O trwającym
6 minut i 30 sekund ujęciu z filmu Antonioniego powiedziano już wiele. Były dziesiątki interpretacji ruchu, jaki kamera wykonywała ukazując plac przed hotelem, w którym zatrzymał się Robertson / David Locke (Jack Nicholson). Według niektórych teorii, kamera (jeśli patrząc na jej ruch od góry) wykreślała na placu Omegę, a według jeszcze śmielszych teorii, na piasku widać śladu kół samochodu, w kształcie litery Alfa. Omega jest ostatnią literą greckiego alfabetu - co dla fabuły filmu ma symbolicznie oznaczać, że wszystko kończy się tu i teraz. To dlatego przed wyjazdem kamery przez okno, Robertson / Locke kładzie się do łóżka, a po jej powrocie, jest już martwy i przemieniony fizycznie w Robertsa, skoro nie rozpoznaje go własna żona. O ile teoria o ruchu kamery wykreślającym w przestrzeni literę Omega zdaje się mieć potwierdzenie w filmie, tak Alfy mimo najszczerszych chęci, na piasku się nie dopatrzyłem. Zostawmy jednak te filozoficzne próby rozszyfrowania ostatniej sceny "Zawodu: Reporter" i spróbujmy zanalizować jej fenomen pod względem dramaturgiczno / technicznym. Słynne ujęcie rozpoczyna się w momencie, gdy kamera ustawiona jest przodem do okna, a z lewej strony, na łóżku leży Robertson - widzimy tylko jego nogi. W tym momencie kamera rusza z miejsca wolnym, a nawet bardzo wolnym ruchem do przodu. Cały czas filmuje wnętrze pokoju i to, co dzieje się za oknem i kratą. Słychać jakieś rozmowy, za oknem przejeżdża jakiś mały samochód, na placu pokazuje się idąca wolnym krokiem dziewczyna (Maria Schneider) - kamera wciąż porusza się mozolnie do przodu, jednostajnym ruchem, zbliżając się coraz bardziej do kraty zamontowanej w oknie. Na plac wjeżdża biały Citroen z którego wysiada dwóch mężczyzn; jeden udaje się do pokoju Robertsona (słychać otwierające się drzwi pokoju), a drugi w tym czasie rozmawia na placu z dziewczyną. Po krótkiej rozmowie, ta odchodzi pod ścianę przeciwległego budynku, a mężczyzna podjeżdża Citroenem pod drzwi hotelu. Słychać, jak zamykają się drzwi pokoju Robertsona - morderca właśnie wyszedł. Kamera jest już przy kracie i szykuje się do wjazdu między dwie poprzeczki, aby 'wydostać się' na zewnątrz. Do dziś trwają spory o to, jak Antonioni wyprowadził kamerę na plac, nie zatrzymując jej choćby na sekundę, choć na jej drodze była stalowa krata. Jeśli się jednak uważnie przyjrzeć, w miejscu gdzie wjeżdża kamera, poziomy stalowy płaskownik ma dziwne zgrubienie - miejsce prawdopodobnego łączenia, w którym to miejscu krata podzielona została na dwie rozsuwane części, które - gdy wjechał między nie obiektyw kamery, zostały po prostu odsunięte na boki tak, aby operator wraz ze sprzętem (kran z zamocowaną kamerą nie wchodził w grę, gdyż ta, po wyjechaniu przez okno dokonuje zwrotu o 180 stopni i widać byłoby to filmowe urządzenie) mógł swobodnie wydostać się na plac. Kamera wyjeżdża przez kratę dokładnie w czwartej minucie ujęcia. Na placu stoi dziewczyna, kamera wykonuje niewielki skręt w lewo i zaczyna zataczać koło, filmując policyjny radiowóz, który właśnie zajechał na sygnale. Kamera po linii krzywej, zatacza teraz koło w prawą stronę, wracając - już w szybszym tempie - do frontu hotelu. Jeśli brać pod uwagę teorię o Omedze, to na jej szczycie, kamera na chwilę zatrzymuje się. Rusza dopiero, gdy dziewczyna zaczyna iść energicznym krokiem w stronę hotelowych drzwi. Nagle, tuż przed nią podjeżdża radiowóz z policjantami i żoną Davida Locke / Robertsona i wszyscy razem wchodzą do hotelu i jego pokoju, co widzimy przez to samo okno, przez które kilkadziesiąt sekund wcześniej wyjechała kamera (krata jest oczywiście na swoim miejscu) i za którym pozostał Robertson, teraz już martwy. Scena kończy się, gdy żona Davida Locke stwierdza, że go nie poznaje (nie znała Robertsona), a dziewczyna potwierdza jego tożsamość i - co oczywiste - że znała go.