Strona główna KMF

        


Twarzą w twarz, czyli krzyżowanie Magdy M z Jackiem Bauerem

Kilka miesięcy temu wyczytałem w jakiejś gazecie, że oto w naszym filmowo nieudolnym kraju, realizuje się polska odpowiedź na fenomen "24" i "Prison Break". Wyczytałem też, że rolę główną zagra rozchwytywany ("Magda M", "Tajemnica twierdzy szyfrów", "Magda M. 20 lat później" hehe) Paweł Małaszyński, reżyserią zaś zajmie się nie kto inny, tylko Patryk Vega, twórca - to nie ironia! - znakomitego "Pitbulla". Fabuła obracać się będzie wokół głównego bohatera, "cenionego w światku przestępczym speca od napadów i włamań" (źródło FILM.ONET.PL) posądzonego o bardzo zły uczynek, bo morderstwo. Bohater (antybohater?) ucieknie z naszego pięknego kraju, dokona na sobie (oczywiście nie samodzielnie, aż taki hero to nie jest) operacji plastycznej i tak odmieniony wróci do Polski, do Warszawy, nie do poznania i nie do Poznania, by spuścić bęcki ludziom, którzy go wrobili. Kino uwielbia motyw zemsty, na stołku reżysera zasiadł spec od mocnego kina akcji, a w roli głównej obsadzono naczelnego przystojniaka naszego kraju. Zapowiadało się więc całkiem nieźle. I co? I pstro... "Twarzą w twarz" to aktorski poziom "W11" i "Sędzi Anny Marii Wesołowskiej", którą nawiasem mówiąc, oglądam z masochistyczną przyjemnością (!). Patryk Vega nakręcił swoje wątpliwej jakości dziełko według schematu nieudolnie zapożyczonego z amerykańskich seriali, które uchodzą za wzór wciągającego, inteligentnego i merytorycznie dopiętego na ostatni guzik drapieżnego kina akcji w odcinkach - wystarczy wymienić genialne "Lost", "24" czy "Prison Break". Twórcy zdecydowali się nakręcić "Twarzą w twarz" w manierze telewizyjnej i gdyby nie pistolety, policja i strzały, można by pomyśleć, że oglądamy "Magdę M" albo "Pierwszą miłość". Jest niby trochę ładnych zdjęć, kilka scen z potencjałem... zmarnowanym, a gdzieniegdzie pojawia się i szybko znika namiastka klimatu. Ale jako całość wszystko zgrzyta i trąci trelenowelą z ot, sensacyjnym motywikiem w tle.
Poleciało trochę ogólników, postawiono tezę, że "Twarzą w twarz" jest serialem złym, a teraz na przykładzie pierwszego odcinka spróbujemy tę tezę udowodnić, podtrzymać, obronić i chronić przed obaleniem przez zażartych miłośników trelenowel.


