Strona główna KMF



          


Emocjonujące pościgi, popisy mistrzów kierownicy, fantastyczne auta oraz duża dawka humoru - tego wszystkiego twórcy "Taxi 4" widzom oszczędzili. Co mamy w zamian? Słowa, słowa, słowa. Przez ledwo uciułane 90 minut bohaterowie tego nieporozumienia głównie rozmawiają, by dobrnąć jakoś do finałowej sceny strzelaniny, która również nie porywa, ale jest w stanie chociaż obudzić znudzonego widza. Przyznać trzeba, że te obficie serwowane dialogi o wszystkim i o niczym pobudziły mnie intelektualnie i skłoniły do zastanowienia - wyjść czy zostać do końca seansu? I ta refleksja została mi na długo - do tej pory zastanawia mnie, co mnie powstrzymało przed opuszczeniem sali kinowej w trakcie filmu, a z pewnością nie była to ciekawość.
Jeśli coś łączy Francję i Polskę, jest to podobny poziom humoru serwowany we współczesnych komediach. Z całym szcunkiem dla chlubnych wyjątków, w obu przypadkach widać brak wyobraźni i wysiłku w tworzeniu komediowych fabuł. Wszystko można zrozumieć, ale przecież scenariusz do "Taxi" 4 napisał (znów) Luc Besson, twórca swego czasu oryginalny i poważany za choćby "Wielki błękit", "Leona zawodowca" czy "Piąty element". Od kilku lat zajmuje się masową produkcją scenariuszy, co niestety nie przekłada się na jakość filmów, wedle których powstają, i spośród których żaden nie zbliża się nawet do poziomu jakie przedstawiały sobą filmy przez Bessona wyreżyserowane. Nikłym sygnałem, że twórca "Leona zawodowca" jeszcze się nie skończył był powrót do reżyserii w filmie "Angel-A", jednak "Taxi 4" wyraźnie dowodzi, iż Besson od kilku lat konsekwentnie kroczy ścieżką prowadzącą nie wiadomo gdzie i po co.

Ciężar komizmu spoczął głównie na lokalnej policji, której idiotyzm podkreślany jest szczególnie pieczołowicie - policjanci z Marsylii to debile, jakich mało, a największym spośród nich jest oczywiście arcykretyn inspektor Gilbert, choć główny bohater Emilien plasuje się tuż za nim, zwłaszcza po scenie, w której nie rozpoznaje z odległości kilku centymetrów swojej bardzo charakterystycznej dziewczyny tylko dlatego, że ta ma na głowie perukę. Rola Daniela, motoru napędowego serii, została sprowadzona do minimum, podobnie jak jego taksówki. Pozostały jedynie marne popłuczyny, które widzieliśmy już w poprzednich częściach - przekształcenie samochodu w superszybki bolid po tuningu i blada scena dynamicznej jazdy przez miasto. I to niestety... wszystko.
Niepisanym prawem sequeli jest to, iż w kontynuacji wszystko, co decydowało o sukcesie poprzednika, ma być zwielokrotnione. Twórcy "Taxi 4" postanowili pójść pod prąd i złamać tę zasadę - z sympatycznego pierwowzoru w czwartej części ostały się jeno marne strzępki, a z tytułową taksówką film ma tyle wspólnego, co "Miś" Barei z Misiem Uszatkiem. W efekcie powstał film, który wykorzystuje popularność tytułu nie wnosząc do serii nic nowego. Dlaczego w takim razie powstał? To chyba jasne...



TAXI 4
Rok produkcji: 2007, Francja
Czas trwania: 91 minut
Reżyseria: Gerard Krawczyk
Scenariusz: Luc Besson
Montaż: Christine Lucas Navarro
Scenografia: Hugues Tissandier

Wystąpili: Samy Naceri, Frederic Diefenthal,
Bernard Farcy, Emma Sjoberg, Edouard Montoute,
Jean-Christophe Bouvet, Jean-Luc Couchard,
Francois Damiens, Mourande Zeguendi,
Djibil Cisse, Frederique Tirmont, Marc Andreoni,
Patrick Poivre d'Arvor

e-mail
Autor recenzji:
Marek Klimczak - BOCIAN

Klub Miłośników Filmu, 30.04.2007