KOMEDIOWO-ROMANTYCZNE PRAWDZIWE ŻYCIE
Chęć zadowolenia wszystkich i zrobienia filmu na zasadzie „dla każdego coś
miłego” rzadko okazuje się być dobrym pomysłem. Zamiast złotego środka,
dostajemy wtedy wydmuszkę. Film, który tylko udaje, że jest „jakiś”, film będący
zlepkiem stylów i konwecji, niesatysfakcjonujący ostatecznie nikogo. Ze
„Stosunkami międzymiastowymi” jest chyba jednak inaczej. Ta komedia rzeczywiście
ma szansę spodobać się każdemu, bez względu na płeć, wiek, wykształcenie itd. To
takie zgrabne połączenie humoru „Kac Vegas” albo komedii Judda Apatowa z
romantyczną otoczką, do jakiej przyzwyczaiły nas hity z Meg Ryan czy Sandrą
Bullock. Bywa w tym filmie śmiesznie, bywa słodko, ostro, gorzko... A nie czuć w
tym żadnej fałszywej nuty.
Wybierając się do kina na romantyczną komedię, chcemy po prostu miło spędzić
czas. Odprężyć się, uśmiechnąć, poprawić sobie nastrój. Wielkich oczekiwań nie
mamy. Jednak, gdy wyczuwamy w tym wszystkim fałsz, gdy wydaje nam się, że to, co
oglądamy na ekranie, robione jest pod przymusem, na siłę, odprężyć się jest
oczywiście trudno. Zamiast lekkiej komedii, mamy wtedy do czynienia z ciężkawą
farsą. I, niestety, mimo że wybór wśród kom-romów jest naprawdę szeroki, trudno
znaleźć choć kilka tytułów, które wywoływałyby te wszystkie pozytywne emocje.
Zdarzają się jednak wyjątki. Czy „Stosunki międzymiastowe” to właśnie jeden z
nich? Moim zdaniem tak. Film niby niepozorny, wydawać by się mogło, że wręcz
typowy. Ale jednak inny... Szkoda byłoby przegapić taką perełkę.

Rzecz dzieje się w Nowym Jorku. 31-Letnie singielka Erin (Drew Barrymore) kończy
staż w jednej z tamtejszych redakcji. Garrett (Justin Long), pracownik wytwórni
płytowej, został właśnie rzucony przez dziewczynę. Pewnego wieczora spotykają
się w barze przy, uwielbianym przez obojga, automacie do gier. Zaczynają się
umawiać, lubią swoje towarzystwo, ale Erin wraz z końcem wakacji musi wrócić do
San Francisco. Oboje zdają więc sobie sprawę, że to tylko „na chwilę”, wakacyjny
romansik i nic więcej. Gdy jednak nadchodzi dzień rozstania, czują, że nie mogą
tak po prostu o sobie zapomnieć. Decydują się na związek na odległość.
Jasne, decyzja ta stanie się przyczynkiem do wielu zabawnych sytuacji. Ale
pomiędzy jednym, a drugim wybuchem śmiechu, znajdzie się też miejsce na rzeczy
trochę poważniejsze. W końcu związki na odległość to sprawa coraz
powszechniejsza - obecne czasy bardzo im sprzyjają. Ale żaden e-mail, skype czy
super-tania rozmowa przez komórkę, nie zastąpi bliskości. I każdy, kto próbował
utrzymać związek z osobą oddaloną o tysiące kilometrów wie, że jest to sprawa
niezwykle trudna. Wszyscy, którzy doświadczyli tego na własnej skórze, będą
mogli w Erin i Garetcie zobaczyć siebie samych. Bo ta para to tacy zwyczajni,
młodzi ludzie. Chcieliby polecieć na święta do swojej drugiej połówki, ale
bilety na samolot są w tym czasie za drugie. Chcieliby przenieść się do innego
miasta, ale kończą studia lub wskutek kryzysu nie mogą znaleźć żadnej pracy, a w
końcu trzeba z czegoś żyć. I tak dalej, i tym podobne. Choć to niby „tylko”
komedia, trudno jej odmówić dużego ładunku życiowości. Sytuacje, w jakich
znajdują się główni bohaterowie, spotykają mnie, ciebie, jego i ją. Brakuje im
pieniędzy, nie mają własnego mieszkania, nie robią tego, o czym marzą, tylko to,
co muszą, jak Erin, która spłaca studia pracując jako kelnerka. W polskiej
komedii romantycznej dwudziestokilkulatkowie mają przecież przestronne
apartamenty, markowe ciuchy i świetne samochody...
