Zanim przejdziemy do krótkiej próby podsumowania zjawiska, należy jeszcze wspomnieć kilka filmów, z których jednoujęciowe sceny nie zostały opisane w odrębnych rozdziałach, a których istnienia absolutnie nie można pominąć. Przede wszystkim
"Dotyk zła" Orsona Wellesa z roku 1958, z prologiem trwającym
3 minuty i 20 sekund, gdzie kamera na 'kranie' śledzi jadący samochód (z bombą), pokazując przechodniów, kilka rozmów i wreszcie (poza kadrem) eksplozję. Rzecz bardzo ciekawa, perfekcyjnie zainscenizowana i bezbłędnie nakręcona przez Russella Metty (autor zdjęć m.in. do "Spartacusa" Stanleya Kubricka). Dalej mamy
"Chłopców z ferajny" (1990) i Larry'ego McConkeya (m.in. "Air Force One" i "Bram Stoker's Dracula") z wirtuozerską
3-minutową jazdą Steadicamem za wchodzącymi do knajpy (tzw. bocznym wejściem) Rayem Liottą i Lorraine Bracco (koleś z tacą, który przecina tor jazdy steadicamu, to mistrzostwo świata w wyczuciu czasu). Nie można też przegapić dialogu Ethana Hawke'a i Julie Delpy, w tramwaju, w filmie
"Przed wschodem słońca" (1995). Choć praca kamery ograniczyła się jedynie do stania w miejscu i filmowania rozmawiającej pary, a ruch uliczny nie był nijak podporządkowany ekipie filmowej, to trwający równe
6 minut, nieprzerwany nawet na sekundę, interesujący, zapewne po części improwizowany dialog Hawke'a i Delpy, zasługuje na wielkie uznanie.
"Wojna światów" (2005) Stevena Spielberga również może pochwalić się ciekawym, dość skomplikowanym i długim ujęciem (trwające
2 minuty i 15 sekund dziełko, to w rzeczywistości
1 minuta - cięcie (na zbliżeniu mijanego samochodu) +
1 minuta 15 sekund), które ma miejsce podczas ucieczki bohaterów z miasta, gdzie jedynym sprawnym samochodem jadą między stojącymi autami. Kamera wykonuje bez ustanku ruch dokoła samochodu, w którym Tom Cruise stara się uspokoić dzieci, a szczególnie rozhisteryzowaną Dakotę Fanning. Całość została nakręcona na blue-boxie, a w niektórych momentach widać nieco błędne (względem otoczenia) manewry Cruise'a, który 'prowadzi' auto. Jednak aktorsko, to ujęcie wyszło doprawdy bardzo dobrze, a i widowiskowości odmówić mu nie można. I na koniec rodzimy przykład, czyli
"Patrzę na Ciebie Marysiu" (2000) Łukasza Barczyka, ze słynną sceną załamania psychicznego głównego bohatera, do którego dochodzi w łazience (tuż przed ślubem). Aktorstwo stoi tu na bardzo wysokim poziomie (w odróżnieniu od reszty tego filmu), jest naturalne, żywiołowe (znakomity Michał Bukowski i niezła Maja Ostaszewska), a finałowe uderzenie głową w lustro, swoiste apogeum psychicznego dołka, pozostaje na długo w pamięci. Wielkie brawa dla twórców za udane ujęcie, kręcone w zamkniętej przestrzeni ciasnej łazienki, gdzie ani razu operator kamery nie 'wlazł' w lustro (czy lusterka wiszące na ścianach) i dla aktorów, za prawdę emocjonalną, którą tchnęli w tę scenę, nakręconą przy pomocy trzech długich ujęć:
2 minuty, 1 minuta 30 sekund i 4 minuty.