Strona główna KMF





Uwaga - tekst zawiera spojlery!


Jak najprościej kupić sobie widza? Nie trzeba wcale wymyślać genialnych, zaskakujących, pełnych inwencji historyjek, silić się na oryginalność, tryskać wiedzą, erudycją, epatować geniuszem własnym i operatora. To wszystko jest niepotrzebne, a przynajmniej nie najważniejsze. Widzowi wystarczy pokazać to, co widział już dziesiątki razy gdzie indziej. Wtedy widz będzie twórców kochał miłością wielką. Cyniczne, prawda? Jeszcze jak... Ale obserwując fenomen (przede wszystkim) komputerowych bajek, jak na dłoni widać prostą receptę na jak najszybsze zblatowanie sobie człowieka płacącego za bilet, kasetę, płytę, czy też z obłędem w oczach ściągającego po nocach marnej jakości piraty z sieci p2p.

Od czasu szacownego klasyka "Toy Story", aż do najnowszych propozycji Pixara czy Dreamworks, żelaznymi punktami programu są zapożyczenia, cytaty, trawestacje, aluzje, parodie i wszelkiej maści nawiązania do dzieł kinowych, które na stałe wyryły się we wdzięcznej pamięci widza. Czasami są to tylko pojedyńcze scenki, rozładowujace napięcie i popychające akcję do przodu (np. przemówienie mrówczego generała z "Mrówki Z", bezwstydnie stylizowane na analogiczną scenę z "Pattona"), czasami jedno-dwa słowa, mikroscenki czy gagi (słówko "redrum" w "Toy Story", przypominające kubrickowskie "Lśnienie"). Dochodzi także do sytuacji, w których cały praktycznie film jest jednym wielkim nawiązaniem ("Uciekające kurczaki", których twórcy bez skrępowania wzięli na warsztat "Wielką ucieczkę", czy "Dawno temu w trawie", przypominające "Siedmiu wspaniałych").

Korzyści z takich zabiegów są oczywiste. W prosty sposób można dobudować drugą perspektywę do interpretacji filmu, wynikającej z potraktowania go jak autonomicznego dzieła. Umiejętne wplatanie cytatów i powtórzeń pozwala na wzbogacenie fabuły o scenki, których bez takiego zabiegu zwyczajnie by nie było. No i korzyść najważniejsza - otrzaskany z historią kina widz, wyjdzie po seansie jeszcze bardziej z siebie zadowolony, bo przecież udało mu się odgadnąć wszystkie źródła filmowych cytatów, jakimi twórcy nafaszerowali kolejną animację, przetłumaczoną przez Bartka Wierzbiętę (który jeszcze dołoży do pieca coś od siebie). Łechtanie próżności widza to skuteczniejsza strategia, niż karty z postaciami bohaterów w paczkach chipsów - wystarczy spojrzeć na wyniki box-office (choć w przypadku bajek ma miejsce jedno i drugie...).

Oczywiście cała sztuka polega na tym, aby cytaty i obśmiania miały fabularne ręce i nogi. Rozwiązanie, jak choćby to ze stareńkiej komedii "UHF", gdzie filmowe parodie były częścią snów głównego bohatera, to taniocha i banał. Na drugim biegunie są aluzje, wplecione w intrygę bezszelestnie i z pełną zgodnością z fabułą - przykład sklerotycznej rybki Dory z "Gdzie jest Nemo". Jej przypadłość doskonale napędza opowieść, praktycznie jest nieodzownym składnikiem tej bajki, choć jest to wielkie jak wieloryb nawiązanie do defektu głównego bohatera "Memento" Christophera Nolana.

