Strona główna KMF
        

Ten rok wyjątkowo obrodził we wszelkiej maści blockbustery, remake'i, sequele, sequele sequeli itd. I to właśnie te ostatnie wzbudzały od początku największe nadzieje (a przynajmniej do momentu pojawienia się pierwszych teaserów "Transformersów"). Zaczęło się od "Spider-mana 3" na początku maja, później byli "Piraci z Karaibów: Na krańcu świata" i "Shrek Trzeci", obecnie wchodzi na ekrany "Szklana Pułapka 4.0", a przed nami jeszcze m.in. "Ultimatum Bourne'a" i "Skarb Narodów 2". Kolejne sequele zawsze mają przed sobą trudne zadanie - muszą zaskoczyć czymś nowym, świeżym, czymś czego nie było jeszcze w poprzednich odsłonach, a jednocześnie utrzymać ich poziom, styl i linię fabularną. Nie jest to niemożliwe do wykonania, co wielokrotnie już było w kinie udowadniane ("Powrót do Przyszłości 3", "Mad Max 3" czy "Zabójcza Broń 3 i 4"), lecz przy ostatniej modzie na 'więcej, szybciej, efektowniej' wielokrotnie cierpi na tym fabuła i szeroko rozumiane ogólne wrażenie po filmie. Tak to wyglądało w przypadku trzecich części człowieka-pająka oraz piratów, które zgarniając niebotyczne sumy, fabularnie prezentowały się zaledwie poprawnie i dla wielu, w tym autora tego tekstu, były niemałymi zawodami. Czy tak samo sprawa ma się z kontynuacją przygód nieokrzesanego ogra, który w 2001 roku rozpoczął 'zieloną rewolucję' w świecie bajek?
I tak i nie. Od razu na wstępie wypada zaznaczyć, że dopełnienie 'zielonej trylogii' jest z wielu powodów najsłabszą częścią cyklu. Ale nie oznacza to wcale, że jest filmem/bajką złą. Wręcz przeciwnie. Pomimo tego, że 'trójka' straciła trochę do poziomu poprzedniczek, jest całkiem niezłym kinem familijno-rozrywkowym. Przede wszystkim utrzymany został zabawnie baśniowy klimat, za który dzieci tę serię pokochały, a dorośli ją cenią. Wybuchowa mieszanka bajkowych postaci, która często przypomina bardziej dom wariatów niż poukładaną krainę animowanych bohaterów, jest w 'trójce' jeszcze bardziej zakręcona. A to dlatego, że Książę z Bajki postanowił odmienić swój los zawsze przegranego bad-guya i namówił sobie podobnych - wszelkiej maści czarownice, potwory i szubrawców, a nawet takie tuzy jak Królowa Śniegu czy Kapitan Hak - na rewolucję w Zasiedmiogórogrodzie, a co za tym idzie w samej bajkowej konwencji, w której regułka "i żyli długo i szczęśliwie..." przestała im już dawno odpowiadać. Prowadzi to do przyjemnego dla oka i ucha żonglowania wszelkimi bajkowymi schematami i konwencjami (np. Pinokio i jego wydłużający się nos) oraz daje twórcom okazję do uprawiania znanego z poprzednich części humoru słowno-sytuacyjno-slapstickowego (choć Andrew Adamson zostawił Shreka na rzecz Narni, ciągle częściowo odpowiada za 'zielony scenariusz'). W tym aspekcie 'trójka' dorównuje poprzedniczkom i sprawdza się znakomicie. Ale jak już zaznaczyłem wcześniej, coś jest nie tak.
Oprócz buntu bajkowych 'złych', głównym wątkiem filmu jest wyruszenie Shreka, Osła i Kota w Butach na poszukiwania Artura - jedynego osobnika, który może uratować naszego ogra od przejęcia władzy w Zasiedmiogórogrodzie, bo właśnie to mało pożądane zadanie czeka go po śmierci teścia. I tu pojawia się największy zauważalny minus: pewne zmęczenie konwencją widoczne w warstwie fabularnej, tak w kontynuowaniu wątków, jak i w linii dialogowej. Pierwsze to przede wszystkim 'dojrzewanie' Shreka do ojcostwa (tak, Shrek będzie ojcem!), o którym cały czas (dosłownie) rozmyśla i przez które ciągle panikuje oraz trochę naciągana i nudnawa relacja mistrz-uczeń z Arturem. Jeśli rozchodzi się zaś o dialogi, to moim przynajmniej zdaniem, zbyt dużo znalazło się tu familijnych morałów, których nie zauważałem w dwóch poprzednich odsłonach. Chociaż nie, zauważałem, ale były jakoś umiejętniej wplecione w całość, tak, że nie przeszkadzały i równocześnie uzupełniały całość. W 'trójce' w połączeniu z motywem ojcowskim staje się to miejscami męczące i niepotrzebne - po prostu źle rozpisane. I w ogóle brak miejscami świeżości w "Shreku Trzecim". Może to jeszcze nie jest wypalanie się konwencji i pomysłu, ale z pewnością zły kierunek. Zmiana warty na stołku reżyserskim jednak trochę zaszkodziła. Części trzecie oczywiście muszą również wprowadzać nowe postaci. W przypadku 'zielonej trójki' jest to przede wszystkim Artur (byle nie Arcio, on tego nie lubi); niezdarny, ślamazarny i nieśmiały chłopaczek, który, jak już wcześniej wspomniałem, jest jedynym (oprócz Shreka) następcą tronu. Pomysł postaci schematyczny i choć wpasowuje się jako tako w 'zieloną konwencję', to jest jej najsłabszym ogniwem, czy to przez przyzwyczajenie widza do starych dobrych bohaterów, czy przez opisywane moralizatorstwo, które przy okazji tej postaci osiąga szczyty - pojawia się w zasadzie wszędzie tam gdzie chłopak. Niemniej zawsze jest obok niego ktoś, kto urozmaica obraz i wypada cieszyć się, że twórcy nie poszli wzorem Piratów i Pająka, w których to przeładowanie nowymi postaciami było wręcz namacalne. To są największe uchybienia twórców i pomimo tego, że mogą wydawać się dość marginalne, podczas seansu stają się zauważalne, miejscami wręcz dokuczliwie irytujące, i stanowią rysę na obrazie całości.
Niemniej jednak dla dzieciaków wszystko to, co powyżej napisałem, nie będzie mieć żadnego znaczenia - będą się na "Shreku Trzecim" bawić wyśmienicie (na seansie, na którym byłem, radości było co niemiara), a i dorośli znajdą w nim to, za co pokochali tę 'zieloną serię'; dużo nawiązań filmowych, humor sytuacyjno-słowny oraz świetny dubbing, wielokrotnie z podwójnym dnem oraz masą prztyczków do polskich realiów i polityki. Czego chcieć więcej? Pewnie niczego, bo ta całkiem udana wakacyjna produkcja spełnia w większości pokładane w niej oczekiwania. Lecz nie byłbym sobą, gdybym pozostawił to bez komentarza. Mianowicie, boję się o zaplanowanego na 2010 Shreka 4; boję się, że tendencja spadkowa może się utrzymać, boję się, że w ferworze pisania scenariusza, wymyślania nowych pomysłów i ambitnych planów przebicia własnych dokonań, twórcy zapomną o tym, że to nie jest jedynie maszynka do zbijania pieniędzy, a rozrywkowa seria, która obrosła już pewnym kultem i dostarczyła masie dzieci (jak i dorosłych) okazji do wspaniałej zabawy. To moje trochę irracjonalne podejście podyktowane zostało wspomnianymi niewypałami "Na krańcu Świata" i "Spider-Mana 3", ale również wymienionymi wyżej wpadkami. Żywię jednak ukrytą nadzieję, że nowy Shrek będzie już świeżą i wyzbytą wszelkich kalkulacji kontynuacją, godną swojej 'zieloności' ;). A tymczasem warto zapoznać się z trzecią odsłoną i dać ponieść zwariowanej przygodzie, postaciom (Pinokio i Ciastek rządzą!) i humorowi, który serwuje, nie bacząc na kilka uchybień, których się dopuszczono.


SHREK TRZECI

Tytuł oryginalny: Shrek The Third
Rok produkcji: 2007, USA
Czas trwania: 92 minuty
Reżyseria: Chris Miller, Raman Hui
Scenariusz: Jeffrey Price, Peter S. Seaman, Jon Zack
Muzyka: Harry Gregson-Williams
Głosy podkładali: Mike Myers, Eddie Murphy, Cameron Diaz,
Antonio Banderas, Julie Andrews, Rupert Everett, Cody Cameron
Polska wersja językowa: Zbigniew Zamachowski, Jerzy Stuhr,
Agnieszka Kunikowska, Wojciech Malajkat, Wojciech Mann
Autor recenzji:
Dariusz Kuźma

Klub Miłośników Filmu, 6.07.2007