Pojednanie, które nie nadeszło...
Na początku był duszny, natrętnie powracający sen. Cztery kobiety w bieli snujące się po
krwistoczerwonym salonie jak duchy. Atmosfera zamknięcia i bezsilności napływała zewsząd, tkając
wątły, ale gęsty woal koszmaru. Potem powstał film.
|
 |
|
W kolejnej psychodramie Bergmana przewijają się jak w kalejdoskopie wszystkie wątki jego
twórczości. Począwszy od wspomnień z dzieciństwa, poprzez "piekło płci", na doświadczeniu
śmierci skończywszy. Trzy wspaniałe aktorki - Trzy Gracje Bergmana - i jego wielki temat. Także
Sven Nykvist i jego kunszt fotograficzny. To wszystko, by mglisty i efemeryczny sen przybrał trwałą
postać arcydzieła. Spójna i zdecydowana tonacja kolorystyczna filmu - prosta a jednak uporczywie
narzucająca swoją obecność - obejmuje przede wszystkim czerwień, a na jej tle biel i czerń.
Zastosowanie nasyconych barw służy tu nie tylko zarysowaniu stanu odrealnienia oraz izolacji,
wzmaga także wszechogarniające uczucie udręki, napięcia, braku swobody, duchoty...
Istnieje jakaś sugestywna siła owych barw, dzięki której widz także wydaje się śnić ten koszmar.
Istnieje również ich symboliczna moc, która demaskuje prawdziwe oblicza trzech sióstr...
 | |
|
Wstępna sekwencja filmu, utrzymana w chłodnej, "orzeźwiającej"
tonacji pozwala na długi wdech, zanim osaczy widza "bezdech" czerwonego salonu (umierająca tam
Agnes rzęzi nieludzko, próbując złapać powietrze; okna są niezmiennie zamknięte a ogromne kotary
opadają ciężko na podłogę). Końcowa sekwencja pozwala z kolei na pełen ulgi wydech. W kadrze
nieomal wyczuwalne staje się powietrze, którego można nareszcie zaczerpnąć. Przestrzeń parku,
spowita soczystą zielenią, staje się ostatecznym wyzwoleniem i powrotem na łono natury. Jest
jedyną, prawdziwą chwilą szczęścia Agnes. W poranną ciszę zamglonego parku brutalnie wdziera się
czas. Rytmiczne, głośne tykanie zegara uświadamia jego nachalną obecność. Ogromna wskazówka
przemieszczająca się po tarczy odmierza rytm wszystkich rytuałów dnia. W czerwonym
salonie nikt nie wypowiada niepotrzebnych słów, wciąż słychać płynący czas. Czas ten jest czekaniem
na śmierć Agnes.
O czwartej nad ranem budzi ją bolesny skurcz. Widoczny grymas twarzy pogłębia bruzdy wokół ust,
które bezgłośnie krzyczą. O czwartej rano nie wypada nikomu zwierzać się z przeczucia, że śmierć
jest blisko. Można patrzeć przez okno na odpływający świat, który nie jest już dłużej ani realny,
ani przyjazny. I nie warto go zapamiętywać w tej chwili, by łatwiej było się z nim rozstać. Jeszcze
tylko utrzymać ten rytuał. Zapisać parę kartek dziennika ręką sprawozdawcy. Bez niepotrzebnych
emocji. Bez żalu.
|
 |
|
Bergman dotyka w filmie nie tylko swojego stałego tematu "choroby na śmierć". Nie na samej
opozycji życia i śmierci zasadza tę historię.
Piętno śmierci tkwi już w zarodku i staje się przyczyną wszechobecnego chłodu ludzkich relacji.
Problem oswojenia tego uczucia, tej druzgocącej
impotencji emocjonalnej bohaterów, stał się dla reżysera obiektem niemal psychoanalitycznej
introspekcji. Nie bez przyczyny powraca w retrospekcjach
obraz matki. Pięknej, łagodnej kobiety żyjącej marzeniami. Absolutnie nie powinna być matką trójki
swoich córek. Po części pokutują one teraz
za jej wyobcowanie i egoizm. We wspomnieniach osamotnionej od najmłodszych lat Agnes zapisuje się
pusty fotel matki pozostawiony w parku, gdzie
zwykła czytać poezję. Maria w półśnie przypomina sobie jedynie wyolbrzymiony domek dla lalek, gdzie
wszystko ma swoje idealne miejsce.