Twórcy obu części "Shreka" wybrali metodę trzecią, najbardziej karkołomną. Pośród radosnego niszczenia wszelkich schematów klasycznych bajek, magicy z Dreamworks i Pacific Data Images, co jakiś czas serwują nam wtręt z zupełnie innej bajki, który - o dziwo - doskonale pasuje do całości. Jedna z najbardziej kapitalnych scen z części pierwszej, czyli spotkanie z Robin Hoodem, nagle zamieniło się w matrixowski pojedynek z obowiązkowym efektem bullet-time. Nawet w tak pokręconej konwencji zabieg ten mógłby się wydać ryzykowny. A tu proszę - cała sala rży ze śmiechu, choć nie wiadomo co rozśmiesza bardziej - przezabawny przebieg walki Fiony z banitami, czy parodia efektu z filmu braci Wachowskich...

Druga część "Shreka" to już najprawdziwsza jazda dowolna w konkurencji filmowych cytatów. Twórcy niemal z każdej sceny wyciągnęli jakieś drugie dno, które dla wtajemniczonych było dodatkową okazją do poćwiczenia przepony. Dowcipy dotyczyły wszystkiego - aktorów podkładających głosy postaci, aktualnych przebojów kinowych, nawiązań do części pierwszej, drwin z klasycznych baśni, ikon showbusinnesu i oczywiście całej fury filmów, których rozszyfrowanie dla każdego miłośnika kina jest dziecinną zabawą. Zatem do dzieła.

Książę z bajki, zuch, chwat, przystojniak ze świeżym oddechem, niedzielny bohater z truskawkową szminką, rozpieszczony przez mamusię - Wróżkę Chrzestną. Jego pierwsze pojawienie się na ekranie, godne jest natychmiastowego angażu do "Słonecznego patrolu". Pierwsza prezentacja jego perfekcyjnej blond fryzurki w zwolnionym tempie, to właśnie przypomnienie charakterystycznej maniery pokazywania bohaterów tego beznadziejnego serialu, którego jedyną zaletą są piękne plenery i śliczne, biuściaste, plastikowe aktoreczki.

Zamiast królewny Fiony - bezczelny wilk z bajki o Czerwonym Kapturku, oddający się lekturze "Pork Illustrated" (parodia kolorowego magazynu z kostiumami kąpielowymi "Sports Illustrated"). Scenka ta jest nawiązaniem do aż dwóch epizodów z pierwszej części - analogicznego zdarzenia ze Shrekiem w smoczym zamku i zajęciem łożka przez wilka, w bagiennej posiadłości tytułowego bohatera. Wilk, ponownie dubbingowany przez Mirosława Zbrojewicza ("Chłopaki nie płaczą"), również zadaje to samo proste i płynące z głębi serca pytanie "- Czego?!".

Państwo Shrek rozpoczynają miodowy miesiąc w Piernikowej Chatce z bajki o Jasiu i Małgosi. Wpleciono tu także Czerwonego Kapturka, która ucieka z krzykiem, widząc zieloną młodą parę.

Całowanie się na plaży Shreka i Fiony, to parodia analogicznej sceny z filmu "Stąd do wieczności" Freda Zinnemanna (1953). W oryginale namiętny pocałunek wśród naciągających fal był udziałem Burta Lancastera i Deborah Kerr. Nie zabrakło tu też disneyowskiej Małej Syrenki, rzuconej na pożarcie rekinom.

Najśmieszniejsza parodia prologu "Shreka 2", to dla mnie epizod z pierścieniem, zrobiony oczywiście wg "Drużyny pierścienia", pierwszej części trylogii Petera Jacksona wg Tolkiena. Podobnie jak w oryginale, pierścień jest dziełem krasnoludów, ale odrzucenie go w górę ma o wiele bardziej prozaiczny powód - ślubna obrączka była świeżo zrobiona i po prostu poparzyła Shreka. Jest tu niemal dosłownie powtórzone słynne ujęcie spadania obrączki na palec - tym razem Fiony, a nie Frodo. Twórcy postarali się nawet o odpowiednią adnotację, wyświetlaną przez pierścień.

