
Filmy biograficzne i paradokumentalne to jedna grupa filmów o seryjnych mordercach. Osobną grupą są fikcyjne opowieści, ewentualnie posługujące się pojedynczymi wątkami autentycznymi. Od arcydzieł kina, poprzez przeciętne opowiastki z dreszczykiem, aż po filmy klasy C, mają jeden element wspólny - seryjny morderca jest głównym bohaterem i ośrodkiem akcji. Znacząca liczba istniejących już obrazów, fakt, że ciągle powstają nowe, i to, że niektórzy bohaterowie stali się ikonami zła i przeszli do historii kina świadczy o niesłabnącym zainteresowaniu tym tematem i ciągłej fascynacji publiki. Obok arcydzieł takich, jak "Milczenie owiec" czy "Psychoza" można wymienić długą listę obrazów z niższej półki, poświęconych temu tematowi. Przykładowo - "Obserwator", "W sieci pająka", "Kolekcjoner kości", "Kolekcjoner", "Jennifer 8", "Cela", "Oczy Laury Mars", "Częstotliwość"... i wiele, wiele innych, przykłady można mnożyć. Tutaj skupimy się jednak na postaciach, które stały się symbolami; na nazwiskach pamiętanych równie dobrze, jak tytuły filmów, w których się pojawiły.

czyli Anthony Perkins, "Psychoza"
|
 |
Psychopatyczny właściciel ponurego hotelu opętany wspomnieniem apodyktycznej matki. W chwilach transu osobowość matki w pewien sposób przejmuje nad nim kontrolę, Bates nie może się oprzeć temu, co uważa za wyraz jej woli. Postać Batesa została luźno oparta na wątkach z życia Eda Geina. Mistrz suspensu, Alfred Hitchcock, czyni z Batesa postać tragiczną w swoim dualiźmie - skażoną i zmanipulowaną przez obsesyjną osobowość matki. Dramatyczne są słabe wysiłki przeciwstawiania się wewnętrznemu głosowi, niezdarne próby oporu skazane z góry na niepowodzenie. W chwilach wolnych od uporczywego nawoływania, które postrzega jako nakaz surowej matki, to spokojny, miły młody człowiek. Niestety, w jego umyśle głębokie przekonanie, że słowa matki są objawione na tyle, by mieć moc sprawczą, by zapewnić jej fizyczną postać pomimo tego, że jej fizyczne istnienie już się zakończyło, owocuje szałem zabijania.
Zaliczany do klasyki kina film Hitchcocka jest jedną z pierwszych psychologicznie dopracowanych i z ambicjami analitycznymi prób wglądu w umysłowość zabójcy. Jest też jedyną w swoim rodzaju próbą odpowiedzi, jakie są granice niepoczytalności i jak odmierzać odpowiedzialność. Norman Bates nie prowadzi gry i nie szuka sobie wymówek, jego psychika jest autentycznie zmanipulowana i uszkodzona, a jego walka z monstrum ukrytym w jego własnym umyśle przyjmuje formę walki z istniejącym, fukncjonującym elementem fizycznym, któremu nie potrafi się przeciwstawić. Pozostaje zatem pytanie, którym Hitchcock wyprzedził własne czasy. Kim był Bates? Psychopatycznym zabójcą - czy ofiarą?

czyli Anthony Hopkins, "Milczenie Owiec", "Hannibal", "Czerwony Smok"
|
 |
Najsłynniejszy chyba symbol zła, jaki znało kino. Jego postać jest luźno oparta na niechlubnych szczegółach biografii Alberta Fisha, mordercy, nekrofila i kanibala, który popełnił ten błąd, że zwierzył się ze swoich zbrodni koledze z celi. Hannibal-Kanibal to genialny psycholog i znawca ludzkiej duszy, o wybitnie wyostrzonych zmysłach, koneser sztuki, meloman - i bezwzględny morderca. Jest bardzo przebiegły, szybki, nieprzewidywalny, nie pozbawiony specyficznego poczucia humoru. Trylogia Thomasa Harrisa, który stworzył postać Lectera, została w całości sfilmowana z lepszym bądź gorszym skutkiem finalnym. Najwybitniejszym z grupy czterech filmów o Lecterze jest "Milczenie owiec" Jonathana Demme. Najgorszym, a w dodatku dalekim od pierwowzoru literackiego - "Hannibal" Ridley'a Scotta.
