Transporter 3

"Transporter" z 2002 roku stanowił przyjemną dla oka i ucha, bezpretensjonalną rozrywkę pozwalającą na chwilę wyłączyć mózg i poddać się widowiskowym scenom walk oraz pościgów. Film zarobił wystarczająco dużo, aby producenci zdecydowali się na nakręcenie sequela w 2005. Niestety, druga część, choć jeszcze bardziej widowiskowa, przekroczyła w paru miejscach granicę absurdu (jak na przykład niesławna scena ze zdejmowaniem bomby), co mogło skutecznie popsuć przyjemność płynącą z seansu. Nie przeszkodziło to jednak kontynuacji osiągnąć dwa razy większe wpływy finansowe od oryginału. W efekcie, na ekrany kin trafia trzecia przygoda Franka Martina, byłego komandosa, trudniącego się dostarczaniem nietypowych przesyłek.

Transporter 3 zdjęcie 1 Transporter 3 zdjęcie 2

Tym razem Martin (Jason Statham) zostaje zmuszony do przetransportowania z Marsylii do Odessy córki Leonida Vasileva (Jeroen Krabbe), przewodniczącego ukraińskiej Agencji Ochrony Środowiska. Aby zapewnić współpracę Franka, porywacz (znany właściwie tylko z ról czarnych charakterów Robert Knepper) montuje mu na nadgarstku ładunek wybuchowy, który eksploduje, gdy bohater oddali się na więcej niż 25 metrów od swojego samochodu. Na szczęście, Martin może liczyć na pomoc sprawdzonego przyjaciela - inspektora Tarconiego (Francois Berleand).

Twórcy wzięli sobie do serca uwagi odnośnie absurdalnych scen w drugiej odsłonie cyklu, dzięki czemu w "Transporter 3" nie uświadczymy bzdurnych i kompletnie przesadzonych zdarzeń. Oczywiście nie należy oczekiwać filmu dokumentalnego, więc znajdzie się pełno sytuacji, które w rzeczywistości nie mogłyby mieć miejsca (jak na przykład wyciąganie samochodu z jeziora), niemniej jednak nie żenują one aż tak jak w poprzedniku. W końcu w kinie akcji chodzi o widowiskowość i szybkie tempo, a nie o możliwie najwierniejsze odzwierciedlenie świata realnego. Warto zauważyć, iż twórcy wszystkich klasyków gatunku, choć niewątpliwie momentami przesadzali, nigdy nie przekroczyli pewnej umownej granicy, poza którą widz zamiast napięcia odczuwa znudzenie, a na twarzy błąka mu się ironiczny uśmieszek. A nawet, jeśli owe niepisane prawo zostało okazyjnie złamane, to robiono to celowo - wkomponowywano w ten sposób elementy parodystyczne (świetne "Commando" z Arnoldem Schwarzeneggerem). Na całe szczęście (dla widza) twórcy scenariusza - Luc Besson oraz Robert Mark Kamen, zrozumieli tą prostą prawdę przy okazji pisania skryptu do trzeciej części (a odpowiadają także za poprzednie odsłony cyklu).

Warto również nadmienić, iż Besson i Kamen starali się troszkę pogłębić charakter głównego bohatera, nie wiadomo właściwie, po co. W drugim "Transporterze" Martin wykorzystał swoje żelazne zasady do zabawy z dzieckiem, które odwoził do szkoły. W trzeciej części twórcy postanowili pokazać, iż nawet twardziel, który potrafi sprowadzić do parteru faceta dwa razy większego od siebie (i jego liczną obstawę), ma uczucia i nieobce jest mu nawet tak skrajnie dalekie od walenia po mordzie pojęcie, jak miłość. Oto bowiem, między Frankiem i jego pasażerką Valentiną (Natalya Rudakova) w pewnym momencie zaczyna iskrzyć. Wątek ten jest nie tylko naciągany, ale też zupełnie niepotrzebny - wydłuża film o kilkanaście minut, podczas których można tylko ziewać, ewentualnie udać się do toalety.

Transporter 3 zdjęcie 3 Transporter 3 zdjęcie 4

Kolejna godną poruszenia sprawę stanowią aktorzy. Wiadomo, że od akcyjniaka nie można (i nie należy) oczekiwać ról godnych Złotej Palmy, ale jednak pewnego poziomu warto wymagać. Pod tym względem fatalnie wypadła główna żeńska postać. Natalya Rudakova nie dość, że wygląda koszmarnie, to jeszcze wyjątkowo irytuje swoimi żałosnymi próbami zagrania czegokolwiek. Dawno nie widziałem na ekranie takiego beztalencia. A przecież rola Valentiny ogranicza się do bycia ozdobnikiem, czyli okazjonalnych uśmiechów i czasem krzyków. Mam nadzieję, że nikt więcej nie zatrudni Rudakovej i widz nie będzie musiał znosić tortur, patrząc na grę aktorską o sile ekspresji kawałka plastikowego laminatu. Reszta wykonawców zagrała swoje role odpowiednio i nie ma się właściwie do czego przyczepić. No, może tylko wypada zaznaczyć, iż chciałbym kiedyś zobaczyć Roberta Kneppera w roli bohatera pozytywnego.

