Strona główna KMF
        

Czy nigdy was nie zastanawiało,
że śmierć może być czasami lepszym wyjściem z sytuacji???


Co byście zrobili, gdyby bardzo wam bliski człowiek zmarł nagle, a wam ktoś dał możliwość wskrzeszenia go? Nawet jeśli wasza ukochana osoba nie byłaby już tym, kim była kiedyś, a tylko cieniem swojego dawnego jestestwa???


   


Louis Creed przyjeżdża wraz ze swoją żoną, Rachel i małymi dziećmi - Ellie i dwuletnim Gage'em do pewnej wioski w stanie Maine w USA, by tam objąć stanowisko lekarza na pobliskim uniwersytecie. Wszystko zdaje się być jakby wymarzone - piękna, zalesiona okolica i wspaniały wielki dom. Jednak w kilka minut po przyjeździe, mała Ellie spada z huśtawki, a Gage wybiega na ulicę i prawie wpada pod przejeżdżającą ciężarówkę. W ostatniej chwili łapie go jedyny sąsiad Creed'ów- Jud Crandall, sympatyczny staruszek, mieszkający samotnie z drugiej strony ulicy. Louis i Jud od razu stają się przyjaciółmi. Ellie zauważa tajemniczą ścieżkę, wiodącą do lasu i staruszek obiecuje, że kiedyś razem się tam wybiorą. Okazuje się, że ścieżka prowadzi na cmentarz, na którym zrozpaczone dzieci przez lata chowały swoje zwierzęta, głównie zabijane przez rozpędzone ciężarówki, jeżdżące dzień i noc po ruchliwej ulicy. Groby zostały ułożone w kręgach, od najstarszego do najmłodszego. Na każdym z nich wyryty był jakiś napis. Dzieci chowały tam nie tylko psy i koty, ale także rybki. Cmentarz był świadectwem bólu, jaki dzieci przeżywają po odejściu ukochanego przyjaciela, dlatego Rachel, żona Louisa czuje się nieswojo na cmentarzu i nie jest zbyt zadowolona, że jej mała dowiaduje się o śmierci w tak młodym wieku. Jasne jest, że sama Rachel musiała mieć jakieś przeżycia związane ze śmiercią, dlatego próbuje uchronić od tego Ellie, która od wizyty na cmentarzu zaczęła się zastanawiać, czy jej ukochany kot, Church też kiedyś odejdzie. Louis zaczyna swoją nową pracę. Nigdy by nie pomyślał, że już w pierwszy dzień będzie miał takie przeżycia. Studenci przynoszą mu pacjenta, przejechanego podczas joggingu, potwornie pokiereszowanego. Pewne jest, że za chwilę umrze, dlatego, kiedy Louis czeka na karetkę, by zabrała zmarłego, Victor Pascow (bo tak się nazywał) otwiera nagle oczy i spogląda w twarz przerażonego Louisa, mówiąc: "Ziemia serca mężczyzny jest kamienista", po chwili obiecując, że jeszcze odwiedzi Louisa. Pascow umiera, jednak we śnie odwiedza Creeda i prowadzi go jak zahipnotyzowanego na cmentarz dla zwierzaków, oznaczony przez same małe dzieci z błędem ortograficznym jako "Smętarz dla zwierząt" i ostrzega Louisa, by nigdy nie wybierał się za stertę gałęzi. Sen się kończy, lekarz z ulgą stwierdza, że tylko śnił, jednak gdy odsłania kołdrę, okazuje się, że jego nogi są zabłocone, jakby gdzieś w nocy wędrował...


   


Rachel i dzieci wyjeżdżają do dziadków, z którymi Louis od zawsze się kłócił, dlatego postanowił sam zostać na święto Dziękczynienia w domu. Jednak już po paru godzinach od wyjazdu rodziny, Jud Crandall dzwoni, że chyba znalazł ukochanego kota Ellie, Church'a przed swoim domem, przejechanego przez ciężarówkę. Louis postanawia zakopać kota na cmentarzu dla zwierzaków, ale Jud proponuje mu przechadzkę w inne miejsce, a dopiero na miejscu ujawnia młodemu lekarzowi, że ta kamienista ziemia to dawny cmentarz Indian z plemienia Micmaców, którzy od dawna już nie grzebią tam swoich zmarłych. Po drodze w to miejsce Louis i Jud słyszą przerażające wycie i śmiech, jednak Jud skonsternowany wyjaśnia Creed'owi, że to tylko nur. Louis wraca do domu, wymyśla sposób, w jaki wytłumaczy Ellie, że kota już nie ma, kiedy nagle w garażu pojawia się Church, brudny, śmierdzący i jakby na wpół żywy. Louis pojmuje moc cmentarza i rozmawia o tym z Judem, który opowiada mu, że cmentarzysko Micmaców ma w sobie moc magiczną. Louis pyta staruszka, czy kiedyś zakopano tam człowieka, lecz ten nie odpowiada i milknie jak zaklęty... Wszystko powraca do normy, oprócz tego, że Ellie zauważa potworny smród od kota, sam Church zachowuje się całkiem inaczej; przynosi do domu szczury, atakuje Louisa, chowa się w najmniej oczekiwanych miejscach, a jego oczy świecą dziwnym blaskiem. Pewnego dnia Louis bawi się z małym Gage'm na łące i przeżywa najpiękniejsze chwile ze swoim synem. W pewnym momencie jednak Gage wyrywa się z rąk tatusia i wybiega na ulicę, którą pędzi ogromna ciężarówka. Rozpacz po śmierci synka, prowadzi Louisa do najmniej roztropnego czynu, jaki popełnił w swoim życiu. Czasem lepiej pozostawić umarłych śmierci...