Nakręcone w 1965 roku "Dźwięki muzyki" Roberta Wise'a, to nieustające źródło inspiracji dla współczesnych twórców - wystarczy przypomnieć "Moulin Rouge!" Baza Luhrmanna, gdzie musicalowa fraza "The Hills are alive with a Sound of Music" była muzycznym motywem przewodnim; Selma u Larsa von Triera tańczyła w ciemnościach na próbach musicalu o tej samej nazwie; także prolog drugiej części przygód Bridget Jones to aluzja do "Dźwięków muzyki". Nieśmiertelne obrazy z Julie Andrews, tańczącą wśród sielskich bawarskich wzgórz, posłużyły twórcom "Shreka 2" do wygenerowania scenki biegnących do siebie Shreka i Fiony wśród bajecznie kolorowej zieleni. Lecz aby nie było za pięknie, za nowożeńcami lecą widły, rzucane przez wieśniaków. Żeby było śmieszniej, w "Shreku 2" głos królowej Lilian podkłada ta sama Julie Andrews we własnej osobie. Na marginesie - warto tu zwrócić uwagę na absolutnie zachwycającą animację Fiony - jeszcze w żadnym filmie animowanym nie widziałem tak doskonale poruszającego się kobiecego (no, powiedzmy...) ciała.

Miodowego prologu ciąg dalszy. Błyskawiczne rozprawienie się Fiony z wieśniakami w lesie, to przypomnienie analogicznej sceny z pierwszego filmu. Z kolei Fiona całująca wiszącego do góry nogami Shreka, kojarzy się z pierwszym "Spider-Manem" i sceną pocałunku tytułowego bohatera z Mary Jane w strugach deszczu.

Puszczanie siarczystych bąków podczas kąpieli w bagnie, to powtórka scenki z pierwszego "Shreka". Podwoiła się tylko ilość postaci, biorących udział w tej beztroskiej zabawie...

W czołówce pierwszego "Shreka" poznaliśmy głównego bohatera jako utalentowanego malarza-prymitywistę, smarującego plansze, ostrzegające przez nim samym (gdyby Shrek istniał naprawdę, pewnie Krzysztof Krauze zrobiłby o nim film, jako sequel do "Mojego Nikifora"...). W drugiej części przez chwilę widać to samo pokraczne malowidło, uaktualnione do liczby mnogiej.

"- Nigdzie nie jedziemy, a zupa była za słona!". To już twórczy wkład Bartka Wierzbięty w genialne doprowadzenie oryginalnych dialogów do właściwej postaci. Tekst ten to oczywiście sparodiowany już wielokrotnie napis z billboardów, krzyczących o przemocy w rodzinie. W oryginale stało "- We are not going and that's final". Coś nieśmieszny ten Shrek... :))

Piosenka śpiewana przez Osła w momencie wyruszania do Zasiedmiogórogrodu, to w oryginale utwór tytułowy z serialu "Rawhide". Śpiewali go także Jake i Elwood w podłej spelunie ("rollin', rollin', rollin'..."), kiedy trzeba było udobruchać niezadowoloną z ich repertuaru widownię w doskonałej sekwencji z "Blues Brothers" Johna Landisa (1980). Bartek Wierzbięta oczywiście przerobił tekst na opowieść o rolniku i ciągniku, wdzięcznie śpiewaną przez Jerzego Stuhra.

Pamiętacie scenę pierwszego wjazdu gliniarza z Beverly Hills do L.A. w klasycznej komedii sensacyjnej Martina Bresta? W "Shreku 2" jest ujęcie, jako żywo przypominające tamten film. A dubbingujący Osiołka Eddie Murphy, miał okazję do przypomnienia sobie własnych chwalebnych początków. Autor polskich dialogów znowu poszedł dalej niż pierwowzór i zamiast oryginalnego "- Wow!", włożył w paszczę Osiołka kwestię "- Witają nas... sadzonki...!".