Kim jest Hannibal Lecter? To mężczyzna w średnim wieku, biały, o inteligencji w granicach geniuszu. Jest wszechstronnie uzdolniony. Ma dużą zdolność przewidywania i umiejętność wyprzedzania wypadków. Dla ludzi słabych żywi pogardę. Jego uwaga skupia się jedynie na tym, co go interesuje bądź bawi. Potrafi manipulować i wykorzystywać umysły mniej sprawne od swojego dla realizacji własnych celów. Ma ogromne zdolności sugestywne i hipnotyczne. Lubi mieć poczucie władzy i angażuje się w gry intelektualne, acz tylko wtedy, kiedy go bawią. Nie znosi presji ani szantażu. Nie współczuje i obce jest mu uczucie litości. To chłodny obserwator, bezgranicznie cierpliwy, perfekcyjny i panujący nad wszelkimi emocjami, na najbardziej wstrząsające dewiacje swoich pacjentów patrzy z zimnym zainteresowaniem naukowca, poddaje ich obserwacji jak króliczki doświadczalne. Taki obraz Lectera znamy z "Milczenia owiec". Wierny książce, Jonathan Demme z wielkim wyczuciem i precyzją kreśli swoistą fascynację, jaka rodzi się pomiędzy Lecterem a agentką Clarice Starling. Tę fascynację Thomas Harris rozwinął i spuentował w ostatniej części trylogii, "Hannibalu". Niestety, Ridley Scott istotnie wypaczył to, co mimo swojej kontrowersyjności było naturalnym podsumowaniem związku między tymi dwojgiem. Chociaż to trudne do zaakceptowania, jednak właśnie Lecter udzielił Clarice najlepszej lekcji opanowania, samoświadomości i wyciszenia. Koniec końców właśnie on stał się tym, który najlepiej ją znał i rozumiał, stał się katalizatorem jej wyzwolenia. Chcąc widzieć Clarice Starling jedynie jako sprawną agentkę FBI możemy łatwo przeoczyć niebezpieczny mechanizm wybuchowy, jaki tkwi w jej umyśle - tytułowe "owce", które nie chcą umilknąć. Jej gniew, jej pragnienie zemsty, jej utajona złość, zepchnięte na dno duszy, przyjmują formę coraz bardziej mrocznych demonów. Clarice nauczyła się przyjąć swoje uzależnienie od człowieka, który zapewnił jej spokój, jako realizację swojego przeznaczenia. Ta zaskakująca i trudna do przyjęcia konkluzja, do której dochodzi Harris - czyli że samotność i poczucie utraty prześladujące Clarice są zbieżne z odczuciami Lectera, że są sobie pokrewni i wzajemnie mogą zapewnić sobie wyzwolenie, i przede wszystkim, że zapewniając paraojcowską opiekę Clarice Lecter zapewnia sobie zaspokojenie własnego głodu emocjonalnego - okazała się niestrawna dla Scotta, który czyni z Hannibala zmanierowanego pajaca, a z Clarice kwiczącą sensatkę. A szkoda, gdyż to zbliżenie i podobieństwo dwojga ludzi, którzy automatycznie powinni znajdować się po dwóch stronach barykady - ścigająca i ścigany, przestępstwo i prawo, to, co racjonalne i to, co psychopatyczne - to być może najlepsza analiza istoty fascynacji zwykłego człowieka mroczną, drugą stroną i wizualizacja nieuświadomionych obaw przed samym sobą.

