Strona główna KMF
        
Straszna papka 4...

W trakcie reklam przed filmem śmiałem się sam do siebie, gdy przywoływałem w pamięci obrazy penisa w uchu i silikonu na nożu. Kiedy jednak zaczął się seans, nie było już tak wesoło. Pierwsza scena okazała się marną parodią otwarcia Piły, a role uwięzionych zagrali tu Shaq i niejaki Dr Phillip. Zastanowiło mnie, dlaczego akurat oni - nie budzą skojarzeń z żadnym tekstem popkultury, który możnaby sparafrazować, ale przede wszystkim - w ogóle nie są zabawni. Dalsza lektura filmu, kiedy to padło nazwisko 50 centa, a na ekranie pojawił się Chingy (za ewentualne błędy w pisowni Szanownych Panów raperów serdecznie przepraszam, ale nie jestem dobrze zapoznany ze sceną muzyki tego gatunku) przyniosła odpowiedź na moje pytanie - okazało się, że, by pojawić się na wielkim ekranie, wystarczy być znanym. Skończyły się czasy komedii, gdy można było pośmiać się z parodii kultowych scen z kinowych klasyków - teraz, by zrozumieć żart, trzeba być na bieżąco z newsami prezentowanymi w MTV, czy Vivie, albo, co gorsza - przejąć lifestyle promowany przez podobne stacje telewizyjne. Na szczęście mentalność małoekranowa nie zdominowała jeszcze całkowicie filmów hollywoodzkich. W Scary movie 4 ostały się resztki czegoś, co można nazwać fabułą. Jej podstawę stanowi historia przeniesiona z Wojny światów - kiepski ojciec musi ratować siebie i dzieci przed obcymi, którzy zaatakowali Ziemię. Do tego głównego wątku autorzy podoklejali jeszcze masę drobniejszych, z czego największą rolę odgrywają motywy z Klątwy, Osady i Piły. Ale klej scenarzystów - Jima Abrahamsa, Craiga Mazina i Pata Profta - okazał się zbyt słaby, by spoić ze sobą pomysły zaczerpnięte z różnych filmów. Całość zdaje się być marnym kolażem, którego elementy odpadają. Ogólnie rzecz biorąc konstrukcja, która wyszła spod rąk twórców, chwieje się, jakby stała na trzech nogach.
No ale w końcu nie każda parodia musi się szczycić wzorową narracją - jej założeniem nie jest przecież opowiadać historie, a śmieszyć. Lecz cóż, gdy nie potrafi spełnić nawet tego podstawowego kryterium? Owszem, Scary movie 4 zawiera kilka przednich żartów, ale niemal cała reszta to żarty tylne. Zadziwia mnie, jak często twórcy tego typu komedii biorą dosłownie powiedzenie "humor toaletowy" - ogromna liczba sytuacji zamierzonych na śmieszne dotyczy fekaliów, moczu lub sfery odbytniczej. Wiele ze scen miast wywołać na mojej twarzy uśmiech, wywoływała obrzydzenie (obmywanie twarzy moczem zdaje mi się bardziej odpychające, niż zabawne, ale może to ja jestem nienormalny). Niestety żarty z polotem można policzyć na palcach jednej ręki - te, które nie są obrzydliwe, są bowiem zwyczajnie nieśmieszne. Trudno się dziwić, jeśli ten sam dowcip powtarzany jest w kółko przez cały film (już od pierwszych ujęć, w których Shaq wstaje z podłogi i dwukrotnie uderza się w głowę) - co chwilę ktoś dostaje piłką, kogoś trafia piorun, to znowu ktoś inny spada ze schodów. Gagi tego typu były może i zabawne, ale w czasach rozkwitu komedii slapstickowej. Ewolucja gatunku i rozwój intelektualny widza doprowadziły ich dewaluację do poziomu wartości sentymentalnej.
Po dwóch udanych, na trzy Straszne filmy, miałem nadzieję, że czwarta część podtrzyma niezły poziom jedynki i trójki. Niestety okazało się, że zamiast dobrej rozrywki, otrzymałem komercyjną papkę, której oglądanie częściej przyprawiało mnie o mdłości, niż wybuchy śmiechu. Zawiodłem się tym bardziej, że za kamerą stał nie kto inny, jak sam David Zucker - autor genialnych Czy leci z nami pilot?, Top Secret! i dwóch pierwszych części kultowej już Nagiej broni. Końcowa scena filmu niesmak na mojej twarzy przyprawiła wyrazem głębokiego zażenowania. Nie pozostało mi nic innego, jak wierzyć, że wśród kolejnych powstających Strasznych filmów istnieje pewien wzór (który do tej pory się sprawdza) - dobre są części nieparzyste, parzyste są kiepskie - i czekać, aż ktoś zabierze się za Scary movie 5.



STRASZNY FILM 4

Tytuł oryginalny: Scary Movie 4
Gatunek: Komedia
Rok prod: 2006 USA
Czas trwania: 83 min
Reżyseria: David Zucker
Scenariusz: Abrahams, Mazin, Proft
Muzyka: James L. Venable
Obsada:
Anna Faris
Regina Hall
Craig Bierko
Leslie Nielsen


e-mail
Autor recenzji:
Hubert Kubit - ŁYSY

Klub Miłośników Filmu, 28.04.2006