Perfekcyjny film akcji
To musiało się stać; Terminator zgodnie z zapowiedzią, wrócił. I to
w jakim stylu! James Cameron stworzył film z pionierskimi efektami specjalnymi,
które poza tym, że stały się wydarzeniem w okresie powstania (zasłużony Oscar), to
nie zestarzały się do dziś i wciąż robią piorunujące wrażenie (T2 to jeden z nielicznych
filmów, w których na ekranie widać każdy dolar wpomopowany w produkcję - w tym przypadku
było ich ponad 100 milionów).
W "Terminatorze 2" jednak, to wcale nie widowiskowy T1000 z ciekłego metalu stanowi o sile filmu. To także
nie słynne "przejście przez kratę" i zamarźnięcie w ciekłym azocie nie jest największym atutem "T2". Tym czymś
jest scenariusz, dramaturgia akcji (ileż emocji jest w scenie, gdy T800 chwyta młodego Connora i zasłania go własnymi plecami przed gradem kul!) i doskonale nakreślone postaci; przede wszystkim T800, czyli
Arnold "tym razem pozytywny" Schwarzenegger. Cameron doszedł chyba do wniosku,
że Arnold dość złego już naczynił w części pierwszej i tym razem w meczu
o życie Johna Connora ustawił go nie w ataku, a w obronie. Skoro więc
maszyna walczy o życie Connora, to kto będzie tym złym? Jeszcze lepsza (jeszcze gorsza?)
maszyna - wspomniany już "nieco rozlazły" T1000 - czyli życiowa
kreacja Roberta Patricka.



Pierwsza konfrontacja T800 z T1000, mająca
miejsce w korytarzu Galerii, to bez wątpienia ich najbardziej emocjonujące
starcie, wspomagane dodatkowo świetnym podkładem muzycznym Brada Fiedela.
Demolują korytarz i rzucają sobą nawzajem - a na ich twarzach
nie widnieją żadne emocje. Jest to "szkoła" aktorska Arnolda Schwarzeneggera
znana już z pierwszego "Terminatora". Szczególnie trudno zagrać kamienną
twarz w momencie wysiłku, bądź upadku - co zarówno Patrickowi jak i Arnoldowi
wychodzi doskonale, stając się dowodem na to, że i w filmie akcji można stawiać czoła
aktorskim wyzwaniom. Sarah Connor (Linda Hamilton) ewoluowała ze słodkiej kelnerki, w kobietę-komandosa.
chwilami zdając się mieć w sobie jeszcze mniej ludzkich uczuć niż Terminator.
Nareszcie powłokę cielesną uzyskał człowiek legenda - John Connor. Twarzy
udzieliło mu aż dwóch aktorów; w prologu Michael Edwards i w części filmu właściwej
Edward Furlong - w obydwu przypadkach był to obsadowy strzał w dziesiątkę!
W "Terminatorze 2" akcja goni akcję, genialny prolog (znakomitość wizualno/dźwiękowa),
pierwsze spotkanie wrogich cyborgów (rewelacyjny montaż), kolejne pościgi, T1000
rozlewający się na zawołanie, mnóstwo wystrzelonych kul, cysterna z ciekłym azotem i
helikopter policyjny przelatujący pod wiaduktem... nie zabrakło też mrugnięcia okiem do widza, gdy
T1000 przygląda się zaintrygowany srebrnemu manekinowi.

Nie gorzej jest w innych warstwach filmu;
ciekawe dialogi, niemalejące napięcie, niezapomniana muzyka Brada Fiedela, znakomite prowadzenie aktorów,
oscarowa charakteryzacja Stana Winstona i perfekcyjna reżyseria Camerona. Wszystko
to sprawiło, że "Terminator 2" mimo upływu ponad dziesięciu lat od premiery,
do dziś wgniata w fotel rozmachem i wprawia w zachwyt nad wyobraźnią twórców. Powstał film
"idealny", taki którego się nie ogląda, tylko przeżywa. To jeden z najgłośniejszych
przedstawicieli kina "action-movie" w historii; znakomity, dopracowany, niezapomniany! Książkowy przykład
idealnie skrojonego filmu akcji. Szkoda jedynie, że Arnold ponownie zapowiedział swój powrót
słynnym
"I'll be back". To zmusiło go niejako do nakręcenia kontynuacji - "Terminator 3: Bunt maszyn" - do której ręki nie chciał przyłożyć James Cameron, stwierdziwszy, że niemożliwym jest nakręcenie
jeszcze lepszego "Terminatora".
Cameron miał rację.
SZYBKA OCENA +/-
- Efekty specjalne
- Muzyka
- Reżyseria
- Aktorstwo
- Kilka wpadek technicznych
AUTOR RECENZJI:
Rafał Donica - DUX
