatycznych pojedynków, chociaż wiele odcinków ma bardziej kontemplacyjny charakter. A wszystko to zostało podlane sosem z czarnego i często absurdalnego humoru. Jednym słowem "chanpuru", czyli okinawańskie pojęcie oznaczające kulturowy i stylistyczny eklektyzm, do którego twórcy nawiązali już w samym tytule. Dlatego też "Samurai Champloo" może trafić w gusta także bardziej wymagającej widowni, która oczekuje od anime nie tylko taniego efekciarstwa, ale i głębi.


  


Muzyka nie stanowi najmocniejszej strony tego anime. Co prawda opening zapada w pamięć, a ending wpada w ucho, ale muzyka w trakcie serii jest tylko tłem. Dobrze współgra z obrazem, dobrze buduje nastrój i napięcie, ale niespecjalnie nadaje się do słuchania oddzielnie. Co prawda sam hipŹ hop nie razi, ale osobiście nie jestem przekonany, czy rzuciłby na kolana miłośników tego gatunku muzyki. Natomiast grafice nie można niczego zarzucić. Kreska jest uniwersalna, tła szczegółowe, a animacja płynna. Postacie mają różnorodną fizjonomię i ubiór, a lokacje nie przypominają siebie nawzajem. Sceny walki także stoją na najwyższym poziomie. Jedyne tąpnięcie w animacji zauważyłem w scenach z udziałem koni - zwierzęta poruszają się w nienaturalny sposób. Na szczęście nieparzystokopytne nie pojawiają się tutaj zbyt często.


  


Odniosłem wrażenie, że Shinihiro Watanabe swoim serialem próbował rozliczyć się z historią Japonii (szowinizm, imperializm), pokazując dyskryminację Ajnów, prześladowania chrześcijan czy wręcz niewolniczą pozycję ówczesnych kobiet i sprzedawanie ich do europejskich domów publicznych. Typowy Japończyk epoki Edo w czasie wolnym pije sake, gra w kości i chodzi do burdelu, jednocześnie traktując swoją żonę jak rzecz. Nasi bohaterowie, ze współczesnym, indywidualistycznym systemem wartości są jak powiew świeżości dla tej zdegenerowanej i przegniłej struktury społecznej. Przy okazji odbrązawiania mitu kulturalnej samurajskiej Japonii nie omieszkano wspomnieć o skłonnościach i praktykach homoseksualnych pośród samurajów. Aluzje najczęściej są subtelne i dowcipne, więc nie powinny urazić ani homofobów, ani "kochających inaczej". Warto też zwrócić uwagę, że podobnie jak w poprzedniej produkcji Watanabe, notorycznie pojawia się motyw głodu. Nie jest to pierwsze anime, które akcentuje ten problem, co może świadczyć o tym, że dla Japończyków stanowi on wciąż silną i żywą traumę.


  


"Samurai Champloo", ze swoją anachroniczną i postmodernistyczną konwencją, może być uznany za anime wybitne, lecz jedynie pod warunkiem, że się z góry tę konwencję zaakceptuje. W przeciwnym razie serial będzie sprawiać wrażenie co najwyżej groteskowego. Przestrzegam zarazem, że pojawiająca się w nim brutalność i niekiedy wulgarność mogą zrazić co wrażliwszych. Jednak "Samurai Champloo" nie można odmówić specyficznego, mołojeckiego uroku, a w jego odbiorze nie przeszkadzają nawet liczne odniesienia do hip- hopowej subkultury, której przecież nie każdy musi być entuzjastą.




SAMURAI CHAMPLOO

Rok produkcji: 2004, Japonia
Czas trwania: 23 min. (26 odcinków)
Reżyseria: Shinichiro Watanabe
Scenariusz: Dai Satou, Shinji Obara, Ryouta Sugi i inni
Muzyka: Fat Jon, Force of Nature, Nujabes, Tsutchie
Projekt: Kazuto Nakazawa, Mahiro Maeda
Produkcja: Manglobe INC

Głosy podkładali:

Ayako Kawasumi (Fuu), Kazuya Nakai (Mugen), Ginpei Sato (Jin), Koichi Sakaguchi (Kikumaru), Akio Otsuka (Okuru), Norio Wakamoto (Bundai), Sho Hayami (Shoryuu), Bon Ishihara (Miyamoto Musashi), Ken Yamaguchi (Suzukichi), Koji Nakata (Kasumi)
e-mail Autor recenzji gościnnej: Hitori Okami Moja ocena: 10/10 
Klub Miłośników Filmu, 6.09.2011 STRONA GŁÓWNA KMF | WIĘCEJ RECENZJI ANIME