OD "SCARFACE" DO "SCARFACE" W STRONĘ ESTETYZACJI PRZEMOCY


Rozdział 6
120...


Przemoc stała się kategorią rozrywki. Ma dostarczać wrażeń, a jej estetyzacja sprawia, że widz nie odwraca głowy z obrzydzeniem. Krew staje się piękna, bo taką uczynił ją De Palma, ten sposób powtórzył Tarantino. Obok takich filmów istnieje szeroki gatunek gore, któremu także trudno odmówić albo estetyki albo kiczu... a najczęściej przeplatania się obu tych elementów. Jednak natężenie okrucieństwa nie zawsze budzi przychylność. Pomijając dramaty, gdzie przemoc nie musi stanowić głównego aspektu, a wpisuje się w przeżycia bohaterów, jest rzeczywista, warto przyjrzeć się obrazom, które chociaż utkane z przemocy, nie czynią z niej kategorii estetycznej. Przy Peckinpahu wspomniałam o "Salo...". I w kilku słowach jemu ta ostatnia część zostaje poświęcona, pominięcie tego utworu graniczyłoby z zaniedbaniem. To ten film stanowi kwintesencję słowa "przemoc". Ukazuje ją, nie odbierając jej realnego wymiaru, nie czyniąc z niej rozrywki.




Film, będący luźną ekranizacją dzieła Markiza De Sade, utkany wyłącznie z destrukcyjnych pragnień, które można realizować dzięki nieograniczonej władzy. To jednak nie ta fizyczna przemoc budzi największą grozę, a ta oparta na próbie uczynienia z człowieka istoty, którą pozbawia się zupełnie godności. Sadystyczne praktyki, tryumf zła nad niewinnością i faktyczne jego zwycięstwo. Jest to zło nie mające niczego wspólnego z pięknem, budzi obrzydzenie. Obrzydzenie to samo, jakie wywołuje sam obraz, gdy widz pozwoli się zmanipulować. Chciałabym napisać, że nigdy nie lubiłam tego filmu, ale to stwierdzenie niczego wnieść nie może, albowiem ten film powstał po to, aby go nienawidzić. "W moim teatrze publiczność nie ma się przeglądać jak w lustrze, ale powinna zostać wytrącona z równowagi."7 Film został zrealizowany w myśl tej idei. Widz ma prawo do wściekłości względem twórcy, ma prawo się sprzeciwiać, ma prawo poddać się irytacji, ma prawo zanegować przydatność tego filmu. Bowiem cóż pozytywnego można o tym dziele powiedzieć? Nie stanowi o kryterium przyjemności, nie stanowi także o nas samych, albowiem nie spełnia przecież roli zwierciadła. Przy całej swej perfidii staje w opozycji do kanonu, kanonu, którego widz pragnie, w który wpisują się zarówno twórcy, jak i odbiorcy. Jak więc ten film mógł uniknąć potępienia, czy wpisania go na indeks filmów zakazanych (sic!), skoro... faktycznie nie pokazał niczego, co nie byłoby częścią człowieka, co nie byłoby znane z historii? Tyle, że ta część jest doprowadzona do ekstremum. Mamy do czynienia z prostą prawdą, że zło może dominować, że chociaż film tak duże oburzenie wywołuje, to faktycznie sprzeciw wobec fikcji nie pociąga za sobą sprzeciwu wobec rzeczywistości - a nawet jeżeli, to nigdy nie będzie on równie hałaśliwy i skuteczny. Seks, z którym mamy do czynienia u Pasoliniego jest odrażający, związany wyłącznie z przemocą i czerpaniem chorej satysfakcji z zamieniania go we wszystko to, co czyni go brudnym, odbiera mu jakiekolwiek aspekty związane z przyjemnością. Maltretowanie fizyczne przeplata się z psychicznym, piękno reprezentują tu jedynie ofiary, ale to ów atrybut zostaje im kolejno odbierany. Oprawcy są odpychający, starzy, pomarszczeni, widz nie wykazuje wobec nich jakiegokolwiek zrozumienia, nie tylko oceniając ich poprzez ich czyny. Faktycznie, bowiem gdyby byli niczym greccy bogowie, czy poddani zostaliby temu samemu potępieniu? Zło uzyskuje przyzwolenie, gdy posiada argumenty. Oni jednak tworzą przemoc dla niej samej, dla zaspokojenia swych żądz, dając się uwieść nudzie.




Ów obraz Pasoliniego trafnie koresponduje z jego dramatem "Orgia". Pasolini bardzo często posługiwał się symbolem ciała i odwoływał do seksu. W "Orgii" obserwujemy pragnienia pary małżeńskiej, które wprowadzają w czyn, w zaciszu swej sypialni, opierające się na gwałcie, na złączeniu stanu podniecenia z brutalną przemocą.


Więc prawdziwej rzeczywistości nie wyrażamy słowami,
Ale poprzez nas samych, wykorzystując nasze ciała
Jako znaki. Ja jako ofiara, ty jako kat.
Ty jako ofiara, która pragnie zabić. Ja
Jako kat pragnący śmierci.8


Są to słowa negujące wprost znaczenia słów, podające dla nich alternatywę mowy ciała, mowy, którą Pasolini wykorzystuje w "Salo...". W "Orgii" przyzwolenie na przemoc znosi wszelkie bariery, sprawia, że przestaje istnieć granica, afirmacja przemocy nie wystarcza, przyjemność z jej zadawania ulega wyczerpaniu poprzez akceptację... prowadzi to do tragedii i samobójstwa, od którego dramat się rozpoczyna.


Bezgraniczna przyjemność bycia poniżanym;
Zwłaszcza kiedy uważamy się za niewinnych.9




Ofiary w "Salo..." są ofiarami, które nie odgrywają przedstawienia. Dlatego oprawcy z maltretowania czerpią tak dużą przyjemność. Pasolini, począwszy od swej młodości, występował w roli oponenta, oponenta względem ojca - faszysty, a z czasem oponenta wobec społeczeństwa, które nie oszczędziło mu ataków. Adwersarz kultury masowej, indywidualista, nie podlegający niepisanym normom. Ze względu na ów fakt "Salo..." nie należy oceniać poprzez standardy. Bowiem o czym faktycznie traktuje ów film? Czy dzięki niemu zbliżamy się do poznania konkretnych czasów, czy samych siebie? Zapewne nie, ale możemy dowiedzieć się czegoś o ludzkich wynaturzeniach, a skumulowaniu tego wszystkiego, co najgorsze w jednym miejscu. Wszystkiego, wobec czego pozostajemy bezsilni i przed którą to bezsilnością uciekamy we wściekłość, która rodzi jedynie tym większą bezradność. Nie lubię określać filmów mianem "trudnych", jednak w tym przypadku to słowo pasuje niestety idealnie. Trudno bowiem się ogląda ten obraz. Tym trudniej widzowi, przyzwyczajonemu do blichtru, jaki roztacza przemoc, przyzwyczajonemu do jej rozrywkowości i naznaczenia jej swoistym pięknem.



POPRZEDNI ROZDZIAŁ | POWRÓT DO WYBORU | NASTĘPNY ROZDZIAŁ