Zanim najnowszy film Sofii Coppoli trafił na polskie ekrany, głosy i opinie docierające z zagranicy (by wspomnieć tylko najważniejsze wyróżnienie w postaci nagrody Złotego Lwa w Wenecji), mogły wskazywać na to, że będziemy mieli do czynienia z czymś na miarę kameralnego arcydzieła za jakie uznane zostało "Między słowami" tej samej reżyserki. I choć podobieństw między oboma filmami wydaje się być całkiem wiele, to jednak w "Somewhere" nie udało się Coppoli to, co osiągnęła w swoim wcześniejszym obrazie, a jej najmocniejszy atut, czyli subtelne budowanie nastroju, nie zdołał przykryć ewidentnych niedostatków nowego filmu.
Podobnie jak w "Między słowami" głównym bohaterem "Somewhere" jest gwiazdor filmowy - Johnny Marco i nie inaczej niż w przypadku Boba Harrisa z wcześniejszego filmu Coppoli jest on zmęczony swoim życiem w blasku reflektorów. Różnica między Johnnym a Bobem jest jednak taka, że pustka ogarniająca tego pierwszego jest całkowicie uzasadniona - jego egzystencja polegająca głównie na bywaniu na eventach związanych z zawodem, uczestniczeniu w suto zakrapianych alkoholem imprezach oraz niezobowiązującym seksie z kobietami, które tabunami przewijają się przez jego łóżko - jest, delikatnie mówiąc, dość płytka i bezcelowa. I pewnie nic nie uchroniłoby tego żałosnego bohatera przed całkowitą degrengoladą gdyby nie fakt, że 12 lat wcześniej naszemu lekkoduchowi udało się spłodzić córkę, która co prawda (co nie jest dla nas raczej zaskoczeniem) nieczęsto pojawia się w jego życiu, ale z uwagi na niespodziewany wyjazd matki na dłuższe wakacje, podrzucona zostaje na przechowanie swemu niefrasobliwemu tatusiowi. Jak nietrudno przewidzieć, relacja między Johnnym a Cleo wnosi powiew autentyczności do zepsutego i pustego życia gwiazdora i staje się początkiem emocjonalnego dojrzewania naszego Piotrusia Pana.
|
|
Schemat fabularny zastosowany w "Somewhere" trąci niewątpliwie banałem i hollywoodzką bajką. Ta prosta historia o metamorfozie zblazowanego hedonisty w człowieka empatycznego i dostrzegającego w życiu wyższe wartości, już na wstępie nie daje reżyserowi szerokiego pola manewru. Zaskakująco mało oryginalne zakończenie tylko potwierdza to, że Coppola nie bardzo wiedziała czy ta historia gdzieś ją prowadzi i czy jest w stanie przekazać coś ponad stereotypowe prawdy, które niejednokrotnie wybrzmiewały już wcześniej z ekranu.
Fabuła jednak nigdy nie stanowiła najważniejszego elementu obrazów Coppoli, a podstawowym grzechem popełnionym w "Somewhere" jest nie ona, ale przede wszystkim wtórność filmu - szczególnie względem świeżego i pełnego uroku "Między słowami". Porównania między tymi dwoma filmami są bowiem nieuniknione. Nie tylko główny bohater, ale również wiele scen automatycznie budzi skojarzenia z wcześniejszym filmem reżyserki (Johnny cierpiący na bezsenność skaczący po kanałach włoskiej kablówki, czy też pozujący do zdjęć z przylepionym uśmiechem - obie sceny przywołują na myśl te z udziałem Billa Murraya). Coppola w dodatku ponownie eksploatuje te same znane motywy: samotność w tłumie, głupotę i płyciznę intelektualną ludzi showbiznesu i specyfikę obcowania z obcą kulturą (tu absurdy włoskie zastępują kuriozalność kultury japońskiej). Również relacja między głównymi bohaterami wydaje się być podobna: obie pary tworzą swój własny intymny mikroświat w opozycji do obcego im otoczenia. To na Johnnym i Cleo skupia się cała uwaga kamery, tworząc dystans pomiędzy autentycznymi emocjami między nimi, a sztucznym, plastikowym światem wokół. Znowu jednak wygląda to dość znajomo.
|
|
Co by jednak nie pisać o ułomnościach i wtórności "Somewhere", nie zmieni to faktu, że w obrazach Coppoli zawsze ukryty jest ten specyficzny urok noszący znamiona jej nieprzeciętnego talentu. Jest nim umiejętność uchwycenia efemeryczności piękna pojedynczych chwil i na tym polu nie zawodzi ona również w swoim najnowszym filmie. Jest bowiem w "Somewhere" kilka scen, które zapadają głęboko w pamięć i tworzą charakterystyczny dla twórczości Coppoli niepowtarzalny nastrój. Dodatkowo towarzysząca im bezbłędnie dobrana oprawa muzyczna sprawia, że z zachwytem kontemplować można pojedyncze obrazy i (choć tylko na krótką chwilę) wybaczyć jej to, że film, biorąc pod uwagę jego całokształt, nie należy niestety do udanych.
6/10
 |
wytwórnia - American Zoetrope, Focus Features, 2010
scenariusz i reżyseria - Sofia Coppola
produkcja - Sofia Coppola, Roman Coppola, G. Mac Brown, Francis Ford Coppola
zdjęcia - Harris Savides
muzyka - Phoenix
montaż - Sarah Flack
scenografia - Anne Ross
czas projekcji - 97 minut
wystąpili
Stephen Dorff
Elle Fanning
Chris Pontius
Laura Chiatti
Michelle Monaghan
Lala Sloatman
Ellie Kemper
Alexandra Williams
Amanda Anka
|
(Johnny Marco)
(Cleo)
(Sammy)
(Sylvia)
(Rebecca)
(Layla)
(Claire)
(Nicole)
(Marge)
|
|
 |