DESERVE'S GOT NOTHIN' TO DO WITH IT |
|
Pierwszy
był niegdyś łowcą, który nie znał litości. Nigdy się nie
wahał, zanim strzelił. A do strzelania miał talent, którego
brakło mu przy hodowli wieprzy.
Drugi znał pierwszego za najgorszych i najsławniejszych
czasów. Z broni, która dziś wisi jak relikwia nad drzwiami
wejściowymi, trafiał w oko lecącego ptaka.
Trzeci jest upojony i zaczadzony władzą. Rysy okrutnika
skrywa pod maską ironisty i prześmiewcy. Na swoim terenie
jest władcą absolutnym, jednak cieśla z niego kiepski.
William Munny. Ned Logan. Bill Daggett.
|
|
Są
jeszcze one, dziwki z tawerny. Ich życie jest marne i podłe,
spędzają dni w oczekiwaniu na śmierdzących, pijanych
klientów, którzy rzucając kilka groszy za moment zakazanej
przyjemności sprawią, że chociaż jeszcze przez chwilę będą
przydatne i nikt nie wyrzuci ich na bruk. I ta jedna, która
roześmiała się w złej chwili, za co urażony w swej męskości
kowboj oszpecił ją na zawsze. Nikt nie zapewni
sprawiedliwości takiemu śmieciowi jak ona, nikt nie ukarze
człowieka, który regularnie płaci w barze i ma dobre
stosunki z szeryfem. O sprawiedliwość mogą upomnieć się
tylko one same. A one są pewne: karą musi być śmierć. A
temu, kto tę karę wymierzy, są gotowe dobrze zapłacić.
|
|
Dla
Williama Munna niegdyś takie zlecenia były na porządku
dziennym. Był dla swojej profesji stworzony, chociaż nie
akceptował tego. W oparach alkoholu krył nie tyle wstyd i
wyrzuty sumienia, ile chłodne zadowolenie profesjonalisty,
który wie, że robi dobrze to, co robi, który rozumie, że nie
umie robić nic innego, jednak dręczy go poczucie, że gdzieś
popełnia w swoim rozumowaniu błąd.
Kiedy spotyka kobietę, która pragnie go poślubić, chociaż
był taki, jaki był, sądzi, że znalazł wyzwolenie. Myśli o
sobie: stałem się inny, więc zadośćuczynię Bogu, światu,
samemu sobie całe zło, które wyrządziłem, dla pieniędzy, dla
ambicji, być może nawet tylko dla dreszczyku emocji. Myśli,
że może to zrobić jako ojciec, mąż, farmer. Myśli, że dzięki
temu stanie się inny, lepszy, pełniejszy. Odkupiony. Że
będzie potrafił wybaczać i że jemu zostanie wybaczone.
Jednak wybaczenie, którego można udzielić, i wybaczenie,
które można otrzymać, mierzy się miarą człowieka takiego,
jakim jest, a nie jakim tylko chciałby się stać. William
traci żonę, która umiera na ospę. Zostaje sam z dwojgiem
dzieci. Nie radzi sobie z hodowlą świń, które padają od
tajemniczej zarazy, na którą nie potrafi znaleźć lekarstwa.
Nawet jego własny koń mu nie ufa.
William myśli "to kara". |
|
Ned
Logan, przyjaciel Williama i jego towarzysz z tych dawnych,
bandyckich czasów, myśli inaczej. Owszem, on także złożył
broń. Owszem, jest ustatkowanym farmerem. Ale bynajmniej nie
wypiera się swojej przeszłości. Jest wręcz dumny z tego, że
był zręcznym strzelcem. Ta broń na ścianie to symbol
skuteczności i siły, jaką dysponował. Pielęgnuje w sobie
przekonanie, że w każdej chwili, kiedy tylko zechce, może ją
stamtąd zdjąć, załadować i strzelić bez trudu. Dlaczego ma
się wstydzić tego, kim jest? Dlaczego ma się tego wypierać i
udawać? Byłby przecież nieszczery, zapominając o sobie
samym. Byłby zdrajcą.
|
|
A
jednak tak niedługo się okaże, jak bardzo mylili się obaj.
William, który uwierzył, że jest już inny, w istocie nie
zmienił się wcale. Ned, ufny w niezmienność swojej twardej
natury, niepostrzeżenie zmienił się całkowicie.
