Zaczyna się od banału. Lato, trzydziestostopniowy upał, skąpany w słońcu Kraków. Poznajemy Agatę Szacką, ambitną prokurator, która w tej sielankowej scenerii spaceruje ulicami z mężem i kilkuletnią córeczką. Kiedy dziecko zauważa, że w stojącym na parkingu samochodzie ktoś bezmyślnie zamknął psa bez dostępu do powietrza, główna bohaterka, nie wahając się ani sekundy, ratuje zwierzę, wybijając szybę znalezionym naprędce kawałkiem metalu. Jedna dwuminutowa scena, a widz już wie, że ma do czynienia z bohaterką stanowczą, zdecydowaną i pewną swoich racji. W podobny sposób zostaje zarysowana postać partnerującego Szackiej policjanta - grany przez Marka Bukowskiego śledczy reprezentuje Chandlerowski model detektywa, co w filmie Jacka Bromskiego sprowadza się do siedzenia w obskurnym pubie i popijania taniego piwa przez połowę czasu ekranowego. W zasadzie wszyscy główni bohaterowie "Uwikłania" przedstawiani są za pomocą mało pomysłowych, oczywistych scenek wprowadzających, a jakiekolwiek pogłębianie ich charakterów nie wchodzi w ogóle w rachubę. Gdyby ustalić odgórny limit klisz i banałów, z których można skorzystać, kreśląc fabułę i bohaterów filmu, "Uwikłanie" przekroczyłoby go w ciągu pierwszego kwadransa.
Powielanie znanych widzowi schematów jest jednak względnie małym problemem "Uwikłania", bo film Jacka Bromskiego to pod względem intrygi całkiem solidny kryminał, angażujący widza w takim stopniu, że można mu wybaczyć sprowadzenie psychologicznych niuansów na niski poziom. Historia zdecydowanej pani prokurator natrafiającej na pierwszą w swojej karierze wielką sprawę kryminalną, w którą wmieszani są byli członkowie Służby Bezpieczeństwa, ma potencjał i przez większość czasu reżyser prowadzi ją w rzetelny sposób. Bohaterowie są raczej wiarygodni, a akcja posuwa się do przodu w odpowiednim tempie. Pomimo fabularnych uproszczeń, na pierwszy rzut oka wszystko jest na swoim miejscu. Ale podczas seansu jednak coś nie gra, bo....
|
|
...ten film po prostu nie wie, czym chce być. "Uwikłanie" wygląda tak, jakby nikt nie miał na nie konkretnego pomysłu, albo jakby reżyser panicznie bał się popadnięcia w gatunkowość. A może Jacek Bromski zbyt wiele czasu spędził na dorabianiu tandetnych sequeli do swojego hitu sprzed lat ("U Pana Boga...") i stracił przez to filmowe wyczucie? W każdym razie - jego najnowszy film cierpi na brak jakiegoś odgórnego spoiwa. Przez większość czasu akcja jest niby podporządkowana konwencji kryminału, ale momentami reżyser uderza w tony bardziej pasujące do mrocznego thrillera, bądź politycznego dramatu, a wtedy "Uwikłanie" zalicza solidnego "doła". Proszę nie zrozumieć mnie źle - tworzenie międzygatunkowych hybryd to w kinie efekt bardzo pożądany, ale wymagający przy tym od reżysera sporej świadomości filmowej. Tymczasem, o ile Bromski potrafi wciągnąć w kryminalną opowieść, o tyle nie jest już w stanie budzić niepokoju, czy stawiać ważnych pytań natury politycznej.
Nie pomaga tutaj styl zerowy, według zasad którego "Uwikłanie" zostało nakręcone. Zdjęcia są przeciętne, podobnie jak montaż, muzyki praktycznie nie słychać, bo pełni ona tylko i wyłącznie funkcję ilustracyjną, aktorzy grają całkiem dobrze, ale żadna z postaci nie zapada szczególnie w pamięć. Reżyser wyraźnie sugeruje widzowi, żeby skupił się na historii, a nie na stronie realizatorskiej. I owszem, taki zabieg mógłby się nawet nieźle sprawdzić, gdyby nie nachalne, niepotrzebne próby wychodzenia poza ramy kryminału. Niestety, za każdym razem, kiedy Bromski odchodzi od swojego "głównego" gatunku, jego film popada w śmieszność i gubi wiarygodność. Ta specyficzna sinusoida (wciągające motywy --> nieprzemyślane sceny --> kolejne ciekawe momenty itd.) utrzymuje się w zasadzie przez cały seans, aż do kiepskiego finału.
