Trwające 77 minut dzieło Alfreda Hitchcocka przeszło do historii kina z powodu niezwykłej techniki, jaką mistrz suspensu wybrał do nakręcenia swojego pierwszego, kolorowego (Technicolor) filmu. Twórca "Psychozy" zainspirował się bowiem telewizyjną wersją "Sznura" z roku 1939, nadawaną przez BBC, w której skrzynia ze zwłokami (dla podniesienia napięcia) utrzymywana była przez cały czas w kadrze. U Hitchcocka i owszem, skrzynia z uduszonym Davidem w środku bardzo często robi za pierwszy plan, ale kamera podąża również za bohaterami do kuchni, do przedsionka, okrąża ich, śledzi, towarzyszy podczas rozmów itp. Na planie znajdowała się ogromnych rozmiarów kamera zamontowana na wózku, co widać na filmie, albowiem gdy podążamy za bohaterami, widoczne jest niewielkie, mozolne bujanie kadru w gorę i w dół. Ekipie technicznej należą się jednak najwyższe laury, za dokonanie tak wiekopomnej rzeczy, jaką było sfilmowanie filmu fabularnego za pomocą jedynie
12 ujęć (zdecydowanie nie 9 - jak podaje IMDb). Nie można przy tym zapominać, że w każdej z tych skręconych za 'jednym zamachem' scen, mamy intrygę z postępującą do przodu akcją, nieustającymi na moment dialogami i znakomitą, bezbłędną grą aktorską! Tak, ten film to dzieło Hitchcocka, kamerzystów, dźwiękowców i oświetleniowców, ale wielkie, o ile nie największe brawa należą się obsadzie, która nie dość, że musiała tchnąć emocje i uczucie w dialogi, i życie we własne postaci, to jeszcze musiała uważać, żeby na ciasnym planie nie pomylić drogi, nie wpaść na kogoś z ekipy filmowej, na kamerę, czy nie zaplątać się w leżące gdzieniegdzie na podłodze przewody od aparatury filmowej. "Sznur" to także jeden z nielicznych w historii przypadków, gdzie montaż dokonywał się samoistnie, na planie filmowym. Do zadań montażysty Williama H. Zieglera należało chyba jedynie ułożenie 12 ujęć w odpowiedniej kolejności, co raczej nie stanowiło zbyt wielkiego wyzwania ;). Prześledźmy teraz z uwagą, jak zbudowano Hitchcockowski, niezwykły "Sznur".
Ujęcie otwierające, które trwa 2 minuty i 25 sekund, to widok z dachu na front jakiegoś budynku, czemu towarzyszą oczywiście napisy początkowe. Gdy te się kończą, kamera cofa się, odwraca (okazuje się, że jesteśmy na tarasie przed oknem) i zbliża w kierunku zasłoniętego firaną okna. Cięcie i od razu widzimy wnętrze zaciemnionego pokoju i dwóch młodych ludzi, duszących sznurem trzeciego. Wkładają zwłoki do skrzyni i zaczyna się właściwa akcja, czyli realizacja planu o artystycznym morderstwie i przyjęciu mu towarzyszącym. To ujęcie trwa
10 minut i 1 sekundę i jest na drugim miejscu pod względem długości scen w "Sznurze". Cięcie montażowe jest miękkie, dokonane na zbliżeniu pleców Brandona. Ta sztuczka będzie często w filmie Hitchcocka stosowana, gdyż dzięki niej widz ma wrażenie absolutnej ciągłości akcji. Po prostu na ułamek sekundy kamera 'wjeżdża' na plecy bohatera, gdzie następuje cięcie, po czym kamera rozpoczyna pracę od tego samego momentu, 'odjeżdżając' z pleców aktora ;).
Kolejne ujęcie trwa 8 minut i 43 sekundy, a najciekawszym jego momentem jest wizyta Brandona w kuchni, gdzie wchodzi za wahadłowe drzwi. Wchodzi do kuchni - drzwi bujają się i gdy znów widzimy Brandona, obserwujemy fajną migawkę, jak ten wrzuca sznur do szuflady - naprawdę urokliwa i pomysłowa scenka. Teraz Hitchcock tnie na ostro, czyli mamy nagły przeskok ze zbliżenia Kennetha, na plecy udających się w kierunku kuchni Phillipa i Brandona. Jednym z ciekawszych motywów kolejnego, trwającego
7 minut i 16 sekund ujęcia jest skaleczenie Phillipa, który ze zdenerwowania tłucze trzymany w ręku kieliszek. To też skaleczenie jest przyczyną powstania w filmie nieścisłości, gdyż już za kilkadziesiąt sekund, Pani Atwater ogląda dokładnie obydwie dłonie Phillipa i po żadnym skaleczeniu nie ma ani śladu ;). Kolejne cięcie wykonane zostało znowu na plecach, a tym razem użyczył ich Kenneth. W tym ujęciu do towarzystwa dołącza wreszcie Rupert (James Stewart), a między Phillipem i Brandonem dochodzi do kłótni.
Kolejne cięcie następuje po 7 minutach i 9 sekundach i wykonane jest znowu na ostro; kamera przeskakuje z Phillipa na Ruperta.
Teraz kamera pracuje bez przerwy aż 9 minut i 32 sekundy, po czym znowu jest cięcie miękkie, znowu na plecach Brandona. Zamieniona zostaje też za oknem wielka plansza z krajobrazem miasta. Teraz widok za oknem zdaje się mieć 'późniejsza porę', aby ukazywać upływ czasu. Statyczna plansza z krajobrazem należy jednocześnie do pomysłów dobrych i chybionych, ponieważ piękna panorama miasta jest po prostu martwa, co widać po chmurach, które nie drgną nawet o milimetr podczas całego filmu ;).