Im zatem ujęcia są krótsze, tym łatwiej realizować je kilka razy (tzw. duble) i tym mniej nerwowo pracuje się aktorom, którzy mają komfort pracy, nazywany "możnością bezkarnego spieprzenia ujęcia" ;).
Czasem jednak, reżyserzy porywają się na coś, co nazywa się "sceną nakręconą na jednym ujęciu", aby zwiększyć efekt dramaturgiczny (wszak gdy montaż nie przeszkadza nam w ciągłym obserwowaniu bohaterów, tym bardziej przejmujemy się ich aktualnym losem), lub by po prostu popisać się własnymi umiejętnościami artystyczno-logistycznymi, w wymyślaniu, planowaniu, komponowaniu, wreszcie zrealizowaniu takiej sceny. O ile zatem kręcenie krótkich ujęć wymaga od aktorów i ekipy filmowej krótkiego skupienia i intensywnej pracy w 'krótkich, kontrolowanych seriach', tak kręcenie scen na jednym ujęciu to już nie przelewki. Przede wszystkim aktorzy; gdy kręci się dajmy na to, 4-minutowy dialog, muszą te 4 minuty zagrać perfect w 100%, bo tu już się niczego nie oszuka montażem, cięciem, ściemnieniem, przenikaniem czy inną sztuczką monterską. Wszystko zatem do długiego ujęcia musi być na planie przygotowane w najdrobniejszych szczegółach - ustawienie przedmiotów, trasa po której poruszać się będą aktorzy i kamera, choreografia (nie tylko w scenach walk), czy pirotechnika w scenach akcji, a także aktorzy drugiego i trzeciego planu, którzy choć robią za tło, muszą wiedzieć gdzie i kiedy mają się przed kamerą pokazać. Poza kwestiami czysto organizacyjnymi i aktorskimi, najtrudniejsze zadanie należy do operatora kamery (który patrząc przez wizjer kamery kontroluje kompozycję kadru, płynność ruchu kamery i ostrość) oraz do tzw. ostrzyciela (może też w tym pomóc follow focus - urządzenie do automatycznego 'pilnowania' ostrości), który na bieżąco śledzi akcję i dostosowuje ostrość do przebiegu ujęcia. Ostrości te są przeważnie wcześniej ustalane, i to bardzo skrupulatnie, aby - gdy kamera pójdzie w ruch - nie było już mowy o próbach i błędach. Reasumując, przy normalnych ujęciach wszyscy muszą wiedzieć co i kiedy robić. Przy długich ujęciach muszą to wiedzieć dwa razy lepiej ;). Sceny, które zostaną opisane w niniejszum artykule, to niezwykły zestaw naprawdę karkołomnych, długich ujęć, z których niektóre zapierają dech swoją złożonością, wzbudzają respekt długością trwania i stopniem skomplikowania. Przekrój rodzajowy jest dość szeroki - od scen dialogowych, poprzez strzelaniny, długie ujęcie gwałtu, kilkunastominutową scenę pożaru, na skomplikowanych, długich jazdach kamery poprzez zaludnione pomieszczenia kończąc. Niektóre sceny zostaną wychwalone za techniczno-aktorską maestrię, inne zdekonspirowane i nieco 'zganione' za próbę oszukania widza sprytnie zamarkowanymi cięciami ;). Aha, nie będziemy się tu skupiać na kinie typu "Zaczerpnąć dłonią" i filmach z półki 'ambitne kino moralnego niepokoju', gdzie kilkuminutowe ujęcia drzewa, patyka na wodzie, lub zachodu (bądź wschodu) słońca, są na porządku dziennym. Artykuł ten stanowi bowiem zbiór ujęć zintegrowanych z akcją, zawsze w dużym stopniu skomplikowanych realizacyjnie bądź aktorsko, bądź i tak i tak. Dziesięciominutowy widok stojącego drzewa, nie miał zatem szans do niniejszego artykułu trafić. Filmy ułożone są w kolejności od najkrótszej "długiej sceny" do najdłuższej. Nie oznacza to jednak, że im dłużej tym lepiej ;). Zapraszam na wyprawę do świata dłuuugich ujęć, gdzie sami będziecie mogli ocenić, która z opisanych scen zasługuje na największe uznanie...
|