Tykanie zegara przechodzi w zdeformowany tępy dźwięk... Maria dotarła najbliżej matki. Jest do niej
łudząco podobna. W ten sam swobodny sposób chłonie życie,
romansuje z mężczyznami i karmi swój egoizm. Karin jest kobietą bez wspomnień o matce. Ma za sobą
autystyczne dzieciństwo. Uśmiecha się tylko z ironią.
Skrępowana twardym gorsetem panicznie reaguje na dotyk. Myśl o seksie, znienawidzonej powinności
małżeńskiej, z równie szorstkim i apodyktycznym mężem
przyprawia ją o kolejny atak autoagresji. Z wyuczonym spokojem wbija sobie w pochwę kawałek szkła i
na oczach zszokowanego męża marze sobie twarz własną krwią.
Nienawiść, cynizm i brak spontanicznych uczuć nasilił działanie destrudo. Tylko ślepe posłuszeństwo
mieszczańskim konwenansom odciąga ją od ostateczności.
Śmierć atakuje źródło życia. Agnes umiera na raka macicy. Jej duch powraca błądząc gdzieś
pomiędzy...
"Umarłam, ale nie mogę usnąć. Nie mogę Was opuścić. Nie, to nie jest sen". Głos
Agnes wydobywa się ze zmartwiałego ciała, zmuszając siostry do ostatniego pożegnania. Otrząsają się
ze wstrętem z
trupiego uścisku, próbują rozmawiać z jej nieruchomym ciałem. Krzyczą, że to niedorzeczność. Że
powinna się wstydzić. Uciekają.
 | |
|
Jedna z najbardziej spektakularnych sekwencji filmu została rozegrana według zasad dramaturgii,
jaką
rządziły się niegdyś podręczniki "ars moriendi". Przygotowania do śmierci Agnes zostają jednak
zaniedbane.
Nikt nie otwiera okien, aby umierającej było łatwiej odejść i, aby agonia była lżejsza. Karin i
Maria nie towarzyszą
siostrze i nie odpowiadają na jej wezwanie. Ograniczą się jedynie do rytualnego obmycia ciała
zmarłej i zwołania żałobnic.
Obecność osoby towarzyszącej umierającemu w oczekiwaniu na śmierć została jednak zaznaczona dzięki
postaci służącej Anny.
Jedynej osoby w domu, której nieobce jest doświadczenie śmierci. Snując się w milczeniu po salonie,
dostrzega każdy nowy
zwiastun śmierci... słyszy wycie wiatru i płacz, który zapowiada rychłe odejście Agnes. Służąca
reprezentuje więc ten szczególnie ważny
u Bergmana symbol ludzkiego miłosierdzia i szczerego współczucia. Reżyser nie zawahał się nawet
posłużyć znaną w sztuce
chrześcijańskiej metaforą współczucia, poświęcenia i odkupienia, jaką stanowi gest Piety
trzymającej ciało martwego Chrystusa.
Na pół obnażona Anna trzyma w geście współczucia ciało umierającej, opuszczonej już za życia
kobiety. Anna na tę krótką chwilę
zajmuje miejsce nieobecnej w życiu Agnes matki. Na ten moment kobiety jednoczą się w cierpieniu.
Służąca jest wtajemniczona w wymiar
tych dwóch światów. Stoi w progu i przywołuje po kolei siostry do zmarłej. Przemawia do nich jej
słowami. Wstrząśnięte, wytrącone z
ustalonej dialektyki życia i śmierci siostry przypominają teraz żałobne kukły, których bezduszność
została bezlitośnie obnażona. Lecz
Maria i Karin nie wykorzystają swojej szansy na pojednanie i na zawsze pozostaną sobie obce.
Dystans i wzajemne znoszenie swojej milczącej obecności stają się nie do wytrzymania. Czerwień
salonu wżera się w kredową bladość
zmarłej. Brakuje powietrza. Co je jeszcze łączy? Powinność żałobnic.
|
 |
|
Oprócz elegijnej opowieści o degradacji ludzkich więzi, bohaterem tego obrazu staje się głównie
barwa. Czerwień
powraca wielokrotnie jako zasada kompozycji fabuły (liczne przebitki na czerwień poprzedzające
retrospekcje
wywołane wspomnieniami lub marzeniami bohaterek), komponent kolorystyczny służący charakteryzacji
bohaterek
(głównie aby podkreślić emanujący erotyzm Marii), ich stanów psychicznych lub nastroju wnętrz.
