Film niebezpiecznie kiepski


Filozofia uczy nas dzielnie znosić niepowodzenia naszych sąsiadów. Miło jest zobaczyć, że mało zabawne komedie to nie tylko nasza specjalność, a wpadki przytrafiają się najlepszym. Tym razem Stephenowi Frearsowi. Ta satysfakcja to jedyne, co mi zostało po obejrzeniu filmu "Tamara Drewe".

Clou filmu trafnie opisuje polski tytuł: "Tamara i mężczyźni". Tamara (Gemma Arterton) - znana dziennikarka wraca do rodzinnej miejscowości, żeby zamieszkać w domu zmarłej matki. Jej powrót wywraca życie małego, sennego miasteczka do góry nogami. Bo Tamara jest nie tylko znana i bogata, ale posiada też poprawiony przez chirurgów nos i w rezultacie wygląda naprawdę dobrze. Do rywalizacji o ulepszone wdzięki dziewczyny stanie w szranki trzech mężczyzn - ktoś musi przegrać, żeby wygrać mógł ktoś.

Dla porządku trzeba napisać, że film jest adaptacją komiksu "Tamara Drew" Posy Simmonds, inspirowanego z kolei powieścią "Z dala od zgiełku" Thomasa Hardy'ego. Nie wiem, jaki jest komiks i powieść, ale z filmu Frearsa wieje nudą.



Ona, ich troje...


A przecież Stephen Frears ma opinię specjalisty od portretowania relacji damsko - męskich, ze szczególnym uwzględnieniem wszelkich intryg i kłamstw. Jego szczytowym osiągnięciem były "Niebezpieczne związki", w których wszystkie te intrygi skumulowały się i znalazły ujście w wybitnym aktorstwie Glenn Close i Johna Malkovicha. Przeważająca większość późniejszych filmów Frearsa to wariacje na podobne tematy. Nie inaczej jest i tym razem. Jeśli ktoś jednak oczekuje powtórki z "Niebezpiecznych związków" mocno się rozczaruje.

Film jest przewidywalny niczym wypowiedzi polskich polityków i prosty niczym przysłowiowa konstrukcja cepa. Wszystko jest jasne od momentu, w którym Tamara zobaczy swojego ukochanego, a on zobaczy ją. To mniej więcej dwudziesta minuta filmu. Później pozostaje tylko kontemplować uroki życia na wsi i zastanawiać się, dlaczego na happy end trzeba czekać jeszcze półtorej godziny.

W pierwszym rzędzie to chyba wina postaci, które są przygnębiająco jednowymiarowe. Tamara jest Kobietą Wyzwoloną, Andy to Mężczyzna z Zasadami, Ben Chłopak z Problemami, a Nicholasowi zostaje rola Podstarzałego Erotomana. Oprócz tej czwórki jest jeszcze pantoflarz, kura domowa i dwie rozwydrzone nastolatki - czynnik sprawczy wszystkich intryg. Intrygi są w filmie tak naiwne jak owe nastolatki i doprawdy trzeba przynajmniej jednego wina, żeby przełknąć jakoś kolejne absurdalne pomysły twórców. Weźmy jeden tylko przykład: dziewczyny włamują się do mieszkania Tamary (klucze, jak powszechnie wiadomo, leżą zawsze pod doniczką), następnie włamują się do jej skrzynki mailowej (hasło było pewnie zapisane w scenariuszu) i wysyłają wielce dwuznaczne maile, które mocno komplikują życie naszej bohaterki. Mimo, że to wieś, nikt nie jest w stanie namierzyć "sprawców". Nie żeby kogokolwiek to przesadnie zajmowało. Prawda jest taka, że rozterki Tamary w ogóle nie są w stanie zainteresować widza. Banalnych postaci nie zdołali ożywić przeciętni aktorzy - Gemma Arterton, Luke Evans ani Dominic Cooper. Stosunkowo najlepiej wypada Roger Allam w roli Nicholasa, ale to i tak zbyt mało.



...i wieś


Oczywiście jest jeszcze wieś spokojna i przynajmniej w teorii wesoła. W każdym razie wszyscy bardzo starają się rozśmieszyć widzów. Lato jest tam piękne, a zima niepostrzeżenie przechodzi w wiosnę. Pani domu (aka: kura domowa) raczy wszystkich swoimi wypiekami, kurczaki gdaczą, gęsi gęgają, a krowy muczą, chyba, że akurat biegają jak oszalałe po łąkach. Oszalałe krowy może i wywołują u Brytyjczyków jakieś zabawne skojarzenia, faktem pozostaje jednak, że nawet jeśli tak jest, to musi to być bardzo hermetyczne lokalne poczcie humoru, zupełnie niezrozumiałe dla postronnych osób.

W tej właśnie wsi znajduje się oaza dla pisarzy, którzy w sielskiej atmosferze pracują nad swoimi dziełami. Prawdę mówiąc, nie ma to większego związku z akcją filmu, więc może to jakiś wątek autobiograficzny. Jeśli tak, to najwyraźniej najwyższy czas na zmianę letniska dla pisarzy "Z dala od zgiełku" na jakieś bardziej inspirujące.


3/10




wytwórnia - Ruby Films, BBC Films, Notting Hill Films, 2010
reżyseria - Stephen Frears
scenariusz - Moira Buffini
wg komiksu - Posy Simmonds
produkcja - Alison Owen, Tracey Seaward, Paul Trijbits
zdjęcia - Ben Davis
muzyka - Alexandre Desplat
montaż - Mick Audsley
scenografia - Alan MacDonald
czas projekcji - 111 minut

wystąpili

Gemma Arterton
Roger Allam
Bill Camp
Dominic Cooper
Luke Evans
Tamsin Greig
Jessica Barden
Charlotte Christie

(Tamara Drewe)
(Nicholas Hardiment)
(Glen McCreavy)
(Ben Sergeant)
(Andy Cobb)
(Beth Hardiment)
(Jody Long)
(Casey Shaw)

Autorka recenzji gościnnej: Anna Dranikowska - ANA [e-mail] | Klub Miłośników Filmu, 11 lutego 2011
Oprawa html: Adrian Szczypiński - ADI [e-mail]

RECENZJE | STRONA GŁÓWNA KMF