Odcinek pierwszy, w którym "Ważka" zostaje wrobiony, ucieka ale wraca

Już czołówka "Twarzą w twarz" przygotowuje nas do nadchodzącej katastrofy. Oto bowiem mamy do czynienia z plagiatem "Casino Royale", bo i bohaterowie przedstawieni są za pomocą jednokolorowych animowanych, płaskich modeli, i efekty 3D podobne, i wzorki w tle dziwnie znajome, i niektóre rzeczy na ekranie rozpryskują się na drobne kawałeczki, jakimś zbiegiem okoliczności podobnie jak w czołówce filmu z Danielem Craigiem. Zabrakło tylko piosenki Chrisa Cornella i kart do pokera. Widocznie producenci serialu uznali, że polscy kinomani nie widzieli najnowszego Bonda i nie trzeba wysilać się przy czołówce, tylko skopiować z Amerykanów. Gdy kończą się napisy początkowe, oczom widzów ukazuje się bohater: Wiktor "Ważka" Waszak (dobrze, że nie Docent doktor Wiktor Traktor) - jak się za chwilę okaże - coś na razie mało pozytywny. Dostaje bowiem "Ważka" tajemniczy telefon od tajemniczego "Sąsiada" i jedzie do tajemniczej dziupli, bo ponoć ktoś, oczywiście tajemniczy, się tam kręci. "Ważka" odnajduje w dziupli jednego policjanta martwego i jednego żywego. Żywy policjant na widok "Ważki" oddaje strzał. I teraz następuje ważne wydarzenie, bo "Ważka" dostaje kulą w twarz, choć zgodnie z tytułem powinien w twarz dostać twarzą. Zakrwawiony ucieka korytarzem tajemniczej dziupli, potem lasem (zwykłym, nie tajemniczym), gdzie mdleje, a policjant, który sekundę wcześniej deptał mu po piętach, nie znajduje go. Panowie policjanci, a może tak blokada dróg, może tak "posiłki", skoro jeden policjant nie może 3 metry od miejsca zbrodni znaleźć zakrwawionego, zemdlonego mordercy. Gdzie tu realizm, Panie Vega? Przecież przygotowując się do kręcenia "Pitbulla" dobrze poznał Pan realia pracy policjantów. Idziemy dalej; "Ważka" prawdopodobnie posiada jakieś magiczne moce, bo po tym jak traci w lesie przytomność, budzi się 2 miesiące później (tak napisane jest na ekranie) w taksówce, w Szwajcarii. Jakim cudem morderca policjanta wydostał się z kraju - serial na razie nie wyjaśnia, i pewnie nie wyjaśni, jak wielu rzeczy, które wydarzą się w tym i kolejnych odcinkach - no chyba że się mylę i nagle zacznie być logicznie. "Ważka" nosi zarost, blond włosy i wielką bliznę na twarzy po postrzale. Wygląda jak Dominic Monagham z "Lost", ubrany jest nawet w bluzę z kapturem i podobnie jak bohater "Zagubionych", sprawia wrażenie zaniedbanego lumpa spod budki z piwem. "Ważka" przyjeżdża do Profesora Michalskiego - przyjaciela swojego ojca chrzestnego "Piekarza", który jest jednocześnie ojcem pięknej Marty, a ta cudownym zbiegiem okoliczności pracuje w klinice chirurgii plastycznej, której akurat potrzebuje "Ważka". Kilka cięć montażowych później, "Ważka" skanowany jest już przez aparaturę z "Face Off", a w trakcie skanowania dowiaduje się, że Pani Plastyk (nie mylić z Plastik) może mu zmienić kości policzkowe, brodę, rozstaw oczu a nawet wzrost - wszystko potrwa dwa lata. "Dobra" - rzuca "Ważka" godząc się na dwa lata w bandażach i już może się rozpocząć wątek miłosny, bo to w końcu Małaszyński, brzydki, ale to nic. Szanowana pani chirurg, profesjonalistka prowadząca poważny biznes, daje się bez problemu rozkochać przyjezdnemu z Polski lumpowi, który nosi na twarzy bliznę - jak sam mówi - będącą dziełem weterynarza, i chcącemu z niejasnych przyczyn zmienić twarz. Facet jest nieatrakcyjny, a z wyglądu i dotychczasowych dokonań - kryminalista jak w mordę strzelił. Ale Marta wie, że pod zarostem i charakteryzacją skrywa się Paweł M. ładny i miły, więc daje się zaprosić na narty. Zaczyna się robić romantycznie, bo między tym dwojgiem wywiązuje się taki oto dialog na wyciągu: "Jaki masz rozmiar?" - pyta on, "Czego?" - odpowiada ona, choć nie do końca wiadomo czy pyta Czego rozmiar, czy Czego!? chce od niej "Ważka". Tak czy inaczej w odpowiedzi słyszy: "Buta". I już wiadomo, że jest jego! Jeszcze tylko oboje zjadą na sankach z górki i następuje nieoczekiwane cięcie montażowe. "Ważka" stoi jak mumia cały w bandażach, a dwa lata - jak to mawia Andrzej Strzelba z "Pod gradobiciem pytań" - mijają jak z biczu strzelił.
I nagle w szpitalu pojawia się killer, który przez dwa lata nie umiał znaleźć "Ważki". Widać nie chciał przeszkadzać mu w dochodzeniu do zdrowia po operacjach (motyw zapożyczony z "Hard to kill"?). Ale teraz, gdy "Ważka" jest już zdrowy, killer celuje weń pistoletem z tłumikiem. Do pokoju - uff! - wchodzi Marta i killer zostaje zdekoncentrowany, strzela w nią - chybia, bo to killer, który nie potrafi jak widać trafiać z odległości 1,5 metra i daje się oplątać świeżo obudzonemu "Ważce" jakimiś szpitalnymi kablami. Marta rozbija na głowie killera jakiś dzbanek i chce zawiadomić policję. Ale "Ważka" mówi jej, żeby tego nie robiła. I Marta tego nie robi. "Ważka" mówi, żeby Marta go stąd zabrała. I Marta to robi. Zaczyna grać dramatyczna muzyka i oboje się stamtąd zabierają, oczywiście pozostawiając dochodzącego do siebie na leżąco killera, wraz z bronią z tłumikiem leżącą obok niego. Widocznie łatwiej uciekać przed uzbrojonym killerem, niż zabrać mu broń, związać i zakneblować. Killer wyplątuje się ze szpitalnych przewodów, w które wcale nie był zaplątany i sprężystym krokiem rusza za uciekinierami. A podczas ucieczki "Ważka" tłumaczy Marcie skomplikowane niuanse swojej sytuacji: "Przez przypadek byłem świadkiem morderstwa, w telewizji powiedzieli, że to ja." - "Dlaczego nie poszedłeś na policję?" - rzuca słuszne pytanie Marta i szybko otrzymuje równie słuszną odpowiedź "Ważki": "Nie mogłem, ścigają mnie bandyci i policja". No tak, to tłumaczy wszystko. Na podziemnym parkingu killer jeszcze kilka razy strzela do Marty i "Ważki", ale wie, że nie może ich trafić, bo to dopiero pierwszy odcinek. I znowu robi się romantycznie, choć romantyzmu w scenach romantycznych jest niewiele, podobnie jak akcji w scenach akcji. Po zdjęciu bandaży, zakochani wypływają razem w bliżej nieokreślony rejs, a "Ważka" jest już ładny. Dwa lata skomplikowanych operacji plastycznych przyniosły