Niezbadane skarby, niezmierzone bogactwa ukryte w jakimś tajemniczym
miejscu znanym tylko ludziom, którzy je tam umieścili, zostawiając
skomplikowaną sieć zagadek i niebezpiecznych doświadczeń dla śmiałków,
którzy będą starali się znaleźć ich dziedzictwo… Jakże fascynujący i,
wydaje się, nieskończony świat dla scenarzysty chcącego zabłysnąć swoją
nietuzinkową wyobraźnią i zaistnieć w filmowym światku. Ileż to razy,
dzięki inwencji scenarzystów, wyruszaliśmy z głównymi bohaterami filmów
na poszukiwania skarbów przeszłości, ekscytujących przygód oraz
zaspokojenia własnej żądzy ciekawości, kibicując im przy tym
niezmiernie, pragnąc żeby teraźniejszość, w której żyjemy, okazała się
silniejsza od zamierzchłej przeszłości. Co z tego, że to tylko fikcja?
Któż z nas oglądając przygody Indiany Jonesa zastanawiał się, czy to
postać historyczna czy tylko przebiegła iluzja jakiegoś człowieka kilka
tysięcy mil dalej. Otóż przypuszczam, że mało kto, ponieważ świat
przygody został tak zaprojektowany, żeby całkowicie pochłonąć uwagę i
zmysły widza. Świadomie dajemy się nabierać na takie zagrania w
poszukiwaniu rozrywki i oderwania od szarej codziennej rzeczywistości,
tak bolesnej bo realnej. Takie kino daje nam możliwość zwiedzenia
egzotycznych krain i przeżycia mrożących krew w żyłach przygód bez obawy
o brak happy endu. Dlatego ilekroć pojawia się kolejny tytuł spod znaku
kina przygodowego ludzie tłumnie ciągną do kin, by oddać się mniej
więcej dwóm godzinom marzeń w ciemnej sali kinowej. Zdając sobie sprawę
z potencjału kryjącego się w takiej tematyce, reżyser Jon Turteltaub
(Fenomen, Instynkt) mając w rękach scenariusz łączący mityczny skarb,
zakon Templariuszy oraz amerykańską Deklarację Niepodległości nie
zastanawiał się długo. I tak oto powstał "Skarb Narodów".
Od wczesnych lat dziecięcych Benjamin Franklin Gates (Nicolas Cage) miał
świadomość, że wychowuje się w niezwykłej rodzinie. Utwierdzał go w tym
przekonaniu jego dziadek, usilnie twierdząc, że Czterej Ojcowie narodu
amerykańskiego (Jefferson, Madison, Hamilton, Washington) weszli w
posiadanie bogactw sięgających datą aż do czasów potęgi faraonów
egipskich, a później przenoszonych z rąk do rąk aż wreszcie trafiły na
ziemię amerykańską. Przerażeni możliwością wpadnięcia skarbu w
niepowołane ręce, szlachetni panowie postanowili ukryć go tam gdzie nikt
nie pomyśli, żeby go szukać, przy okazji zostawiając setki poszlak i
zagadek do rozwiązania. Przez całe pokolenia rodzina Gatesów starała się
namierzyć skarb, w którego istnienie zresztą nikt oprócz nich nie
wierzył. Niestety bez żadnego widocznego skutku. Dorosły już Ben
znajduje trop prowadzący go do niespodziewanego zwrotu w sprawie skarbu
– mianowicie odkrywa, że mapa prowadząca do skarbu znajduje się nie
gdzie indziej tylko na odwrocie Deklaracji Niepodległości, jednego z
najważniejszych dokumentów w historii Stanów Zjednoczonych. I teraz
pojawiają się dwa całkiem duże problemy. Pierwszy to taki, że dokument z
racji swojej wagi historycznej jest bardzo porządnie strzeżony. Drugi to
taki, że Ben ma konkurenta w osobie swojego byłego przyjaciela Iana Howe
(Sean Bean), a ten nikczemnik chce najnormalniej w świecie zwinąć
Deklarację. Ben jako wielki patriota oraz jako, że sam jest
zainteresowany odczytaniem tej mapy, postanawia także dokonać kradzieży
tyle, że szybciej i subtelniej. Reszty zdradzać nie ma sensu, powiem
tylko, że do gry zostaną jeszcze włączeni najbliższy współpracownik Bena
– Riley (Justin Bartha), piękna pani historyk sztuki Abigail (Diane
Kruger) oraz ojciec Bena (Jon Voight).
