
Interesujące, że biograficzne filmy oparte na prawdziwych wydarzeniach i poświęcone zabójcom, którzy rzeczywiście istnieli i zabijali, to w większości słabe kino. Chlubnym wyjątkiem jest z pewnością znakomity i przerażający "Obywatel X" z rewelacyjnym Jeffrey'em DeMunn w roli Andreia Chikatiło. Jednak inne obrazy, często z ambicjami paradokumentalnymi, to przesycone scenami gore horrory, zorientowane na płytkie szokowanie naturalistycznymi scenami zbrodni, bez próby psychologicznej czy chociażby nawet faktograficznej analizy. Jeffrey Dahmer czy Ted Bundy jawią się w nich trochę jak inne wersje Jasona czy Freddy'ego, a nie zdeprawowane, mroczne, a jednak przecież ludzkie umysły. Patrzy się na ich historię jak na każdy inny horror, jakby to, na co patrzymy, było czystą, rozrywkową fantazją. A tak nie jest.
OBYWATEL X
Reżyseria: Chris Gerolmo, 1995
Najsłynniejszy i najbardziej bestialski seryjny zabójca w historii Rosji. Przed egzekucją przyznał się do 56 zabójstw. Popełnił akt nekrofilii na co najmniej jednej ze swoich ofiar.
Najbardziej tragicznym elementem historii Chikatiło jest niewątpliwa pomoc, jaką niespodziewanie stała się dla niego struktura władzy i mechanizmy śledztwa powszechne w Związku Radzieckim. Problemy biurokratyczne, błędy proceduralne, niechęć ze strony Partii, wreszcie uboga wiedza na temat seryjnych morderców, niedostateczne środki finansowe - wszystko to nie tylko ułatwiło Chikatiło jego morderczą działalność, ale co gorsza, doprowadziło do zatrzymania i oskarżenia niewinnego człowieka. Dzięwietnastoletni Yuri Kalenik, opóźniony umysłowo chłopiec, został aresztowany bez prawa do zachowania milczenia i bez prawa do adwokata. Zaprzeczał, jakoby zabił kogokolwiek, jednak regularne bicie zmusiło go do zmiany oświadczenia. Były to czasy, kiedy niewiele jeszcze wiedziano o mechaniźmie fałszywego przyznania się do winy. Zmęczony i przestraszony, chłopiec robił wszystko, by zadowolić milicjantów, a z uwagi na ograniczone możliwości umysłowe łatwo poddawał się sugestii. Tymczasem maniak na wolności uderzył po raz kolejny. Kalenik nie był ostatnim, który w toku tej sprawy przyznał się do niepopełnionych zbrodni, co utrudniało i spowalniało pracę detektywów. Brakowało świadków, mikrośladów i dowodów rzeczowych. Śledztwo utknęło w martwym punkcie.
Obserwacja przeprowadzona na dworcu doprowadziła do wyłuskania z tłumu podejrzanie zachowującego się mężczyzny. Kiedy dziewczynka, z którą rozmawiał, wsiadła do autobusu, nawiązał od razu rozmowę z kolejną. Jednak zaczepiony przez funkcjonariusza tłumaczył, iż jako były nauczyciel lubi rozmawiać z młodzieżą. Nie było podstaw, by zatrzymać Andreia Chikatiło, jak przedstawił się podejrzany. Niemniej, w błysku intuicji, funkcjonariusz postanowił go śledzić. Nieco później, pod zarzutem nieobyczajnego zachowania w miejscu publicznym, gdy korzystał z usług prostytutki, Chikatiło aresztowano. Znaleziono przy nim nóż, zwój sznura, tubkę wazeliny i zabrudzony ręcznik. Niestety, żaden ślad nie wskazywał na Chikatiło na tyle, by zatrzymać go na dłużej. Był członkiem Partii o nienagannej opinii, zaprzeczał wszystkim oskarżeniom, a ponadto miał grupę krwi A, podczas gdy zabójca, jak ustalono, miał grupę AB. Został wypuszczony. Morale całej grupy dochodzeniowej, wobec braku postępów w śledztwie, drastycznie się obniżyły. W rozpaczliwej próbie usprawnienia przebiegu śledztwa dowodzący Wiktor Burakov