Nie ufajcie trailerom


Nie odkryję Ameryki stwierdzeniem, że zwiastuny często pokazują najlepsze sceny, a nieraz bywają lepsze od gotowego filmu - patrz przypadek "Nostalgii anioła" i "Transformers: Zemsta Upadłych". O ile jednak filmy Jacksona i Baya po prostu nie zaspokoiły oczekiwań, tak w przypadku "Skyline" mamy już do czynienia z jawnym oszustwem i rozbojem w biały dzień. Pierwszy trailer nowego filmu braci Strause nie zdradzał zbyt wiele, ot, zobaczyliśmy niebieskie światełka spadające na jakąś metropolię, kilka statków kosmicznych wiszących nad miastem oraz ludzi wciąganych przez kosmiczny odkurzacz. Efekty wizualne w tym i kolejnym zwiastunie zapierały dech w piersiach, a klimat rasowego science fiction można było jeść łyżkami. Cytując klasyka: "To co się stało, że się zesrało?



Trailer "Skyline"


Bracia Strause to specjaliści od efektów specjalnych, którzy pracowali przy takich megahitach jak "Terminator 3", "X-Men: The Last Stand", "300", "Incredible Hulk", "2012", "Avatar", "Social Network", "Iron Man 2", a obecnie dłubią przy "Battle: Los Angeles". Nie wypadli sroce spod ogona, bo dogłębnie poznali gatunek, w ramach którego zaczęli robić własne filmy. Jak wiadomo, ich kinowy debiut w postaci drugiej części "AvP" okazał się, co wydawało się niemożliwe, jeszcze gorszy od pierwszej części "AvP" i dziś na IMDb wisi przy nim ocena 4,8/10. Braciom, podpisującym się pseudonimem The Brothers Strause, ubzdurało się chyba, że są drugimi Wachowski Brothers (obecnie Brother & Sister) i niezrażeni klapą "Requiem" nakręcili kolejny "wizjonerski" obraz fantastyczno-naukowy. Nikt nie liczył na to, że ta produkcja będzie lepsza od zmagań Obcego z Predatorami w egipskich ciemnościach. I nikt się nie przeliczył; ocena "Skyline" w IMDb na dzień 8.02.2011 to 4,5/10.


Pierwsze, co rzuca się w oczy podczas seansu, to brak ciekawych bohaterów. The Strause Brothers, biorąc przykład z genialnego "Cloverfield", główne role powierzyli mało znanym aktorom. Ci z kolei zagrali postaci przypadkowych, zwyczajnych ludzi, którym mieliśmy towarzyszyć podczas niezwyczajnych wydarzeń, w wir których zostali niespodziewanie wrzuceni. Nie sposób jednak poczuć choćby nici sympatii do bohaterów tak zwyczajnych, że aż nijakich, w dodatku rzucających z ekranu takie teksty, że zapewniają regularny facepalm. Kolejny film, z którego co nieco zapożyczyli Strausowie to "Dystrykt 9" - reżyserzy pomyśleli, że jak zawieszą nad miastem nie jeden, a kilka statków kosmicznych, to będzie jeszcze bardziej niesamowicie, niż w arcydziele SF Blomkampa. I poniekąd mieli racje, bo jest tak... ale tylko w trailerze. W filmie, ze wszystkich ujęć, na których widać statki kosmiczne, jakby uszło powietrze. Jeszcze gorzej jest w scenach akcji z udziałem obcych i wojska. W zamierzeniu widowiskowa napierdalanka Ziemian z kosmitami, wygląda jak pozbawiona dramaturgii, tandetna animacja w grze komputerowej, stanowiąca przerywnik między planszami. Szkoda tylko, że w przypadku filmu nie możemy kliknąć "dalej" w celu przeskoczenia słabej sceny. Potężne kosmiczne stwory, które dawały szansę na zrealizowanie epickich scen, poruszają się i wyglądają jak wyciągnięte za łeb z produkcji Hallmarku. Zresztą cały film wygląda jak B-klasowiec zrobiony dla telewizji lub direct-to-DVD. Tylko czekałem, aż na ekranie pojawią się Michael Dudikoff i Steven Seagal, którzy zwąchawszy tandetę spytają, czy mogą sobie pograć. Nie ma ciekawych postaci, brakuje dramaturgii, nie stwierdzono zapierających dech w piersiach sekwencji. Jest tylko niespełniona obietnica spektakularnego filmu science fiction. I jest jedno z najgłupszych zakończeń jakie w życiu widziałem. Konsternacji, jaką wywołuje ostatnia scena nie da się opisać słowami - to trzeba zobaczyć na własne oczy, polecam! Odpowiedź na postawione powyżej pytanie "to co się stało...", okazuje się nader prosta. Niski poziom scen akcji zakamuflowano w trailerze szybkimi cięciami, tak, żeby urywki nie zdekonspirowały faktycznej widowiskowości "Skyline". I choć to oszustwo nad oszustwami, przyznać muszę, że przygotowane zostało perfekcyjnie.


