|
|||
- Panie doktorze, czy będę mógł mieć dzieci? - Nie, ale mamy tu bardzo dobrego psychologa... Ron Kovic (Tom Cruise) urodził się 4 lipca, w amerykańskie święto Niepodległości. Ukochał swoją ojczyznę i nęcony wielkimi hasłami poszedł jako ochotnik na wojnę do Wietnamu. Skończył jako sparaliżowany od klatki piersiowej w dół inwalida poruszający się na wózku. W szpitalu przeżył koszmar cierpienia, walki o godność, o życie i zdrowie. ![]() ![]() Ten sam Rząd który zachęcał młodych ludzi do udziału w wojnie, przeznaczył całe pieniądze na wojnę właśnie, zapominając o odpowiednim finansowaniu służby zdrowia. "Mam w dupie Twój Wietnam!" - usłyszał Ron Kovic od czarnoskórego pielęgniarza, gdy w szpitalu wykrzykiwał w złości, że był w Wietnamie i zasługuje na szacunek. Ktoś inny nazwie go kilka lat później komunistą, inni będą go wytykać palcami za to, że był w Wietnamie. Nixon publicznie powie, że należy oddać cześć i honor inwalidom wojennym, gdy w tym samym momencie, Ron Kovic będzie w kuluarach wyrzucany za drzwi, aresztowany i poturbowany. Wszędzie to samo; Polska zna przecież przypadek, gdy Lech Wałęsa zorganizował zebranie pod hasłem pomocy bezdomnym. Gdy jednak na zebranie dostał się bezdomny, nasz były już wówczas Prezydent, pożegnał go słowami: "Kim Pan w ogóle jest? Proszę mnie stąd wyjść". Kłamstwo rządzi światem, zamydla oczy i niszczy ludzi. Tłumy młodych chłopców zwabione reklamą Piechoty Morskiej oddało życie za USA, tysiące innych powróciło do domów, podobnie jak Ron Kovic - na wózkach, bez rąk, bez nóg, z piekielnymi wspomnieniami. Zostali pozostawieni samym sobie, z comiesięczną jałmużną od państwa, za którą nie pozostawało nic innego, jak zalać się w trupa. Zmienił się Prezydent USA, zmieniła się polityka i wzniosłe hasła, cel walki i układy; jedno pozostało niezmienione - weterani na wózkach. Idee przemijają, a bagno życia trwa nadal. Można tylko zadać jedno pytanie; kto był głupszy: Głupiec, czy Ci którzy za nim poszli? Kino zna wiele przykładów na oszukanie obywatela przez Państwo - czy to John J. Rambo, szykanowany przez lokalnego Szeryfa, czy bohaterowie "Łowcy jeleni", którzy po grze w wietnamskie wydanie "rosyjskiej ruletki" i innych tragicznych przeżyciach, już nigdy nie byli tacy sami. Dopiero jednak Oliver Stone pokazał, jak wygląda od kuchni życie inwalidy wojennego. Gdy Ron wraca do domu z wojny, wita go ze łzami w oczach rodzina, maskująca swój ból i smutek rozmowami o nowym kolorze domu i innych, nieistotnych rzeczach. W całym bólu i cierpieniu w jakim żyje Ron, istnieje jeszcze coś takiego, jak możność bycia ponad wieloma rzeczami, unoszenia się nad światem i jego przyziemnymi przyjemnościami. Życie inne niż to, do jakiego każdy z nas jest przyzwyczajony; chodzenia, biegania, normalnego wypróżniania się, tańca, sportu, sexu... Jednak to właśnie tych małych przyjemności najbardziej brakuje; gdy nie można chodzić, nie można normalnie egzystować, a sex z kobietą ogranicza się do pocałunków i pieszczot... i to tylko z prostytutką z Meksyku. Właśnie za taki powrót do normalności, Ron chciałby oddać wszystko co było dla niego kiedykolwiek ważne; wszystkie idee i wyższe cele dla których myślał, że żyje. ![]() ![]() Najbardziej zapadającą w pamięci sceną z filmu jest dla mnie powrót pijanego Rona do domu, kiedy urządza całej rodzinie potworną kłótnię, wykrzykując wszystkie swoje żale, pretensje i nienawiść do tego co przeżył na wojnie i kim jest teraz. "Czy ktoś mnie kiedykolwiek pokocha?" - pyta swojego ojca. Nie wie jak żyć. Zapić się na śmierć? A może napisać książkę? Żyć w normalnym świecie, czy może wyjechać do Meksyku z podobnymi sobie? Kochać tych którzy nas nienawidzą, czy kazać im się wypchać? A może postąpić według wskazówek "kolegi" Rona - Charliego (Willem Dafoe), który także porusza się na wózku: "Pieprzyć ich wszystkich! Pieprzyć kurwy, pieprzyć taksiarzy, pieprzyć Meksyk, pieprzyć Nixona, pieprzyć Wietnam, pieprzyć ich wszystkich!" Charlie pozuje na zimnego twardziela, pije i nienawidzi, uważa, że to właśnie on ma najstraszniejsze wspomnienia z Wietnamu. Charlie zdaje się nie mieć już serca i uczuć! Osoba skrzywdzona przez życie, często jest nieczuła na krzywdy innych. Kiedy jednak ostatni raz dane jest nam widzieć twarz Charliego, pojawia się na niej pojedyncza łza... która puentuje wszystko w przepiękny, nie wymagający słów sposób. Tom Cruise stworzył w "Urodzonym 4 lipca" kreację niezwykle sugestywną, oddającą w pełni zarówno
trudy życia człowieka na wózku, jak i oszukanego przez system, pozostawionego na pastwę
losu, muszącego żyć przerażającymi wspomnieniami z wojny ludzkiego wraku. Oliver Stone zrealizował film, który
siłą wyrazu w niczym nie ustępuje jego najlepszemu dziełu, jakim jest "Pluton". Powiem więcej,
"Urodzony 4 lipca" to kino jeszcze ambitniejsze, poważniejsze i trudniejsze w odbiorze, to jakby
kontynuacja myśli zawartych w "Plutonie", ukazanie dalszego ciągu życia. Pokazanie tego, co dzieje
się z żołnierzem, kiedy odlatuje z Wojny do domu, niekoniecznie w pełni zdrowia. "Urodzony 4 lipca"
jest filmem głęboko drążącym te sprawy, co udało się dzięki współpracy z prawdziwym Ronem Kovicem,
na podstawie książki którego stworzono scenariusz filmu. Sam Kovic pojawił się także gościnnie w filmie,
jako weteran wojenny na paradzie. W "Urodzonym 4 lipca" zagrali również śmiertelni wrogowie z filmu
"Pluton", czyli Tom Berenger i Willem Dafoe, nie spotkali się na ekranie, choć obydwaj
zagrali żołnierzy Piechoty morskiej. Oliver Stone otrzymał w roku 1990 Oscara za Reżyserię; drugiego Oscara otrzymał "Urodzony 4 lipca" za najlepszy montaż.
SZYBKA OCENA +/- - Tom Cruise - Fabuła - ZakończenieAUTOR RECENZJI: Rafał Donica - DUX ![]() |