zwrócił się o pomoc do psychiatry z Moskwy, doktora Aleksandra Bukhanovsky, który skonstruował profil psychologiczny zabójcy. Wedle profilu, poszukiwany miał być heteroseksualny, narcystyczny, skupiony na sobie, przekonany o własnych szczególnych uzdolnieniach, wyzbyty kreatywności. Zabijanie miało być dla niego substytutem doznań seksualnych. Doktor zwrócił też uwagę na elementy nekrofilii i przypuszczalny kanibalizm. Wiele praktycznej pomocy to nie przyniosło. Jedynym pewnikiem pozostawało przekonanie, że zabójca wybiera swoje ofiary na stacji kolejowej. Obserwacja stacji doprowadziła milicję do zatrzymania, po raz kolejny, Andreia Chikatiło. Wszystkie dowody, jakie mieli, były jednak poszlakowe. Podejrzany zaprzeczał wszystkiemu, nawet poddany presji psychicznej i szantażowany istnieniem świadków, którzy go rozpoznali. Pewny, iż schwytał właściwego człowieka, przerażony, że ten człowiek znów może wymknąć im się z rąk, Burakov zdecydował się złamać procedurę i po raz kolejny poprosił o pomoc doktora Bukchanovsky'ego. To okazało się być genialnym posunięciem. Wielogodzinna rozmowa, jaką doktor odbył z podejrzanym, przyniosła tak bardzo oczekiwane efekty. Chikatiło przyznał się do winy. Później sprawy ruszyły lawinowo. Opisał szczegóły i implikacje poszczególnych zabójstw, wskazał miejsca, gdzie ich dokonał, zdradził sekrety swojego modus operandi. To wystarczyło, by postawić go przed sądem. Uznany winnym, został skazany na karę śmierci i stracony w 1994 roku, dziesięć lat po tym, jak został zatrzymany po raz pierwszy.
|
 | |
 |
|
Andrei Chikatiło
| |
Jefrrey DeMunn
jako Andrei Chikatiło |
Jak wspominałam we wstępie tego rozdziału, film poświęcony Andreiowi Chikatiło jest jednym z lepszych filmów biograficznych o seryjnym mordercy. Nie dlatego, by skupiał się na starannej analizie psychiki Chikatiło czy jego motywacji. Wręcz przeciwnie, "obywatel X" jest tutaj postacią drugoplanową, działającą w tle. Istotą akcji filmu jest prowadzone śledztwo i utrudnienia biurokratyczne, jakie spotykało na swojej drodze, uwikłanie w politykę i bierna, a nawet wręcz agresywna postawa władz. Nieco przejaskrawiony w stosunku do rzeczywistych wydarzeń, film przyjmuje jednak formę gorzkiego oskarżenia wobec władzy komunistycznej i jej zakulisowych gierek oraz słabości systemu, który pozwolił Chikatiło tak długo działać bezkarnie. Przede wszystkim zaś, jest to obraz perfekcyjnie zagrany: Stephen Rea w roli dowódcy grupy dochodzeniowej, błędny rycerz walczący z wiatrakami, w pełni oddany misji schwytania i ubezwłasnowolnienia złoczyńcy, jego bezpośredni przełożony, Mikhail Fetisov (znakomity Donald Sutherland) mimo osobistych przekonań i chęci udzielenia pomocy jest bezradny i spętany decyzjami "ze szczytu" - razem tworzą znakomity, fascynujący duet. Max von Sydow odtwarza błyskotliwie i z rozmachem rolę psychiatry, który doprowadził ostatecznie do przełomu w sprawie Chikatiło. I wreszcie Jeffrey DeMunn jako sam Chikatiło - łagodząc nieco postać narcystycznego, amoralnego egocentryka, jakim rosyjski serial killer był w rzeczywistości, tworzy obraz słabego, zmanipulowanego przez własne obsesje chorego człowieka. Odrażające akty przemocy w zestawieniu z wątłą, naiwną twarzą intelektualisty w niedopasowanych okularach są podwójnie wstrząsające. To staranny, dopracowany film, który mimo dokładności faktograficznej unika jednak zbędnego epatowania przemocą.