spodziewany rezultat! Doktor Marta dokonała prawdziwego cudu - zlikwidowała "Ważce" bliznę, obcięła włosy i ufarbowała na ciemno. Teraz "Ważka" jest już nie do rozpoznania! Po romantycznej kolacji i randce, młodzi i ojciec Marty wracają do domu uhahani po pachy z sombreros na głowach. Ale zaraz przestają się cieszyć, bo ojciec Marty nie wiadomo po co, umiera. Ciekawiej byłoby jakby zabił go killer ścigający "Ważkę" - wtedy Marta miałaby przed sobą dylemat, czy kochać mężczyznę, przez którego zginął jej ojciec, a "Ważka" miałby w ręku zajebisty powód do zemsty na killerze i niepodważalny impuls do ścigania tych, którzy za tym wszystkim stoją. Nieważne, scenarzyści (podobno TVN zatrudnił ich aż 11) woleli uśmiercić ojca Marty zawałem serca, nie zastanawiając się nad tym, że dramaturgii w tym zero i że "Ważka" nie może szukać zemsty na zawale serca. Po pogrzebie, w nocy, Marta i Ważka wracają do domu, gdzie już jest killer z latarką. "Ważka" sprytnie wkrada się do domu i zamyka wszystko od środka - ciężko tylko powiedzieć, jak sam wydostaje się na zewnątrz, ale co tam, jest ciemno, nic nie widzimy, więc pewnie jakoś wyszedł, może miał ze sobą przenośną dziurę. Killer zupełnie nie radzi sobie z wyjściem z zamkniętego domu, choć chwilę wcześniej do zamkniętego domu bez problemu się dostał. Zapomina chyba też, że ma pistolet i uderza jakimś zupełnie przypadkowym przedmiotem w szybę. Uruchamia się alarm, a szyba okazuje się być odporna na uderzenia przypadkowym przedmiotem, bo nie chce się stłuc. Zamiast próbować dalej, killer staje z opuszczonymi rękoma i czeka na scenę, w której aresztuje go policja. Teraz "Ważka" podejmuje decyzję, że wraca do Polski. W samolocie Marta przysiada się do niego i mówi, że leci z nim, bo akurat w Warszawie ma sympozjum chirurgów - akurat. Ale Marta nie siedzi obok "Ważki". W samolocie poznajemy dzięki temu kolejnego bohatera, który pozostanie z nami aż do odcinka trzeciego, gdzie killer wepchnie go pod autobus czym zabije go na śmierć przez wpadnięcie pod autobus. Ale o tym za dwa odcinki. Tymczasem wracamy na lotnisko, gdzie Martę zatrzymuje policjant Wąski i policjant z dziurkami w nosie wielkości winogron. Marta jest zatrzymana i w eskorcie policji czeka na odbiór walizki. I tu następuje pełna napięcia scena, w której Wiktor z zimną krwią i bez emocji omija Martę i policjantów, kiwając Marcie głową, że niby się nie znają i żeby przypadkiem nie rzuciła mu się na szyję. Policjanci, którzy we trójkę bacznie obserwują teren, oczywiście nie widzą wymiany spojrzeń między kochankami. Wiktor szybkim ruchem zabiera z taśmy walizkę Marty, udaje się z nią do WC, tam dynamicznie wyjmuje swoje spodnie i inne męskie ubrania, upycha w koszu i odnosi walizkę tuż pod nos policjantów, którzy obserwując bacznie walizki, nie zauważają, że pewien gość jedną z nich przed chwilą zabrał i za chwilę odniósł z powrotem. Fajna, naprawdę fajna akcja, szkoda, że nie jest chłopcem - jak mawia Porucznik Borewicz. I niech mi ktoś wyjaśni jedno: czemu Marta miałaby mieć w walizce ubrania Wiktora, skoro on w założeniu wyjeżdżał sam, w samolocie o jej walizce nie rozmawiali, a nawet jakby i miała w walizce te męskie gacie, to mogła policji powiedzieć, że to po tacie. Widzowie nie mogą złapać tchu i zastanowić się porządnie nad akcją z walizką, bo oto mamy kolejną dynamiczną scenę. Tym razem jest to scena dzwonienia z budki telefonicznej do "Piekarza", dla którego "Ważka" rzekomo ma jakąś kasę. Umawiają się na spotkanie w pewnej knajpie... CIĄG DALSZY ZA CHWILĘ!
Tymczasem Wąski tłumaczy Marcie, że "Ten pani biznesmen jest bardzo niebezpiecznym bandytą zabił policjanta". Nie, nie zapomniałem w cytacie postawić przecinka. Zapomnieli scenarzyści, bo Wąski wypowiada to zdanie jednym tchem, czytając je chyba z telepromptera. CIĄG DALSZY: ...gdzie "Ważka" w mega-sprytny sposób wciska "Piekarzowi" kit, że niby siedzi przy stoliku, a tak naprawdę stoi daleko i patrzy przez lornetkę - pomysłowa akcja na miarę "Prison Break" - można by rzec, ale nie rzeknę. "Ważka" rzecze za to "Piekarzowi": "Teraz wyglądam trochę inaczej; czerwona kurtka i biała czapka". A ja się pytam: INACZEJ NIŻ KIEDY? Niż dwa lata temu podczas treningu bokserskiego pod okiem "Piekarza", kiedy to widzieli się po raz ostatni? To "Piekarz" niby myślał, że "Ważka" przyjdzie na spotkanie spocony i w rękawicach bokserskich? Pogratulować autorowi dialogów ułańskiej fantazji! Ale nie ma czasu na gratulacje, bo już policjanci z karabinami otaczają biednego, wskazanego przez Wiktora Bogu ducha winnego gościa w czerwonej koszulce i białej czapce, bo przecież nie mogli poczekać kilku sekund, aż "Piekarz" zacznie z nim rozmawiać, potwierdzając tym samym, że to "Ważka", a nie inny wiraszka. Aha, zanim dojdzie do tej akcji, mamy jeszcze nawiązanie do "Infernal Affairs", gdy "Ważka" dzwoni do Marty, a odbiera "policjant_mściciel_za_śmierć przyjaciela_zabitego_przez_Ważkę" i nic nie mówią do słuchawek telefonów marki Motorola. Aha, "Piekarz" też używa Motoroli. Bo w "Twarzą w twarz" wszyscy używają Motoroli tego samego typu, tylko w bardzo różnych kolorach pod warunkiem, że jest to czarny bądź różowy metalik. Teraz następuje scena konsternacji, która maluje się na twarzach oszukanych policjantów. Wąski nakazuje nawet przeprosić omyłkowo prawie ostrzelanego serią z karabinu Bogu ducha winnego gościa w czerwonej kurtce i białej czapce, który na dodatek okazuje się obywatelem anglojęzycznym. Policjant z dziurkami w nosie wielkości winogron przeprasza go więc, mówiąc: "I'm sorry". Dobrze, że nie "Excuse me". I dobrze, że policjant z dziurkami w nosie wielkości winogron znał podstawy angielskiego, bo inaczej anglojęzyczny obywatel nie dowiedziałby się, dlaczego nagle otoczyła go grupa policjantów z karabinami. Jak widać, "I'm sorry" potrafi wyjaśnić każde nieporozumienie. Odcinek pierwszy kończy się sceną, w której "policjant_mściciel_i_tak_dalej" wchodzi do celi, w której siedzi Marta i patrzy na nią, jakby chciał ją zgwałcić. A pewnie będzie ją przesłuchiwał...


