Ponad dwa lata temu mogliśmy ujrzeć
pierwszą odsłonę toczącej się od wieków walki Wampirów i Wilkołaków.
Wojnę, która miast zataczać coraz szersze kręgi, obróciła się przeciwko
tym teoretycznie silniejszym – Wampirom - ponieważ zaczęła ich własną
rasę trawić od środka, produkując zdrajców i degeneratów takich
jak
Kraven (Shane Brolly) czy Viktor (Bill Nighy). Główną postacią i
jednocześnie narratorem opowieści była Selena (Kate Beckinsale),
wampirzyca-zabójczyni eliminująca kolejnych Lykanów od kilku ładnych
stuleci. Najważniejszym wątkiem była właśnie zdrada oraz poszukiwania
osobnika rasy ludzkiej - Michaela Corvina (Scott Speedman). Było jeszcze
kilka wątków pobocznych, m.in. dotyczących wymordowanej rodziny Seleny,
ale tu już odsyłam do ponownego seansu części pierwszej. "Underworld",
nie ma co się oszukiwać, filmem dobrym nie był, a wśród fanów kina
wampirycznego wywołał, eufemistycznie rzecz nazywając, dosyć skrajne
uczucia. Na porażkę filmu złożyło się kilka czynników. Przede wszystkim
całość była bardzo niespójna – można tu nawet mówić o serii epizodów,
połączonych ze sobą tylko po to, żeby pokazać szereg efektów
specjalnych. Kolejnym zarzutem w stosunku do filmu była mnogość
nielogiczności, które dosłownie piętrzyły się w niemal każdym ujęciu, co
sprawiało bardziej komiczne niż efektowne wrażenie, także niektóre
dialogi wręcz zakrawały na komedię niż poważny film akcji. Jednakże miał
też "Underworld" kilka niepodważalnych zalet, które najwyraźniej
zadecydowały o nakręceniu sequela. Świetne zdjęcia tworzące ponurą
atmosferę – wszystko nakręcone w ciemnych lub bladoniebieskich
odcieniach - robiły odpowiednio mroczne wrażenie. Efektownie
prezentowała się także odtwórczyni głównej roli (żona reżysera Lena
Wisemana) Kate Beckinsale, paradująca przez cały czas w pobudzającym
wyobraźnię, lateksowym kostiumie;) Nie ma co ukrywać, że Kate świetnie
się wkomponowała w film swoją rolą i przyciągnęła do kin dużą rzeszę
publiczności. Kolejnym plusem były ujęcia wszelkiego rodzaju skoków i
innych akrobacji w zwolnionym tempie, które, przynajmniej według mnie,
stanowiły dość specyficzną wizytówkę produkcji Wisemana. No i po ponad
dwóch latach mamy sequel, który niewątpliwie jest lepszy od swojego
poprzednika.
|
 |
 |
Zaczyna się od retrospekcji - jak
to się wszystko zaczęło. Aleksander Corvinus jest pierwszym
nieśmiertelnym – jego synowie zapoczątkowują dwa rody, które niedługo
zaczną ze sobą rywalizować, co potrwa przez całe epoki – ugryziony przez
wilka William (Brian Steele) staje się pierwszym Wilkołakiem, natomiast
ugryziony przez nietoperza Markus (Tony Curran) pierwszym Wampirem. Mamy
rok 1202 A.D. Armia wampirów pod wodzą Viktora, Markusa i Amelii jest w
trakcie pościgu za siejącym spustoszenie i śmierć Williamem. Gdy
wreszcie udaje im się go schwytać, zamykają go na przyszłe wieki w
specyficznym więzieniu, z którego nie będzie mógł się wydostać. Markus
zaś zostaje zmuszony do hibernacji, do czasu, gdy nie stanie się znowu
potrzebny - ponieważ gdyby jakimś sposobem połączył się z bratem, byłoby
źle ;) I przenosimy się do momentu, w którym zakończyła się jedynka –
Selena i Michael są ścigani tak przez Lykanów, jak i niegdysiejszych
sprzymierzeńców, Wampirów. Uciekają z zamiarem dowiedzenia się prawdy o
zdradzie oraz o swojej przeszłości. Przy okazji Markus budzi się po
kilkusetletnim śnie i rozpoczyna swoją krucjatę, która ma go doprowadzić
do pojednania z ukochanym braciszkiem oraz zapanowania nad obiema
rasami. Co ciekawe, okazuje się, że to Selena jako jedyna żyjąca osoba
posiada w swojej krwi tajemnicę miejsca ukrycia Williama. Zaczyna się
ostra sieczka ;)
|
 |
 |
Fabuła "Evolution" także jest
miejscami porządnie naciągana, ale o wiele bardziej spójna i wciągająca
niż w jedynce. Ta cała, w pewnym sensie, mitologizacja wydarzeń, od
których się to wszystko zaczęło, sprawia świetne wrażenie (jak już przy
tym jesteśmy, to otwierające film sceny są bodaj najlepszymi w całości
;) ) i wyjaśnia przy okazji kilka wątków pominiętych wcześniej.
