
Oddzielne miejsce w tym zestawieniu należy się czterem postaciom, których imiona stały się swoistym znakiem rozpoznawczym. Jason Voorhees, Michael Myers, Freddie Krueger i Charles Lee Ray, bliżej znany jako laleczka Chucky.
 | |
Jason jako mały chłopiec utonął w jeziorze Crystal Lake. Nikt z obecnych na miejscu zdarzenia nie udzielił mu pomocy. Akt zemsty jego matki został zduszony w zarodku, więc po dwudziestu latach sam powraca zza grobu, by dokończyć dzieła. Jego gniew kieruje się w strone wszystkich tych, którzy wejdą mu w drogę, ale szczególną niechęcią darzy młodzież i strażników parku, gdyż przez obojętność takowych stracił niegdyś życie. Cechy charakterystyczne: maska hokejowa na twarzy i maczeta w dłoni.
| |  |
 | |
Michael jako sześcioletni chłopiec w noc Halloween brutalnie zamordował swoją starszą siostrę. Osadzony w zakładzie o zaostrzonym rygorze, piętnaście lat czekał na swoją szansę. Jako dorosły mężczyzna wykorzystuje pierwszą nadarzająca się możliwość ucieczki z zakładu i wraca do rodzinnego miasteczka Haddonfield. Cechy charakterystyczne: biała maska na twarzy, upodobanie do długich noży, skomplikowane powiązania rodzinne.
| |  |
 | |
Owoc zbiorowego gwałtu dokonanego przez pacjentów na pielęgniarce w szpitalu dla psychicznie chorych. Za życia uprowadzał i mordował dzieci. Został schwytany, ale z uwagi na błędy proceduralne odzyskał wolność. Rodzice dzieci z Elm Street decydują sie dokonać na nim samosądu i Freddy zostaje spalony żywcem. Po latach zaczyna prześladować młodych mieszkańców Elm Street we śnie. Cechy charakterystyczne: rozległe oparzeliny na twarzy, kapelusz, sweter w zielono-pomarańczowe pasy i dłoń wyposażona w zabójczy komplet ostrzy.
| |  |
 | |
Seryjny zabójca, wyjątkowo okrutny. Jego duch jest uwięziony w ciele lalki, która trafia w ręce sześcioletniego Andy Barklaya jako prezent urodzinowy. Charles Lee jest opętany pragnieniem powrotu do ludzkiej postaci. Może opanować jedynie ciało pierwszej osoby, której zwierzył swój sekret, a tą osobą jest właśnie pechowy chłopczyk. Cechy charakterystyczne: złośliwy wyraz twarzy i upiorny śmiech.
| |  |
Wszystkie filmy z rzeczonymi bohaterami w rolach głównych doczekały się licznych kontynuacji. W internecie można znaleźć dziesiątki stron poświęconych seriom o Jasonie i innych, tapety, gadżety, laleczki, kostiumy, słowem - wszystkich czterech otacza swoisty kult. Czy chodzi o gloryfikację zabijania, o podziw dla nadnaturalnej morderczej skuteczności? Chyba jednak, mimo wszystko, odwrotnie. Jeśli przyjrzeć się dokładniej Myersowi czy Freddiemu, nietrudno zauważyć, że to postaci przejaskrawione i groteskowe. Jason wstaje z martwych, Freddie porusza się na granicy snu i jawy, Myers, wedle słów doktora Loomisa, ma być ucieleśnieniem zła, pozbawionym jakichkolwiek ludzkich uczuć, Charles Lee wciela się w lalkę. Żaden z nich nie ma twarzy - albo noszą maski, albo też, jak w przypadku Freddiego, rozległe poparzenia zatarły wszelkie człowieczeństwo rysów. Są nadludzko silni, niezniszczalni, są czymś na kształt antyherosów. Ergo, wszystkie morderstwa, jakie popełniają, są równie nierzeczywiste, jak ich sprawcy. Patrząc na festiwal śmierci, wypruwanych flaków, litrów krwi, cały czas zdajemy sobie sprawę, że patrzymy na makabryczną bajkę, której źródeł próżno szukać w rzeczywistości. Ani Jason, ani Michael nie pojawią się nigdy w naszym życiu. Przemoc ujęta w formę groteskową i nierealną, plus elementy nadprzyrodzone, kreują, paradoksalnie, świat bezpieczny na tyle, by odczuć ulgę. Największy lęk budzi zawsze myśl, że sprawca zbrodni jest człowiekiem takim jak my, że ma zwyczajną, przeciętną twarz. Cztery ikony horroru są spełnieniem marzenia o mordercy - istocie nierzeczywistej, naznaczonej, z innego świata, rozpoznawalnej i przewidywalnej. Uzbrojeni, zamaskowani i pokrwawieni poruszają się swobodnie po mieście, ćwiartując swoje ofiary jedna za drugą, i to jest relaksująco niemożliwe. Ich okrucieństwo nie jest niepojętym okrucieństwem ludzkiej istoty, ale sił demonicznych, piekielnych, nadnaturalnych.