Odcinek drugi, w którym Ważka i Marta mają wiele retrospekcji

Odcinek drugi nie zwleka i już w pierwszej scenie raczy nas nonsensowną rozmową "Piekarza" z Wąskim. "Piekarz" ma do Wąskiego pretensje, że ten nie chce wypuścić jego syna Brazyla (dobrze, że nie Bazyla), choć "Piekarz" dotrzymał umowy i wystawił policji Ważkę. Do "Piekarza" nie dociera prawdopodobnie, że wystawiony przez niego koleś w czerwonej kurtce i białej czapce, nie był "Ważką". Ze zdenerwowania "Piekarz" zaczyna - podobnie jak Wąski w pierwszym odcinku - omijać znaki interpunkcyjne i zdanie: "Wystawiłem Ci Ważkę, wypuść mi syna" wypowiada bez przecinka, widać bardzo mu się śpieszy, bo wie, że za chwilę będzie cięcie montażowe. W poprzednim odcinku policja zgarnęła ukochaną "Ważki", więc... w odcinku drugim "Ważka" każe taksówkarzowi zawieźć się do domu publicznego. Tymczasem Marta w więziennej celi rozmawia z ogolonym na łyso "Policjantem_mścicielem". Ten przedstawia jej retrospekcję, w której ma włosy i żywego przyjaciela Huberta (zabity w pierwszym odcinku policjant). I mamy pierwszą w "Twarzą w twarz" ciążę, bo żona Huberta spodziewa się dziecka. Druga ciąża w serialu pojawi się już w odcinku trzecim! Jak na razie więcej w tym sensacyjnym serialu ciąż, niż strzelanin. W drugiej retrospekcji opowiedzianej Marcie przez "Policjanta_mściciela" widzimy akcję, w której zginął jego przyjaciel Hubert. I coraz mocniej na usta ciśnie się pytanie, dlaczego przy martwym policjancie leży telefon komórkowy (pewnie Motorola), skoro do dziupli wchodził z pistoletem w ręku. I dlaczego z telefonu dobiega kobiecy głos?
Czy istnieje policjant, który:
a) zabiera ze sobą na akcję włączony telefon komórkowy?
b) odbiera połączenie podczas szukania bandyty w dziupli?
Tak, na imię ma (a raczej miał) Hubert.
Wracamy do celi, gdzie "Policjant_mściciel" przekonuje Martę, że ta zna "Ważkę", bo dzwonił na jej telefon. Owszem, "Ważka" dzwonił na telefon Marty w pierwszym odcinku, a połączenie odebrał "Policjant_mściciel". Tylko są dwa małe "ale". Pierwsze małe "ale" to fakt, że "Ważka" dzwonił z telefonu i numeru dopiero co zakupionego w sklepie. Drugie małe "ale" to fakt, że gdy połączenie odebrał "Policjant_mściciel", "Ważka" nie powiedział: "Cześć tu Ważka", tylko milczał. Tak więc miejmy się na baczności, bo jak zadzwoni do nas ktoś z nieznanego numeru i milcząc odłoży słuchawkę, to na pewno "Ważka" i za chwilę możemy zostać otoczeni policją. A "Ważka" już siedzi w domu publicznym i wybiera sobie towar. Mimo prezentacji kilku pań, on pewnym wzrokiem spogląda w górę, gdzie tyłem do niego tańczy jakaś brunetka i nie pokazuje twarzy, zanim "Ważka" jej nie wybierze. A on z całą stanowczością wybiera właśnie ją - na imię jej Ola, jakby znał tę dziewczynę sprzed dwóch lat. I pewnie zna, bo to albo jego siostra, albo "była", albo okaże się, że jednak jej nie zna i scenarzyści z nas zakpili. Tak czy inaczej, podobny motyw z całkiem świadomym wyborem laski w domu publicznym miał miejsce w "Total Recall" - czyżby delikatne zapożyczenie z filmu Verhoevena? Tymczasem "Policjant_mściciel", czyli Marcel, dzwoni do podejrzewanego o bycie "Ważką" Adama Knappa - z którym Marta przelotnie poznała się w samolocie w pierwszym odcinku. Zarówno Marcel jak i Adam Knapp mają zdolność jasnowidzenia. Już tłumaczę, dlaczego. Cała akcja serialu aktualnie dzieje się w Warszawie, i wszyscy bohaterowie są w tym właśnie mieście, ale to wiemy my, widzowie. Na znalezionej przez Marcela wizytówce Adama Knappa widnieje jedynie numer telefonu komórkowego, zatem nie ma tu żadnych przesłanek, jakoby Knapp przebywał w stolicy. Marcel dzwoniąc do Knappa (z komórki), także nie mówi mu, z jakiego miasta dzwoni - a więc obydwaj wiedzą jedynie tyle, że są gdzieś w Polsce. Nie przeszkadza to jednak umówić się im na następny dzień, na godzinę 9 rano w restauracji "Forte". W jakim mieście, nie wiadomo, zresztą to nieważne, gdyż i tak nie będzie im dane się spotkać. Przecież Knapp zostanie wepchnięty pod autobus, a wcześniej ostrzelany przez policję, ale to w następnym odcinku. A w tym odcinku wreszcie "Ważka" i Marta wpadają sobie w ramiona. Marta mówi będąc w ramionach "Ważki", że policja kazała jej narysować jego portret pamięciowy... nagle słychać radio, "Ważka" w pośpiechu porzuca Martę i odchodzi. Z początku myślałem, że to radio policyjne i dlatego "Ważka" uciekł, ale żadnego policjanta nie było tam widać, za to w radiu zaczął się serwis informacyjny i to chyba on tak spłoszył naszego odważnego super-bohatera. A w serwisie podają, że policja ma rysopis "Ważki". I tu następuje retrospekcja aż 15 sekund w tył, bo do sceny, w której Marta mówi "Ważce", że policja kazała jej narysować jego portret pamięciowy. "Ważka" oglądając retrospekcję dodaje dwa do dwóch i już nie kocha Marty, bo go narysowała. Szlag trafił wysiłek dwóch lat operacji plastycznych. Teraz trzeba zmienić wygląd w dwie sekundy. I "Ważka" znów zmienia się nie do poznania, zakładając okulary przeciwsłoneczne.