Reminiscencje
tej barwy przywołują także krew (w następstwie okaleczeń ciała), wino(rozbicie kieliszka) i jabłko
- będące czytelnymi
chrześcijańskimi symbolami. Czerń jest znakiem żałoby, zarówno martwoty ducha (zrównoważona,
zamknięta w
sobie Karin oraz tracący wiarę w Boga pastor), jak i ciała. Czerń charakteryzuje w filmie Bergmana
także mężczyzn.
Są głowami swoich rodzin i jednocześnie ofiarami swoich wyrachowanych żon (próba samobójcza męża
Marii).
Stoją na straży prawa i porządku ziemskiego (wydający polecenia mąż Karin czy diagnozujący
śmiertelną chorobę
doktor Dawid) oraz boskiego (protestancki pastor), ale konflikt sióstr nie dotyczy ich
bezpośrednio. Wykazują
tendencje adaptacyjne i sprowadzają doświadczenie śmierci do prozaicznego wymiaru. Nie uzyskują
dostępu
do tajemniczego rytuału inicjacyjnego. Barwy te w połączeniu z bielą stanowią kanoniczną triadę dla
warstwy fotograficznej
filmu. Ekspansja tych barw, które narzucają swoją obecność w każdym niemal ujęciu, pomogła
wytworzyć w filmie nastrój
odrealnienia; wykreować tragiczny wymiar życia w "domku dla lalek", w którym zabrakło prawdziwych
uczuć.
 | |
|
Oszczędne korzystanie z palety barwnej współgra w filmie Bergmana także z niezwykle skromną oprawą
muzyczną.
Wydawać by się mogło, że to zaledwie dwa utwory: mazurek a-moll Chopina i suita c-moll Bacha.
Oprócz nich wyizolowany
dźwięk cymbałek, imitujący uderzenia zegara. Mazurek Chopina towarzyszy obrazom milczącej Agnes,
snującej się
samotnie po salonie, konwencjonalnym zachowaniom pozostałych sióstr podczas zabiegów higienicznych;
przywołuje także
wspomnienia matki trzech kobiet. Suita Bacha odgrywa natomiast decydującą rolę w charakteryzowaniu
zmiennych relacji dwóch pozostałych sióstr.
Zastępuje czułe słowa, którymi bohaterki niespodziewanie się obdarowują. Chwila serdeczności trwa
zbyt krótko. Jest dramatyczną reakcją na śmierć
Agnes. Siostry zbliżają się do siebie w poczuciu emocjonalnej pustki, jaką uzmysłowiła im śmierć
siostry. Twarda skorupa cynizmu i wyrachowanej
dyplomacji pęka na chwilę. Wybuchają tłumione emocje lub emocje sponiewierane przez niepamięć. Nie
słychać słów, lecz muzykę
nabierającą tempa. Usta gwałtownie wyszeptują potoki słów. Są to kłamstwa, które uśmierzają lęk.
Karin i Maria otrząsają się z tej "chwili słabości",
zażenowane swoją nagością i obcością. Próbują się nawzajem obciążyć winą za tę chwilę nierozwagi.
Obłuda kryjąca się za porannymi
grzecznościami piecze w oczy, jak duszący dym. Anna, jedyna ostoja ludzkiego miłosierdzia w domu,
zostaje spłacona jak mierna
posługiwaczka. Pojednanie nie nadeszło. "...i umilkły szepty i krzyki".
 |
SZEPTY I KRZYKI
Tytuł oryginalny: Viskningar Och Rop
Tytuł anglojęzyczny: Cries And Whispers
Rok produkcji: 1972, Szwecja
Czas trwania: 106 min.
Reżyseria: Ingmar Bergman
Scenariusz: Ingmar Bergman
Zdjęcia: Sven Nykvist
Montaż: Siv Lundgren
Wystąpili:
Harriet Andersson (jako Agnes),
Kari Sylwan (jako Anna),
Ingrid Thulin (jako Karin),
Liv Ullmann (jako Maria i jej matka),
Anders Ek (jako ksiądz Isak),
Erland Josephson (jako doktor Dawid)
|
|
 |
|
Autor tekstu/analizy: Magdalena Skorus - VERA
|