Nawet ten Nowy Jork, w którym dzieje się spora część akcji, nie jest wcale taki
pocztówkowy. Bardziej nowojorska była już chyba Warszawa z „Tylko mnie kochaj”.
W „Stosunkach międzymiastowych” zamiast lodowiska przy Rockefeller Center
widzimy mieszkania na obrzeżach i tanie knajpy, w przypadku których użycie słowa
„restauracja” byłoby sporym nadużyciem. Choć to niby tak niewiele, ma to ogromne
znaczenie dla pozytywnego odbioru tego filmu. Reżyserka „Stosunków …”, Nanette
Burstein, potrafi pokazywać tzw. „prawdziwe życie”. Ten film to jej debiut
fabularny, wcześniej kręciła cenione w środowisku dokumenty (w tym nominowany do
Oscara „On the ropes” z 1999 roku). Przyznam szczerze - kiedy dowiedziałem się,
że planuje zawojować kina komedią romantyczną z Drew Barrymore, miałem przed
oczami kobietę, którą rządzi desperacja. Teraz już wiem, że był to całkiem
nieźle przemyślany projekt.

Pomijając już naszą sympatię do bohaterów i zrozumienie sytuacji, w jakiej się
znaleźli, „Stosunki…” są przede wszystkim świetną rozrywką. Film ma dobre tempo,
odbiega od schematu znanego z innych komedii romantycznych, co sprawia, że seans
w ogóle się nie dłuży. Nie jest to żaden odgrzewany kotlet, a pojedyncze gagi
czy wątki znane z innych produkcji są tu przedstawione w całkiem smaczny sposób.
Film po prostu sprawia wrażenie świeżego. Gdy dodamy do tego chemię między
głównymi bohaterami (Barrymore i Long byli/są parą także w życiu prywatnym) oraz
przezabawne postaci drugoplanowe (rewelacyjna Christina Applegate), wychodzi z
tego naprawdę udany film, w którym ciężko się do czegoś przyczepić. Śmiać się do
rozpuku można właściwie co minutę, przemyśleń po seansie też kilka by się chyba
znalazło. Tym, którzy nie do końca odnajdą się w przedstawianej historii, czas
umili przyjemna dla ucha ścieżka dźwiękowa (m.in. uwzględnieni w fabule The
Boxer Rebellion). A wcale-nie-taki-happy-end powinien usatysfakcjonować zarówno
marzycieli wierzących w wielką miłość, jak i przyziemnych realistów.
Kurczę, to naprawdę fajny film. Żadne arcydzieło, żaden przełom, ale… Po prostu
fajna, życiowy produkcja, w dodatku dla każdego. Chcecie poczuć się lepiej,
oglądając coś, co rzeczywiście ma szansę się zdarzyć w prawdziwym życiu?
„Stosunki międzymiastowe” to dobra opcja. Oczywiście jako wybór na niedzielny
wypad do kina. Bo czy takie międzymiastowe stosunki to również dobra opcja na
życie, to już problem na osobny, chyba niekończący się tekst. Na szczęście film
także nie daje w tym temacie jasnej odpowiedzi. Warto zobaczyć i ocenić samemu.
Ocena: 8/10
| |
Autor tekstu: Karol Barzowski - THE TALENTED MR. RIPLEY
[e-mail]
Oprawa html: Filip Jalowski - FIDEL
[e-mail]
Klub Miłośników Filmu, 4
października 2010
STRONA GŁÓWNA KMF
|