Wszystko zmienia się po upływie pierwszej godziny, gdy wraz z subiektywną kamerą i 'nieznajomym' trafiamy w sam środek historycznego wydarzenia, jakim jest przyjęcie przez Mikołaja I emisariuszy perskich. Tu cała sala wypełniona jest po brzegi (kamerzysta nie idzie na łatwiznę i wpycha się pomiędzy najciaśniejszy rząd statystów) żołnierzami i politykami. To właśnie tu niejaki Książe Khozrev spogląda wprost w kamerę, choć za chwilę 'nieznajomy' przypomina, że bohatera-obserwatora nikt nie może zobaczyć ;). Uroczystość jest przygotowana i przebiega z ogromnym pietyzmem i dbałością o każdy detal takiego spotkania na wysokim szczeblu. Punktem kulminacyjnym "Rosyjskiej Arki" jest jednak dopiero wielki bal, który rozpoczyna się w 1 godzinie i 14 minucie filmu. Śledzimy tu najpierw szarpane skrawki rozmów zaproszonych na wielką salę gości (a są ich setki!), by po chwili kamera zaczęła krążyć wśród dziesiątek tańczących par, w rytm muzyki granej na żywo przez prawdziwą orkiestrę - to najbardziej dynamiczne i żywe momenty "Arki". Operator nawet na sekundę nie gubi ostrości, nie zbliża się też do aktorów (ani oni do kamery) na tyle blisko, aby ktoś mógł wpaść na niego i zepsuć ponad godzinę już wykonanej, koszmarnie trudnej operatorsko / aktorskiej pracy. Aż trudno uwierzyć, że ten zorganizowany chaos udało się poprowadzić reżyserowi w tak perfekcyjny sposób, że nikt ani nic nie sprawia wrażenia, że coś poszło lub mogło pójść nie tak. Aktorzy na balu spisali się na 5+, są naturalni i uśmiechnięci choć wiadomo jak musieli się czuć, gdy pomyśleli tylko o tym, co by było gdyby w jakiś sposób któryś z nich zepsuł ujęcie. Nikt nie spogląda w kamerę, każdy jak w zegarku zna swoje miejsce i czas, choć po nikim nie widać zdenerwowania, wymuszonych bądź zbędnych gestów. Gdy kończy się bal, wszyscy biją brawo i choć statyści grają tak naturalnie, jakby naprawdę wśród nich nie było kamery, to czuć (bo to już końcówka filmu) że to brawa skierowane nie tylko do filmowej orkiestry, a do wszystkich aktorów i statystów właśnie, a przede wszystkim dla żelaźnie opanowanego Tilmana Buttnera, który doprowadza dzieło do końca. W 1 godzinie i 25 minucie filmu, cały tłum zaczyna opuszczać salę i dopiero teraz widzimy prawdziwy ogrom przedsięwzięcia, gdy przez korytarze pałacu, wychodzą setki (być może nawet więcej niż tysiąc!) statystów, rozmawiając, śmiejąc się, a między nimi wciąż przemyka bezbłędnie prowadzony steadicam. Ujęciem kończącym "Rosyjską Arkę" jest jazda steadicamu do tyłu, kiedy tłum rozstępuje się, a następnie wraca na miejsce przed oko kamery. Jeśli faktycznie dokonano tego wszystkiego przy pomocy jednego tylko, trwającego 90 minut ujęcia, to należy filmowi Sokurowa oddać głęboki pokłon, gdyż film choć nudny, z powodu tego technicznego wyczynu ogląda się nieźle, z niekłamanym zachwytem i... ciekawością, czy przypadkiem twórcy nie zrobili tu i ówdzie montażowych cięć. Trudno wszak uwierzyć w tak perfekcyjne, nienaganne zgranie wszystkich elementów, a dodając do tego fakt, że całość została nagrana w ciągu jednego dnia - naprawdę można zacząć powątpiewać w wersję 'jednego ujęcia'. Przyglądając się zatem "Rosyjskiej Arce" bardziej krytycznym i wnikliwym okiem, można zauważyć kilka miejsc, w których cięcia mogły mieć miejsce. Wymienię kilka takich miejsc, choć nie twierdzę, że cięcia tam były, lecz że być mogły. Nie ma bowiem w żadnym z tych momentów czegoś, co w 100% zdradzałoby, że jest tam ukryte łączenie ujęć. Są to w większości przypadków najazdy na ciemne zakamarki, zaciemnione kolumny zasłaniające na chwilę wszystko inne, zbliżenia detali na obrazach - z chwilowym zatrzymaniem ujęcia itp. itd. I tak jak można założyć, że cięcie tam było, tak samo szybko można dowieść, że żadnego cięcia tam nie było - bo nie widać przeskoku obrazu, zmiany oświetlenia, drgnięcia kadru itd. Pierwsze takie nieco podejrzane miejsce to 5 minuta i 45 sekunda, gdy kamera przejeżdża w bardzo bliskiej odległości kolumny, aż ekran wypełnia całkowita czerń. 9 minuta i 45 sekunda - aktorzy idą zaciemnionymi schodami, robi się tak ciemno, że przez ułamek sekundy nic nie widać. Minuta 28 i 26 sekunda, dziwne rozmazanie kadru podczas najazdu na obraz. 38 minuta i 36 sekunda to najbardziej podejrzany o cięcie moment, gdy podczas filmowania obrazu jest odczuwalny niewielki, odrobinę nienaturalny ruch kamery. Jest jeszcze kilka takich miejsc, ale pisanie o nich mija się z celem, gdyż są to tylko nieśmiałe domysły, których nijak udowodnić się nie da, a którymi nie chcę na siłę podważać prawdomówności twórców. Pewne jest jednak, że trwająca ponad 15 minut, pełna rozmachu sekwencja balu, została skręcona w 100% na jednym ujęciu, gdyż na takim tłumie ludzi każda ingerencja monterskich nożyc byłaby idealnie widoczna i niemożliwa do zamaskowania, nawet przy pomocy komputera. Tak więc z braku dowodów muszę w tym momencie zarzucić moje śledztwo mające na celu wytropienie cięć - i ze spuszczoną głową przyznaję "Rosyjskiej Arce" pierwsze miejsce wśród Najdłuższych ujęć w historii kina. Wielkie brawa!!!
|