Zarówno policjanci jak i "Ważka", wpadają teraz na pomysł pojechania do Babic, do dziupli. "Ważka" dojeżdża tam pierwszy, policjanci drudzy, ale "Ważka" nie czeka aż policjanci staną obok niego na podium z drugim miejscem i szybko się ulatnia, coś zabierając z dziury w ścianie. Skoro "Ważki" nie ma w dziupli, to na pewno jest w agencji towarzyskiej albo w klubie. Tak przynajmniej uważa Wąski, czyli policjant Wnuk, który każe przeszukać wszystkie agencje towarzyskie i kluby. Nie wiem skąd taki tok rozumowania, ale muszę go zaakceptować - niekoniecznie rozumieć - i oglądać dalej. A dalej jest tak, że Wnuk i jego idiotyczny tok rozumowania mają rację! Bo oto nasi znajomi policjanci trafiają akurat do agencji, w której siedzi "Ważka" i prosi Olę o podwiezienie do granicy. Ola nie lubi "Ważki", jest dla niego oschła i zarozumiała i niemiła i ironizuje z jego wypowiedzi. Dlatego bardzo dziwne jest, że nagle ukrywa "Ważkę" pod łóżkiem, aby policjanci go nie znaleźli. Co "Ważka" zrobił w ciągu kilkunastu sekund, że Ola zmieniła do niego nastawienie i postanowiła ukryć go przed policją, nie wiadomo, ale na pewno było przyjemne i szybkie. Marta natomiast, spotyka się z przyjaciółką i bierze u niej w domu prysznic, podczas którego ma retrospekcję. Widzi w niej wydarzenia z pierwszego odcinka, jak "Ważka" ją dotyka w rękę i powoli tańczą. Widocznie trzeba czymś było wypełnić czas antenowy przeznaczony na drugi odcinek, a retrospekcje z poprzedniego odcinka nadają się do tego idealnie. Tanio i oszczędnie, choć akcji to do przodu nie popycha. Ola pomaga "Ważce" dostać się do granicy. Podczas postoju, w ramach zapłaty "Ważka" daje jej pakunek z masą pieniędzy: "To za dużo" - stwierdza Ola. "To zrób z nich dobry użytek, na przykład otwórz sklep spożywczy" - ripostuje "Ważka". Riposta Oli na ripostę "Ważki" jest miażdżąca: "Jestem dobra w inne klocki, ale może zacznę siać pietruszkę". W tej samej chwili, w telewizji TVN w telewizorze na stacji, "Ważka" widzi zdjęcie Knappa podpisane "Ważka", dodaje jeszcze 2, do tego co mu wyszło w poprzednim liczeniu i już rozumie, że Marta go jednak nie zdradziła. I dopiero teraz, Ola obwieszcza mu, że to samo zdjęcie, co w TVN, pokazała jej policja w domu publicznym, gdy ukrywała go pod łóżkiem. Tylko, dlaczego od razu po wyjściu policji nie powiedziała "Ważce", że szukali kogoś innego? I teraz śmiesznie wygląda "Ważka" patrzący na zdjęcie Knappa w TVN. Bo przez cały ten czas myślał pewnie, że nikt go nie rozpoznaje dzięki ciemnym okularom. Wracając do Warszawy, "Ważka" ponownie ma retrospekcję, w której widzi Martę mówiącą mu, że go narysowała. Jest to jak widać, bardzo namolna retrospekcja. Tymczasem Knapp szykuje się do spotkania z Marcelem, ale nagle widzi, że jest narysowany w telewizji i to jako poszukiwany "Ważka". Dobrze, że Knapp nie ma retrospekcji, z Martą mówiącą "Ważce", że sporządziła jego portret. Ale to nie jego retrospekcja, więc pewnie dlatego twórcy "Twarzą w twarz" nie zdecydowali się na pokazanie jej po raz trzeci. Do Knappa -"Ważki" za chwilę wrócimy! W pokoju z Knappem przebywa jego młody pomocnik, który pomaga mu w ciemnych interesach (bo Knapp zajmuje się kołowaniem lewych kart kredytowych), który to młody pomocnik kilka scen wcześniej podejmował z bankomatu gotówkę z lewej karty dostarczonej mu przez Knappa. Tylko że Knapp stał w tym czasie metr od niego. Wygląda więc na to, że młody pomocnik służy Knappowi tylko do obsługiwania bankomatu, widać on sam jeszcze tego nie opanował, choć siedzi w komputerowych zabezpieczeniach i lewych kartach. Wracamy do pokoju, w którym Knapp widzi w telewizorze swoje zdjęcie. No właśnie, zdjęcie! Jakim cudem policja posiada doskonałej jakości zdjęcie Knappa? Mogliby mieć takie zdjęcie tylko wówczas, gdyby Knapp był wcześniej notowany, ale w takim przypadku policja wiedziałaby, że to Knapp, a nie "Ważka" po operacji. Ah, co za napięcie, co za scenariusz, co za bezsens!


