OD "SCARFACE" DO "SCARFACE" W STRONĘ ESTETYZACJI PRZEMOCY


Rozdział 5
KONIEC


Dzieła Hawksa i De Palmy pomimo zbieżnej treści różnią się rozłożeniem akcentów. O ile w pierwowzorze na plan pierwszy wysuwa się wszystko to, co otacza człowieka, życie codzienne zostaje zamknięte na ekranie, o tyle w scenariuszu Olivera Stone'a, chociaż społeczne tło się pojawia (w innym, bardziej aktualnym kontekście historycznym), ważniejszy jest sposób obrazowania przemocy, dokonywanie jej celebracji, co służy alegorycznemu przedstawieniu Amerykańskiego Snu i niezwykle surowej ocenie tegoż. Film przestrzegający, portretujący rzeczywistość, zamieniony zostaje w niesamowity spektakl, gdzie przemoc podlega normom estetyzacji. Zarówno jednak Hawks, jak i De Palma wychodzą naprzeciw oczekiwań ludzi sobie współczesnych. Człowiek żyjący w czasie wojny gangów, mogący zostać zabity w sposób przypadkowy, nie potrzebował oglądać w kinie potoku krwi i makabrycznego tańca brutalności (nie pozwalała na to również cenzura). Co innego, gdy mafia stała się bardziej "ucywilizowana", albowiem wówczas przemoc zamieniła się w rozrywkę; gdy wpajane społeczeństwu wartości zyskały po konflikcie wietnamskim głębokie rysy fałszu.




Zarówno u Hawksa jak i De Palmy idea Amerykańskiego Snu zostaje ściśle powiązana z przestępstwem i drogą przemocy. O ile bohaterowie - zarówno Tony Montana, jak i Tony Camonte - nie są nazbyt inteligentni, wykształceni, to jednak dość szybko orientują się, że to nie ta legalna praca daje szybki zysk oraz spełnienie marzeń. Hasło jakie im przyświeca jest hasłem reklamowym: "THE WORLD IS YOURS" - ot marketingowy chwyt, oni jednak sięgają po nie i pod nim (zarówno dosłownie, jak i w przenośni) umierają. Camonte'a poznajemy w czasie, gdy jego kariera już trwa, Montanę, gdy jako kubański emigrant przyjeżdża do kraju, w którym realizują się pragnienia. Obydwaj po te pragnienia sięgają. A sięgają, bo posiadają ku temu predyspozycje - pewność siebie, bezczelność, przeświadczenie o swej wyjątkowości. Wykorzystują możliwości. W latach 20. oraz 30. otwiera takie prohibicja. W czasach współczesnych narkotyki i korupcja wśród bankierów i policjantów.




O ile kino sprzed wielu dekad bezpośrednio unikało scen mordu - co jednak nie przeszkadzało liczyć w dziesiątkach ofiar śmiertelnych - o tyle współczesne kino z sadystyczną przyjemnością zatrzymuje się przy brutalnych scenach, dokonując ich gloryfikacji. Wystarczy spojrzeć na dzieło Scorsese z roku 2002, w sposób niezwykle ciekawy przedstawiające historię tworzenia się Ameryki, ukazującym narodziny narodu, nie unikającym scen przemocy. O ile brutalność zostaje tu w sposób naturalny uzasadniona, o tyle przemoc nie służy wyłącznie tworzeniu kontekstu historycznego, a jest częścią spektaklu. Jest dość stonowana, krwi aż tak wiele nie uświadczymy, jednak duże wrażenie robi, gdy dwa gangi znajdują się naprzeciw siebie, gotowe do starcia. Oczywiście przemoc jest nieodzowną częścią gangsterskiego świata, jednak wcześniejsze, wybitne dzieło tego twórcy: "Chłopcy z ferajny" (oparte na faktach), w dużej mierze powraca w swych założeniach do początku kina. Czy chociażby scena duszenia kablem telefonicznym w sposób równie trafny będzie funkcjonowała poza kontekstem innych scen? Przemoc jest podobna do tej, którą widzimy u Hawksa: wpisana w codzienność, stanowiąca część świata w jakim funkcjonują gangsterzy. Jednak ten styl nie jest obecnie spotykany. Poza "Chłopcami z ferajny" można jeszcze wymienić chociażby "Dawno temu w Ameryce" Sergio Leone, który odwołuje się do całego gatunku jakim jest kino gangsterskie, wraz ze swymi różnorodnymi motywami i smaczkami. Przytłaczająca część filmów czyni z przemocy jednak tylko i wyłącznie rozrywkę, a nieczęsto jest to rozrywka tak wspaniała jak ta, której autorem jest np. Tarantino.