   


Film jest ekranizacją znakomitej powieści Stephena Kinga (sam King nawet wystąpił w epizodycznej roli pastora, podczas pogrzebu sprzątaczki Creed'ów). Książka ma niesamowity klimat, tak jak wszystkie dzieła Króla, wiele wątków w filmie pominięto, ale nie kłóci się to widocznie z zamysłem autora, gdyż scenariusz napisał sam Stephen. Powieść jest bardzo tajemnicza, momentami wręcz straszna, taka jaki powinien być porządny horror. Charakter i osobowość Louisa Creed'a jest w powieści o wiele bardziej interesujący niż ten stworzony na potrzeby scenariusza filmowego, a sam motyw śmierci Gage'a nie tylko przeraża, ale i wzrusza do głębi. Zastanawiam się tylko, czy King nie powinien napisać scenariusza trochę dłuższego i wpleść nieco więcej wątków, np. rozwinąć motyw potwora Wendigo i Indian. Fenomenalnym za to wątkiem była nie wspomniana wcześniej przez mnie opowieść o Zeldzie, siostrze Rachel, która to siostra cierpiała na wiele chorób, wyglądała jak potwór i tak też się zachowywała, dręcząc swoją małą wtedy jeszcze siostrę, a później żonę Louis'a. Zelda umierając wyklęła Rachel, która pozostawiona w tym dniu bez opieki rodziców nie wiedziała, co ma zrobić, gdy umiera jej zła (w całym tego słowa znaczeniu) siostra. To dlatego dorosła Rachel miała takie problemy, gdy ktoś w jej obecności wspominał o czyjejś śmierci.


   


Klimat idylli rodzinnej przeplata się ze scenami strasznymi, wręcz przerażającymi. Niepokój widza tworzy się stopniowo, wątki rozwijają się coraz bardziej, by w końcu dotrzeć do końca, który niesamowicie zaskakuje. Postaci w filmie nie ma zbyt wiele, mnie osobiście najbardziej podobała się postać Juda Crandalla, przerażającego umarlaka Victora Pascowa, który mimo swojej "nieżywości" ma w sobie dużo dobrego i ostrzega Louisa przed jego własnymi przyszłymi czynami, a najbardziej przerażającą postacią w filmie jest Zelda, przedstawiona jako cień dziewczyny, z wyschniętą jak u truposza twarzą, pokręconym kręgosłupem, długimi paznokciami i zaniedbaną fizycznością. Kiedy Zelda podchodzi do kamery, a w kadrze znajduje się jej twarz w całej okazałości, człowieka przechodzą dreszcze i ma ochotę odwrócić się od telewizora. Wg mnie postać i charakter Zeldy jest jakby odzwierciedleniem wszystkich naszych, skrywanych głęboko w sercu strachów. I jeszcze ten mały Gage, wzywający mamusię, by weszła po schodach...


Ocena: 9/10



SMĘTARZ DLA ZWIERZAKÓW

Tytuł oryginalny: Pet Sematary
Rok Produkcji: 1989, USA
Czas trwania: 103 min.

Reżyseria: Mary Lambert
Scenariusz: Stephen King
Muzyka: Elliot Goldenthal
Zdjęcia: Peter Stein
Kostiumy: Marlene Stewart
Dekoracje: Katharin Briggs, Kathe Klopp
Montaż: Daniel P. Hanley, Mike Hill

Występują:

Dale Midkiff (jako Louis Creed)
Fred Gwynne (jako Jud Crandall)
Denise Crosby (jako Rachel Creed)
Miko Hughes (jako Gage Creed)
Brad Greenquist (jako Victor Pascow)


e-mail
 Autor recenzji gościnnej: Katarzyna Pracuch - CATHERINE