Strona główna KMF


Ukazany na początku "Teorii chaosu" Tony'ego Giglio napad na bank, nasuwa pewne skojarzenia z "Planem doskonałym" Spike'a Lee. I choć film Giglio dość szybko zmienia swój "rabunkowy" tor, przekształcając się w typowe kino sensacyjne, w którym para policjantów - bezkompromisowy wyga i postępujący według kodeksu żółtodziób, ścigają przebiegłego złoczyńcę, postanowiłem oprzeć niniejszy tekst na swoistym porównaniu tych dwóch tytułów. A jako, że "Inside Man" miał niedawno swą polską premierę DVD, recenzja ta być może okaże się planem doskonałym: pozwoli zaoszczędzić na bilecie do kina i zachęci do wypożyczenia wyżej wymienionego jointa Lee.




Zacznijmy od ekipy. W "Inside Man" role zostały świetnie napisane i znakomicie obsadzone. Denzel z właściwym dla niego wyczuciem wcielił się w sprytnego detektywa borykającego się z problemami osobistymi, Owen wypadł przekonująco jako inteligentny i pewny siebie rabuś, Foster, Plummer i Ejiofor z powodzeniem ubarwiali drugi plan. "Chaos" oferuje teoretycznie interesującą kompozycję aktorów w sprawdzonych rolach. Statham to już etatowy twardziel Hollywood, ubranie go w skórę bezwzględnego i doświadczonego gliniarza nie będzie więc zaskoczeniem. Snipesa jako cwanego bad-guya widzieliśmy w "Człowieku Demolce", Phillippe'a w roli prawego żółtodzioba obserwowaliśmy całkiem niedawno w "Crash". W przeciwieństwie jednak do obsady "Planu doskonałego", zespół aktorski w "Teorii chaosu" wypada sztywno. Spora w tym wina scenarzysty, który wykreował człekokształtne papierowe klisze, całkowicie podporządkowane sensacyjnej fabule. Sytuacji tej nie ratują, a nawet nie starają się uratować aktorzy, zwłaszcza ci odgrywający parę prowadzących sprawę detektywów. Statham gra właściwie jak zawsze, choć tym razem dziwnie bez iskry, Phillippe zaś sprawia wrażenie, jakby pobierał ostatnio lekcje aktorstwa u Stevena Seagala, a teraz próbował zawojować rekord czasu utrzymywania jednej miny. Nie ma więc co liczyć na ciekawą relację partner-partner; między tą dwójką występują śladowe ilości kumpelskiej chemii, a ich losy obchodzą nas nie bardziej niż zeszłoroczny śnieg.


"Plan doskonały", jak na Spike'a Lee przystało, nie ogranicza się jedynie do zaprezentowania nam pomysłowego napadu na bank i śledzenia konfliktu między policjantami a złodziejami. Ważną rolę odgrywa tam, rysowany gdzieś na drugim planie obraz nowojorskiej społeczności. Reżyser z niezwykłą subtelnością, w licznych, wydawałoby się nic nie znaczących epizodach, pokazuje multikulturowe niuanse miasta, którego serca nie opuściła jeszcze trauma post-WTC. Scenarzysta "Teorii chaosu" także postanowił wzbogacić jakoś swe dzieło, wprzęgając w fabularne ramy parokrotnie przez bohaterów wspominaną teorię chaosu. Uczynił to jednak w sposób na tyle powierzchowny i bełkotliwy, że całe te rozważania okazują się w efekcie nieinteresujące i zupełnie zbędne.




Ktoś mógłby jednak słusznie zauważyć, że w filmie sensacyjnym akcja, napięcie, czy intryga, to elementy najistotniejsze, nie można więc z nieporadnego filozofowania czynić twórcom "Teorii chaosu" zasadniczego zarzutu. Takie spostrzeżenie okazuje się mimo wszystko nietrafione - na polu realizacyjnym "Inside Man" również wygrywa z recenzowanym tytułem. Lee bardzo szybko wprowadza nas w główny nurt akcji, utrzymując wysokie napięcie aż do samego końca. Zdaje się przy tym bawić, aczkolwiek delikatnie, konwencją kina rabunkowego. "Teoria chaosu" również rozpoczyna się wybuchowo, jednak napięcie szybko siada, a film robi się mało emocjonujący. Intryga potraktowana jest tu serio, bez wyraźnego dystansu, który cechował "Plan doskonały", co nawet nie byłoby niczym złym, gdyby nie to, że twór Giglio w pewnym momencie grzęźnie w schematach i staje się zbyt przewidywalny. Ratunku nie przynoszą więc serwowane nam w końcówce wysilone wolty (swoją drogą, czy współczesne kino sensacyjne nie będzie mogło już się obejść bez spektakularnego zwrotu akcji?).


Zwycięzcą pojedynku zostaje bezapelacyjnie niski, czarnoskóry Nowojorczyk. Dla każdego kto zapyta, czy słusznie jest porównywać dzieło doświadczonego i uznanego reżysera z dziełem twórcy bez większych osiągnięć na koncie, podczas gdy same filmy podobne do siebie są tylko trochę, mam odpowiedź: nie wiem. Zawsze jednak lepiej zmierzyć się z solidnym, niekonwencjonalnym kinem rozrywkowym, niż drugorzędnym sensacyjniakiem.


Ocena: 4.5/10


TEORIA CHAOSU

Tytuł oryginalny: Chaos
Rok produkcji: 2006
Kraj: Kanada, Wielka Brytania, USA
Czas trwania: 98 minut

Reżyseria: Tony Giglio
Scenariusz: Tony Giglio
Zdjęcia: Richard Greatrex
Muzyka: Trevor Jones

Obsada:
Jason Statham   .....Quentin Conners
Wesley Snipes   .....Lorenz
Ryan Phillippe   .....Shane Dekker
Justine Waddell   .....Teddy Galloway
Henry Czerny   .....Martin Jenkins
Nicholas Lea   .....Vincent Durano
Jessica Steen   .....Karen Cross


Wyślij e-mail Autor recenzji:
Michał Jakubowski - JAKUZZI
Klub Miłośników Filmu
15.09.2006