Strona główna | Recenzje KMF | Napisz do autora | Forum

Surogaci

Surogaci, co się nie kleją

Po pierwszych 30 minutach "Surogatów" pomyślałem, że jego największym problemem jest zachłyśnięcie się pomysłem wyjściowym. Ale po obejrzeniu całości zmieniłem zdanie: rzecz w tym, że jest to film robiony pod idiotów.

Kretynizm produkcji Jonathana Mostowa jest tak wyjątkowy, że pokusiłem się o jego dokładniejszą analizę. Poniższy tekst przeznaczony jest dla osób, które film widziały i uważają go za niczego sobie lub nie potrafią ogarnąć fabuły. Zawiera mnóstwo spoilerów i może być niezrozumiały dla tych, którzy nie pofatygowali się do kina, zatem ostrzegam: czytajcie na własną odpowiedzialność.

Surogaci zdjęcie 1 Surogaci zdjęcie 2

Pomysł, co się nie klei

Zacznijmy od pomysłu wyjściowego, który na pierwszy rzut oka (i na drugi też) jest solidny - surogaci to takie, ehm, avatary, czyli zastępcze ciała, w tym przypadku cybernetyczne. Zamienniki szybko zyskują popularność i w ciągu paru lat posługuje się nimi 98% ludzkości. Nie, to niemożliwe, prawda? Ktoś się musiał pomylić - chodziło o 98% populacji USA. To nieco bardziej wiarygodne... Choć i tak kompletnie głupie, bo taka informacja oznacza, że tylko 2% Amerykanów nie może sobie pozwolić na kupno nowoczesnego, drogiego robota.

Upowszechnienie surogatów-avatarów jest ideą nierealną w rzeczywistości pokazanej przez film - czyli w nieodległej, dalekiej od utopii przyszłości. Koszty produkcji tak skomplikowanych maszyn, koszty energii potrzebnej do ich zasilenia, koszty instalacji stanowisk obsługi oraz konserwacji - tych wydatków nie dałoby się zliczyć nawet w miliardach dolarów. Dziś nie każda rodzina może sobie pozwolić na komputer, a już niedługo wszyscy mają mieć coś tak kosztownego jak avatar? Nie wierzę, Mostow, ale daję ci szansę. Pokaż, co jeszcze wymyśliłeś.

Okazuje się, że powszechnie dostępne avatary to cholernie niebezpieczne maszynki. Są nadludzko silne, trudne do zniszczenia, a po uszkodzeniu mogą w mgnieniu oka zostać zastąpione kolejnymi. Rozsądek podpowiadałby, że jako pierwsi robotami zainteresowaliby się przestępcy. Ale nie - twórcy wciskają widzom kit, że upowszechnienie surogatów wpłynęło na ZMNIEJSZENIE przestępczości. ZMNIEJSZENIE! Co to oznacza? Ano to, że bandytów wcale a wcale nie pociąga możliwość dokonania napadu na bank bez ryzyka odniesienia ran postrzałowych. W zasadzie ryzyko jest absolutnie zerowe, bo nie oszukujmy się - jak na tak potężną technologię, zabezpieczenia są żadne.

No bo jak ma być inaczej, skoro samo FBI nie jest w stanie stwierdzić, czy pilotem avatara jest faktycznie ta osoba, za którą robot się podaje? Przecież wystarczyłoby zrobić model podobny do dowolnego polityka i wejść w strzeżone miejsce, podszywając się pod niego. Ale to minimalna niedogodność w porównaniu z faktem, że do zalogowania się do komputera FBI wystarczy posadzić przy klawiaturze NIEDZIAŁAJĄCEGO avatara, a skaner udzieli dostępu. Nie wiem, czy ktokolwiek z filmowej rzeczywistości zdaje sobie sprawę, jak łatwo terroryści mogą odpalić wszystkie atomówki w arsenale US of A.

Surogaci zdjęcie 3 Surogaci zdjęcie 4

I jak to jest z odczuwaniem poprzez surogata? Teoretycznie są modele droższe i tańsze - odczuwające i nie - ale bohater kierujący tym droższym nawet nie jęknie po utracie ręki. Nie mówiąc już o tym, że agentowi FBI można byłoby sprezentować avatara nieco bardziej mobilnego, z wmontowaną bronią, noktowizją i innymi gadżetami, które ułatwiłyby wykonywanie zadania.