Widoczne z daleka olbrzymie litery FAR FAR AWAY (po polsku Zasiedmiogórogród), wystylizowane są na słynny napis HOLLYWOOD, umieszczony na wzgórzach, okalających Los Angeles. Tablica stojąca u wrót miasta, ma niemal identyczny kształt, jak ta, stojąca przed wjazdem do Beverly Hills.

Dziwny koleś z wybałuszonymi oczami, wypuszczający gołębie na początku sekwencji powitania nowożeńców w Zasiedmiogórogrodzie, jest zastanawiająco podobny do amerykańskiego komika Rodneya Dangerfielda...

Cisza (przerwana płaczem dziecka w oddali), która zapadła po wyjściu Shreka i Fiony z karety, to nawiązanie do analogicznego epizodu z części pierwszej, kiedy to Shrek i Osioł stawili się na dworze lorda Farquaada.

Pamiętacie genialną sekwencję z rzygającym grubasem w "Sensie życia wg Monty Pythona"? John Cleese (dubbingujący w "Shreku 2" króla Harolda), grał tam niewzruszonego kelnera, zachęcającego obleśnego klienta zwrotem "- Bon Apetit". To samo powiedział kucharz w "Shreku 2", podając kolację na królewski stół.

Prezentacja możliwości Wróżki Chrzestnej przed zaskoczoną Fioną, to oczywiście powtórka z disneyowskich bajek, okraszonych tego typu wtrętami musicalowymi, rodem z Broadwayu. Nawet struktura utworu jest identyczna - od skromnego, jednogłosowego prologu, aż do dynamicznej puenty z udziałem pełnej orkiestry i chóru. Tutaj także na ułamek sekundy ma miejsce nawiązanie do "Słomianego wdowca" Billy'ego Wildera (1955). Fiona wykonuje identyczny ruch Marilyn Monroe, przytrzymujący sukienkę, wzburzoną nagłym podmuchem powietrza od spodu.

McDonald's, nie licząc zjadliwego (hehe) dokumentu Morgana Spurlocka, jest raczej pozytywnie obecny w amerykańskiej kinematografii od dziesięcioleci. W "Shreku 2" fastfood Friar's Fat Boy, to bajkowa wersja najbardziej znanej wytwórni śmieciojedzenia. W filmie nie zabrakło typowych zestawów z niespodzianką, serwowanych ze stoiska dla zmotoryzowanych. Oprócz tego wiele witryn w Zasiedmiogórogrodzie jest przerobioną wersją autentycznych sklepów, salonów i pasaży handlowych - wystarczy wspomnieć Burger Prince'a (Burger King), lub Versachery (Versace).

Wizyta króla w Karczmie Pod Zatrutym Jabłkiem, jest czytelną aluzją do sceny z "Drużyny pierścienia". Przy jednym ze stolików siedzi nawet dwóch Entów. Klezmeruje Kapitan Hak.

Kapitalny pomysł z dubbingowym obsadzeniem Wojciecha Manna w roli Brzydkiej Siostry, zaowocował kolejnymi dialogowymi zmianami na lepsze. W oryginale barmanka (głosem słynnego amerykańskiego radiowca Larry'ego Kinga) powiedziała do króla "- Tylko jeden gość może się tym zająć, ale szczerze mówiąc, on nie lubi, gdy mu się przeszkadza". Bartek Wierzbięta podszedł do sprawy wg skojarzeniowego klucza i pozwolił słynnemu guru radiowemu powiedzieć "- Kolego, patrz mnie na usta. Jest tylko jeden szpenio co weźmie tę chryję na warsztat i wierz mnie - radia to on słucha w pogodę". Wierzbięta na prezydenta!

Bywalcy rubryk towarzyskich wiedzą, że Cameron Diaz buja się z niejakim Justinem Timberlake'em, byłym wokalistą obciachowego boysbandu. Twórcy filmu wykorzystali fakt, że ta śliczna i utalentowana aktorka użycza głosu dla Fiony i pozwolili sobie na prywatny żart w jej kierunku. Na wewnętrznej stronie baldachimu nad łóżkiem Fiony, widnieje obrazek sir Justina...