Odcinek trzeci, w którym "Ważka" i Ola wysiadają i wsiadają do samochodu

"Ważka" i Ola wracają w te pędy do stolicy, do Marty. To znaczy "Ważka" wraca do Marty, a Ola przy okazji, i udają się do Galerii Mokotów, w celu zakupu ładnych ubrań na sympozjum chirurgów. Bo tam będzie Marta i tam się z nią spotka Wiktor "Ważka" Waszak - nasz bystry bohater, który w poprzednim odcinku zmienił swój wygląd okularami. Marta też jest w Galerii Mokotów - bo w Warszawie nie ma innych galerii - i jak sama mówi: "trochę nienajlepiej się czuje" . Dobrze, że nie czuje się "nie za bardzo dosyć średnio" . I tu następuje zwrot akcji, bo Marta kupuje test ciążowy! Po zakupie testu ciążowego, Marta idąc korytarzem Galerii Mokotów wraz z przyjaciółką, podbiega do jakiegoś Pana - nazwijmy go Panem X i wyrywa mu gazetę z Knappem na okładce. I tu powinna Marta dostać od Pana X po twarzy, bo zamiast poczekać na odpowiedź Pana X, wyrwała mu gazetę w trakcie wypowiadania pytania: "Przepraszam, czy mogę?" . Marta rzuca Panu X pieniądze na stół i pyta, czy może wziąć gazetę na zawsze, a Pan X za te pieniądze kupi sobie dwie. Ciekawe na co mu dwie gazety? Zostawmy Pana X z tym dręczącym problem i zapomnijmy o nim, bo to nikt ważny i nie pojawi się nigdzie dalej w serialu - chyba, że jako tajemniczy "człowiek z dwiema gazetami". Wracamy do meritum sprawy. Marta zauważa, że w gazecie jest Knapp, a nie człowiek narysowany przez nią. Nawiasem mówiąc, polska policja ma wspaniałe metody dedukcyjne, skoro wysłali list gończy za człowiekiem, do którego Marta się jedynie odezwała. I tak dobrze, że nie wysłali listu gończego za facetem z okienka na lotnisku - przecież do niego też Marta się odezwała. Tymczasem Knapp i jego młody pomocnik do spraw bankomatów, przyjeżdżają do tajemniczego mieszkania. Gdy wysiadają z taksówki, kamera filmuje Knappa od dołu. Prawdopodobnie kamerzysta się przewrócił. Po chwili wszystko wraca do normy, możliwe, że sprowadzono nowego kamerzystę lub tamten się podniósł.

Teraz poznajemy tajemniczego biznesmena, wydawcę gazety Express Codzienny. Poznajemy go w przedszkolu, po tym jak przeleciał grupę dzieci - jak sam mówi, niektóre z nich robiły to pierwszy raz w życiu. Do przedszkola przychodzi Killer z pierwszego odcinka - jakby nie mógł poczekać chwilę i spotkać się gdzie indziej - i pokazuje Biznesmenowi jego własną gazetę (dobrze, że nie dwie) ze zdjęciem Knappa - "Ważki". Ten jest zdziwiony, bo to jego gazeta i nie wiedział, że opublikowano w niej rysopis bandziora, z którym on i jego killer mają - jak się okazuje - wiele wspólnego. Biznesmen powinien się poważniej zająć sprawą "Ważki" i swoją gazetą, zamiast latać samolotem z dzieciakami, o czym pisałem dwa zdania wcześniej. Marta czekając na wynik testu ciążowego ma retrospekcję z pierwszego i drugiego odcinka - to znaczy, jest to jedna i ta sama retrospekcja, tylko że w pierwszym odcinku nie była jeszcze retrospekcją, tylko normalną sceną, w której "Ważka" brał Martę za rękę, a dopiero w drugim odcinku stała się retrospekcją. Nie wiadomo więc, czy Marta wspomina tamto wydarzenie, czy retrospekcję tamtego wydarzenia. Zły Biznesmen, który od lat wspiera warszawską policję, kupując im samochody i sprzęt, funduje nagrodę za pomoc w schwytaniu "Ważki", przywraca do sprawy Marcela i nakazuje emitować portret pamięciowy "Ważki" we wszystkich stacjach. Tymczasem w Galerii Mokotów, Ola zwraca się do "Ważki", używając jego imienia Wiktor, więc chyba nie okaże się w przyszłych odcinkach, że znała "Ważkę" z czasów przed operacją, bo coś by do cholery już skojarzyła, że on to on, tylko jakby nie on. Marta już wie, że będzie miała małą "Ważkę" i mówi o tym swojej przyjaciółce, a płacze przy tym, że hej. Marta szykuje się do wyjścia na sympozjum, a że czuje się wciąż "trochę nienajlepiej", przyjaciółka robi jej makijaż, na którego widok wszyscy na sympozjum mają paść. Jak się jednak wkrótce okaże, to Marta padnie, bynajmniej nie na widok swojego makijażu, tylko ukochanego Waszaka.

Policjant Wnuk idzie do swojego przełożonego i z kamienną twarzą oświadcza mu, że aktualnie szuka powiązań Michalskiej (Marty) z Knappem. Do pokoju wchodzi Marcel z grobową miną, a przełożony oświadcza Wnukowi, że od tej pory będą pracować razem. Marcel patrząc przed siebie posępnym wzrokiem, potwierdza. Wnuk nie cieszy się z tego faktu. Marcel również nie wygląda szczególnie radośnie. Przełożony też ma ponura minę. Czy do cholery ktoś dziś umarł na tym komisariacie??

"Ważka" kupuje samochód do przekroczenia granicy, a policjant Wnuk zaczyna mieć problemy ze wzrokiem. Obraz mu się buja przed oczami - to wciąż leżący kamerzysta stara się coś kręcić, a w uszach pojawiają się dźwięki sygnalizujące, że coś z nim nie tak. "Coś nie tak" rozwinie się jeszcze w tym odcinku. Na skutek złego funkcjonowania narządu wzroku i trochę słuchu, Wnuk dostaje nagłego wyrzutu sumienia, wychodzi ze swojego pokoju na korytarz, podchodzi do czekającego tam nań "Piekarza", przeprasza go serdecznie i oddaje mu jego syna Brazyla - brawo, oklaski, łzy wzruszenia, tłum szaleje!!! Rozradowany "Piekarz" dzwoni do żony i wita ją słowem: "Basia?" - dobrze, że nie Ketoprom - i mówi, że syn ich jest cały wolny. Mniej więcej jakoś w tym samym momencie, Marcel odwozi do domu żonę Huberta i jego córkę. Nagle, siedząca na tylnym siedzeniu córka Huberta prosi o kupno gry komputerowej, a Marcel pyta się jej: "A byłeś grzeczny?" i już wiemy, że to chłopiec, choć ja uparcie będę twierdził, że to dziewczynka. No cóż, do pewnego wieku chłopcy są nie do odróżnienia od dziewczynek, ale to chyba tylko ja mam z tym jakiś problem, więc przejdźmy już dalej. A dalej jest tak, że Ważka i Ola - oboje przebrani za gości sympozjum chirurgów próbują wtargnąć na imprezę. Wysiadają z samochodu, "Ważka" zauważa Marcela i rzuca hasło: "Wracamy", po czym w pośpiechu wracają. I nic a nic nie wyglądają podejrzanie tak nagle wyskakując z auta i równie nagle do niego wskakując. A "Ważka" chyba zapomniał, że policja nie zna jego wyglądu, albo przypomniał sobie, że nie jest chirurgiem, bo nie znajduję innego wytłumaczenia, dlaczego na widok Marcela zrezygnował z wejścia na sympozjum chirurgów. Przy drugim podejściu "Ważce" i Oli udaje się wreszcie dojść do wejścia na sympozjum, podwędzić bilet jakiejś pierdole (kto-co - pierdoła, komu-czemu, itd. w razie jakby mnie ktoś o bluzganie posądził) i... niesamowite, oni znów wracają do samochodu. Zaczynam się bać, że w tym odcinku nie wejdą na tę imprezę. Na sympozjum chirurgów, Marta wygłasza przemowę o tym, że klienci w Polsce wydają mniej na operacje plastyczne niż w Szwajcarii, że opinia publiczna już zaakceptowała silikonowe biusty, że gwiazdy filmowe poprawiają sobie wygląd aby dostać lepsze role... a zebrani chirurdzy plastyczni słuchają tego z taką uwagą, jakby Marta opowiadała o lądowaniu na Marsie. Na salę cichcem wchodzi "Ważka" i wzrok jego od razu trafia na wzrok Marty. Ich wzroki przecina trzeci, baczny wzrok Marcela. Marcel widzi wyraźnie, że Marta zaczyna mówić niewyraźnie, że patrzy gdzieś między winkle, gdzie stoi "Ważka", ale Marcel woli patrzeć na siedzących na krzesłach chirurgów, niż rozejrzeć się dalej. Marta patrzy we "Ważkę", "Ważka" w Martę, Marcel na Martę i gdzieś, ale nie wiadomo gdzie, tylko nie na "Ważkę", bo ten stoi aż 4 metry dalej i jest dla policji niewidoczny jak Stealth dla radarów. I w końcu Marta pada na podłogę, "Ważka" rusza do niej, ale pierwszy jest Marcel, bo stał bliżej. I tak kończy się niesamowita sekwencja na sympozjum chirurgów. Dobrze, że Marta zemdlała, bo napięcie mogłoby sięgnąć zenitu, a z zenitem nie ma żartów.
