|
Ile właściwie autor tego
tekstu wiedział o pracy służb specjalnych przed obejrzeniem "Spartana"?
Niewiele. A jaką miał opinię o twórczości Davida Mameta? Bardzo
pozytywną. Jednak po seansie nowego filmu słynnego reżysera nic nie było
już takie samo. Słońce mocniej zaświeciło, wiatr na warszawskim
Ursynowie przestał wiać, a "gusta" zamieniły się w "guściki" - od tej
pory życie agenta służb specjalnych nie miało przed autorem tajemnic, za
to David Mamet przestał być chwilowo dobrym reżyserem.
Narzekanie jest tutaj mimo wszystko zupełnie nie na miejscu. "Spartan"
to bowiem film niezwykle dydaktyczny - rzec można "rozszerzający
horyzonty". David Mamet odważnie szkicuje obraz idealnego agenta
specjalnego - jednostki nieprzeciętnej, silnej, odważnej, nieustępliwej,
która oczywiście "żadnej pracy się nie boi". Co prawda nie widzimy
naszego superagenta w domowym zaciszu, jednak z pewnością, gdy nikt z
szefów nie patrzy, idealny funkcjonariusz ochoczo pomaga żonie w praniu.
Niestety, tego jaką dokładnie garderobę pierze się w mieszkaniu agenta
specjalnego też nam Mamet nie raczył pokazać, ale są to z całą pewnością
czerwone kostiumy z napisem "Iniemamocni".
Jaka nauka płynie więc ze "Spartana"? Jakie Wielkie Prawdy o życiu
agenta wiążą się nierozerwalnie z filmem Mameta. Popatrzmy:
|
|
1. Funkcjonariusz służb
specjalnych przy byle jakich sprawach nie pracuje.
Agent z krwi i kości zajmuje się tylko sprawami wagi narodowej, tak jak
na przykład zniknięciem córki prezydenta Stanów Zjednoczonych - Laury
(bohaterki o tym imieniu mają swoistą tendencję do tajemniczego
znikania). Córka owa, mimo że istota to z gruntu niespokojna, jest
ulubienicą mediów. Rodzice słodko uśmiechają się do swego dziecięcia w
świetle reflektorów, naród ją kocha, flagi w jej otoczeniu mocniej
trzepoczą na wietrze, a brukowce rozpisują się o kolorze bielizny naszej
bohaterki. W tej sytuacji - dodajmy w okresie, kiedy tatuś zaginionej
ponownie ubiega się o prezydenturę - nagła nieobecność pierworodnej jest
raczej niepożądana. Trzeba ją więc odnaleźć i to na tyle szybko, żeby
media nie zwęszyły sensacji. Sprawą zajmie się oczywiście jeden z
najlepszych agentów tajnych służb USA - Robert Scott (w tej roli jeden z
najlepszych aktorów USA - Val Kilmer ;-) ).
2. Funkcjonariusz służb
specjalnych nie śpi, nie jada, nie pije, tylko niezwłocznie wykonuje
swoje zadania.
"Kiedy ostatnio spałeś Agencie?" - na początku filmu pada z ust
przełożonego pytanie. "To nie ma tu żadnego znaczenia" - odpowiada
nonszalancko agent Scott. I słusznie - sen byłby moralnie naganny w
momencie, gdy córka prezydenta USA znajduje się w tarapatach. Któż z nas
mógłby wszak spokojnie spać, gdyby zniknęła nagle dajmy na to Pierwsza
Dama Jolanta Kwaśniewska? Stąd agent Scott nie odsypia, a czym prędzej
zabiera się do roboty. Najlepiej zacząć poszukiwania od małego transferu
danych z Pierwszym Chłopakiem Pierwszej Córki Stanów Zjednoczonych. I
tym miłym akcentem akcja "Spartana" zaczyna się zawiązywać...
3. Funkcjonariusz służb
specjalnych nie zawaha się dać oponentowi w mordę.
Agent specjalny w filmie Mameta jest bowiem bohaterem prostolinijnym.
Pączków faktycznie jeszcze nie spożywa, za to "efekt silnych mięśni"
jest tu podstawowym sposobem rozwiązywania konfliktów wszelakich. A
gdzież asertywność agencie Scott?
Najpoważniejszym zarzutem w stosunku do autora scenariusza - Davida
Mameta - jest więc właśnie kompletny brak wiarygodności ekranowych
postaci. Granice absurdu zostają ostatecznie przekroczone w osobie
funkcjonariusza Scotta, który swoją prawością, poświęceniem oraz
nadmiernym stosowaniem argumentu siły przypomina bardziej Rambo w
Wietnamie, niż któregokolwiek z wcześniejszych bohaterów filmów Mameta.