Na koniec ciekawostka. W 2002 roku z inicjatywy mera Moskwy powstał projekt postawienia w centrum miasta rzeźby przedstawiającej Andreia Chikatiło. Rzeźba miałaby mieć formę fontanny ozdobionej światłami. Ponad połowa mieszkańców Moskwy poparła ten projekt, jedynie czternaście procent wyraziło zdecydowany protest. W obronie własnego pomysłu, mer stwierdził, że Chikatiło jest częścią historii Rosji i "nie powinniśmy się tego wstydzić" i że należy pamiętać, iż był także patriotą i szanowanym wykładowcą uniwersyteckim. Jakby tego było mało, mer dodał na koniec, że "my w Moskwie lubimy fontanny - zwłaszcza dzieci je lubią". Zostawiam bez komentarza.
 | |
MONSTER
Reżyseria: Patty Jenkins, 2003
Aileen Wuornos jest na najlepszej drodze do stania się tym, na co Amerykanie mają zręczne określenie "folk figure". Wokół jej słynnej sprawy narosła otoczka plotek, pomówień, mitów i legend. Niezbite fakty - była prostytutką, zabiła siedmiu mężczyzn na Florydzie, zaszokowała świat swoją publiczną spowiedzią. Została stracona w październiku 2002 roku. Wszystko to jest prawdą, jednak wiele mitów narosłych wokół jej osoby wypadałoby obalić.
Przede wszystkim, nie była ani pierwszą, ani nawet jedną z pierwszych seryjnych zabójczyń. Seryjne morderstwa popełniane przez kobiety mają równie długą historię, jak te popełniane przez mężczyzn. Różnica polega na tym, że niewiasty częściej kierują swój gniew w stronę rodziny bądź znajomych, chętniej też posługują się trucizną jako narzędziem zbrodni. Mimo tego jednak fakt, iż akurat Aileen Wuornos posługiwała się bronią palną, nie stanowi precedensu. Również opowieści o jej bujnym życiu seksualnym, w których przytaczała rekordową liczbę kochanków, są mocno przesadzone i niespecjalnie wiarygodne, chociaż media z lubością powtarzały oświadczenie Wuornos, jakoby miała w życiu 250 tysięcy kochanków. Liczba kontrowersyjna także z uwagi na jej oświadczenie, iż wszystkie zbrodnie popełniła broniąc się przed gwałtem.
Historia Aileen Wuornos stała się tak "medialna" przede wszystkim z trzech względów. Po pierwsze, z uwagi na zawód, jaki wykonywała. Prostytutki pracujące przy trasach szybkiego ruchu często padają ofiarami seryjnych morderców. Odwrócenie sytuacji dodawało sytuacji pikantnego smaku. Po drugie, dzieciństwo i wczesna młodość Wuornos były jak żywcem wzięte z powieści Dickensa. Jej ojciec był pedofilem i socjopatą, powiesił się w więzieniu w 1969 roku. Matka poślubiła go w wieku piętnastu lat, mieli dwoje dzieci - złożyła pozew o rozwód kilka miesięcy przed narodzinami Aileen. Nie radząc sobie z samotnym macierzyństwem, powierzyła syna i córkę opiece dziadków. Dopiero w okolicy dwunastych urodzin Aileen odkryła, że dziadkowie nie są jej prawdziwymi rodzicami. Stres, jaki w związku z tym przeżyła, wzmacniała jeszcze trudna relacja z dziadkiem, który był surowy, restrykcyjny, a w dodatku dużo pił. Mając trzynaście lat, Aileen zaszła w ciążę. Dziecko oddała do adopcji. Następnie rzuciła szkołę, uciekła z domu i została prostytutką. Kilka następnych lat przyniosło kolejne nieszczęścia. Brat Aileen, Keith, zmarł na raka krtani, dziadek zaś popełnił samobójstwo. Aileen wielokrotnie trafiała za kratki pod zarzutem kradzieży. Kiedy poznała w barze Tyrię Moore, wydawało się, że los wreszcie odmienił się na lepsze. Była szczęśliwa, zakochana i potrzebna. Jednak dziewczynom wiecznie brakowało pieniędzy.
