Strona główna KMF
        

Młodzieżowe straszenie na niby


Lata osiemdziesiąte były dla gatunku jakim jest horror wampiryczny dosyć szczególne. Nie pojawił się wtedy żaden film o księciu Draculi, który zapadłby widzom na dłużej w pamięci (ja sam mam kłopot z wymieniem choćby jednego tytułu związanego z nim właśnie z tamtego okresu), co wcale nie znaczy, że brak było wampirów w ówczesnym kinie. Wystarczy wymienić Catherine Deneuve oraz Davida Bowie, którzy pod batutą Tony'ego Scotta stworzyli niepowtarzalny duet krwiopijców - kochanków w plastycznie wysmakowanym filmie grozy pt. "Zagadka nieśmiertelności" czy też Chrisa Sarandona, który w komediowym "Postrachu nocy" Toma Hollanda próbował swym zwierzęcym magnetyzmem omamić dziewczynę głównego bohatera. Trzeba przyznać, że twórcy tamtej dekady chwytali się różnych sposobów (dotyczy to zarówno scenariusza, jak i stylu opowiadanej historii), aby stare opowieści o wampirach unowocześnić i nadać im zupełnie nowe oblicze, dlatego zapewne Dracula musiał odczekać 10 lat, aby triumfalnie powrócić na ekrany w latach 90-tych w "Draculi" F.F. Coppoli, "Draculi: wampirach bez zebów" Mela Brooksa i jeszcze paru innych produkcjach.


  


W 1987r. przyszły reżyser "Linii życia" Joel Schumacher postanowił zrealizować film o krwiopijcach, podobnie co Scott i Holland rezygnując z tytułowego bohatera i historii spisanej przez Brama Stokera oraz jej ekranizacji, zaś akcję osadzając w czasach współczesnych. "Straceni chłopcy" opowiadali o braciach, Michaelu i Samie, którzy wraz z matką przeprowadzają się do spokojnego, kalifornijskiego miasteczka Santa Carla. Sam bawi się w najlepsze odkrywając uroki życia na prowincji i poznając przy tym lekko stukniętych braci Frog - zapalonych miłośników komiksów oraz pseudo-pogromców wampirów. Michael zaś po kilku dniach "przygód" z pewną młodocianą bandą zaczyna się przeistaczać w osobnika, który potrafi latać, woli blask księżyca od promieni słonecznych i któremu wyrastają kły. Okazuje się, że bracia Frog mieli rację. Czas się wyposażyć w osikowy kołek i wodę święconą, bo oto nadchodzą ciężkie czasy dla Sama.


  


Film Schumachera stał się sporym sukcesem w Stanach Zjednoczonych. Reżyser zręcznie wymieszał elementy kina grozy z akcentami komediowymi zachowując odpowiednie proporcje, a przy tym czuć w "Straconych chłopcach" klimat lat 80-tych, dzięki czemu ten oryginalny film jest obiektem kultu dla wielu fanów wampirycznego horroru i nie tylko. Warto również zwrócić uwagę na młodą obsadę obrazu Schumachera, stając się dla niektórych z nich początkiem kariery, szczególnie dla Kiefera Sutherlanda (zagrał przywódcę gangu wampirów, Davida), obecnie jednego z najpopularniejszych aktorów w Hollywood, który później jeszcze parokrotnie spotkał się z reżyserem "Straconych chłopców" na planie m.in. "Linii życia", "Czasu zabijania" czy też ostatnio "Telefonu". Corey Feldman (jeden z braci Frog) oraz Corey Haim (Sam) byli szczególnie znani w latach 80-tych i na początku 90-tych grając w paru kasowych przebojach (ten pierwszy w "Goonies", Richarda Donnera oraz "Gremlinach" Joe Dantego, zaś Haim w "Srebrnej kuli" Daniela Attiasa, a także w "Lucasie" Davida Seitzera), obecnie grają w kiepskich filmach klasy C. Co zaś się tyczy Jasona Patrica (zagrał Michaela) to pojawia się on raczej rzadko na ekranach, lecz ma na swoim koncie kilka znanych i ciekawych pozycji, m.in. "Geronimo: amerykańska legenda" Waltera Hilla, "Speed 2: wyścig z czasem" Jana De Bonta czy też ostatnio "Narc" Joe Carnahana.


  


"Straceni chłopcy" posiadają również minusy. Przede wszystkim rozczarowuje finał, a dokładniej rozprawa z ostatnim wampirem - walka powinna być efektowna, niekoniecznie długa, ale na pewno satysfakcjonująca widza od strony technicznej. Tak się, niestety, nie dzieje, a jedyne co dostajemy to mały wybuch w kominku. Również postacie "pogromców" budzą pewne wątpliwości - jakby na to nie patrzeć są to wciąż dzieci. Na szczęście sceny z ich udziałem, podczas których stają twarzą w twarz z wampirami mają dobre tempo, napięcie oraz sporo humoru, które skutecznie odciąga uwagę widza od tego niekonsekwentnego podziału sił. Całość mógł popsuć również wątek romansowy pomiędzy Michaelem, a Star - dziewczyną Davida, jednak jest on na tyle delikatnie poprowadzony przez Schumachera, że staje się miłym dodatkiem do opowieści o walce z krwiopijcami.


  


W zakończeniu pragnę podkreślić, że "Straceni chłopcy" to nie mroczny horror i nikt raczej nie będzie miał, po jego obejrzeniu, nieprzespanych nocy. Jest to bardziej horror komediowy dla młodzieży, w ktorym jednak nie brakuje krwawych scen czy też napięcia, lecz miłośnicy prawdziwego straszenia mogą się poczuć zawiedzeni. Nie ma tu oczywiście małych potworków, które przerazić mogłyby tylko dzieci, lecz jeśli się spodziewacie historii o wampirach z prawdziwego (o ile takie istnieje) zdarzenia to radzę obejrzeć wspomnianą wyżej "Zagadkę nieśmiertelności" lub też "Wywiad z wampirem". Inny klimat, inna konwencja, inny strach.


STRACENI CHŁOPCY

Tytuł oryginalny: "The Lost Boys"
Rok produkcji: 1987, USA
Czas trwania: 97 min.

Reżyseria: Joel Schumacher
Scenariusz: Jeffrey Boam, Janice Fischer, James Jeremias
Muzyka: Thomas Newman
Zdjęcia: Michael Chapman

Występują:

Jason Patric (jako Michael Emerson)
Corey Haim (jako Sam Emerson)
Dianne West (jako Lucy Emerson)
Barnard Hughes (jako dziadek)
Edward Herrmann (jako Max)
Kiefer Sutherland (jako David)
Jami Gertz (jako Star)
Corey Feldman (jako Edgar Frog)


e-mail
 Autor recenzji: Krzysztof Walecki - CRASH