UWAGA - TEKST ZDRADZA ISTOTNE ELEMENTY FABUŁY - UWAGA


Gdy patrzyłem z uczuciem niemałego wzruszenia na scenę, w której Bill Murray żegnał się ze Scarlett Johansson, szepcząc jej do ucha znane tylko im słowa, czułem, że oto pojawił się wielki reżyserki talent, który będzie poruszał nas w najbliższych latach. Sofia Coppola pojawiła się na ustach wszystkich, została nagrodzona Oscarem za scenariusz i następnie zrealizowała o wiele droższą produkcję, którą była "Maria Antonina". Niestety, film okazał się sporym rozczarowaniem i zachwyty nad talentem córki legendy kina zmieniły się w zastanawianie czy to jednorazowa wpadka czy przejaw prawdziwej miary talentu Coppoli. W swoim kolejnym filmie rezygnuje z rozbuchanej scenografii, kostiumów i wraca do stylu, którym urzekła widzów na całym świecie.

"Somewhere. Między miejscami" (biorąc pod uwagę datę polskiej premiery, czyli 1 kwietnia, traktuję polski podtytuł jako głupi żart) w marszu po światowe nagrody pokazał się tylko raz. Zwyciężył na Festiwalu Filmowym w Wenecji, choć wielu dziennikarzy wskazywało na to, że w jury był Quentin Tarantino, czyli... były chłopak Sofii Coppoli.


Głównym bohaterem jest Johnny Marco, gwiazdor kina, którego dopada nuda. Pogrążony w marazmie zaszywa się w najsłynniejszym hotelu dla gwiazd, Chateau Marymont i tam spędza czas na piciu alkoholu, paleniu papierosów, seksie z przypadkowymi kobietami, a od czasu do czasu zmuszany do tego, bierze udział w promocji najnowszego filmu. Jednak takie czynności jak konferencje prasowe czy wielogodzinnie przygotowania charakteryzatorskie nie wzbudzają entuzjazmu tego wielkiego gwiazdora kina. Jest jednak jedna osoba, która potrafi wyrwać go z tego odrętwienia. Tą osobą jest jego córka Cleo. 11-latka jest zmuszona pozostać przez pewien czas z ojcem, gdy jej matka wyjeżdża za granicę. Wspólne przebywanie zaczyna zmieniać życie Johnny'ego. Powoli wszystko zaczyna mieć sens, życie nabiera kolorów i Marco zaczyna cieszyć się każdą chwilą życia.

Wielu krytyków wytykało Coppoli bardzo dużą wtórność względem jej wielkiego dzieła. Johnny zdaje się być nieco młodszą wersją Boba Harrisa z "Między słowami". Również jest gwiazdorem kina czującym się nieco zagubionym w świecie show biznesu i również zbawienny wpływ ma na niego przebywanie z kobietą, której bliskość zmieni wszystko. Analogii zresztą można znaleźć dużo więcej, zwłaszcza w wątku wyjazdu do Mediolanu w celu promowania filmu. Podobnie jak Bob w Tokio, Johnny czuje się zagubiony w mieście, gdzie mieszka w wielkich luksusach, ale otoczony jest przez ludzi porozumiewających się w obcym języku, odmiennych kulturowo i traktujących go niczym Boga. Nawet scena oglądania "Przyjaciół" z włoskim dubbingiem wydaje się dziwnie znajoma.


Coppola znów przyjmuje pozycję biernego obserwatora. Często stojącą nieruchomo kamerą obserwuje bohaterów podczas codziennych zajęć, starając się wydobyć ich emocje, delikatnie podkreślać uczucie między Johnnym i jego córką. Wszystko toczy się przy tym w bardzo nieśpiesznym tempie, które mimo, że film trwa tylko półtorej godziny, może powodować, że mniej cierpliwi widzowie zrezygnują z seansu bardzo szybko. Niektórzy może już po pierwszej scenie, w której Johnny pędzi w koło swoim czarnym ferrari. Niektórzy reżyserzy zrobiliby z tej sceny dynamiczną, szybko zmontowaną sekwencję, ale nie Coppola. Ona stawia kamerę w jednym miejscu i statycznie obserwuje przemykający co jakiś czas samochód. Takich momentów jest całe mnóstwo i fantastycznie budują wrażenie naturalności, na co wpływ mają także oszczędnie dawkowane dialogi.

Taki film wymaga znakomitych aktorów. Stephen Dorff, który niegdyś szalał na ekranach kin jako rywal Blade'a, nie jest co prawda aktorem tej klasy co Bill Murray, ale swojej roli absolutnie nie musi się wstydzić. Jest to kreacja bardzo spokojna, wyciszona, z którą doskonale współgra mocno zaniedbany wygląd Dorffa. Nie powoduje on zachwytów, ale ma kilka momentów, jak choćby rozmowa telefoniczna pod koniec filmu, w których może nieco mocniej podkreślić charakter swojej postaci. Doskonały duet z Dorffem tworzy Elle Fanning jako Cloe. Dziewczyna jest niezwykle naturalna, urocza i po prostu doskonała.


Mimo, że momentami czułem się jakbym oglądał prequel "Między słowami", to nie uznaję tego seansu za czas stracony. Sofia Coppola znów pokazała jak fantastycznie potrafi w z pozoru błahych scenach budować wielkie emocje. To stanie z boku i prowadzona z dużą czułością obserwacja dwójki bohaterów tego dramatu, sprawiła, że na te 90 minut stali mi się niezwykle bliscy. A pełne nadziei zakończenie, w którym Johnny porzuca swoje czarne ferrari, jednocześnie pozostawiając za sobą dotychczasowe, bezcelowe życie i z uśmiechem na ustach rusza przed siebie, to czyste piękno, godne największych reżyserów filmowych. A Sofia Coppola najwyraźniej nie składa broni i znów walczy o wejście do tego grona.


7/10




wytwórnia - American Zoetrope, Focus Features, 2010
scenariusz i reżyseria - Sofia Coppola
produkcja - Sofia Coppola, Roman Coppola, G. Mac Brown, Francis Ford Coppola
zdjęcia - Harris Savides
muzyka - Phoenix
montaż - Sarah Flack
scenografia - Anne Ross
czas projekcji - 97 minut

wystąpili

Stephen Dorff
Elle Fanning
Chris Pontius
Laura Chiatti
Michelle Monaghan
Lala Sloatman
Ellie Kemper
Alexandra Williams
Amanda Anka

(Johnny Marco)
(Cleo)
(Sammy)
(Sylvia)
(Rebecca)
(Layla)
(Claire)
(Nicole)
(Marge)

Autor recenzji: Piotr Gauza - PEGAZ [e-mail]
Klub Miłośników Filmu, 8 kwietnia 2011
Oprawa html: Adrian Szczypiński - ADI [e-mail]

RECENZJE | STRONA GŁÓWNA KMF