 | |
 |
|
"Halloween: Resurrection"
| |
"Freddy vs. Jason"
|
Zwróćmy uwagę na jeszcze jeden wymiar tych historii, mianowicie na obecną w nich symbolikę przesądu i miejskiej legendy. Piątek trzynastego, czyli wedle tradycji dzień pechowy, Halloween, święto zmarłych, kiedy wszystkie duchy wracają na ziemię, dziecinna wyliczanka "one, two, Freddy's coming for you" i wreszcie przewrotne wykorzystanie skłonności dziecka do antropomorfizacji ukochanej zabawki, traktowanej jak żywa istota. To kolejny dowód na to, że struktura klasycznego horroru posługuje się zręcznym pogrywaniem na utrwalonych archetypach, podświadomych przekonaniach i równie podświadomych obawach. Jest faktem bezspornym, że w większości ludzie lubią się bać. Jednak lubią się bać wtedy, kiedy ten strach jest w praktyce nieuzasadniony, a zagrożenie nie dotyczy ich osobiście. Taki strach służy swoistemu katharsis. Nie jest to bezpośrednio motywujący do działania lęk, który rodzi się z obawy o bezpieczeństwo własne czy bliskich. To relaksujące "przerażenie weekendowe" - możemy bać się krwawej manii Jasona, ale mamy ten luksus, że nie musimy przed nią uciekać. W tym właśnie kryje się fenomen horroru, zgrabnie odwołując się do pierwotnych instynktów w naturze ludzkiej przedstawia je jednocześnie w krzywym zwierciadle.
Myślę, że obawa o gloryfikację zbrodni i wpajanie młodym umysłom niebezpiecznych wzorców jest w tym kontekście nieuzasadniona. Konstrukcja postaci Jasona, Michaela i pozostałych nie zostawia miejsca na identyfikację. Nawet dramatyczne niejako wątki z ich życia są marginalnie zarysowane i nie stanowią punktu odniesienia. Jest rzeczą dowiedzioną przez psychologię, że wzorców zachowań szuka się tam, gdzie można odnaleźć własne cechy (w myśl zasady - czemu nie mógłbym być taki jak on, skoro startujemy z jednego pułapu). Kolejnym elementem jest brak klucza do postępowania antybohaterów i ewidentny brak motywacji - bo nawet zemsta Jasona, nieszczęsnego topielca z Crystal Lake, jest wyzbyta jakiejś przemyślanej celowości (kto wejdzie na mój teren ten ginie i już). To znowu jest sprzeczne z ludzkim dążeniem do uzasadniania swojego postępowania. Nawet "nienawiść do wszystkich i wszystkiego" nie jest tu przyczyną, gdyż oni nawet nie nienawidzą - po prostu są. Nie odczuwają nawet dumy czy satysfakcji, brakuje im tak charakterystycznej dla zabójców próżności. Jeśli nawet uznać ironistę Freddiego za pewien wyjątek, to i w jego przypadku dzikie wybuchy śmiechu nie łączą się jednoznacznie z zadowoleniem i gratyfikacją, jakich doznaje w konsekwencji swoich czynów, są po prostu jego cechą integralną.
Na koniec informuję, że powtórzenie pięć razy do lustra "Candyman!" nie działa tak jak powinno. Osobiście sprawdziłam.

Jest kilka podstawowych zasad, które należy zapamiętać, jeśli przyjdzie nam się zmagać z facetem w dziwnej białej masce, poparzonym paskudnikiem w kapeluszu, istotami z innego świata, rybakiem wyposażonym w hak, ufo, wilkołakiem i innymi potworami. Kilka reguł, które warto zapamiętać, jeśli chce się wyjść cało z horroru. Oraz, jeśli już o tym mowa, z sequela horroru.
