Strona główna KMF
        
WAYNE CAMPBELL
  - Co mam dalej robić ze swoim życiem?

JIM MORRISON
  - Zorganizuj koncert w Aurorze, Wayne...

Po nadspodziewanym sukcesie "Świata Wayne'a", Mike Myers i producent Lorne Michaels, zrobili to, co zrobiłby każdy szanujący wyniki box-office Amerykanin (choć obaj są Kanadyjczykami) i z marszu przystąpili do pracy nad kontynuacją. Na reżysera wybrano debiutanta Stephena Surjika (też Kanadyjczyka), twórcę wideoklipów i medialnych opraw koncertów, współpracującego z Michaelsem od lat w jego produkcjach telewizyjnych. "Świat Wayne'a 2" rozgrywa się w rok po wydarzeniach z części pierwszej. Wayne i Garth nareszcie opuścili domy rodzinne i mieszkają na własnych śmieciach w opuszczonej fabryce lalek w Aurorze, stan Illinois, skąd nadal emitują swój zwariowany show. Lecz dla Wayne'a ta mała stabilizacja, przypieczętowana szczęśliwym związkiem z Cassandrą, to zdecydowanie za mało. Pewnej nocy nawiedza go tajmniczy nagi Indianin i prowadzi na pustynię, wprost przed oblicze samego Jima Morrisona, nieżyjącego lidera The Doors. Morrison motywuje Wayne'a do zorganizowania wielkiego koncertu w Aurorze, polecając mu do pomocy swego dawnego przyjaciela Dela Prestona. Wayne, Garth i Del przystępują do najeżonej przeszkodami logistycznymi organizacji Waynestock. Tymczasem wokół Cassandry kręci się cyniczny producent płytowy Bobby Cahn, który ma wobec dziewczyny Wayne'a poważne plany matrymonialne. Na domiar złego, żaden zespół nie chce wystąpić na Waynestock. I podobnie jak rok wcześniej, Wayne musi dokonać dwóch rzeczy niemożliwych jednocześnie - odzyskać Cassandrę i zadowolić setki widzów, niecierpliwie czekających na rozpoczęcie koncertu...

Ci sami bohaterowie, niemal identyczna linia scenariusza, ta sama atmosfera sztubackiej zabawy. A więc typowy sequel, odgrzewający stare pomysły pierwowzoru? Mimo wszystko nie. Dużo więcej tu niemal filozoficznej refleksji nad dorastaniem, dojrzewaniem, podejmowaniem świadomych wyborów i odnajdywaniem życiowego celu. Bohaterowie nie są już tymi samymi szczeniakami z części pierwszej. Wpływ na to miała śmierć ojca Mike'a Myersa, współscenarzysty i odtwórcy roli tytułowej. Pretekstowość fabuły części pierwszej, została tu zastąpiona precyzyjnym dopasowaniem gagów do osi fabularnej. Bo "Świat Wayne'a 2" to nie poważny dramat, jak mogłoby wynikać z powyższych słów. To dalszy ciąg fenomenalnej zabawy w kino, zaludnianie epizodów znanymi aktorami, oraz wyrafinowane cytowanie klasyków.

Mike Myers zdawał się być w swoim żywiole, genialnie parodiując Dustina Hoffmana z finału "Absolwenta" (1968). Zagrał tu ten sam kościół, co u Mike'a Nicholsa, a Wayne z taką samą konsekwencją krzyczy zza szyby imię ukochanej. Ale cała reszta to już pyszna parodia oryginału. Słynne zbliżenia na twarze rzucajacych bluzgi gości weselnych, Stephen Surjik skondensował do konkretnej mimiki słów "son of a bitch". Wayne porywa Cassandrę w ten sam sposób, w jaki Dustin Hoffman ucieka z Katherine Ross, lecz zamiast krzyża, jego orężem jest - jakżeby inaczej - elektryczna gitara.

Częśc pierwsza zaskoczyła bardzo wówczas aktualnym zacytowaniem "Terminatora 2" i udziałem Roberta Patricka. W sequelu mamy równie aktualne dinozaury z "Parku jurajskiego" Stevena Spielberga (1993), straszące bohaterów drodze do urzędu. W urzędzie zaś widzimy znanego aktora Kevina Pollaka ("Willow", "Podejrzani", "Ludzie honoru"), który swoim białym okiem wywołuje prześmieszną konsternację Wayne'a i Gartha. Kto oglądał wspaniały serial "Cudowne lata", z pewnością pamięta zbuntowaną siostrę Kevina Arnolda. Grająca ją Olivia D'Abo pojawiła się w sekwencji urzędniczej "Świata Wayne'a 2", do niepoznaki wystylizowana na kobiecą wersję Gartha.

Zabawy z językiem kantońskim z części pierwszej zostały tu powtórzone, lecz w dalece bardziej wyrafinowanej formie. Oto bowiem Wayne'a odwiedza pan Wong, dystyngowany i surowy ojciec Cassandry. Różnice kulturowe długo na siebie nie czekały, a nie dający sobie w kaszę pluć Wong, wyzywa Wayne'a na tradycyjny chiński pojedynek, stylizowany na parodię kina wuxia. Tutaj twórcy przeszli samych siebie, podkładając celowo tandetny i asynchroniczny dubbing pod dialogi kantońskie. Po prostu pełna jazda, zarówno dla ekranowych postaci, wywijających ewolucje nad podłogą, jak i dla widza, pokładającego się ze śmiechu. Dodatkowym atutem był tu udział Jamesa Honga w roli ojca Cassandry, aktora zasłużonego zarówno w produkcjach azjatyckich, jak i amerykańskim kinie sensacyjnym ("Blade Runner", "Wielka draka w chińskiej dzielnicy". "Tango & Cash").

Sporą niespodzianką obsadową była rola Bobby'ego Cahna, producenta czyhającego na rękę Cassandry. Zagrał go Christopher Walken. I choć nie jest to rola na miarę jego wybitnych kreacji z przeszłości (w wybiórczych filmografiach aktora, próżno doszukiwać się roli u Surjika), to jest to z pewnością nieczęsta okazja do pooglądania sobie Walkena w lżejszym repertuarze. Równie nieoczekiwanie na ekranie dosłownie zalśniła Kim Basinger, jako niebezpieczna i uwodząca Gartha Honey Horneé. Gdy aktorka pojawiła się na planie, w ekipie zawrzało. Lecz gdy Kim wyszła z charakteryzatorni, wszyscy oniemieli z zachwytu. Zaprawdę powiadam wam, mieli prawo :)). Kontrast jej olśniewającej urody, w porównaniu ze szpetną niezdarnością Gartha, został doskonale wygrany w niezwykle komicznej sekwencji romantycznego wieczoru. Garth słysząc nastrojowe melodie, sączące się z kolumn, zadał trzeźwe pytanie o repertuar Megadeth, a przygotowanego drinka natychmiast wypluł, sądząc, że to zepsuta cola...

Najdrobniejsze epizody również obsadzono znanymi nazwiskami. Kiedy Wayne podjeżdża na stację benzynową i prosi o wskazanie kierunku na Gordon Street, siwiutki benzyniarz zaczyna snuć smętną opowieść o swej młodości. W tym momencie Wayne odwraca się do kamery i żąda zamiany aktora na lepszego, bo choć to tylko epizod, można go zagrać lepiej. Wtedy nagle (za sprawą reżysera filmu Stephena Surjika, grającego członka ekipy) pojawia się charyzmatyczna twarz Charltona Hestona, który wzrusza Wayne'a do łez. Granie wprost do kamery, zwracanie się bezpośrednio do widza, to bardzo specyficzna odmiana budowania opowieści filmowej, wymagająca znakomitego wyczucia wobec oczekiwań i przyzwyczajeń oglądającego. David Fincher zastosował ten patent w jednej ze scen "Podziemnego kręgu" (Narrator opowiada o nocnym życiu Tylera Durdena, wypełnionym szczaniem do zupy, pierdzeniem w bezy i manipulacjom przy taśmie filmowej). Obie części "Świata Wayne'a" wręcz bazują na takiej umownej narracji. Z doskonałym skutkiem.

Dobry gag zasadza się m.in. na umiejętnym oszukaniu oczekiwań widza. Kiedy Wayne i Garth przychodzą w celach promocyjnych do stacji radiowej WPIG, mają spotkać się z jej prezenterem Pięknym Danem. Lecz kręcący się po stacji przystojniak, to nie Piękny Dan. Jest nim za to mały, brzydki, zarośnięty pokurcz w dresie. Zagrał go obdarzony doskonałym głosem Harry Shearer, aktor o radiowej przeszłości, częsty odtwórca filmowych ról dziennikarzy ("Truman Show", "Godzilla" Emmericha). Wspomniany przytojniak (Ted McGinley) pracuje tam tylko po to, by co jakiś czas podawać do mikrofonu ogłuszający wrzask, dźwiękowy symbol stacji. Można wiele złego powiedzieć o amerykańskich komediach młodzieżowych, które od kilku lat ciągną ten gatunek na dno, lecz obie części "Wayne's World" to w swoim rodzaju mistrzostwo świata.