czyli Kevin Spacey, "Siedem"
|
 |
Wygłasza kazanie do świata, który zapomniał o zagrożeniu siedmiu grzechów głównych. Każda jego zbrodnia jest starannie zaplanowana i wyreżyserowana. Ma staranny plan i bez względu na wszystko chce go doprowadzić do końca. Fakt, że seryjny morderca prowadzi grę z policją, jest dosyć częsty i może wynikać z dwóch różnych przyczyn. Pierwszą jest pragnienie, by go schwytano i powstrzymano, jak w przypadku Edwarda Kempera III. Czasami jednak to próba okazania dominacji - dumny ze swojej skuteczności, morderca chce okazać swoją przewagę nad policją i obnażyć ich nieudolność. Kierują nim próżność i chęć wzbudzenia podziwu dla siebie, jako dla silnej i efektywnej jednostki. Żaden z tych elementów jednak nie występuje w przypadku Johna Doe. Swoje kontakty z policją reżyseruje dokładnie wedle zamierzeń swojego planu. Jego fanatyzm i drobiazgowość przerażają, a wiara w słuszność własnych czynów jest tak niezachwiana, że wręcz budzi niebezpieczne wątpliwości. Kara i wina to dwa elementy chrześcijaństwa, na których skupia się zainteresowanie Doe, koncepcja miłosierdzia i wybaczenia zaś łączy się w jego umyśle z gnuśnością i poczuciem wolności, które prowadzą do degeneracji. Ludzie muszą bać się grzechu, rozumuje. A jak bać się grzechu, który i tak zostanie wybaczony? Świadomość grzechu nie motywuje już ludzi. Ale strach owszem. Także zagrożenie sądem, o ile jest namacalne, o ile dotyczy doczesnego życia. Sąd ostateczny jest zbyt daleko i nie służy za dostateczne negatywne wzmocnienie. John Doe zatem sądzi tu i teraz - tak innych, jak i siebie.
Misja, powołanie, obowiązek, głoszenie prawdy w imię wiary - te elementy stają się szczególnie niebezpieczne w dobie przełomów, zwłaszcza tak doniosłych, jak niedawny koniec wieku. Fanatyczni kaznodzieje, obdarzeni charyzmą, potrafią znakomicie grać na ludzkich lękach. Czy rzeczywiście nie ma niczego, co byłoby bardziej motywujące niż strach? Czy traktować Johna Doe jako postać z krwi i kości, czy też może idąc za wskazówką zawartą w jego imieniu - John Doe oznacza tyle, co nasz "NN" - uznać go za personifikację strachu jako takiego? Za nagły czynnik, który wystąpi bez zapowiedzi i spowoduje, że zaczniemy się bać o skutki własnego postępowania? Nie zapominajcie o siedmiu grzechach głównych, gdyż John Doe czuwa... w tym kontekście "Siedem" to bardziej ostrzeżenie niż studium bestialstwa i psychopatii nawiedzonego maniaka. Jako takie jednak, niesie w sobie moralną dwuznaczność, która jest dla mnie największą siłą filmu Finchera.

czyli Christian Bale, "American Psycho"
|
 |
Patrick Bateman postacią satyryczną i groteskową? A jednak. "American Psycho" to bezwzględna satyra. Moim zdaniem, poprowadzona za daleko, chociaż nie można jej odmówić słuszności w założeniu. Bateman to zabójca doby MTV, to manifest zdegenerowanego postmodernizmu, to parodia skuteczności w wyścigu szczurów. Zabija z nudów, dla zabawy, ze złości, jak wypadnie. Zabijanie nie jest dla niego niczym więcej jak grą komputerową przeniesioną w rzeczywistość. Będzie szukał coraz bardziej wymyślnych sposobów zadawania bólu, coraz bardziej wynaturzonych metod odbierania życia, ponieważ wszystko nudzi go tak szybko, ponieważ chce być ciągle lepszy, ponieważ życie nie ma dla niego najmniejszej wartości. Liczą się pozycja, szmal, barwa i perfekcja. Bateman szuka produktów zastępczych dla emocji, które przestał odczuwać. Chce rozrywki w świecie, który zna na pamięć. Emocje rodzą słabość, słabość zaś ustawia na przegranej pozycji. Przegrasz i wypadasz z gry, i nikt nawet nie obejrzy się za tobą. Odpadłeś od ściany, i co z tego? Każdy walczy o siebie. Narracja "American Psycho" narzuca postrzeganie postępowania Batemana z obrzydzeniem wprawdzie, ale bez zdumienia. Jest wtopiony w świat tak zdegenerowany i przy tym tak znajomy, że już nie szokuje. W tym rzecz - coraz mniej rzeczy szokuje. Nawet myśl, że ścigamy się z kimś, kto w głębi duszy może być tak wyzbyty moralności, jak Bateman. Amoralność stała się regułą gry i gwarancją zwycięstwa. Oszustwo, przekręt, przemilczenie, brak szczerości, manipulacja - wszystko to jest niemoralne, a jednak na co dzień znane. Bateman poszedł po prostu o krok dalej. Do tego momentu ta historia ma moc, jest przekonująca, niestety wyraźnie kuleje w przesłaniu. Ograniczone do jednego zdania "to nie jest wyjście" sprowadza dobre założenia "American Psycho" do parteru. W pamięci zostaje tylko wyliczanka drogich marek i coraz bardziej odstręczające opisy tortur i zabójstw. I tu satyra się łamie i traci skuteczność, a sens jej powstania, wobec formy końcowej konkluzji, staje pod znakiem zapytania. Szkoda.

