Ofiarowanie

Jeżeli uważacie, że Stanley Kubrick miał wolne tempo narracji i usypiała Was "2001: Odyseja kosmiczna"... to jeszcze nie widzieliście wolnego tempa narracji ;). A w tym zdecydowanie przodował rosyjski reżyser Andriej Tarkowski, który w "Solaris" zaprezentował nam pięciominutowe ujęcie 'jazdy po autostradzie miasta przyszłości' (w rzeczywistości to autostrada w Osace w Japonii), usypiał 'dynamiką' akcji w "Stalkerze", a apogeum artystycznej rozlazłości osiągnął w "Ofiarowaniu" z 1986 roku, filmie, który kończył montować na szpitalnym łóżku, umierając na raka płuc. "Ofiarowanie" w znakomitej większości składa się z kilkuminutowych ujęć: w części dialogowych, w części 'cieszących oko widza' samymi tylko długimi jazdami i zbliżeniami z udziałem wnętrz i przedmiotów. W ostatnim filmie Tarkowskiego na szczególne uznanie zasługują dwie długie sceny, nakręcone na pojedynczych, długich ujęciach. Pierwsza to scena dialogowa, która ma miejsce zaraz po napisach początkowych i trwa dokładnie 9 minut. Mimo jednak tego, że ma tu miejsce długa rozmowa, a kamera w powolny i bezbłędny sposób podąża za trójką bohaterów nie gubiąc żadnego z kadru (jeden z bohaterów jeździ na rowerze, mały dzieciak biega w tę i z powrotem itp.) a całość kończy się żartem z uwiązaniem roweru do gałęzi drzewa - i wszystko to robi naprawdę niezłe wrażenie w zakresie prowadzenia aktorów i kamery, to skupimy się jednak na jednej z ostatnich scen "Ofiarowania". Scenie krótszej o 4 minuty od dialogu z początku filmu, ale znacznie bardziej skomplikowanej z logistyczno / pirotechnicznie / aktorsko / operatorskiego punktu widzenia. Krótkie wprowadzenie: Aleksander (główny bohater) ma zostać przez rodzinę oddany do zakładu psychiatrycznego. Rodzina nie mogąc go znaleźć, udaje się na spacer, tymczasem Aleksander postanawia spalić wielki, rodzinny dom. Słynne, trwające 6 minut i 30 sekund ujęcie pożaru, rozpoczyna się w momencie, gdy Aleksander siedzi już na ziemi przed budynkiem, który właśnie zajmuje się ogniem. Na razie widać tylko płomienie na ganku - gdzie ustawioną z krzeseł konstrukcję przykryta obrusem, podpalił zapałką Aleksander. Nasz bohater wstaje i zaczyna iść w prawą stronę - kamera podąża za nim panoramą poziomą, aż do momentu, gdy z przodu w kadr wbiega reszta bohaterów. Kamera stoi nieruchomo i obserwuje rozpacz rodziny i wyznanie Aleksandra, który oświadcza, że to on podpalił dom. Aleksander wstaje i idzie w lewą stronę tak, że kamera podążając za nim, ukazuje dom, który w całości jest już zajęty żywym ogniem. Nasz bohater idzie dalej w lewą stronę, aż dochodzi do kobiety przed którą pada na kolana i całuje ją po rękach - z prawej strony nadbiega kilku członków rodziny. Odciągając Aleksandra, znowu wszyscy mijają dom, obok którego właśnie eksploduje zaparkowany w pobliżu samochód. Szamotanina i gonitwy za Aleksandrem trwają jeszcze kilka minut, nie ustając nawet w momencie, gdy przyjeżdża po niego karetka. W tle co kilkadziesiąt sekund ukazuje się coraz bardziej palący się żywym ogniem dom. W końcu kobieta - której Aleksander padł do stóp - odjeżdża rowerem, kamera śledzi ją aż do wyjechania z kadru, po czym powolnym ruchem w lewo powraca na miejsce akcji, z którego właśnie odjeżdża karetka z Aleksandrem w środku. W ostatniej fazie tego pieczołowicie przygotowanego ujęcia, rodzina podchodzi do domu, którego spalone resztki właśnie rozpadają się na kawałki, a całość - poza kominem - wali się na ziemię. Scena pożaru, sfilmowana od A do Z na jednym ujęciu, była filmowana dwa razy. Za pierwszym podejściem, gdy dom stał już w płomieniach, film w kamerze zaklinował się i trzeba było ujęcie przerwać, dom postawić od nowa, znów podpalić i kręcić raz jeszcze ;). I choć ruch kamery ograniczony został do panoram z lewej do prawej (lub na odwrót) i obrotów wokół własnej osi, to warto docenić trud ekipy realizatorskiej, która stworzyła niezapomnianą scenę, w której czas trwania pożaru i kolejne jego stadia zostały idealnie zgrane z przebiegiem właściwej akcji.