W odróżnieniu od nich, Bill Daggett znajduje się w
szczytowej formie i nie ma najmniejszych wątpliwości. To
książkowy wręcz przykład człowieka tak pewnego swojej
nietykalności i wszechmocy, że wydaje mu się, iż nie
potrzebuje nikogo. Jeśli ma zapewnić sobie czyjąś lojalność,
zrobi to siłą i groźbą. Nie zawaha się zniszczyć legendy,
odebrać nadziei, upokorzyć i wyśmiać. Bez skrupułów kopie
leżącego, tak dosłownie, jak i w przenośni. Kiedy z
premedytacją, krok po kroku niszczy Anglika Boba, odbiera mu
wszystko. Cieszy się, kiedy patrzy na dramat człowieka,
któremu nie zostało nic, a przecież i wcześniej miał
niewiele: mit, podkoloryzowane opowieści, uparte
podtrzymywanie resztek godności osobistej. W odbieraniu
godności Bill jest mistrzem. Bawi go to i w tym zawiera się
cały jego sadyzm, nie w zbrodniach, jakie popełnia, nie w
bólu, jaki zadaje. Doskonale wie, jak potrafi zniszczyć
człowieka okrutna zabawa w kotka i myszkę. Robi to po prostu
dla rozrywki. |
|
Jego
miasto jest miastem porządku, który nosi jego imię. Miastem
prawa, ale to jest jego prawo. Jaki jest z tego dumny, jaki
z siebie zadowolony. Gdzieś jednak, głęboko, podświadomie,
obawia się śmieszności. Obawia się tego, że mógłby skończyć
jak Bob - upokorzony, zdeptany. Lepiej nie kpić z niego. Za
kpinę można zapłacić gardłem. To najlepszy dowód na to, jak
mały w istocie to człowiek. I, jak to często robią ludzie
mali, "bierze swój długi cień za miarę swej wielkości".
Czasami jest po prostu tak, że musisz pogodzić się z tym,
kim jesteś. Zaakceptować to bez żalu, chociażby sprawiało ci
to ból. Ten młody chłopiec, który odkrywa, że nie chce być
kolejnym Williamem Munnem, który pojmuje, że nie będzie
umiał zabijać, to nagroda i nadzieja. A może właśnie to
przebaczenie, którego sam nie otrzymasz, ponieważ takim cię
stworzono. Paradoks odkupienia Williama polega na tym, że
aby go dostąpić, musi zabić. Musi zabić jeszcze raz, aby
naprawdę przestać zabijać. Jednak zrobi to w imię wartości,
o których kiedyś zapominał, i dlatego żył w ciągłym
udręczeniu. I jeśli przyjdzie mu dla tych wartości zabić
jeszcze raz, zrobi to. Bo wie już, kim jest. Wie, że takim
musi być. Wie, że nie może się tego wypierać. I to, chociaż
brutalne, jest jednak słuszne. Spotkamy się w piekle?
Dobrze, zatem spotkamy się w piekle. Ale ty trafisz tam
przede mną. I zasługi naprawdę nie mają tu żadnego
znaczenia.
|
|
Jest
pewna legenda ludowa, która głosi, że są ludzie, za którymi
od chwili narodzin postępuje anioł śmierci. Jeśli tak
faktycznie jest, z pewnością należał do nich William Munny.
W malignie nawet widział tego anioła pochylającego się nad
nim. I być może właśnie za to, że w kluczowej chwili nie
przebaczył - zostanie mu przebaczone.
Bill Dagget zaś zginie właśnie tak, jak nigdy by zginąć nie
chciał. Ośmieszony, pokonany. Jak pierwszy lepszy. Jak byle
kto. Jest w chwili śmierci marny i słaby jak każdy. Zdumiony
- jak to? Ja? Gdzie moja siła, gdzie moja władza, gdzie są w
chwili, gdy tak bardzo ich potrzebuję? |
|
Wszyscy
oni są skazani na twarde prawa i twarde reguły świata, który
nie przebacza. Ten świat nie przebaczy Loganowi, że okazał
słabość i nie potrafił zabić, mimo że zdecydował się wziąć
broń do ręki. Nie przebaczy Munnowi, że wciąż jest tym, kim
jest, i nakaże mu wymierzyć sprawiedliwość w tej formie, o
której próbował na siłę, bez skutku zapomnieć. Nie wybaczy
Daggettowi, że chciał tym światem niepodzielnie rządzić i
kierować. Kiedy zaczynasz grę, musisz w nią grać do końca.
Wszyscy zostali naznaczeni. Wskazani i wywołani na ring.
Mogli zrezygnować na początku, tak jak zrobił to Schofield.
Nie zrobili tego jednak. Więc muszą w tym trwać - unforgiven
- na zawsze. |
Dziękuję Pawłowi za inspirację.
 |
UNFORGIVEN
(BEZ PRZEBACZENIA)
USA 1992
reżyseria - Clint
Eastwood
scenariusz - David Webb Peoples
zdjęcia - Jack N. Green
muzyka - Lennie Niehaus
występują:
Clint Eastwood ... (jako William "Bill" Munny)
Gene Hackman ... (jako Little Bill Daggett)
Morgan Freeman ... (jako Ned Logan)
Richard Harris ... (jako English Bob)
Jaimz Woolvett ... (jako Schofield)
Frances Fisher ... (jako Ruda Alice)
Klub
Miłośników Filmu | 23 XI 2004 |
|
| Autor recenzji: Karolina Chymkowska - DEJNA |
|