Trzecim elementem wreszcie jest spektakularny proces Wuornos i to, co mu towarzyszyło. Po aresztowaniu Aileen policja podjęła wszelkie możliwe działania, by skłonić ją do przyznania się do winy. W tym celu zwrócili się do Tyrii Moore. Wszystkie rozmowy telefoniczne między nimi były nagrywane. Moore powtarzała Wuornos, że boi się aresztowania, że policja wciąż ją nachodzi i uważa za podejrzaną. W rezultacie Wuornos obiecała partnerce, że "jeśli trzeba będzie się przyznać, zrobię to". I zrobiła. Przyznała się do popełnienia siedmiu zbrodni, jednakże dodała, iż za każdym razem była to z jej strony obrona wobec aktu agresji. Z czasem jej historia zaczęła nabierać barw. Twarz Wuornos pojawiła się na pierwszych stronach gazet, jej nazwisko było na ustach wszystkich. Czując się sławną i ważną osobą, opowiadała swoją wersję zdarzeń każdemu, kto tylko chciał słuchać, za każdym razem dodając więcej spektakularnych szczegółów i przedstawiając się w coraz lepszym świetle. Niespodziewanie znalazła gorliwego obrońcę w osobie niejakiej Arlene Pralle. Arlene, twierdząc, iż działa z nakazu samego Boga, pojawiała się w talkshowach i udzielała licznych wywiadów kolorowym magazynom, przekonując, iż prawdziwa Aileen Wuornos jest dobrą, szlachetną kobietą o złotym sercu. Aranżowała też spotkania samej Wuornos z dziennikarzami, spotkania obfitujące w oskarżenia o korupcję, krótkowzroczność, egocentryzm, skierowane w stronę policji, prawników oraz w szczególności Tyrii Moore. Ta medialna szopka osiągnęła kulminacyjny punkt w momencie, gdy Arlene Pralle, ponownie powołując się na wskazówki Niebios, oficjalnie adoptowała Aileen Wuornos.
|
 | |
 |
|
Aileen Wuornos
| |
Charlize Theron
jako Aileen Wuornos |
Podczas rozprawy oskarżona już otwarcie mówiła o tym, że zabiła, ponieważ została zgwałcona, upokorzona i torturowana. Kiedy prokuratura bezlitośnie obnażyła kłamstwa i niekonsekwencje, jakich dopuściła się Wuornos, kobieta wpadła w szał. Takie ataki szału prezentowała jeszcze wielokrotnie. Krzyczała, że jest niewinna, wygrażała przysięgłym, ubliżała prawnikom. Uznana winną i skazana na karę śmierci, była drugą kobietą na Florydzie i dziesiąta w całych Stanach Zjednoczonych, która została stracona.
Jest kilka teorii dotyczących Aileen Wuornos - kim była i dlaczego zabijała. Jedna z nich została wykorzystana przez Patty Jenkins w filmie "Monster" głośnym z uwagi na błyskotliwą, nagrodzoną Nagrodą Akademii rolę Charlize Theron, którą zaiste niełatwo w tym filmie rozpoznać. Wspomniana teoria zakłada, iż Aileen była powodowana ogromnym głodem emocjonalnym. Pozbawiona miłości i akceptacji w dzieciństwie, kiedy znalazła w osobie Tyrii Moore (w filmie nosi ona imię Selby) bezpieczną przystań, nie chciała jej za nic utracić. Jedyną drogą zapewnienia sobie wierności i stałości kochanki wydawały się pieniądze. Z drugiej strony, szalał w niej ocean gniewu - do świata w ogóle, a do mężczyzn w szczególności. Film stawia Wuornos w pozycji ofiary: molestowana jako dziecko, dorosła kobieta boi się ludzkiej niechęci i nie chce zostać zraniona, dlatego przyjmuje postawę zaczepną i agresywną. W rzeczywistości jednak jest wrażliwa, ogarnięta desperackim pragnieniem zatrzymania przy sobie Selby, przez którą daje się wykorzystywać i manipulować emocjonalnie. Pozornie silniejsza z nich dwóch, w rzeczywistości łatwiej ulega psychicznemu szantażowi. Selby w interpretacji Christiny Ricci jawi się jako istota uległa i trochę niezrównoważona, z drugiej strony jednak wymagająca: uważa, że opieka i zabezpieczenie materialne należą jej się niejako automatycznie z uwagi na fakt, że tyle poświęciła dla tego związku - opuściła rodzinę, sprzeciwiła się ojcu. Niewątpliwie darzy Aileen uczuciem, a manipulacja, jakiej się dopuszcza, jest nieświadoma - jeszcze jedna z łańcucha zewnętrznych okoliczności, których Wuornos stała się ofiarą. Tym właśnie jest, według założeń filmu "Monster" - ofiarą, działającą w emocjonalnym amoku, zmaltretowaną, rozczarowaną życiem, skrzywdzoną, dla której pierwsza zbrodnia, dokonana w samoobronie, stała się przyczynkiem do działania w myśl idei "skrzywdzę was, nim wy skrzywdzicie mnie". Na ile można zaufać tej filmowej wizji, to już każdy musi sam ocenić, zapoznając się z faktami dotyczącymi rzeczywistej Aileen Wuornos. Faktem jest, że pomimo swojego głośnego i ordynarnego zachowania, Aileen w interpretacji Charlize Theron budzi współczucie dla nieszczęśliwej kobiety, która tak desperacko walczy o przegraną sprawę. Sama Theron zaś jest rewelacyjna. Mimo wątpliwości zatem, czy portret Wuornos został przedstawiony prawidłowo i z poszanowaniem faktów, i czy wyszło mu na dobre to, że tak wiele z nich przemilczano, dla tej roli warto ten film zobaczyć.
