Tak, obejrzałem
„Noc rekinów 3D” i pomyślałem sobie, że uczciwie byłoby o tym napisać. Skąd
wzięła się taka konkluzja? A no stąd, że nasi dystrybutorzy znowu wodzą widza za
nos usiłując sprzedać mu bilet na zupełnie inny film, niż ten, który reklamują.
Skromna kampania promocyjna dziełka pana od „Węży w samolocie” (swoją drogą
klasyk i szczyt pracoholizmu Samuela L. Jacksona zarazem) oparta jest bowiem na
porównaniu z zeszłoroczną „Piranią 3D”, wyreżyserowaną przez Alexandre’a Aję.
Nieładnie, bo piranie Aji zjadają rekiny Ellisa z płetwą w…
Na pierwszy rzut oka niby wszystko w porządku, ponieważ i w jednym i w drugim
filmie wysportowaną amerykańską młodzież pożerają stworzonka ze skrzelami i
ostrymi zębami – mniejsze, czy większe, bez różnicy. Problem polega jednak na
tym, że Aja podchodzi do tematu z przymrużeniem oka. Bezlitośnie wykorzystuje
wszelkie zabiegi charakterystyczne dla tego typu kina i, poprzez ich
intensyfikację, doprowadza widza do śmiechu. Ellis z kolei cierpi na zupełny
brak dystansu do gatunku w jakim tworzy, a co za tym idzie kręci film wtórny i
durny zarazem.
Mamy zatem bandę młodych ludzi, którzy postanawiają oderwać się od akademickiego
życia i rozerwać się (w kontekście dalszych wydarzeń zwrot ten brzmi nieco
makabrycznie) w domku nad jeziorem. Całkiem zacna nieruchomość należy do
dziewczyny, która jeszcze kilka lat temu zamieszkiwała to miejsce na stałe. Jak
się z czasem okazuje porzuciła je z dnia na dzień, pozostawiając za plecami
jezioro, szeryfa-alkoholika oraz ekscentryczny duet miejscowych mężczyzn
(przystojniaczek plus redneck dzielący upodobania stróża prawa). Kiedy po trzech
latach wraca do dawnego domu wraz z bandą wysportowanych ludzi i Normem z „Avatara”
każdy widz, który widział choć jeden slasher wie o co w tym wszystkim chodzi. I
wiecie co? Właśnie o to chodzi, bo Ellis niczym nie zaskakuje, choć ze
śmiertelną powagą usiłuje wikłać nas w niesamowitą intrygę pełną zwrotów akcji.
Christie, czy Hitchcockiem Ellis jednak nie jest.
Toporność scenariusza spotęgowana całkowitym brakiem humoru twórców doprowadza
do tego, że „Noc rekinów 3D” staje się filmem-antytezą „Piranii 3D”. O ile na
film Aji patrzymy z przysłowiowym bananem na ustach kibicując zarazem ławicom
piranii, które w niezwykle widowiskowy sposób rozprawiają się z ekipą rodem z
„American Pie”, to na filmie Ellisa z zażenowaniem spoglądamy na wskazówki
zegara. Jak można z dobrym humorem obserwować zmagania z rekinami, skoro na
każdym kroku podkreśla się jaka to wielka tragedia, że atakują one bogu ducha
winnych młodych ludzi?
Jedyne co bawi w „Nocy rekinów”, to nieporadność z jaką ten film napisano i
zrealizowano (w nawiasie dodam drewnianą grę, która śmieszy jedynie na początku
– z czasem zaczyna irytować). Śmieszy zatem w nim dokładnie co innego, niż w
„Piranii”, do której film Ellisa jest przyrównywany. Aja bawił, bo tworząc film
w konwencji jednocześnie konwencję wyśmiał – filmowanie inteligentne oraz
świadome. Ellis śmieszy, bo spieprzył – tyle. Darujcie sobie rekiny, szkoda
czasu i pieniędzy.
Autor tekstu: Filip
Jalowski - Fidel
[e-mail] | Klub Miłośników Filmu, 9
września 2011
Oprawa html: Filip Jalowski - FIDEL
[e-mail]
STRONA GŁÓWNA
RECENZJE |
ANALIZY |
ARTYKUŁY
FORUM DYSKUSYJNE