Przeciętność boli.
I to jak boli. Temu, kto raz zaznał sławy, chwały czy władzy, ciężko jest ją porzucić i wrócić do bycia jednym z wielu; temu, kto raz zaznał luksusu i przyjemności posiadania tego, co chce, ciężko to wszystko poświęcić i zaakceptować powrót do punktu wyjścia - szarej rzeczywistości. Opowiadając historię braci Blaine, Woody Allen po raz kolejny - wcześniej w znakomitym "Match Point" ("Wszystko Gra") - zapuszcza się w ciemne zakamarki ludzkiej duszy, traktując opowieść o ironii losu, winie, wolnej woli i przypadku w sposób typowo dla siebie przewrotny, lecz już całkowicie poważny, nie tak jak w swoich wcześniejszych filmach ("Zbrodnie i wykroczenia"); stawia konkretne pytania, z czego najważniejszym wydaje się być: Do czego bylibyście zdolni, żeby utrzymać osiągnięty w życiu cel? Łatwych odpowiedzi nie ma, w zasadzie ciężko o jakąś jednoznaczną konkluzję, jednakże reżyser i scenarzysta przyglądając się swoim bohaterom stawia przed widzem kilka mało przyjemnych tez i zaprasza do refleksji czy nawet dyskusji nad moralnymi kwestiami zawartymi w filmie. Najnowszy film Allena to solidny obraz, który po raz kolejny ugruntuje pozycję reżysera, i po raz kolejny pokaże, że Nowojorczyk czuje się dobrze nie tylko w intelektualnych błazenadach. Problem w tym, że "Sen Kasandry" to kino solidne, lecz wtórne.
Wtórne właśnie względem "Wszystko Gra", którym Allen po kilku latach słabszej formy wrócił do łask zarówno widzów, jak i krytyków, i przy okazji radykalnie zmienił autorski image: ze swojego ukochanego Nowego Jorku przeniósł się do Wielkiej Brytanii, a typową dla siebie, praktykowaną przez dekady specyficzną komedię, czy też specyficzny komediodramat, zamienił na thriller z egzystencjalnym zacięciem. W "Match Point" Woody ze znakomitym skutkiem operował na "Zbrodni i Karze" Dostojewskiego, jednocześnie tworząc nową jakość i przewrotnie bawiąc się z widzem i jego oczekiwaniami. W "Śnie Kasandry" wpływ tej powieści jest również zauważalny, lecz tym razem Allen na warsztat wziął inne dzieło Rosjanina - "Braci Karamazow". Już to samo w sobie powinno stanowić świetny materiał na film, a dodatkowo twórca czerpie z dokonań Hitchcocka w kategorii suspensu i zamyka całość w ramach klasycznej tragedii greckiej (co sugeruje chociażby sam dobór tytułu), lecz w ostatecznym rozrachunku wszystkie te starania schodzą na drugi plan, bo "Sen Kasandry" i tak z miejsca kojarzy się z tym, od czego Allen chciał uciec - "Wszystko Gra". I nie jest tak, że ja sobie wymyśliłem to porównanie, wtórność podstawowych założeń widać jak na dłoni już po kwadransie, niektóre motywy kojarzą się bezpośrednio, a w ogólnym rozrachunku opisywany tu obraz różni się jedynie szczegółami i częściowo końcowym wydźwiękiem.