Skoro jesteśmy przy użyteczności avatarów: pomysł pilotowania za ich pośrednictwem np. wojskowego śmigłowca jest przerażająco głupi. Skoro można za pomocą myśli kierować sztucznym człowiekiem, to czy nie lepiej byłoby stworzyć pilotowany myślą śmigłowiec? Po pierwsze: zaoszczędzono by, tworząc jedną maszynę zamiast dwóch. Po drugie: bezpośrednie sterowanie helikopterem byłoby znacznie łatwiejsze i bardziej precyzyjne, gdyż pilot nie byłby ograniczony ułomnościami ciała. Ale o tym filmowcy nie pomyśleli.

Nie pomyśleli też o wielu innych kwestiach. Oto w filmie rząd USA niszczy doskonałą broń, gdyż okazuje się, że... można nią zabić. Nawet pięciolatek pojmie, że to pomysł skrajnie naiwny. Nawet bardziej niż komuna żyjąca po kolana w błocie, w wyniku rezygnacji z użycia technologii surogatów. Rozumiem, że dziś w USA błoto sięga na ulicach po kolana, ponieważ obywatele nie wyglądają idealnie...

Warto wspomnieć o głupocie kolejnego założenia. W świecie Mostowa każdy, kto nie używa avatara, jest zarośnięty, spocony, brzydki i stary. Czy w USA rzeczywiście nie ma przystojnych, zadbanych i wysportowanych ludzi? No niestety, zirytować w "Surogatach" może w zasadzie każdy szczegół. Do białej gorączki doprowadził mnie widoczny w pewnym ujęciu plakat reklamujący transmisję futurystycznego sportu. Widać na nim jednego z zawodników, trzymającego urwaną głowę avatara. Zadanie domowe: biorąc pod uwagę przewrażliwienie organizacji typu MPAA, której działania prowadzą do sprowadzenia większości filmów i seriali do poziomu produkcji dla dzieci, oszacujcie szanse pojawienia się takiego plakatu na ulicach USA.

Surogaci zdjęcie 5 Surogaci zdjęcie 6

Fabuła, co się - dla odmiany - nie klei

Z założeniami film ma problemy wykraczające poza skalę mierników, ale zostawmy je w spokoju i zajmijmy się perfidnym knuciem czarnego charakteru (tutaj określanego mianem Bad Guya, czyli BG). Otóż pan jest twórcą avatarów, ale - jak się dowiadujemy w finale -stwierdza, że wyprodukował zbyt wielu "no-life'ów" i nie ma z kim pogadać przy piwie o World of Warcraft. Zamierza więc zniszczyć surogatów, co - niestety - będzie miało skutek uboczny. Zginą obsługujący ich ludzie.

Zgodnie z tym, co widać na filmie, plan geniusza zła przedstawia się tak: najsampierw BG tworzy sobie avatara, który zostaje przywódcą przeciwników tej technologii, i zamyka się z nimi w rezerwacie. I tu następuje zgrzyt, bo najwyraźniej BG nie musi odłączać się od avatara-buntownika ani na sekundę, ani podłączać go do ładowarki, jako że natychmiast wykryto by jego oszustwo. Być może ma brata-bliźniaka. Inaczej nie da się wytłumaczyć faktu, że w jednej chwili przebywa z buntownikami w rezerwacie i rozmawia (za pośrednictwem innego robota) z Brucem i jego seksowną towarzyszką. Pewne jest tylko jedno: BG zakłada ruch oporu używając fałszywej tożsamości.

Jego następny krok to wejście w posiadanie broni niszczącej surogatów, która "strzela wirusem" (teoretycznie roboty uszkadza wirus, a że broń jest ewidentnie czymś do strzelania, to... eee, nie, nawet nie spróbuję tego wytłumaczyć). Mowa o broni, której przestraszył się rząd. I ją zniszczył.

Okazuje się, że w posiadaniu egzemplarza jest pewien szef FBI. W niewytłumaczony sposób BG nawiązuje z nim kontakt i organizuje przekazanie broni jednemu ze swoich ludzi. W zamian za... no właśnie, za co? Może za górę szmalu? Nieważne. Kiedy wysłannik ma już broń (czemu BG nie mógł użyć surogata i samemu uczestniczyć w jej przekazaniu?), dostaje rozkaz zamordowania... samego Bad Guya właśnie, bo od tego zawiązuje się filmowa intryga! Ale przez pomyłkę zabija jego syna.

Zastanówmy się przez chwilę... PRZECIEŻ TO NIE MA, DO JASNEJ CIĘŻKIEJ, ANI KRZTY SENSU! Nawet jeśli chodziło tylko o pokazowe zniszczenie avatara, prezentację siły (nieuzasadnioną, bo grożącą natychmiastową dekonspiracją), to można było uprzedzić zabójcę, że aktualnie z robota korzysta niewłaściwa osoba. Własny syn, z którym przez cały czas miało się kontakt!