Drew Barrymore zagrała... Szwedkę, sekretarkę stacji radiowej, Bjergen Kjergen, pochodzącą z Knuergen koło Joergenfjords. Ktoś potrafi to płynnie przeczytać? Proszę pamiętać o odpowiedniej wymowie i akcencie ;)). Ta scena dała kojeny asumpt do rozśmieszania zupełnie nieoczekiwanym kierunkiem rozmowy. Nagle znienacka Wayne okazuje się znakomitym znawcą geografii, hydrologii i przemysłowych osiągnięć akurat tego regionu Szwecji, z którego pochodzi ponętna sekretarka. Zmarły kilka lat temu komik Chris Farley (także gwiazda "Saturday Night Live"), pomimo że w części pierwszej pojawił się jako ochroniarz, został ubrany w długą perukę i zagrał w sequelu niewydarzonego Miltona.

Najśmieszniejsza sekwencja filmu, to jak dla mnie absolutnie genialnie wykorzystana piosenka "YMCA" zespołu Village People. Wayne, Garth i dwaj kumple z programu, uciekając przez Bobbym, chowają sie w barze dla gejów. A tam, bez szans na ucieczkę, muszą wykonać mini playback show z układem choreograficznym do wspominanej piosenki. I robią to fenomenalnie. Tę niecodzienną scenerię, fani komedii z pewnością pamiętają z pierwszej "Akademii policyjnej", gdzie Bar pod Błękitną Ostrygą był jednym z gwoździ programu tej doskonałej komedii. U Surjika zwraca uwagę jednak zupełnie inne wykorzystanie tego miejsca, bez jakiejkolwiek groteskowej wulgarności i ciężkiego, aluzyjnego dowcipu w stronę bawiących się we własnym gronie gejów. Nie jest to także żałosna polityczna poprawność. Przeciwnie - bawią się tu wszyscy, włącznie z obolałym od śmiechu widzem.

Scenarzyści często stosują rozwiązanie, które mieliśmy okazję widzieć choćby w "Szklanej pułapce" i mistrzowskiej scenie rozmowy Johna McClane'a z Hansem Gruberem. Ten ostatni, zapytany o nazwisko, rzuca "- Bill Clay", pamiętając napis na tablicy za jego plecami. Także niewydarzone nazwisko pani Doubtfire z komedii Chrisa Columbusa, zostało wynalezione na poczekaniu, gdy bohater grany przez Robina Wiliamsa, kleci na szybko dwa wypatrzone przez siebie, przypadkowe wyrazy. Mike Myers znakomicie sparodiował tego typu triki scenariuszowe w scenie, w której jego bohater musi na szybko wymyśleć, jakie to zespoły przyjadą na Waynestock. Łapiąc się każdej wizualnej podpowiedzi, nagle widzi oczyma wyobraźni starego człowieka, rzeźbiącego kajak z pnia drzewa i oczywiście wygaduje się, że ten staruszek też będzie na koncercie.

Obśmiany został też sam filmowy proces produkcyjny. Przykładowo, gdy akcja dzieje się w L.A., a scenariusz zakłada kilka ujęć z - dajmy na to - ulic Paryża, to wtedy wysyła się drugą ekipę zdjęciową, która uwija się w kilka dni i wraca do Ameryki. Nie zakłóca to pracy ekipy głównej, a i finansowo można zaoszczędzić. Kiedy w "Świecie Wayne'a 2" bohaterowie oznajmiają, że lecą do Londynu po Dela Prestona, nagle na ekranie pojawia się mały samolocik na ewidentnych drucikach, sfilmowany na tle sztucznego nieba. Z offu zaś pada tekst "- Nie sądziłem, że Paramount wyda choć centa na nasz lot do Londynu. Myślałem, że wezmą raczej dwóch dublerów". W stolicy Korony Brytyjskiej widać Wayne'a i Gartha wyłacznie od tyłu, jako ewidentnych dublerów... :)).

