STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE


Animacje dla dorosłych. Niby ten gatunek istnieje w świecie kina już od dawna, ale wciąż niektórzy reagują na takie filmy co najmniej z małą nutą podejrzliwości. No bo jak to? Animacja to bajka, a bajka jest przeznaczona dla dzieci. Proste. Tylko, że z takim nastawieniem zdarzają się sytuacje, kiedy rodzic zabiera swoje dziecko na "bajkę" zatytułowaną "Miasteczko South Park" i później jest zszokowany łaciną padającą z ekranu. Przykładów takich filmów jest jeszcze więcej, jak choćby "Kot Fritz", którego główny bohater nałogowo zażywa narkotyki, czy powstała kilka lat temu "Gnijąca panna młoda", której akcja toczyła się w świecie zamieszkałym przez umarlaków i była pełna bardzo czarnego humoru. Do filmów animowanych dla dorosłych zalicza się także z pewnością "Trio z Belleville", które mimo że jest pozbawione elementów charakteryzujących wymieniane przeze mnie tytuły, jest tworem na tyle oryginalnym i świeżym, że w pełni docenić go może jedynie prawdziwie wyrobiony kinoman.
Już pierwsze sceny sugerują, że mamy do czynienia z dziełem nietuzinkowym. Widzimy przybywające na koncert kobiety o gigantycznej masie i posturze, wraz ze swoimi malutkimi i wynędzniałymi mężami, traktowanymi niemal jak szmaty do wycierania podłogi. W Sali koncertowej tytułowe trio śpiewa znakomita piosenkę "Belleville Rendez-Vous". Przygrywa im orkiestra, wśród której znajdziemy nawet gitarzystę, który aby spokojnie zapalić papierosa, gra przy użyciu nogi. Gdy na scenie w rytm muzyki zaczyna tańczyć półnaga czarnoskóra tancerka, mężczyźni porzucają swoje partnerki i rzucają się na murzynkę przemieniając się przy tym w stado rozentuzjazmowanych małp. Chwilę później na scenie pojawia się mężczyzna, który stepuje, dopóki jego buty nie ożywają i pożerają go. Na koniec na scenie pojawia się monstrualnej wielkości kobieta, która prezentuje wszystkim swój taniec. Uff.... Dość niecodzienny opis? A to co opisałem to ledwie początek filmu, który cały czas obraca się w świecie prawdziwej groteski i absurdu, racząc nas później takimi smaczkami jak łapanie żab przy pomocą granatu, używanie psa jako koła do samochodu czy też rozbicie auta podczas uderzenia w... wózek dziecięcy!

Jeśli chodzi o fabułę, to poznajemy w niej Championa młodzieńca, który całe dnie spędza na treningach. Ma go to doprowadzić do wielkiego celu, jakim jest stanie się wybitnym kolarzem i wystartowanie w Tour de France. W treningach tych wspiera go dzielnie jego babcia. Gdy nadchodzi czas wyścigu, na jednym z etapów (w wyniku spisku) Champion wraz z dwoma innymi kolarzami zostają porwani. Niewiele myśląc, babcia wraz z psem Bruno rusza w pościg za porywaczami. Cała ta historia, co ciekawe, dzieje się przy absolutnie minimalnej ilości dialogów, mimo to fabuła jest w pełni zrozumiała. W zamian za to reżyser pozwala skupić się na warstwie wizualnej filmu, która sprawia może wrażenie nieco przestarzałej w porównaniu do produkcji zza oceanu, ale nie można nie docenić wspaniałego zmysłu plastycznego przy projektowaniu niesamowitych scenografii i postaci. Zwłaszcza projekty niektórych bohaterów powodują opad szczęki nad pomysłowością twórców. Kapitalnie wyglądają postacie ważne dla fabuły, takie jak Champion, przedstawiony jako potwornie wychudzony, lecz jednocześnie piekielnie zawzięty młodzieniec, czy też pies Bruno, który w przeciwieństwie do swojego pana jest potwornie tłustym stworzeniem i chyba najbardziej sympatyczną postacią filmu. Na drugim planie mamy takie smaczki jak ludzi mafii o gigantycznych, wręcz kwadratowych plecach, kelnera wyginającego się w sposób tak nienaturalny, że na świat patrzy wręcz do góry nogami, czy mojego faworyta, mechanika o wyglądzie myszy.
Film nie jest jednak pozbawiony wad. Mimo że „Trio z Belleville” jest stosunkowo krótke (niecałe 1,5 godziny), to niektóre sceny są nieco przeciągnięte, co u bardziej niecierpliwych widzów może powodować nudę. Nie powala także ścieżka dźwiękowa. Jak już wspominałem, początkowa piosenka to prawdziwe cudo, jednak później brakuje aż tak pamiętnych kompozycji. Mamy co prawda np. dosyć zabawną scenę wygrywania melodii na przedmiotach codziennego użytku, ale po początkowym trzęsieniu ziemi w postaci "Belleville Rendez-Vous" nie ma to już takiej siły rażenia.

"Trio z Belleville" to znakomita animacja, będąca obecnie prawdziwym klasykiem. Świetne pomysły, dużo humoru i unikalny klimat gwarantują znakomitą zabawę. Film był nagradzany na całym świecie, otrzymał także dwie nominacje do Oscara, za najlepszy film animowany i najlepszą piosenkę. W pierwszej kategorii poległ jednak w starciu z wielkim hitem studia Pixar "Gdzie jest Nemo?", a w tej drugiej z piosenką "Into the West" z trzeciej części "Władcy Pierścieni". I właśnie te wyniki świadczą o tym, że nie zawsze te naprawdę najoryginalniejsze dzieła są w pełni doceniane przez krytyków.

Triplettes de Belleville, Les

Polski tytuł: Trio z Belleville
Czas trwania: 82 minuty
Rok produkcji: 2004, Belgia, Francja, Kanada, Wielka Brytania

Reżyseria: Sylvain Chomet
Scenariusz: Sylvain Chomet
Montaż: Chantal Colibert
Scenografia: Evgeni Tomov
Muzyka: Benoît Charest, Mathieu Chedid

Wystąpili: Charles Linton, Michel Robin, Jean-Claude Donda
Béatrice Bonifassi, Lina Boudreault, Monica Viegas

Autor recenzji: Piotr Gauza - PEGAZ [e-mail]
Obróbka html: Filip Jalowski - FIDEL [e-mail]
Klub Miłośników Filmu, 7 czerwca 2010


STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE