Rozpoczyna się czwarte ujęcie, trwające minutę i dwie sekundy, na którym ciągle idący przed siebie Rick zagaduje do panienki z numerem 7 i wchodzi do wnętrza wielkiej hali widowiskowej, gdzie za chwilę odbędzie się walka. Jeśli widz miał do tej pory wątpliwości, dotyczące skali trudności długich ujęć, to widok setek wrzeszczących statystów na trybunach powinien go ich czym prędzej pozbawić. Reżyseria długiego ujęcia z dwoma aktorami jest trudna, ale reżyseria dwóch aktorów i tłumów wokół, przy nieprzerwanej rejestracji, jest wyczynem autentycznie wielkim. Rick rozmawia przez telefon z żoną i synkiem, dochodzi do ringu, wydaje z siebie okrzyk radości, a operator kamery właśnie tu dokonuje błyskawicznego zwrotu w lewo. Czas - 7 minuta 3 sekunda. Na tym przemazaniu dokonano przejścia na piąte, trwające 2 minuty 47 sekund ujęcie, rozpoczynające się rozmową Ricka z Kevinem Dunne'em (Gary Sinise). Po kilkunastu sekundach operator dokonuje dynamicznego zwrotu w prawo, aby w kontrplanie ukazać ring. Widoczny ruch kamery w górę uzyskano dzięki temu, że operator na krótką chwilę wszedł ze steadicamem na dźwig, podnoszący go jakiś metr do góry. Kolejna zmiana kontrplanu, operator wraca do Ricka i Kevina, którzy kontynuują rozmowę, przechadzając się wokół ringu. Wreszcie obaj siadają. Gdy rozmowa nieco się urywa, kamera zbliża się do Kevina i w tym momencie operator steadicamu po raz drugi dokonuje błyskawicznej zmiany planu na rudą kobietę, siedzącą na widowni; po raz drugi także wykorzystano szybki ruch kamery na włożenie weń kolejnego cięcia, rozpoczynającego trwające 2 minuty i 22 sekundy ujęcie nr 6. Po kilkusekundowym ukazaniu rudej, operator wykonuje kolejną błyskawiczną woltę (bez ukrytych cięć tym razem), powracając do Ricka i Kevina, lecz już z nieco innego miejsca, niż w poprzednim ujęciu. Rozmowy dwóch mężczyzn ciąg dalszy, ale warto tu zwrócić na perfekcyjną synchronizację pierwszego planu i tłumu statystów - w 10 minucie 45 sekundzie Rick wstaje z miejsca i krzyczy "Jestem tu królem!", co idealnie zbiega się w gongiem na ringu i aplauzem publiki. O ile dźwięk gongu wstawiono w postprodukcji i nie należy sobie zawracać głowy kwestiami jego synchronizacji ze słowami Nicolasa Cage'a, o tyle dzięki czasowemu zgraniu aktora i statystów, otrzymano znakomitą (choć czym innym spowodowaną) swoistą interakcję między obydwoma planami. Rick siada, a kamera powoli i nieoczekiwanie przechodzi na postać siedzącego obok mężczyzny, słuchającego komentatora radiowego (ulubione zmyłki wizualne De Palmy). Operator wraca do Ricka i Kevina, po czym po raz kolejny żongluje kontrplanami, ukazując po raz kolejny rudą kobietę. Powrót do Kevina, który wstaje z miejsca i idzie w stronę rudej. Nie słyszymy ich dialogu (który powróci w jednej z kolejnych retrospekcji w środku filmu), słychać za to wiwatowanie tłumu. Ruda ucieka z miejsca, Kevin Dunne biegnie za nią, a operator wraca do Ricka Santoro, nerwowo rozmawiającego z żoną o zamawianiu pizzy. W tym samym czasie za jego plecami następuje przeszeregowanie wśród zaproszonych na walkę ważniaków. Odsłonięta zostaje sylwetka sekretarza obrony (co będzie miało kluczowe znaczenie dla mającego nastąpić za kilka minut zamachu). Obok Ricka siada wystrzałowa blondynka, która niespodziewanie rozpoczyna poufną rozmowę z sekretarzem obrony. Wtedy operator szybko wraca do Ricka, a w tym dokładnie momencie (12 minuta 11 sekunda) montażysta zrobił kolejne - wyjątkowo precyzyjnie umieszczone - cięcie. Po kilkusekundowym pokazaniu Ricka, kamera na moment przenosi swoją uwagę na tajemniczego mężczyznę w długich włosach, najwyraźniej nie zainteresowanego walką. Operator wraca do Ricka i z powrotem ukazuje długowłosego faceta, tym razem krzyczącego "Here comes the Pain!!". Podczas powrotu kamery na Ricka Santoro, mamy następne ukryte na przemazaniu cięcie (12 minuta 29 sekunda). Ostatnie ujęcie, składające się na to jeszcze dłuższe, choć fałszywe ujęcie, rozpoczyna się widokiem Ricka, krzyczącego na słabą formę bokserska Tylera, kamera na chwilę przenosi się na blondynkę, słyszymy strzęp jej rozmowy z sekretarzem obrony USA, nagle po raz pierwszy odzywa się muzyka, skomponowana do tego filmu przez Ryuichi Sakamoto. Rick odbiera telefon od panienki z numerem "7", którą podrywał przed walką i tutaj wreszcie następuje koniec. 12 minut i 32 sekundy inscenizacyjnego mistrzostwa.
Autor zdjęć, wybitny operator Stephen H. Burum, wespół z De Palmą dokonali sztuki niezwykłej. Abstrahując od reklamowego szumu wokół rzekomej, trzynastominutowej, nieprzerwanej jazdy steadicamu, od którego roiło się w premierowych publikacjach prasowych, nawet tak przygotowany prolog jest godny najwyższego podziwu. Pomimo, że żadne ujęcie nie przekroczyło trzech minut, nie można nie docenić perfekcji inscenizacyjnej De Palmy, który po mistrzowsku zorkiestrował każdy najdrobniejszy element olbrzymiego planu zdjęciowego, z setkami statystów włącznie. Fascynuje także rygorystyczne przestrzeganie tego reżimu, szczególnie podczas akcji na widowni. Operator bowiem niejako przejmuje na siebie rolę montażysty, błyskawicznie i precyzyjnie żonglując kontrplanami i montażem wewnątrzkadrowym. Gdyby rzecz była nakręcona "po bożemu", za całą dramaturgię odpowiadałby montaż. W prologu "Oczu węża" wszystko jest dziełem operatora steadicamu.
|