Wyjaśnień wszelkiego rodzaju jest tu więcej, tak jakby reżyser i
scenarzysta sequel planowali od dawna. I chociaż tak na pewno nie było
(po prostu uzupełniają luki) to jest to bardzo praktyczne rozwiązanie-
mamy między innymi całkowite wyjaśnienie tego co się stało z rodziną
Seleny oraz dlaczego ‘została’ wampirzycą. To można zaliczyć filmowi na
plus. Kolejnym plusem są ponownie świetne zdjęcia oraz całkiem niezłe
efekty specjalne. Wychodząc z założenia, że w sequelu wszystkiego
powinno być dwa razy więcej, reżyser i scenarzysta puszczają wodze
fantazji, serwując praktycznie nieustanną akcję, naładowaną tak efektami
specjalnymi jak i gore (film dostał kategorię R w U.S.A.), ale co
najważniejsze dla męskiej części widowni – reżyser tę zasadę stosuje
także do swojej żony ;) A to oznacza... Tak! Więcej Kate w lateksie!
Subiektywnie rzecz ujmując, aktorka jest najlepszym, co film może
zaoferować, i już w sumie stała się pewnym symbolem promującym film.
Kate Beckinsale jest w chwili obecnej jedną z najbardziej sexy aktorek
hollywoodzkich (raczej już jej nie można zaliczać do aktorek wyłącznie
brytyjskich), a tutaj to po prostu widać na każdym kroku. Świetnie
utrafiła rolę Seleny, bo jest do niej idealnie dopasowana – strój z
lateksu (w "Evolution" troszkę podrasowany ;) ) + stosownie dopracowany
makijaż tylko podkreślają wszystkie jej atrybuty. Jest w filmie nawet
scena miłosna z udziałem Kate (generalnie wprowadzenie jej jest
bezsensowne i praktycznie nic nie znaczące dla fabuły, ale kto by się
takimi bzdurami przejmował ;)) Ok., koniec już tych dywagacji na temat
Kate;) Wracając do tematu – jak pisałem wcześniej, twórcy starali się,
żeby wszystkiego było więcej, ale w jednym aspekcie sequel ustępuje
jedynce – tam było więcej tych fajnych ujęć w zwolnionym tempie co
podobało się – przynajmniej mnie - ze względu na efekt jaki wychodził na
ekranie (to nic, że oderwany całkowicie od rzeczywistości, nawet tej
filmowej ;) ), liczyłem zatem na więcej tego typu ujęć. No cóż, szkoda.
Także aktorstwo w "Underworld: Evolution" poprawiło się nieznacznie w
zestawieniu z jedynką. Mamy dalej dużo ckliwych i czasem śmiesznych
dialogów, ale aktorzy (w szczególności Beckinsale i Speedman) postarali
się bardziej i zamiast stroić coraz to inne grymasy, starają się
wycisnąć ze scenariusza ile się da.
|
 |
 |
Podsumowując, "Underworld:
Evolution" jest lepszy od oryginału pod niemal każdym względem. Twórcy
popełniają ponownie niektóre z wcześniejszych błędów, ale dokładają
kilka nowych elementów, które przeważają szalę na ich korzyść. Tutaj
trzeba zaznaczyć, że nie ma się co spodziewać czegoś genialnego- to po
prostu rozrywka w najczystszym wydaniu, udoskonalona fabularnie i
zabarwiona odrobiną gore. Z pewnością nie jest to film, który spodoba
się wszystkim, a może zdarzyć się też tak, że znajdzie więcej
przeciwników niż zwolenników. Na pewno nowe przygody Seleny polubią fani
wdzięków Kate Beckinsale oraz osoby, którym jedynka (lub chociaż
niektóre jej elementy składowe) się jako tako podobała. Może ta
produkcja przypaść do gustu także osobom szukającym jednorazowej
rozrywki pełnej krwi i flaków. Jeśli spełniasz któryś z tych warunków,
to z czystym sumieniem polecam wypad do kina, lecz jeśli nie - to
zdecydowanie odradzam.
Czy Underworld stanie się trylogią, trudno powiedzieć. "Za" przemawia
fakt, że ze scenariusza da się jeszcze wycisnąć kilka całkiem niezłych
wątków. "Przeciw" natomiast to, że dwie części razem tworzą zupełnie
zgrabną całość, którą szkoda by było paprać jakimś gniotem w stylu "Resident
Evil: Apocalypse". Poczekamy, zobaczymy, ale jeśli na trójkę wybierałbym
się do kina, to tylko dla rozwalającej wszystko dookoła Kate w lateksie
;)))
 |
Underworld: Evolution
Produkcja - U.S.A.
Czas trwania – 105 min.
Reżyseria: Len Wiseman
Scenariusz: Danny McBride
Muzyka: Marco Beltrami
Zdjęcia: Simon Duggan
Montaż: Nicolas De Toth
Obsada:
Selena - Kate Beckinsale
Michael Corvin – Scott Speedman
Markus – Tony Curran
Viktor – Bill Nighy
Tanis – Steven Mackintosh
premiera: 20.01.2006
Klub
Miłośników Filmu | 25 I 2006 |
|
| Autor recenzji:
Dariusz Kuźma -
BEOWULF |