Teraz zaczyna się moment, w którym zaczyna się kwintesencja tego odcinka, czyli próba aresztowania Knappa-Ważki. Miejsce jego pobytu wskazuje policji młody pomocnik Knappa, skuszony dwustoma tysiącami nagrody. Na miejsce pobytu Knappa jedzie cała policja z Warszawy oraz Marcel z Martą w samochodzie i śledzący ich "Ważka", już bez Oli. Za chwilę dojdzie tu do scen, które nie wiadomo czy są bardziej mrożące krew w żyłach, czy głupie. Nad oknem mieszkania w którym siedzi Knapp, gromadzi się kilku antyterrorystów. Widocznie zapomnieli liny i nie mogą wskoczyć przez okno. Albo rzucili linę w dół, tylko zapomnieli przywiązać. Tak czy inaczej, stanęli tam i stoją. Zanim antyterroryści przyniosą drugą linę, kamera przenosi nas do wieżowca, w którym Zły Biznesmen każe Killerowi odebrać "Ważce" tajemniczy weksel i nie dopuścić, aby "Ważkę" schwytała policja. Marcel przyjeżdża na miejsce akcji i zostawia Martę w samochodzie, na środku Placu Konstytucji. "Ważka" już ma do niej podejść, ale zauważa nadciągającego policjanta z dziurkami w nosie wielkości winogron i... nie, nie wraca do samochodu, tylko staje obok niego, skąd dostrzega idącego w kierunku miejsca pobytu Knappa, Killera. A na miejscu pobytu Knappa rozpoczyna się akcja! Knapp wyrzuca przez okno dywan zawinięty w firankę. Antyterroryści mylnie biorą dywan za Knappa i krzyczą: "Podejrzany wyskoczył przez okno!", a Knapp właśnie wyskakuje przez inne okno, wprost pod lufy karabinów antyterrorystów. Ładu w tym i składu trudno się doszukać, ale nie ma czasu na dumanie, bo zaczyna się strzelanina. Do biegnącego Knappa strzela około dziesięciu antyterrorystów, z karabinów maszynowych, ogniem ciągłym. Knappa próbuje też ustrzelić snajper i Marcel. Niestety, wszyscy chybiają. Bo prawdopodobnie wszyscy zarazili się od Wnuka jego problemem z oczami. Komunikat do wszystkich jednostek brzmi: "Ucieka przez podwórko, zaraz wybiegnie na ulicę!". Bo w Warszawie, przy Placu Konstytucji, jest tylko jedno podwórko i tylko jedna ulica. Akcja przenosi się na zatłoczoną pojazdami jezdnię. Nagle ścigający Knappa Wnuk ma atak wady wzroku, staje na środku ulicy, podnosi rękę, dziwnie się poruszą, jednym słowem wygląda jak Ci kolesie, którzy na warszawskich skrzyżowaniach oszukując kierowców, wyczyniają różne wygibasy, żeby dawać im z litości pieniądze, bo bułki z dżemem to nie chcą. Wnuk próbuje wydębić kasę od kierowców, a tymczasem przebiegający przez jezdnię Knapp powoduje karambol samochodowy (no, nawet fajny przyznaję!), który obowiązkowo kończy się zmiażdżeniem samochodu, w którym Marcel zostawił Martę. Oczywiście Marcie nic się nie dzieje, bo w ostatniej chwili wyskakuje z auta, a policjant z dziurkami w nosie wielkości winogron nakrywa ją swoim ciałem. A "Ważka" tylko stoi i się przygląda. W ogóle coraz mniej "Ważka" robi w tym serialu, a coraz więcej stoi i się przygląda. A Knapp wciąż ucieka. I nagle spostrzega go Killer, który wpycha Knappa pod zatrzymujący się właśnie autobus. Ciało Knappa składa się prawdopodobnie z masy kauczukowej, bo od autobusu odbija się na dobre trzysta metrów (może lekko podkręciłem ten dystans). Jeszcze przed sekundą za Knappem biegł Marcel (Wnuka nie liczę, bo pewnie wciąż stoi i żebrze na światłach), zatem dlaczego Marcel nie widział, że Knappa ktoś wepchnął pod autobus? Do martwego Knappa podchodzi Marta i słyszy z tłumu ludzi komentarze, że ktoś go wepchnął pod autobus. W tłumie stoi "Ważka" i oczywiście Marta uważa, że to on wepchnął Knappa pod autobus. Nieważne, że nikt z tłumu nie rozpoznaje "Ważki" jako sprawcy wepchnięcia, Marta jest pewna, że to on.

Odcinek trzeci kończy się rozmową "Ważki" z Martą, podczas której musimy obejrzeć fragmenty pierwszego odcinka, bo przecież "Ważka" nie byłby sobą, gdyby do rozmowy nie wtrącił retrospekcji pokazującej jego niewinność. Marta jednak coraz silniej wierzy, że "Ważka" to morderca policjanta i Knappa, ale nie chce go wydać, bo - jak sama mówi - jest on ojcem jej dziecka. W następnym odcinku "Ważka" się z tej okazji upije.


CIĄG DALSZY NIE NASTĄPI...


Reżyseria: Patryk Vega
Scenariusz: Mariusz Bieliński, Michał Arabudzki, Patryk Vega
Zdjęcia: Piotr Lenar, Grzegorz Kuczeriszka
Muzyka: Radosław Łuka

Wystąpili: Paweł Małaszyński, Magdalena Walach, Krzysztof Kiersznowski, Szymon
Bobrowski, Agnieszka Wagner, Jakub Wesołowski, Marta Żmuda-Trzebiatowska

Autor tekstu:
Rafał Donica - DUX

Klub Miłośników Filmu, 25, 29 września, 4 października 2007