 | |
|
Nie ma chyba w historii seryjnych zabójstw pary, która zainspirowałaby twórców kina w taki sposób i na taką skalę, jak Charles Starkweather i Caril Fugate. Obsesyjna miłość, brak poszanowania dla reguł, pęd ku niezależności doprowadzony do szalonego absurdu, wreszcie bezkompromisowość wyzbyta jakiegokolwiek moralnego ogranicznika to wystarczająco żywotne elementy, by inspirować kolejne wizje artystyczne. Ta inspiracja raz jest lepiej, raz gorzej widoczna, jednak jeden pierwiastek łączy je wszystkie - głębokie i wyzbyte wszelkich barier uczucie między parą głównych bohaterów - Mickey i Mallory, Sailor i Lula, Clarence i Alabama to różne twarze Charlesa i Caril.
Charles był jednym z setek młodych gniewnych, których zafascynowało buntownicze przesłanie Jamesa Deana. Aktor stał się idolem chłopaka: naśladował jego sposób ubierania, mówienia i nawet palenia papierosa. Starkweather pochodził z ubogiej rodziny i nie radził sobie najlepiej w szkole, toteż z czasem zaczęła go prześladować myśl, że jest skazany na życie w zamkniętym kręgu biedy i upokorzenia. Kiedy poznał Caril Fugate, wówczas zaledwie trzynastoletnią, wszystko się zmieniło. Ona stała się jego muzą, ośrodkiem jego życia i głównym celem starań. Traktował ją jak boginię i marzył o wspólnej przyszłości. Wyśmiewany w szkole, upokarzany w pracy, izolowany ze względu na wadę wzroku i wymowy, tylko przy niej czuł się akceptowany i bezpieczny. Iskra przeskoczyła w momencie, gdy poczuł się upokorzony o raz za dużo. Robert Colvert, sprzedawca na stacji benzynowej, który odmówił Charlesowi sprzedaży pluszowego pieska na kredyt, stał się pierwszą ofiarą. Charles postanowił, że nigdy nikt już nie będzie go wyśmiewał. Nigdy więcej. Pierwsze zabójstwo dało mu poczucie siły, wprawiło w stan niemal euforyczny.
Związek Charlesa i Caril, wobec krążących po mieście plotek, że dziewczyna jest w ciąży, napotkał sprzeciw obu rodzin. Zwłaszcza rodzice Caril stanowczo domagali się, by zerwała wszelkie stosunki ze swoim chłopakiem. Nietrudno przewidzieć, jaki efekt to wywarło na Charlesie. Udał się do domu Caril, być może początkowo tylko po to, by porozmawiać, jednak nie zakończyło się na rozmowie. W atmosferze konfliktu, awantury i narastającego napięcia zaczął strzelać. Ofiarami stali sie oboje rodzice Caril i jej malutka siostra. Caril była obecna przy tych wydarzeniach, lecz jej faktyczny udział nigdy nie został do końca określony.
|
 | |
 | |
|
Mickey i Mallory ("Urodzeni Mordercy")
| |
Clarence i Alabama ("Prawdziwy Romans")
| |
Od tego momentu zaczęła się epopeja drogi Charlesa i Caril, którą w różnych formach mieliśmy okazję oglądać na ekranie. Po kilku dniach okupowania miejsca zbrodni i odsyłania ciekawskich wymówką zaraźliwej grypy i kwarantanny musieli uciekać. Wyjechali w trasę - po drodze zabijając i kradnąc. Oboje powoli opanowywało uczucie wszechmocy i niezniszczalności. Prawdopodobnie właśnie dlatego popełnili błąd, który skończył się dla nich aresztowaniem.
Najwierniej historię Charlesa i Caril sportretował Terrence Malick w "Badlands", obsadzając w rolach głównych Martina Sheena i Sissy Spacek. Film jest chłodno prowadzony, pięknie sfotografowany i ucieka od moralizowania, nie próbując roztrząsać motywów, które dwoje nastolatków zbuntowanych jak wielu innych pod koniec lat pięćdziesiątych wyprowadziło na ścieżkę zbrodni.