Ujęcie z punktu widzenia Kota w Butach, obserwującego z drzewa Shreka i Osiołka, nieodparcie kojarzy się z "Predatorem" i ujęciami, w których tytułowy drapieżca śledzi swoje ofiary, sam będąc doskonale zamaskowanym.

Kot w Butach, wyskakujący spod ubrania Shreka, jako żywo przypomina Obcego, który wykluł się z klatki piersiowej Kane'a w "Obcym" Ridleya Scotta (1979). Dla pełnego efektu, Kot wydaje także charakterystyczne syknięcie, na dźwięk którego fani Obcego dostają orgazmu.

Fenomenalnie obsadzony w roli Kota w Butach Antonio Banderas, miał znakomitą okazję do sparodiowania swego popularnego wizerunku egzotycznego twardziela z "Maski Zorro" i "Desperado". Zdania co do polskiej wersji Wojciecha Malajkata są podzielone - ja uważam że nasz aktor równie znakomicie poradził sobie z rolą, choć charakterystyczne sztuczki werbalne Banderasa są praktycznie niepodrabialne. Ciekawostka - Banderas osobiście wykonał także wersje dubbingowe na Hiszpanię i Amerykę Łacińską. Obie różniły się akcentem.

Motyw podróży do siedziby Wróżki Chrzestnej przypomina przygodową epopeję Dorotki, podążającej do zamku Czarnoksiężnika z Krainy Oz. Natomiast na ścianie sekretariatu posiadłości Wróżki Chrzestnej, widnieje obraz wiedźmy, wyglądającej jak Zła Wróżka ze wspomnianego filmu Victora Fleminga.

W "Shreku 2" znalazło się także miejsce na zacytowanie epizodu z drugiej części "Indiany Jonesa". Chodzi oczywiście o scenę ucieczki Shreka, Osła i Kota z siedziby Wróżki Chrzestnej. Kot w Butach w ostatniej chwili chwyta swój kapelusz przed zamknięciem wrót. Ten gest był cytowany także w "Uciekających kurczakach", jednym z poprzednich filmów wytwórni Dreamworks.

Przed wypiciem eliksiru Osiołek ostrzega Shreka "- W tym mogą być promile!". Kto pamięta "Seksmisję", natychmiast przypomni sobie te same słowa Jerzego Stuhra do Bożeny Stryjkówny, po wyjściu na powierzchnię Ziemi.

Po wypiciu eliksiru przez Shreka i Osiołka, nagle nad nimi rozpętuje się burza. Osiołek krzyczy "- Rozmiękam! Rozmiękam!" To kolejne nawiązanie do "Czarnoksiężnika z krainy Oz". W filmie Victora Fleminga z tego samego powodu krzyczała Zła Wróżka, rozpuszczająca się w wodzie.

"- Odgłos paszczy! Iiiiaaaa!!!" - Osioł z radości, spowodowanej zamianą w rumaka, wydał z siebie kwestię, która w polskiej wersji językowej bezbłędnie odwołała się do nieśmiertelnego "Rejsu" Marka Piwowskiego (1970). Rozśmieszająca coraz to nowe pokolenia widzów sekwencja konkursu, na którym pytania są tendencyjne, znalazła swoje miejsce również w "Shreku 2". Wierzbięta nie omieszkał również skorzystać z rejsowej onomatopei "patataj, patataj, patataj".

Scena w której Osioł i Kot w Butach tarzają się ze śmiechu na widok przyciasnego nowego ubrania dla odmienionego Shreka, to wierna kopia scenki z pierwszej części "Shreka", kiedy to ogr i Osioł wyśmiewają baśniowe oczekiwania uratowanej Fiony.

"- Dziękuję waszmościowie. Pewnego dnia się odwdzięczę". Tymi słowami Shrek pożegnał pasażerów karety, którym zabrał ubranie. To z pewnością kompletny przypadek (polskie tłumaczenie jest tutaj analogiczne do oryginału), lecz niemal dokładnie to samo powiedział Bohdan Chmielnicki do Jana Skrzetuskiego w znakomitym prologu "Ogniem i mieczem" Jerzego Hoffmana.

Kiedy Fiona wita się z fałszywym Shrekiem pod postacią Księcia z Bajki, prawdziwy Shrek krzyczy za szybą jej imię. To już piętrowa aluzja. Pierwsze skojarzenie jest oczywiste - Dustin Hoffman w poruszającym finale "Absolwenta". Lecz jest to także nawiązanie do "Świata Wayne'a 2", gdzie dubbingujący Shreka Mike Myers, parodiuje dokładnie tę samą scenę.

"- Czy jest suchy chleb dla konia?" - nieśmiertelną kwestię Jaremy Stępowskiego z serialu "Wojna domowa" Jerzego Gruzy, Wierzbięta włożył w usta Shreka, w jakże adekwatnym momencie podsłuchiwania knowań Wróżki Chrzestnej. W oryginale Mike Myers powiedział "- O rany! Gadający koń!", co stanowi z kolei nawiązanie do pierwszego filmu, kiedy to wojsko lorda Farquaada zdziwiło się na widok gadającego Osła "- On lata!. On gada!!".

Wielka ceremonia balu jest poprzedzona galą sław, przybywających na jubel. To parodia oscarowego pre-show w każdym calu, z rozentuzjazmowaną prezenterką telewizyjną (dubbingowaną w oryginale przez gwiazdę talk-show Joan Rivers) włącznie.

Radosne deptanie klasycznych bajek i ich cukierkowych bohaterów, można znaleźć w tej samej scenie. Jasiowi i Małgosi co prawda się upiekło (nie w piecu), ale już Tomcio Paluch i Calineczka zostali - dosłownie - sprzątnięci. Śpiąca Królewna z kolei wyrżnęła jak długa, nie mogąc się obudzić nawet w tak podniosłej chwili.

Policyjny program "Knights" ("Rycerze"), to parodia słynnego cyklu dokumentalnego "Cops" (Gliny").

Wyzwolenie Shreka, Osła i Kota z lochu, to zupełnie nieoczekiwana i - co tu dużo mówić - genialna parodia wyczynów Toma Cruise'a z obu części "Mission: Impossible", z nieśmiertelnym tematem muzycznym Lalo Schifrina włącznie. Akcja Pinokia zawiera w sobie zarówno długi lot w głąb (z drugiej części), jak i wywijanie niemal baletowych figur na linach (z sekwencji włamania do superkomputera w Langley).

Szeroki plan wzgórza, na którym stoi posiadłość Młynarza, to czytelna aluzja do archetypowego już wizerunku zamku Victora Frankensteina, z klasycznego horroru Jamesa Whale'a (1931). Całości dopełnia stosowna muzyka, błyskawice przeszywające nocne niebo, oraz okrzyk Ciasteczka "- It's alive!!". Ten cytat w polskiej wersji został niestety kompletnie zarżnięty słowami "- Kocham drożdże!".

Rozpoczynając doskonałą przeróbkę piosenki Bonnie Tyler "Holdin' out for a Hero", Wróżka Chrzestna wije się po powierzchni fortepianu, niczym Michelle Pfeiffer we "Wspaniałych braciach Baker" Freda Schepisi (1989). "Shrek 2" nie był jednak pierwszy - wcześniej tę scenę sparodiowali twórcy "Hot Shots!".

Sceny z olbrzymim ciastkiem Mongo, szturmującym Zasiedmiogórogród, przypominają kulminacje obu filmów z serii "Ghostbusters", gdzie w pierwszej części wielki Piankowy Marynarzyk tratował Nowy Jork, a w sequelu bohaterowie szli na odsiecz w koronie Statui Wolności. Można się tu także doszukać aluzji do "Kochanie, powiększyłem dzieciaka". Ogłuszający wrzask Mongo po odpadnięciu mu guziczka, wzięto oczywiście z kultowej "Godzilli".