Surogaci zdjęcie 7 Surogaci zdjęcie 8

Jedziemy dalej. Kolejnym punktem planu BG jest... wejście w posiadanie broni niszczącej avatary. Tak, jestem równie zdziwiony jak wy. Przecież już tę broń miał, prawda? Niepotrzebne zabójstwo sprawiło, że nieomal ją stracił, jednak wskutek niewiarygodnego zbiegu okoliczności urządzenie trafia do przywódcy buntowników, który - jak przypominamy - jest jednocześnie samym Bad Guyem. Podsumowując: choć czarny charakter już posiadał broń, której potrzebował, to zaryzykował jej utratę, zlecając zabójstwo samego siebie, i tylko cudem ją odzyskał.

Następny punkt planu to zabicie agentki FBI, przejęcie jej avatara, przekazanie mu broni i inwigilacja centrum kontroli nad surogatami. Tamże BG będzie mógł podłączyć broń do sieci i wysłać śmiercionośny sygnał, kończąc dzieło zniszczenia. To nawet ma sens, ale gdyby scenariusz pisał ktoś z prawdziwym mózgiem, a nie jego plastikowym surogatem, zamiary BG wyglądałyby tak: zdobyć broń, podszyć się pod agentkę, uruchomić broń. I tu nastąpiłby koniec filmu. FBI nie miałoby pojęcia o planowanym zamachu, atak odbyłby się bez przeszkód. Ale za dużo w tym logiki, prawda?

No dobrze, nadchodzi wielki finał. Wirus, który ma zniszczyć avatary, jednocześnie zabijając ich operatorów, zostaje uruchomiony. Bruce Willis w ostatniej chwili łapie za komputer i odłącza ludzi od maszyn. Ale nie przerywa inicjowania wirusa. Efekt: surogaci zostają zniszczeni, a świat wraca na właściwą, analogową ścieżkę. Koniec.

Chwileczkę, mam pytanie: TO MOŻNA BYŁO TAK ZROBIĆ? Można było wyłączyć surogatów, nie dokonując ludobójstwa, czego wolałby uniknąć sam czarny charakter?! Czemu tego nie było w planie? Skoro w ostatniej chwili zrobił tak Bruce, co wcześniej stanowiło przeszkodę?

Surogaci zdjęcie 9 Surogaci zdjęcie 10

Drugie pytanie, panie Mostow! Bruce odłączył ludzi, prawda? Teoretycznie dokonał tego na jakieś piętnaście sekund przed uruchomieniem wirusa. Ale kiedy zabójczy sygnał zostaje wysłany, wszystkie avatary padają w ruchu. To znaczy, że ich piloci nie byli odłączeni... A nawet jeśli byli - ilu prawdziwych ludzi zginęło w wypadkach drogowych, spowodowanych rozłączeniem kierowców? Ilu zginęło zabitych przez samoloty spadające na budynki? Pytania pozostawię bez odpowiedzi.

Bzdura za osiemdziesiąt milionów dolarów

Nie potrafię ogarnąć sytuacji, w której film tworzony przez setki, a może i tysiące ludzi, kosztujący dziesiątki milionów dolarów, perfekcyjny w warstwie wizualnej, dźwiękowej, a nawet aktorskiej, wykłada się na scenariuszu - najtańszym z elementów produkcji. Czy podczas kilku lat, które pochłonęły pre-produkcja i filmowanie, nikt nie zerknął na skrypt i nie powiedział: "Hej, ludzie, to się nie trzyma kupy"? A może taki kit wciska się nam całkowicie świadomie? W takim razie twórcy powinni zagrać uczciwie i ostrzec potencjalnych widzów napisem na plakacie: UWAGA, DURNY FILM, NIE OGLĄDAJ NA WŁĄCZONYM MÓZGU.

Plakat

Surogaci
Surrogates
reżyseria - Jonathan Mostow
scenariusz - Michael Ferris, John D. Brancato
zdjęcia - Oliver Wood
muzyka - Richard Marvin
montaż - Barry Zetlin, Kevin Stitt
czas projekcji - 88 minut
kraj - USA
rok produkcji - 2009

wystąpili:

Bruce Willis (Agent Greer)
Rosamund Pike (Maggie Greer)
Radha Mitchell (Agentka Peters)
Ving Rhames (Prorok)
David Conley (Miller)
Helena Mattsson (JJ)

Plakat 2

Autor analizy: Michał Puczyński - MILITARY | Klub Miłośników Filmu, 12 stycznia 2010

Obróbka: Piotr Żymełka - DIRK

Strona główna | Recenzje KMF| Napisz do autora | Forum