Inną inspiracją posłużył się David Lynch w "Dzikości serca". Prowadząc swoich bohaterów - Sailora i Lulę - tworzy parę skojarzoną przez jakąś wyższą, dobrą siłę. Jednak niezależność i wolność, do której dążą oboje, staje się w istocie ich prawdziwym grzechem. Złe znaki mnożą się na ich drodze, i chociaż startowali z właściwej pozycji - z pozycji szczerego uczucia - w ich otoczeniu jest dość, by to uczucie zdławić i żeby zmusić ich do zapłacenia za nie. Ta dziwna podróż w głąb snu i marzenia, przesycona symboliką krainy Oz, jest też drogą do końca niewinności. Jednak kres niewinności nie wiąże się bezpośrednio z pierwszym aktem przemocy. Jego źródlo jest duchowe, chociaż uwarunkowane zewnętrznie.
|
 |
|
Sailor i Lula
("Dzikość Serca")
|
Caril i Charles poszli za daleko szukając władzy i potęgi. Sailor i Lulu poszli za daleko w zwykłym poszukiwaniu szczęścia. Mickey i Mallory, "urodzeni mordercy" to Starkweather i Fugate w dobie reklamy, mediów i MTV. W ich zbrodniczej trasie istotniejsze jest poruszenie masowe, jakie wywołują, histeryczny i niezdrowy zachwyt publiczności, która upaja się ich bestialstwem i bezkompromisowością jak narkotykiem. To ikony popkultury, a ich czyny stanowią swoisty sztandar zmechanizowanej, konsumpcyjnej rzeczywistości, w której cel wyparł ocenę środków, a skuteczność i jaskrawość gwarantują popyt. Mechanizm zabijania ma w sobie teledyskową atrakcyjność. Film Stone'a jest brutalnym zarzutem nie wobec sprawców zbrodni, ale wobec jej obserwatorów i komentatorów, z fascynacji zbrodnią czyni manifest naszych czasów, niezdrową ciekawość widzi w miejscu, gdzie powinny być świadomość, ostrożność i potępienie. Z kolei Clarence i Alabama w "Prawdziwym romansie" Scotta grają wedle reguł środowiska, w którym się znaleźli - jeżeli nie uderzysz pierwszy, ktoś uderzy w ciebie. Scott jednak stawia na miłość. Kaleką i skazaną na zagładę, ale jednak z uporem przeciwstawiającą się agresji i ograniczeniom wynikającym z przeszłych doświadczeń. Alabama wyrywa się z własnej przeszłości, Clarence umacnia się wewnętrznie, nabiera odwagi i szczerości w imię swojego uczucia. Uczucie właśnie, jakkolwiek skażone, wynaturzone, leży u podstaw obłąkanego zaślepienia, któremu ulegał Charles - przejmującej próby stania się kimś w rodzaju wszechwładnego, imponującego rycerza na białym koniu, który nie licząc się z żadną przeszkodą, ani w wymiarze moralnym, ani fizycznym, porwie swoją ukochaną prosto w świetlaną przyszłość, wyrwie z rutyny, zapewni jej byt, o jakim nie śniła. Dążąc do tego celu w ten, a nie inny sposób przekreślił trwałość swoich starań, jednak zaznał upojenia mocą i świadomości przewagi, której łaknął i której nie mógł sobie zapewnić. Przerażające, a jednak prawdziwe. Właśnie moc, potęga, władza człowieka wyzbytego hamulców moralnych i etycznych, poruszającego się w granicach własnych, absolutnie indywidualnych praw, jest podstawą obrazu, który buduje Dominic Sena w "Kalifornii". Early Grayce jest dumny z siebie i pokłada pełną wiarę w swoją skuteczność. W "Kalifornii" mamy też interesujące studium uzależnienia - Adele Corners to po równi zepsuta i beztroska dziewczynka, jak zafascynowana kobieta, której strach wzmaga i potęguje uczucie, jakim darzy niepokornego i niezrównoważonego Grayce'a. On jej imponuje, a chociaż się go boi, jest to strach czysto osobisty, w żaden sposób nie związany z oceną moralną czy krytyką jego czynów, które pozostają poza nią, jako integralna część jego osoby - a jego osoba jest dla niej wszystkim.
|
 | |
 | |
|
Early, Adele, Carrie i Brian ("Kalifornia")
| |
Kit i Holly ("Badlands")
| |