"Transporter 3" to obraz bardzo nierówny. Miejscami ogląda się go bardzo dobrze, ale chwilę później następuje zwolnienie akcji do znużenia włącznie i kiedy wydaje się, że nic nie uratuje widza przed zapadnięciem w sen, reżyser serwuje kolejną bardziej dynamiczną scenę. Trzeciej ekranowej przygodzie Franka Martina można postawić najpotężniejszy (w odniesieniu do filmu stricte rozrywkowego) zarzut - z ekranu wieje nudą, której występujące tu i tam sceny walk i pościgów nie są niestety w stanie wynagrodzić. Dodatkowo fabule brak świeżości (nietrudno o to w tak wyeksploatowanym gatunku), co tylko pogarsza sprawę, bowiem nie ma się ochoty poznać treści kolejnych scen. Poprzednie części (szczególnie pierwszą) oglądało się z zainteresowaniem, choćby tylko po to, aby zobaczyć, co też jeszcze twórcy wymyślili. "Transporter 3" nie budzi już takich emocji. I wcale nie chodzi tu o wyczerpanie potencjału serii, wszak istniało wiele kierunków, którymi mogli podążyć scenarzyści - ot choćby zgłębić nieco przeszłość Martina, albo nawet zapomnieć o jakiejkolwiek nici fabularnej i zaserwować widzom jej substytut posklejany za pomocą scen walk o świetnej choreografii(we wszystkich trzech częściach odpowiada za nie Corey Yuen, współpracownik między innymi Jackie Chana). Zamiast tego Besson i Kamen poszli po linii najmniejszego oporu i posklejali scenariusz na kolanie.

Transporter 3 zdjęcie 5 Transporter 3 zdjęcie 6

Mimo wszystko jednak, wypada wskazać kilka plusów obrazu. Kwintesencja serii, czyli miłe dla oka momenty walk, są bardzo widowiskowe i ogląda się je z zapartym tchem, choć stoją co najmniej o klasę niżej od tych z poprzedników. Smaczku dodaje fakt, iż Jason Statham sam wykonuje dużą część potencjalnie niebezpiecznych kaskaderek. Właśnie, Statham - aktor o świetnym głosie, który pomału wyrasta na nową gwiazdę kina akcji (choć zdarzyło mu się zagrać w naprawdę kiepskich filmach). Już choćby tylko dla niego samego można pokusić się o seans. No chyba, że ktoś nie przepada za brytyjskim aktorem. Humoru "Transporterowi 3" dodaje postać inspektora Tarconiego. Jego bohater jest zabawny, choć nie w głupawy sposób, i całkiem nieźle wkomponowuje się w lekki ton obrazu.

Muszę w tym miejscu wsiąść na mojego ulubionego konika - montaż dynamicznych scen akcji. Całe szczęście, iż Camille Delamarre i Carla Rizzo nie wpasowali się całkowicie w obecnie panujący post-bourne'owski nurt chaotycznego, a w założeniu para-dokumentalnego, tworzenia widowiskowych ujęć. W "Transporter 3" - owszem - praca kamery jest szybka, ale przy tym wszystkim czytelna i nie ma problemów z dostrzeżeniem, kto kogo aktualnie okłada pięściami. Uniknięto dzięki temu bolączki wielu współczesnych filmów akcji (np. "Quantum of Solace").

Transporter 3 zdjęcie 7 Transporter 3 zdjęcie 8

Reasumując, trzecia odsłona serii o przygodach Franka Martina nie dorównuje dobrej pierwszej części. Znajduje się natomiast mniej więcej na poziomie "Transporter 2", ale z innych powodów. O ile bowiem, w przypadku poprzednika gwóźdź do trumny stanowiły głupawe momenty, o tyle opisywany tytuł poległ na konstrukcji scenariusza - niepotrzebne wątki i ogólnie kiepska linia fabularna nie pozwalają "poddać się" zdarzeniom ukazanym na ekranie. Lubię Jasona Stathama w roli Martina, więc mam nadzieję, że w kolejnej odsłonie cyklu (o ile powstanie) twórcy znajdą złoty środek i film nie będzie nużył, tylko trzymał w napięciu, a jednocześnie uda się uniknąć żenujących i kompletnie nieprawdopodobnych (nawet biorąc pod uwagę prawidła rządzące gatunkiem) scen.

Plakat

Le Transporteur 3
Transporter 3
reżyseria - Olivier Megaton
scenariusz - Luc Besson i Robert Mark Kamen
zdjęcia - Giovanni Fiore Coltellacci
muzyka - Alexandre Azaria
montaż - Camille Delamarre i Carlo Rizzo
czas projekcji - 105 minut

wystąpili:

Jason Staham (Frank Martin)
Natalya Rudakova (Valentina)
Robert Knepper (Johnson)
François Berléand (Tarconi)
Jeroen Krabbé (Leonid Vasilev)
Justin Rodgers Hall (Horatio)
Eriq Ebouaney (Ice)

Plakat 2

Autor recenzji: Piotr Żymełka - DIRK | Klub Miłośników Filmu, 17 stycznia 2009

Strona główna | Recenzje KMF | Napisz do autora