STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE



Dlaczego na ekrany polskich kin nie wprowadzono np. „Haute Tension”*? Ten niezwykle krwawy horror w reżyserii Aleksandre Aji, z usianym nielogicznościami i nieco naciąganym, ale szokującym finałowym twistem, to kwintesencja slasher-movies - ah, ta finałowa rzeźnia piłą tarczową! Dlaczego nasze kina ominął „Human Centipede”? Owszem, oceny zebrał dość średnie, a tematyka w nim poruszona była, krótko mówiąc, obrzydliwa, ale film ten przynajmniej szokował, zaznaczył swoją obecność w popkulturze (patrz odcinek South Park pod tytułem „Human CentiPod”), odważył się pokazać coś tak chorego i niewyobrażalnego, że po seansie długo dochodziło się do siebie, zastanawiając się, z czym się właśnie miało do czynienia. W dodatku wzbudzał emocje i wywoływał dyskusje na temat granic obleśności i absurdu w horrorze. Słowem, był jakiś.

Teraz z innej beczki. Dlaczego polscy dystrybutorzy po roku od premiery, ściągają do naszych kin coś takiego jak np. „Wrecked” (premiera już w grudniu, pora się okopać!) ze skądinąd dobrym aktorem Adrienem Brodym? Ten film o poobijanym gościu czołgającym się przez las, to ani kino grozy, ani thriller, ani sensacja, lecz środek nasenny i to bardzo skuteczny. Po co takie nudy ściąga się zza oceanu do naszych kin, pomijając mnóstwo innych, naprawdę wartych uwagi filmów? W przeświadczeniu, że polscy dystrybutorzy raz za razem popełniają gafy, utwierdzają mnie kolejne, nachalnie wpychane na nasze ekrany części „Piły” i „Oszukać przeznaczenie” – skierowane chyba tylko do ortodoksyjnych fanów tych cykli, ewentualnie filmowych masochistów lub niedzielnych, niewymagających widzów, oglądających jeden horror na dekadę.

Myślałem, że gorzej być nie może...

Może, a imię jego „Hidden 3D” (po polsku „Sanktuarium 3D”). W dużym skrócie: grupa młodych ludzi trafia do starego laboratorium z labiryntem korytarzy i skrywaną tajemnicą sprzed lat, wow!, fabuła zwala z nóg, brawo. Postacią pierwszoplanową są owady 3D, animowane tak widowiskowo, jakby przybyły do nas z przeszłości - czas ich powstania datuję mniej więcej na okres powstania „Kosiarza umysłów”, gdy efekty komputerowe raczkowały. Za każdym razem gdy pojawiają się te owady, któryś z młodych ludzi ginie. Pojawiają się też dzieci, z buziami pomalowanymi na czarno, prawdopodobnie przez mało utalentowane kosmetyczki z Galerii Handlowej na promocji czarnej kredki. Te dzieci starają się być przerażające, ale są śmieszne, szczególnie mała dziewczynka, która straszność próbuje pokazać szurając jedną nóżką o podłogę jak konik przed startem do biegu. A na końcu filmu, gdy już większość młodych ludzi nie żyje zamordowana przez owady 3D lub śmieszne dzieci, pewna pani wszystko wyjaśnia, dostaje prętem w bebechy i umiera. Śmieszne dzieci umierają razem z nią – jedna z dziewczynek bardzo teatralnie łapie się za brzuch, że niby ją też przebił pręt – to jedna z najzabawniejszych scen w „Hidden 3D”. I tak film się kończy. A nie, zaraz, zapomniałbym o najważniejszym! W ostatniej scenie owady 3D próbują wydostać się z laboratorium i zdychają, oczywiście tuż przed kamerą, żeby był dobry efekt 3D.

   


Mam nadzieję, że skutecznie zdradziłem wam całą fabułę i spaliłem finał „Sanktuarium 3D”. Z pełną świadomością nie zamieściłem na początku recenzji żadnego ostrzeżenia o spojlerach, bo chciałem spieprzyć ewentualny seans każdemu, kto wpadnie na szalony pomysł wydania na bilet kinowy jakichkolwiek pieniędzy. Ludzie, przyjaciele, czytelnicy, nie idźcie do kina na „Sanktuarium 3D”, nie ściągajcie go nawet z internetu, bo szkoda na niego prądu, łącza, czasu, przestrzeni dyskowej i waszych oczu. Powiedzcie stanowcze NIE chłamowi 3D ściąganemu przez polskich dystrybutorów i kopnijcie ten film z całej siły w dupsko. „Sanktuarium 3D” nie jest godne być nazywane horrorem, dreszczowcem, czy thrillerem. Fabuła, nieudolnie pozszywana z horrorowych schematów jest groteskowo-pretekstowa, postaci są nijakie, a zabójstwom nie towarzyszy ani groza, ani pomysł, ani krew, ani dramaturgia, a jedynie owady 3D. Ok, zielonkawa kolorystyka podziemnych laboratoriów i dekoracje są całkiem w porządku, ale jakby ładne one nie były, gapienie się na fajne ściany czy spoko meble nie zastąpi scenariusza, reżyserii i aktorstwa.

Dlaczego do polskich kin nikt nie ściągnął klimatycznego „Trick ‘R Treat” (2008), który w okresie Halloween sprzedałby się w naszych kinach jak ciepłe bułeczki? Dlaczego zapycha się repertuar chłamem pokroju „Pił 3D”, „Oszukać przeznaczenie 3D”, „Nocy rekinów 3D”, czy wspomnianego tu, wołającego o pomstę do nieba „Sanktuarium 3D”? Aktualny stan rzeczy to beton, i choćbym nawet wbił recenzowany gniot w ziemię, nie sprawię, że nasi dystrybutorzy poszerzą nagle horyzonty i zaczną szukać dobrych, ciekawych, zaskakujących horrorów, zamiast karmić nas nieoglądalnymi koszmarkami i sprawiać, że na hasło „3D” niedługo zacznie nas mdlić. I właśnie to, a nie "horrory 3D" jest w tym wszystkim najstraszniejsze.


OCENA: 1/10


* - „Haute Tension” został wydany w Polsce na DVD pod tytułem „Blady strach”


Sanktuarium 3D (Hidden 3D)

Rok produkcji: 2011, USA
Czas trwania: 80 min.
Reżyseria: Antoine Thomas
Scenariusz: Alan Smithy
Zdjęcia: Benoit Beaulieu


Aktorzy:

Sean Clement, Simonetta Solder, Jordan Hayes, Jason Blicker, Bjanka Murgel, Devon Bostick, Dawn Ford, Elliott Larson, Alessia Agrosì

 


Autor tekstu: Rafał Donica - DUX [e-mail]  | Klub Miłośników Filmu, 13 października 2011
Oprawa html: Filip Jalowski - FIDEL [e-mail]



STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE



Podziel się