I faktycznie, gdyby "Spartana" wyreżyserował któryś z hollywoodzkich
rzemieślników nieskomplikowanego kina akcji, nie byłoby problemu. Film
ten jest jednak od początku do końca autorskim dziełem twórcy tak
znakomitych obrazów jak chociażby "Wydział zabójstw" czy "Dom gry".
Wtedy - trzeba przyznać w czasach dość zamierzchłych - nie było w kinie
Mameta miejsca na tak przerysowane postacie, jak agent Robert Scott,
który jak na złość jest ponadto bardzo kiepsko zagrany przez nad wyraz
teatralnego Vala Kilmera.
|
4. Funkcjonariusz służb
specjalnych jest elokwentny, szybki i zręczny.
Szczególnie ta ostatnia cecha agenta - zręczność - może być tu istotna.
Zarówno zręczność intelektualna (nasz bohater w finale rozpracowuje
wielki narodowy przekręt), jak i ta czysto fizyczna. Agent Scott będzie
biegać, kopać, jeździć i strzelać, a zawędruje przy tym nawet do
egzotycznych, jak na Amerykanina, obszarów kulturowych. Scott będzie
robił pięć rzeczy na raz i zbliży się do rekordu pamiętnej Alexis
(bohaterka "Dynastii"), która w pojedynczej scenie potrafiła pobierać
kąpiel leczniczą w wannie pełnej piany, rozmawiać przez telefon (a jako
że nie był to jeszcze aparat bezprzewodowy, Alexis ryzykowała życiem),
pić najdroższego szampana, przyjmować gości oraz planować srogą zemstę
na Blake`u. Tyle, że Joan Collins wykonywała wszystkie te czynności z
niesłychanym wdziękiem, którego Valowi Kilmerowi niestety wyraźnie
brakuje.
Opisywanej powyżej zręczności brakuje także - a może przede wszystkim -
reżyserowi i scenarzyście. I nawet zakończenie intrygi - słynny
Mametowski ekranowy suspens - nie jest tutaj najwyższych lotów. Finał
jednak w tym przypadku nie jawi się jako czynnik najważniejszy. Filmy
Mameta były bowiem zawsze w pierwszej kolejności polem do popisu dla
interpretatorów. Reżyser ten poruszał się zawsze z wielką gracją po
motywach rozlicznych teorii spiskowych, z pasją analizował mechanizmy
rozgrywek międzyludzkich, słowem: Mamet pokazywał szarą, acz bezwzględną
Amerykę, ale czynił to z reguły w sposób nieprzeciętny, bo w szlachetnym
towarzystwie filozofii. W efekcie, jego obrazy często cechowała filmowa
niejednoznaczność. Ale była to niejednoznaczność najlepszego gatunku -
zawsze inteligentna i cynicznie prowokująca. W "Spartanie" David Mamet
jakby niechcący wspomina gdzieniegdzie o obłudzie współczesnej Ameryki,
mimo to całość refleksji znika gdzieś w głębinach kiepskiego
scenariusza, drewnianego aktorstwa i zwyczajnej filmowej nudy. Czyżby
Mamet mający przecież i talent, i niezależność wszedł szybkim krokiem w
środowisko amerykańskiego pustosłowia?
5. Funkcjonariusz służb
specjalnych nigdy się nie poddaje.
Na koniec wypada jednak gorąco kibicować twórcy "Spartana". Bo jeśli ta,
lecąca aktualnie na łeb na szyję, forma reżyserska dalej będzie spadać,
to Mamet opuści wkrótce panteon wybitnych reżyserów o imieniu "David" i
zejdzie do filmowej drugiej ligi. No chyba że sam zmieni się w
tytułowego Spartana i w pojedynkę zawalczy z hollywoodzką manierą, w
której aktualnie zdaje się siedzieć po uszy. Walka taka byłaby w każdym
razie czystą przyjemnością jeśli nawet nie dla samego Mameta, to na
pewno dla jego widzów...
OCENA: 5\10
|
 |
SPARTAN,
USA |
2004
reżyseria: David Mamet
scenariusz: David Mamet
muzyka: Mark Isham
producent: Moshe Diamant
zdjęcia: Juan Ruiz Anchia
Wystąpili:
Val Kilmer (jako Scott)
Derek Luke (jako Curtis)
William H. Macy (jako Stoddard)
Kristen Bell (jako Laura Newton)
Ed O`Neil (jako Burch)
Czas trwania: 107 minut
Premiera w Polsce: 3 XII 2004
Dystrybutor: ITI CINEMA |
 |
| Autor recenzji:
Jacek Kozłowski -
SENK |
|
Klub Miłośników Filmu |
15.12.2004
|
|