czyli William McNamara, "Psychopata"
|
 |
Chociaż "Copycat" nie należy do arcydzieł gatunku, warto wspomnieć w tym zestawieniu o postaci Petera Foley'a z uwagi na zjawisko zasygnalizowane w tytule filmu, niestety utracone w naszym polskim tłumaczeniu "Psychopata" - podczas gdy w rzeczywistości chodzi raczej o naśladowcę. Peter Foley prowadzi swoistą grę, w każdym kolejnym zabójstwie przywołując elementy charakterystyczne dla swoich okrytych niechlubną sławą poprzedników - Alberto Da Salvo "dusiciela z Bostonu", Angelo Buono i Kennetha Bianchi "morderców ze wzgórz", Davida Berkowitza, Teda Bundy. Jego wizja jest tak dokładnie "naśladowcza", że wszelkie odstępstwa od reguł, każda zmiana spowodowana nieprzewidzianą reakcją ofiary albo nieoczekiwanymi czynnikami dodatkowymi powoduje furię. Jest bardzo staranny, metodyczny i drobiazgowy, a jego celowo wyprane z indywidualizmu modus operandi utrudnia identyfikację i śledztwo.
Naśladowcy to częsty problem policji na drodze rozwiązywania zagadki seryjnych morderstw. Popełnione przez nich zbrodnie różnią się w szczegółach od sposobu działania pierwowzoru, zazwyczaj z uwagi na niewiedzę - są bowiem oparte na wiadomościach z prasy i plotkach. Niemniej, nie można wykluczyć możliwości, iż z jakiś przyczyn zabójca zmienił profil postępowania, a to zaciemnia obraz. Część naśladowców kieruje się fascynacją, ich czyny są wyrazem gloryfikacji, uwielbienia, a poniekąd także i zazdrości. Część z kolei wykorzystuje motyw naśladownictwa dla załatwienia prywatnych animozji, mając nadzieję, iż pojdą one na konto kogo innego. Prawdopodobnie swojego naśladowcę miał nawet Kuba Rozpruwacz, miał go także Dusiciel z Bostonu, przez co faktyczna wina Da Salvo nie została jeszcze jednoznacznie dowiedziona.

czyli Rutger Hauer, "Autostopowicz"
|
 |
W tym zestawieniu jedyny, który zdaje się wykazywać nadprzyrodzone zdolności, chociaż to pogląd kontrowersyjny. Z pewnością jest wybitnie inteligentny, przebiegły i do szpiku kości zdegenerowany. To człowiek pozbawiony uczuć, pozbawiony współczucia, litości, jakichkolwiek hamulców. Większość seryjnych morderców, upatrzywszy sobie ofiarę, ogranicza do minimum wszelki dialog z nią - w momencie, kiedy zaczną ją postrzegać jako istotę ludzką, lub kiedy poczują do niej sympatię, akt zabójstwa jest utrudniony z uwagi na niemożność uprzedmiotowienia upatrzonego celu, jego dehumanizacji. Tymczasem John Ryder postępuje dokładnie odwrotnie. Bawi się ze swoją ofiarą w kotka i myszkę, doprowadza ją do obłędnej paniki, ściga i osacza, odwlekając moment wykonania wyroku do maksimum. Narzuca tym samym reguły psychopatycznego pojedynku. Interpretacje postaci odtwarzanej przez Rutgera Hauera w "Autostopowiczu" są różne. Niektóre uznają, że Ryder nie jest istotą ludzką, lecz wcieleniem demona, niektóre czynią z niego alter ego głównego bohatera (co oznaczałoby, ze "The Hitcher" wyprzedził "Fight club"). Z pewnością Ryder odbiega znacząco od klasycznego modelu seryjnego zabójcy; być może zatem w tych spekulacjach kryje się nieco prawdy. Sam mówi o sobie, że pochodzi z fantastycznej krainy, nie dostajemy żadnych bliższych informacji o jego przeszłości, skąd pochodzi i co może nim powodować. Na tle Hannibala Lectera, Normana Batesa czy Johna Doe jawi się jako postać niemal symboliczna, swoisty archetyp zła.