W oryginale tonący Mongo powiedział do Ciasteczka "- Be good". Tak samo brzmiały słowa E.T., żegnającego się z Gertie we wzruszającym finale filmu Stevena Spielberga. Po polsku słychać "- Pij mleko". Aż chciałoby się dodać "Będziesz wielki". Znowu nasi górą.

W finałach obu filmów Shrek robi mniej więcej to samo - przerywa ceremonię ślubną. W przypadku części drugiej jest to co prawda bal poślubny, lecz i tym razem puenta jest identyczna - nagły wjazd ogra wywołuje wściekłość czarnego charakteru.

Kulminacyjny moment finału "Shreka 2", wzniosła chwila przemiany głównych bohaterów, także została w całości wzięta z części pierwszej. Zmieniła się tylko ilość jej uczestników. W oryginale czarodziejskie moce były udziałem wyłącznie Fiony, w sequelu także Shrek i Osioł dostępują powrotu do swej prawdziwej postaci.

Taniec Pinokia w rozśpiewanej końcówce filmu, wzięto wprost ze słynnego choreograficznego zestawu Michaela Jacksona. Z kolei numer Kota w Butach, spuszczającego na siebie wodę na estradzie, to powtórka takiej samej sceny w wykonaniu Jennifer Beals z "Flashdance" Adriana Lyne'a (1983).

Sporo jak na jeden film, prawda? Lecz to tylko najbardziej rzucająca się w oczy część aluzji, szczelnie wypełniających drugą część przygód zielonego ogra. Widzowie amerykańscy z całą pewnością dostrzegli znacznie więcej i tych subtelnych i tych wielkich jak Mongo nawiązań do własnej kultury masowej. Ale nie ma co czuć się gorszym od pobratymców twórców filmu - genialne polskie opracowanie dialogowe (plus wielkie brawa za pełny przekład tekstu piosenki "Holdin' out for a Hero"), starannie wypełniło tę lukę. A dyskusję o wyższości głosów oryginalnych nad dubbingiem, oraz wynikający z tego faktu spór o to, kogo ostatecznie uznać za twórcę sukcesu filmu w naszym kraju ("Adamson czy Wierzbięta?" - oto jest pytanie :))), zostawmy na zupełnie inną okazję.



SHREK 2

wytwórnia - Dreamworks, Pacific Data Images, 2004
czas projekcji - 88 minut
reżyseria - Andrew Adamson, Kelly Asbury, Conrad Vernon
scenariusz - Andrew Adamson, Joe Stillman, David Stem, David Weiss
wg pomysłu - Andrew Adamsona
muzyka - Harry Gregson-Williams oraz John Powell, James McKee Smith i Stephen Barton
montaż - Michael Andrews, Sim Evan-Jones
scenografia - Guillaume Aretos
efekty wizualne - Ken Bielenberg, Lawrence D. Cutler



wersja oryginalna

Mike Myers
Eddie Murphy
Cameron Diaz
Antonio Banderas
Julie Andrews
John Cleese
Rupert Everett
Jennifer Saunders
Larry King

wystąpili



Shrek
Osioł
Fiona
Kot w Butach
królowa Liliana
król Harold
Książę z Bajki
Wróżka Chrzestna
Brzydka Siostra



wersja polska

Zbigniew Zamachowski
Jerzy Stuhr
Agnieszka Kunikowska
Wojciech Malajkat
Małgorzata Stein
Janusz Bukowski
Zbigniew Suszyński
Dorota Zięciowska
Wojciech Mann

opracowanie wersji polskiej

reżyseria - Joanna Wizmur
dialogi - Bartek Wierzbięta
teksty piosenek - Marek Robaczewski, Bartek Wierzbięta


e-mail
 Autor tekstu/analizy: Adrian Szczypiński - ADI Klub Miłośników Filmu,   2005. 01. 10