Strona główna KMF


SAMOTNOŚĆ W WIELKIM MIEŚCIE

    Dosć trudno pisać o tym filmie. Nie przychodzi tak łatwo jakaś jasna i przejrzysta interpretacja filmu Wong Kar-Waia. Jest to jeden z najdziwniejszych obrazów jakie widziałem. Jeden z krytyków napisał tak o tym filmie: "O takim filmie śnią chyba wszyscy krytycy filmowi. Dla jednych będzie teledyskiem - błyskotliwym, dynamicznym(...) Inni ocenią ten film z perspektywy jego tytułu - jako opowieść o grzechu (...) jeszcze inni wydestylują stąd filozoficzną opowieść o samotności i zagubieniu w wielkim mieście".

 
 

    Ja natomiast starałbym się połączyć wszystkie te cechy. Bo "Fallen Angels" nie poddaje sie tak łatwo jednej interpretacji. Tuż po obejrzeniu widz jest trochę zdezorientowany cała tą przypowieścią. Oczywiście na pierwszy plan wychodzi to, iż jest to obraz chiński, a ściślej mówiąc z Hong-Kongu, a co za tym oczywiście idzie-wszyscy mówia po chińsku; następnie zauważamy piękne zdjęcia Christophera Doyle: obraz jest nasycony barwami, intensywnością kolorów (czerń jest naprawdę czarna, czerwień ognista, zieleń najzieleńsza itd.), zdjęcia są stylizowane raz na lata 20., innym razem obraz wygląda tak jakby na obiektyw lała się woda. O "teledyskowości" filmu może świadczyć wszechobecna muzyka, bardzo transowa, zmysłowa (jakby muzykę robił Massive Attack), chwilę potem jakaś rzewna, usypiająca ballada chińska.
    Niektórzy mogą potraktować ten film jako "dźwiękoobraz" jedynie, bardzo zreszta sprawnie zrobiony. Lecz chwilę potem jakieś myśli nas doganiają i nie dają spokoju i mówią: "przecież musi być coś więcej!" Upadłymi Aniołami są wydaje się wszyscy bohaterowie. Jest dwoje zawodowych partnerów, zabójca i jego agentka. On jest melancholijnym dorosłym młodzieńcem wykonującym wyroki śmierci na zamówienie, a jak mówi, nie zarabia się na tym zbyt wiele, jak niektórzy myślą, więc dorabia sobie ściąganiem długów. Włóczy się po barach, tam poznaje Blondi, samotną sfrustrowaną dziewczynę.
    Partnerka Zabójcy zapewne się w nim kocha. Niestety nie zauważają siebie, przechodzą obok, praktycznie się nie znając. Poznajemy pewnego młodzieńca, niemowę (zatruł sie w młodości przeterminowanymi ananasami), mieszkającego samotnie ze starym ojcem. Chłopak włamuje się w nocy do budek z lodami, przydrożnych barów i tam sprzedaje przygodnym klientom towary sklepowe (pod przymusem). Klientką jest pewna młoda dziewczyna, wystawiona do wiatru przez chłopaka, który rzucił ją dla innej.

 
 

    Na pierszy rzut oka "Upadłe anioły" wydają sie być zbiorem ciekawych, kontrowersyjnych chwilami epizodów. Lecz jest coś co łączy wszystkich: to jest Samotność. Samotność w wielkim mieście, pełnym neonów, ruchu, muzyki. Wydaje się, że miasto jest tętniącą życiem wielką gromadą ludzi. Jest to rzeczywiście wielka gromada, ale samotników, którzy nie potrafią sie odnaleźć, nie mogą być przy kimś, kto chociażby przytulił, pokochał, a nawet usmażył steka. Jedna z najpiękniejszych scen ma miejsce gdy Niemowa, z kamerą w ręku, w denerwujący sposób próbuje sfilmować swego ojca: chodzi za nim wszędzie, podgląda... W końcu filmuje ojca gdy ten śpi; kamerę skierowuje na niego i na siebie, leżącego obok. Są razem i nikt nie czuje się samotny. Lecz ojciec niedługo potem umiera, a chłopakowi doskwiera wszechobecna pustka, którą próbuje zapełnić oglądając film kilkanaście razy pod rząd.
    "Każdy potrzebuje partnera" mówią wszyscy bohaterowie. Nikt nie chce po prostu być samotny...


Fallen Angels/Duoluo Tianshi (Upadłe Anioły)
1995r.
reż. Wong Kar-Wai
scen. Wong Kar-Wai
zdj. Christopher Doyle
muz. Frankie Chan, Roel Garcia
scenogr. William Chang
obsada:
Leon Lai
Michele Reis
Takeshi Koneshiro
Karen Mong
Chen Wanlei
Charlie Young

Zdjęcia pochodzą z polskiej oficjalnej strony filmu: www.gutek.com.pl/upadle-anioly

AUTOR RECENZJI:
Rafał Oświeciński - DESJUDI
      des@yoyo.pl