|
|
Chociaż nie - powiedzieć, że zakończenie "Uwikłania" jest kiepskie, to za mało. W finale Jacek Bromski przeprowadza na własnym filmie coś, co można określić tylko i wyłącznie jako kinematograficzny holocaust. Po blisko dwóch godzinach konsekwentnego prowadzenia bohaterów, dbania o scenariuszową logikę i budowania w miarę wiarygodnych motywacji, reżyser dokonuje wolty niegodnej i bezpardonowo kpiącej z inteligencji widza. Ostatnie minuty "Uwikłania" wyglądają tak, jakby do niedokończonego scenariusza dorwał się niezbyt rozgarnięty nastolatek i na szybko dopisał scenę, którą podpatrzył w pierwszym lepszym amerykańskim sensacyjniaku klasy B. Przedstawiona przez Bromskiego historia kończy się przez to w sposób ordynarny, buracki, pozostawiający widza w stanie głębokiej irytacji. Trudno mi pojąć, jak tak idiotyczny pomysł na finał mógł zostać zaakceptowany przez producentów. Rozumiem za to w pełni Adama Michnika, który z seansu filmu Bromskiego wyszedł ponoć zniesmaczony - wszyscy dopatrywali się w jego reakcji względów politycznych, a może facet się najzwyczajniej w świecie zdenerwował, że scenarzyści sobie z niego (i każdego innego widza, który podchodzi do oglądanych filmów w choć odrobinę krytyczny sposób) po chamsku zakpili?
Finał "Uwikłania" irytuje zresztą nie tylko dlatego, że kompletnie olewa tak kluczowe dla kryminału kwestie, jak ciąg przyczynowo-skutkowy czy wiarygodność działania głównych postaci. W tym wypadku wkurza przede wszystkim zmarnowany potencjał. Fabuła jest ciekawa, bohaterowie solidnie zagrani, a realizacja nie pozostawia wiele do życzenia. Pomimo opisanych wyżej uproszczeń i niejasnej przynależności gatunkowej całość ogląda się ze sporym zaciekawieniem. Aż tu nagle dostajemy rozwiązanie i wszystkie nadzieje na pierwszy od lat, dobry polski kryminał uciekają gdzie pieprz rośnie. Materiał wyjściowy był bardzo dobry, ale efekt jego realizacji okazał się być na wskroś polski: niechlujny, nieprzemyślany i wykonany na pół gwizdka. I dlatego też "Uwikłanie" plasuje się dokładnie w połowie skali ocen.
P.S. "Uwikłanie" zawiera największy błąd montażowo-merytoryczny, jaki kiedykolwiek miałem okazję widzieć w wysokobudżetowym filmie - w pierwszej scenie oglądamy sesję terapeutyczną, prowadzoną pod czujnym okiem kamery. W toku śledztwa nagranie zostaje odtworzone przez panią prokurator. Problem polega na tym, że na video również widać... nagrywającą sesję kamerę. Albo to subtelne nawiązanie do plakatu "Memento" albo gigantyczny babol. Przy czym obstawiałbym raczej tę drugą opcję ;).
5/10
 |
wytwórnia - Studio Filmowe Zebra, 2011
reżyseria - Jacek Bromski
scenariusz - Jacek Bromski, Juliusz Machulski
wg powieści - "Uwikłanie" Zygmunta Miłoszewskiego
produkcja - Juliusz Machulski, Wojciech Danowski, Ewa Jastrzębska
zdjęcia - Marcin Koszałka
muzyka - Ludek Drizhal
montaż - Krzysztof Szpetmański
scenografia - Ryszard Melliwa
kostiumy - Barbara Łagowska
wystąpili
Maja Ostaszewska
Marek Bukowski
Krzysztof Globisz
Danuta Stenka
Olgierd Łukaszewicz
Andrzej Seweryn
Krzysztof Pieczyński
Krzysztof Stroiński
Piotr Adamczyk
Małgorzata Buczkowska
Dorota Pomykała
Maciej Wierzbicki
Adam Woronowicz
Małgorzata Zajączkowska
Jerzy Grałek
Mikołaj Grabowski
|
(prokurator Agata Szacka)
(komisarz Sławomir Smolar)
(Henryk Telak)
(Jadwiga Telakowa)
(Cezary Rudzki)
(prezes Witold)
(Igor)
(Karol Wenzel)
(Antoni Szacki)
(Hanna Kwiatkowska)
(Barbara Jarczyk)
(Kaim)
(archiwista w IPN)
(naczelnik w prokuraturze)
(komendant)
(kapitan Mamcarz)
|
|