Ponad miarę rozpisałem się o dowcipie, rosadzającym film. Pora więc na muzykę, która podobnie jak w części pierwszej, gra jedną z głównych ról. Słychać m.in. "I love rock'n'roll" Joan Jett (wiadomość dla młodzieży - to nie Britney Spears zaśpiewała ten przebój jako pierwsza :)), wspominane "YMCA" Village People, woodstockowskie hity "Spirit in the Sky" Normana Greenbauma (słychać go też w "Kontakcie" Zemeckisa), "Hey Joe" i "The Wind cries Mary" Jimiego Hendrixa, czy nieśmiertelne "Mrs. Robinson" Simona i Garfunkela (sceny wzorowane na "Absolwencie"). Jest też trochę klasyki pod postacią "Marszu Weselnego" Mendelssohna-Bartholdy'ego, bajecznej uwertury Piotra Czajkowskiego z "Romea i Julii", oraz oczywiście temat z "Mission: Impossible" Lalo Schifrina, niezastąpiony w scenie śledzenia Cassandry przez zazdrosnego Wayne'a. Muzyczną gwiazdą, która pojawiła się we własnych, rozczochranych osobach, była supergrupa Aerosmith z utworami "Dude (looks like a Lady)", oraz "Shut up and Dance" w finale filmu.

Scenariuszowym nośnikiem legend rocka, była postać Dela Prestona, w którą brawurowo wcielił się Ralph Brown (małe rólki w "Obcym 3" i "Mrocznym widmie"). Jego opowieści o dawnych czasach, kiedy jeździł w trasy ze Stonesami, snute z cudownym brytyjskim akcentem, to kolejny komediowy motor filmu. Wykorzystano w nich autentyczną anegdotę o Van Halen, którzy kiedyś będąc w trasie, zażyczyli sobie spore ilości różnokolorowych cukierków, pod warunkiem, że nie będzie wśród nich brązowych. Ot, fanaberie gwiazd. Szkoda tylko jelenia, który musiał dokonać tego przesiewu... W filmie Del Preston opowiada wpatrzonym w niego jankeskim heavymetalowcom, o podobnym przypadku na Sri Lance, gdzie z narażeniem życia musiał zdobyć 1000 brązowych M&Msów, by wypełnić szklankę do brandy. Bowiem tylko po spełnieniu tego życzenia, Ozzy Osbourne wyszedłby na estradę...

Podsumowując tę przydługą wyliczankę - "Świat Wayne'a 2" to perfekcyjna, pogodna rozrywka, naładowana pozytywnymi emocjami, wyrafinowanym i absurdalnym dowcipem, znakomitą muzyką i parodiami wszelkiej maści (oczywiście z potrójnym zakończniem włącznie). To przykład, że sequel może czerpać pełnymi garściami z pierwowzoru, a mimo to pozostać świeżą i oryginalną propozycją dla widzów zmęczonych patrzeniem na kopulacje z ciastem, poszukiwania samochodu po imprezie, czy wrzaski blondynek, gonionych przez rybaków i przeznaczenie. Choć obie części "Świata Wayne'a" zostały nakręcone zaledwie na początku lat 90-tych, to z powodzeniem można je postawić na półce z napisem "żelazna klasyka komedii". Aha - na zakończenie należy wspomnieć, że podobnie jak w części pierwszej, w środku napisów końcowych pojawia się jeszcze jedna scena. Sterty śmieci po uczestnikach Waynestock, wywołują łzy Indianina, zasmuconego degradacją naturalnego środowiska. Widząc to Wayne i Garth zabierają się za sprzątanie :)).





ŚWIAT WAYNE'A 2
(Wayne's World 2)

wytwórnia - Paramount, 1993
czas projekcji - 90 minut
reżyseria - Stephen Surjik
scenariusz - Mike Myers, Bonnie Turner, Terry Turner zdjęcia - Francis Kenny
muzyka - Carter Burwell
montaż - Malcolm Campbell

wystąpili:

Mike Myers
Dana Carvey
Tia Carrere
Christopher Walken
Ralph Brown
Kim Basinger
James Hong
Drew Barrymore
Harry Shearer
Charlton Heston
Frank DiLeo
Ed O'Neill
Chris Farley
Larry Sellers
Michael A. Nickles
Kevin Pollak
Olivia d'Abo
Ted McGinley
Tim Meadows
Jay Leno
Rip Taylor
Heather Locklear

(Wayne Campbell)
(Garth Algar)
(Cassandra)
(Bobby Cahn)
(Del Preston)
(Honey Horneé)
(Jeff Wong, ojciec Cassandry)
(Bjergen Kjergen)
(Piękny Dan)
(Aktor)
(Frankie Sharp)
(Glen)
(Milton)
(Indianin)
(Jim Morrison)
(urzędnik)
(Betty Jo)
(Pan Krzyk)
(Sammy Davis, Jr)
(we własnej osobie)
(we własnej osobie)
(we własnej osobie)


e-mail
 Autor recenzji: Adrian Szczypiński - ADI Klub Miłośników Filmu,   2005. 01. 23