|
|
|
czyli... INACZEJ Na tym piętrze znajdzie się coś co powinno w miarę uzupełnić pojęcie seksu między ludźmi. Oto czwarty stopień wtajemniczenia. ![]() W roku 1997 Kevin Smith wyreżyserował "W pogoni za Amy". Jest to historia rysownika komiksów, któremu podoba się koleżanka po fachu, jednak gdy na jaw wychodzą jej preferencje seksualne, sprawa nieco się komplikuje. Główna bohaterka nie ma na imię Amy lecz Alyssa, i jak tłumaczy, szuka miejsca na świecie, konkretniej miłości, w interesujący sposób... Film bezpardonowy i nie pozbawiony głębszego sensu, a brak realistycznych scen nie przeszkadza wcale temu, że jest on wybitnie na temat. Pełen jest tak rzeczywistych opisów, iż widok seksu nie jest nam w nim do niczego potrzebny. I tak: poznajemy od podszewki arkana miłości lesbijskiej, w ogóle homoseksualnej, trójkątnej i wszelkiej innej, a zalewający nas z ekranu autentyzm wprawia czasem w osłupienie. Jak to się dzieje i kim właściwie jest Amy - nie powiem. Obejrzyjcie. Najlepiej w dobrym towarzystwie - według mnie "W Pogoni za Amy" to powalająca komedia. ![]() Zupełnie za to nie do śmiechu przy oglądaniu "Lolity". Powieść Vladimira Nabokova pod tym tytułem dopiero po latach starań autora ujrzała światło dzienne, a pierwszej próby jej ekranizacji dokonano w 1962 (Kubrick), co było dość śmiałym i jednocześnie niemądrym posunięciem, bowiem dopiero najnowsza ekranizacja, znacznie śmielsza, zasługuje na swe miano. Lolita to trzynastoletni obiekt pożądania dorosłego mężczyzny zastępującego dziewczynie ojca, to także świadoma swej władzy nad ojczymem nimfetka. Te dwa czynniki powodują powstanie trującej mikstury, która przez dwie godziny płynie do ucha wraz z muzyka Ennio Morricone, otępiając widza i czyniąc go zdolnym do wysłuchania opowieści Humberta Humberta o jego grzesznej miłości do dziecka. Ciężko zdefiniować sceny seksu w filmie, ponieważ temat jest delikatny, ale wrażliwi zobaczą go na pewno. Dominique Swain grająca Lolitę odwaliła kawał dobrej roboty. Trzeba by ja widzieć w akcji... ![]() Rimbaud w "Całkowitym zaćmieniu" to moim zdaniem życiowa rola Leonarda di Caprio. Nigdy nie widzialam żeby ktoś tak dobrze zagrał homoseksualistę (może to nie była gra? ;), poetę i szaleńca budując z tych trzech cech jednego człowieka o niebanalnym wizerunku. Jednocześnie mogę powiedzieć, że nikt lepiej niż A. Holland (nie żeby zaraz to była świetna reżyseria, ale...) nie opowiedział o miłości homoseksualnej, natchnionej i żałosnej, zwierzęcej i czułej, szczęśliwej i tragicznej, nie narażając się przy tym na śmieszność lub wyklęcie. Film jest, powiedzmy, autentyczną historią poety-starego wyżeracza (Verlaine) zakochanego w innym, natchnionym nową wizją świata. Doznania, nie fakty, to jest to co liczy się dla obojga w ich przeklętym związku. Poezja podobnie jak miłość nie zna granic. Porywy fantazji poetów widzimy wystarczająco dobrze by film mógł zniesmaczyć. Warto jednak go zobaczyć, choćby z czystej ciekawości . Być może zmusi on niektórych do zainteresowania twórczością bohaterów, której starannie przesianą część poznaje się na lekcjach języka polskiego. Na które piętro jedziemy ??? |