"Scarface" De Palmy, chociaż stanowi remake dramatu społecznego nacechowanego realizmem, poprzez czynienie z przemocy osobnego przedstawienia, odrealnia ją i chcąc zrozumieć jej sens i wyłapać kontekst historyczno-społeczny musimy ująć ją w nawias metafory, potraktować niczym brutalną przypowieść, która w swej pierwszej warstwie będzie stanowiła zawsze pokarm dla oczu, podlegający normom krwawej estetyzacji. To, co faktycznie odróżnia "Człowieka z blizną" Hawksa od "Człowieka z blizną" De Palmy jest zamknięte na poziomie dosłowności. Trudno jest we współczesnym kinie gangsterskim, podległym gatunkowi sensacji, złożonym z hucznych pojedynków na karabiny, odszukać to samo, co w kinie skierowanym na dydaktyczne ujęcie. Filmy jak "Scarface" De Palmy zostawiają widza samego sobie z kłopotliwym przesłaniem, chociaż na tyle szczelnie okrywają je estetyką, że widz najczęściej nie czuje się zobowiązany do sięgania po kolejną warstwę, warstwę znaczeniową, która stanowi już gorzką pigułkę i bolesny obrazek załamania się pięknego mitu...




Zatem ten brutalny sposób kreowania rozrywki nie stanowi wyłącznie sposobu na schlebianie widzowi, poprzez dostarczanie mu mocnych wrażeń. Mając świadomość, że zawierają się w tym zmiany jakie zaszły w mentalności widza, zmiany jakie zaszły w kinie, również taka błyskotka może być przydatna w poznawaniu zarówno przeszłości, jak i teraźniejszości. Z tą różnicą, iż "Scarface" De Palmy zamyka w klamrę alegorii przemiany jakie zaszły na przestrzeni dziesiątków lat, i o ile "Scarface" Hawksa można zrozumieć i rozważać koncentrując się na tym jednym dziele, o tyle taka wiedza nie może wystarczyć w przypadku remake'u. Jeżeli bowiem zapomnimy o Peckinpahu i o tym co zapoczątkował, a co miało zupełnie inny cel aniżeli skutek, jeżeli nie weźmiemy pod uwagę faktu, że przemoc stała się stałym elementem wszelkich przekazów telewizyjnych, jeżeli zapomnimy o załamaniu się wiary w państwo, to faktycznie "Scarface" z genialną rolą Pacino stanie się wyłącznie bezmyślną rozrywką ze wstępem ukazującym moment historyczny. Jednak nie wydaje się, aby można było zanegować cele poznawcze tego dzieła, wystarczy bowiem spojrzeć na nie w szerszej perspektywie. I to jest trudność, jaka staje przed współczesnym widzem. Film gangsterski lat trzydziestych pozwalał na oglądanie dzieła i ujrzenie w nim dydaktyzmu, obecnie stanowi to większy kłopot, albowiem estetyzacja przemocy w sposób naturalny przykrywa warstwą wizualną warstwę znaczeniową.



POPRZEDNI ROZDZIAŁ | POWRÓT DO WYBORU | NASTĘPNY ROZDZIAŁ