Z pomysłu inwazji świecących na niebiesko kosmitów dawało się naprawdę sporo wycisnąć. W rękach kogoś, kto używa tego, co nosi metr powyżej dupy, scenariusz "Skyline" miał szansę przekształcić się w naprawdę dobry film. Fabuła nie odbiega przecież zbytnio od np. fenomenalnego "Cloverfielda". A skoro widzowie kupili wielką pokrakę depczącą Nowy Jork, dlaczego nie mieliby kupić świecących ufoków z kosmicznym odkurzaczem? Cóż, w tym przypadku zabrakło reżyserskiego warsztatu, talentu i doświadczenia. "Dzieło" braci Strause wygląda jak jakiś workprint z niedopracowanymi, w lwiej części, efektami, skradziony ze stołu montażowego przed premierą. Najbardziej zaskakuje to, że specjaliści od F/X, którzy w taki czy inny sposób pomagali przy efektach do naprawdę porywających filmów SF, we własnym spieprzyli w dużej mierze ten właśnie element.


O dziwo, "Skyline" zapisze się w mojej pamięci nie tylko negatywnie. Ten film ma trzy małe plusy (za które daję dodatkowy punkt w ocenie końcowej) i choć zostają one zmiażdżone zmasowanym atakiem minusów, warto o nich pamiętać. Przede wszystkim to nieudolne filmidło ma naprawdę dobry trailer. Powiadam Wam - uważajcie na telewizyjną reklamę "Skyline" i nie dajcie się jej wmanewrować. Nawet po seansie, gdy już wiem, z jaką katastrofą miałem do czynienia, byłbym skłonny jeszcze raz uwierzyć, że ten film jest, kolokwialnie mówiąc, zajebisty. Drugi plus to masowe "wsysanie" ludzi. Powinien jakiś Blomkamp czy Spielberg wziąć tę genialną scenę i nakręcić do niej nowy film! Plusem trzecim jest świetny plakat kinowy przedstawiający właśnie ową scenę. Spodobał mi się poster na tyle, że poszedłem do obsługi kina i poprosiłem o jeden egzemplarz. Dziś wisi on u mnie na ścianie przypominając, żeby nigdy więcej nie wierzyć ślepo kampanii reklamowej. W planach "Skyline 2". Żywię nadzieję, że po lekturze mojej recenzji, nikt (włącznie ze mną) przy zdrowych zmysłach nie skusi się na obejrzenie żadnego filmu firmowanego nazwiskiem Strause, ani powyżej zjechanego, ani jego kontynuacji.



Reakcja widzów na ostatnią scenę "Skyline"



2/10




wytwórnia - Relativity Media, Hydraulx, 2010
reżyseria - Colin Strause, Greg Strause
scenariusz - Joshua Cordes, Liam O'Donnell
produkcja - Colin Strause, Greg Strause, Brett Ratner
zdjęcia - Michael Watson
muzyka - Matthew Margeson
montaż - Nicholas Wayman-Harris
scenografia - Drew Dalton
efekty wizualne - Colin Strause, Greg Strause, Nicholas Elwell
czas projekcji - 94 minuty

wystąpili

Eric Balfour
Scottie Thompson
Brittany Daniel
Crystal Reed
Neil Hopkins
David Zayas
Donald Faison
Robin Gammell

(Jarrod)
(Elaine)
(Candice)
(Denise)
(Ray)
(Oliver)
(Terry)
(Walt)

Autor recenzji: Rafal Donica - DUX [e-mail] | Klub Miłośników Filmu, 10 lutego 2011
Oprawa html: Adrian Szczypiński - ADI [e-mail]

RECENZJE | STRONA GŁÓWNA KMF