Jeśli już zabiło się zagrażającą nam istotę, nigdy nie należy upewniać się, czy na pewno nie żyje. Oni zawsze wstają. Nigdy nie czytać na głos inwokacji z tajemniczej księgi, zwłaszcza jeśli pojawiają się w niej imiona typu Azazel. Unikać samotnego schodzenia do piwnicy, szczególnie, jeśli bez wyraźnych powodów właśnie zabrakło światła. Trzymać się z daleka od dzieci przemawiających płynnie po łacinie bądź w ogóle w jakimś dziwnym starożytnym języku. Jako imperatyw proponuje przyjąć zostawienie w spokoju kostek które może i przypominają kostkę Rubika, ale za to otwierają wrota piekieł. Uciekając przed facetem z hakiem bądź maczetą przewrócisz się co najmniej dwa razy, więcej, jeśli jesteś kobietą. Co gorsza, nawet jeśli bijesz olimpijskie rekordy w sprincie, on poruszając się nienerwowym stałym rytmem i tak cię dogoni. Jeśli skończyła ci się benzyna albo silnik nawalił, szukanie pomocy na opuszczonej farmie albo w wielkim zamczysku jest niewskazane. Unikaj autostopowiczów, nie uprawiaj seksu, nie stosuj żadnych używek, nie drażnij nieśmiałych i niepopularnych dziewcząt. Nigdy nie mów "zaraz wrócę" - bo nie wrócisz. Nigdy nie uciekaj po schodach na górę. I przede wszystkim, nigdy nie rób tego błędu, żeby się upewniać (zawrócić, cofnąć, otworzyć drzwi, pytać "jest tam kto") - uwierz na słowo, on jest dokładnie za tobą.
 | |
 |
|
"Krzyk 3"
| |
"Ulice Strachu"
|
I tak dalej i tak dalej. Długa lista reguł horroru to właśnie to, co posłużyło za inspirację Wesowi Cravenowi. Pomysł na "Krzyk" okazał się strzałem w dziesiątke. Wobec coraz bardziej oczywistego zmierzchu ery horroru, w świetle faktu, że coraz mniej rzeczy potrafi przerazić, że wszystko się przeżyło i zostało setki razy, na wiele rozmaitych sposobów wykorzystane, należało wymyśleć coś oryginalnego. I Craven wymyślił znakomity pastisz, kpinę z zasad i schematów horroru, fantastyczną rozrywkę pełną smaczków i prawdziwej uciechy dla każdego, kto chociaż trochę zna się na niepodważalnych zasadach kina grozy. "Krzyk" był dla tegoż kina powiewem świeżości i jednocześnie hasłem do wprowadzenia zmian, do poszukiwania nowych rozwiązań, nowych dróg zaskoczenia i przestraszenia widza. Można uznać "Krzyk" za manifest nowej fali, niestety, ta nowa fala, zwana ogólnie horrorem młodzieżowym, nie spełnia pokładanych w niej nadziei. Ani dwie części "Koszmaru minionego lata" ani "Ulice Strachu", ani "Dzień Świętego Walentego", nie mówiąc już o takich niewypałach jak "Swimming pool" nie zapełniły luki, jaka zrodziła się na polu horroru popularnego. Schemat jest wciąż ten sam: atrakcyjni, popularni młodzi aktorzy, dużo wrzasku, głębokie dekolty, dużo krwi i mało klimatu. "Krzyk", który z założenia miał być antyreklamą, zapoczątkował paradę własnych klonów, wyzbytych jednak wdzięku, ponieważ robionych już z pełną powagą. Zupełnie dobre pomysły, takie jak wykorzystanie wątku "miejskich legend", czyli klasycznych, lokalnych opowieści powtarzanych przy ognisku z pokolenia na pokolenie, takich jak mężczyzna z hakiem zamiast dłoni czający się na zakochane pary czy pirat drogowy jeżdzący bez świateł, zostały zmarnowane i niedostatecznie wykorzystane. Podobnie jeśli chodzi o "Swimming pool" - zakłócenia w oczywistej, wedle reguł horroru, kolejności zabijania ofiar to jedyna zaleta filmu. Czy to znaczy, że horror popularny nie ma już szans na swój renesans? Wzrasta zainteresowanie klimatycznymi opowieściami wiktoriańskimi o duchach, przebojem wchodzi na rynek zachodni kino azjatyckie, a następców Jasona i Michaela ani widu, ani słychu. Oni sami zaś wyraźnie już się przeżyli, kolejne części "Halloween" i "Koszmaru z Ulicy Wiązów" to już tylko stopniowe pożeranie własnego ogona. Nawet pozornie udany pomysł postawienia Freddiego i Jasona w pozycji wzajemnej wrogości nie zdał egzaminu.
Nurt horroru młodzieżowego przestaje się sprawdzać, a jak na razie, nie widać niczego, co mogłoby go zastąpić. Żałuję, ponieważ wierzę w siłę oczyszczającą poczciwych, starych koszmarów, a obawiam się perfekcjonizmu, który kreuje coraz bardziej realną śmierć na ekranie.
 | |
 |
|
"Koszmar Minionego Lata"
| |
"Koszmar Minionego Lata"
|