Za podstawę dla swoich rozważań Allen bierze sytuację, w której Ian i Terry Blaine, pierwszy z wielkimi planami na przyszłość i przypadkową okazją na awans w społecznej hierarchii, drugi zadłużony po uszy przez ciągotki do pokera i planujący założenie własnego interesu, dostają propozycję od swojego ukochanego - co jest ważne dla późniejszej kwestii moralnej - wujka: pomoże im, czyli spłaci długi i wypisze tłuste czeki, żeby postawić ich na nogi, jeśli oni pomogą jemu. Niby prosta sprawa, ale w tym momencie pojawia się dylemat, gdyż wujek prosi, żąda wręcz - przecież rodzina musi się wspierać w trudnych chwilach! - by siostrzeńcy zabili pewnego jegomościa, który może go wsadzić do więzienia za machlojki finansowe. Dylemat ten stanowi prawdziwe rozpoczęcie i oś akcji, choć pojawia się dopiero mniej więcej w połowie filmu, niemniej to, co widzimy wcześniej jest nie mniej ważne, bo te szczegóły i szczególiki; przypadkowe spotkanie pięknej kobiety z zepsutym samochodem, nadanie zakupionej łodzi nazwy pochodzącej z tragedii greckiej, teoria Terry'ego o szczęściu w hazardzie - wszystko, co doprowadza braci przed oblicze moralnego dylematu, stanowi część precyzyjnej konstrukcji scenariusza, w której, paradoksalnie względem przypadku i ironii losu, które rządzą i bawią się życiem braci, wszystko się pięknie zazębia i konsekwentnie prowadzi Iana i Terry'ego ku ich smutnemu przeznaczeniu.
Kiedy dla Chrisa z "Match Point" los jest łaskawy, a wszystko co robi, jest kwestią przypadku i o przypadkowe zdarzenia się rozbija, pozostawiając widza w emocjonalnej huśtawce do samego końca; czy mu się uda, czy nie, to w przypadku braci Blaine Allen nie pozostawia żadnych złudzeń co do moralnego rozwiązania akcji. Ian i Terry muszą przegrać, choć nie są złymi ludźmi, wręcz przeciwnie - są normalni, mają swoje problemy, plany i marzenia, lecz pokusa jest zbyt silna, by mogli jej się oprzeć. Pokusa - to ona napędza poczynania bohaterów, stanowi ich motywację i sprawia, że usprawiedliwianie się przychodzi im tak łatwo. Do pewnego momentu oczywiście, kiedy wszystko zaczyna walić się jak domek z kart. W chwili, kiedy zaczynają pojawiać się indywidualne cechy jakże jednak odmiennych braci, następuje wolna amerykanka, która dzieli ich na: pewnego siebie i słuszności tego, co robi (w końcu należy pomóc wujkowi-dobroczyńcy) Iana, walczącego o zdobyty niedawno styl życia i coraz bardziej wątpiącego w obraną ścieżkę, stawiającego pytania o przekraczanie granic Terry'ego. Ból przeciętności skonfrontowany z moralnie dwuznaczną okazją na dostatnie życie daje Allenowi pole do popisu; reżyser zagłębia się w motywacje braci, zastanawia się nad rolą przypadku, umiejętnie dostrzega niebezpieczeństwa frustracji przeciętnością oraz pozostawia przestrzeń dla każdego na własne refleksje. I to właśnie uznaję za największą zaletę filmu - retoryczne pytania reżysera do widzów: Co wy byście zrobili na ich miejscu? I skąd wiecie, że zrobilibyście właśnie tak?
Jeśli ktoś oglądał "Match Point", nie znajdzie w nowym filmie Allena nic poza solidnym, rzemieślniczym kinem. Gdyby "Sen Kasandry" powstał pierwszy, byłby prawdopodobnie uznany za lepszy, wyraźniejszy i co najważniejsze - świeży. Ale nie powstał. Dlatego decyzję Allena o powtórce z rozrywki można potraktować jako solidną, a jednak wartą obejrzenia ciekawostkę i mieć nadzieję, że reżyser nie zaleje nas w ciągu najbliższych pięciu lat podobnymi obrazami różniącymi się jedynie sztafażem. Woody Allen nie musi się martwić o ból przeciętności.
 |
SEN KASANDRY
Tytuł oryginalny: Cassandra's Dream
Rok produkcji: 2007
Kraj: USA, Wielka Brytania, Francja
Czas trwania: 108 minut
Reżyseria: Woody Allen
Scenariusz: Woody Allen
Zdjęcia: Vilmos Zsigmond
Muzyka: Philip Glass
Obsada:
| Ewan McGregor | .....Ian |
| Colin Farrell | .....Terry |
| Tom Wilkinson | .....Howard |
| Hayley Atwell | .....Angela Stark |
| Sally Hawkins | .....Kate |
|
 |
 |
Autor recenzji: Dariusz Kuźma - BEOWULF |
Klub Miłośników Filmu 25.04.2008 |
|