Może teraz wypadałoby zaznaczyć, że żaden szanujący się historyk nie
powinien się na ten film wybrać, ponieważ grozi to atakiem apopleksji, a
w najlepszym przypadku poważnym nadszarpnięciem nerwów. Otóż scenarzyści
dali upust swej fantazji i powkładali do fabuły elementy, o których nikt
nigdy nie pomyślał, że mogły mieć chociaż jakiś malutki związek ze
sobą... No ale cóż – za to dostają pieniądze. W tym filmie naprawdę jest
wszystko: od wykorzystania wielu historycznych wątków począwszy, idąc
poprzez dynamiczną akcję i wątek romantyczny, na… plagiacie kończąc.
Tak, dobrze napisałem – twórcy po prostu zerżnęli niektóre pomysły od
innych swoich wielkich poprzedników. Żeby nie psuć zabawy odgadywania
tych 'nawiązań' wymienię tylko najbardziej oczywiste – motyw z filmu
"Indiana Jones i Ostatnia Krucjata", czyli ojciec i syn przekomarzając
się szukają mitycznego skarbu. W filmie także znalazło się miejsce na
wątek romantyczny oraz obowiązkowy moralik na końcu, ale to już w sumie
powoli staje się standardem w większości amerykańskich produkcji. Co
najważniejsze, widz raz rzucony w wir akcji nie ma kiedy się otrząsnąć
(nie mówiąc już o nudzeniu się), ponieważ, nie przesadzając, akcja toczy
się niemal nieustannie. Technicznie film jest bez zarzutu. To samo można
by rzec o ścieżce dźwiękowej, z tym tylko małym bólem, że mi
przynajmniej kojarzyła się z czymś, co już kiedyś słyszałem, ale
niestety nie potrafię wydobyć z pamięci jakichś konkretów. Aktorsko film
także prezentuje się całkiem nieźle (tu trzeba wziąć poprawkę na to, że
to film wyprodukowany przez Disneya. Czemu wcześniej o tym nie
wspomniałem?). Cage, bardzo wyluzowany, prowadzi swojego bohatera z
lekkim autoironicznym uśmieszkiem. Voight wyraźnie podłapał konwencję i
także znakomicie czuje się w skórze swojego bohatera. Mały problem jest
z Seanem Beanem, który jest świetnym aktorem, ale mając do wykonania
zadanie przedstawienia czarnego charakteru w kategorii wiekowej do lat
12 czasami gubi się. Justin Bartha to raczej pomyłka obsadowa – ani nie
potrafi wprowadzić humoru, ani nie za bardzo łapie konwencję filmu
pałętając się pod nogami reszcie obsady. Chociaż na pewno wystąpienie
obok takich gwiazd może być szalenie deprymujące. No i piękna Diane
Kruger. Piękna, bo urody ciężko jej odmówić (chociaż jako Helena
Trojańska prezentowała się znacznie gorzej, może to nie ta epoka?), a
aktorsko widać, że pani Kruger cały czas się rozwija i z filmu na film
wychodzi jej to coraz lepiej. Wróżę jej świetlaną przyszłość w
Hollywood. Podsumowując, na ten film trzeba się wybrać z otwartym
umysłem i chęcią rozrywki, a gwarantuję, że wszystkie wspomniane wyżej
'dodatki' od twórców będą co najwyżej przywoływać leciutki uśmiech na
twarzy zamiast wyrazu skrajnej irytacji. Ja osobiście przymknąłem na to
oko i spędziłem bardzo przyjemne dwie godziny czego i Wam, Drodzy
Czytelnicy, życzę.
Oficjalna strona filmu. Gorąco polecam, zrobiona bardzo pomysłowo i
można się całkiem nieźle pobawić w gry zawarte na niej.
http://disney.go.com/disneypictures/nationaltreasure/splash.html
 |
"Skarb Narodów"
"National Treasure"
USA | 2004 |
Czas: 135 minut
Reżyseria: .... Jon Turteltaub
Scenariusz: .... Cormac Wibberley
Scenariusz: .... Marianne Wibberley
Zdjęcia: .... Caleb Deschanel
Montaż: .... Billy Goldenberg
Obsada:
Benjamin Franklin Gates: .... Nicolas Cage
Dr Abigail Chase: .... Diane Kruger
Riley Poole: .... Justin Bartha
Patrick Gates: .... Jon Voight
Ian Howe: .... Sean Bean
Sadusky: .... Harvey Keitel
John Adams Gates: .... Christopher Plummer
Klub
Miłośników Filmu | 28 I 2005 |
|
| Autor recenzji:
Dariusz Kuźma – BEOWULF
|