Wampir - nazywany czasami strzygą lub upiorem - według wierzeń ludowych
zmarły uważany za żyjącego trupa, wysysającego krew z człowieka...
"Vampire Hunter D" to film twórcy najlepszego anime, jaki dotychczas widziałem (
"Ninja Scroll"
- Yoshiaki Kawajiri). Szczerze mówiąc - zanim go obejrzałem, już wiedziałem że
będzie dobry. A nawet więcej niż dobry. No cóż - nie rozczarowałem się, a wszystkie moje
przypuszczenia spełniły się w stu procentach. Dobra fabuła, świetne efekty i walki,
wspaniale wykreowane postacie, rewelacyjna muzyka i klimat - i to przez duże K. Znajdziemy
tu także wiele podobieństw do innych, wcześniejszych produkcji pana Kawajiri. Nie
zapomnijmy także o czasach akcji i niesamowitej scenerii - w końcu jest to anime o tematyce
starej jak świat - czyli wampiry. Zwykłe krzyże czy kołki tu nie wystarczą - potrzebne jest
coś o wiele mocniejszego. Coś jak profesjonalni Łowcy Wampirów. OK, tyle tytułem krótkiego
wstępu, bo recenzję czas zacząć. A na pierwszy ogień idzie...
...FABUŁA. Nasza historia zaczyna się bardzo klimatycznie. Do pewnego miasteczka przybywa
kareta, która już na pierwszy rzut oka wygląda złowrogo i bardzo podejrzanie. Trudno
się dziwić, skoro podróżuje nią jeden z bardzo potężnych wampirów - Meier. Owe miasteczko
jest miejscem zamieszkania pewnej pięknej dziewczyny, którą Meier porywa. Cięcie! Pustynia.
Jakiś opuszczony budynek. Przybywa do niego tajemnicza postać - nasz tytułowy bohater,
pół-wampir, pół-człowiek. Niesamowicie silny, szybki i zwinny łowca wampirów, który
stanowi już nawet legendę. Zawsze podróżuje na koniu, jego główną bronią jest miecz, a
cały czas pomaga mu wysuwająca się z jego lewej

dłoni mała czaszka. D - takie imię nosi nasz
bohater - nie przybywa tu bez powodu. Wezwała go rodzina porwanej dziewczyny - chcą za
wszelką cenę ją odzyskać i oferują łowcy sporą sumę pieniędzy. D będzie się musiał
pośpieszyć, zanim Meier dotrze do swego zamku. Dodatkowo do zadania zostali wynajęci
jeszcze inni osobnicy - profesjonalna grupa łowców wampirów złożona z pięciu osób.
I tak zaczyna się nasza przygoda oraz wyścig z czasem - dziewczyna w każdej chwili może
zostać przemieniona w wampira, a tego rodzina raczej nie chce... Fabuła interesująca, bez
żadnych niepotrzebnych zawiłości czy niezrozumiałych wątków. Teraz czas zająć się...
...POSTACIAMI I ICH KREACJĄ. A widać tu typowy styl reżysera - nasz główny bohater jest
pewny siebie, niesamowicie tajemniczy i interesujący. Momentami przypomina mi innego
bohatera, którego wykreował Yoshiaki Kawajiri - Jubei'a (
"Ninja Scroll"
,
"Ninja Resurrection"
). Ale nie tylko on pełni ważną rolę w filmie - ważny jest także jego
przeciwnik. Meier jest niesamowicie silnym i niebezpiecznym wampirem i zrobi wszystko,
żeby dowieźć swoją wybrankę do zamku. A z kolei D zrobi wszystko, żeby ją odzyskać.
Przygotujcie się więc na ostre starcia między tymi dwoma osobnikami. Dobro kontra zło,
miecz przeciwko broni Meier'a, jaką jest przemieniający się w pewnego rodzaju ostrza jego
płaszcz. Grupa łowców wampirów ma ten sam cel - jest ich pięciu, wszyscy dysponują
potężną bronią - skonstruowaną specjalnie do walki z wampirami. Borgoff - przywódca -
wypuszcza ze swojej kuszy przymocowanej na ręce setki srebrnych strzał. Leila - jedyna w tej
grupie kobieta - bawi się różnymi pistoletami i wyrzutniami rakiet. Ma też fajny motor.
Kyle posiada poczwórne ostrze, a potężny Nolt niszczy wszystko co stanie mu na drodze za
pomocą wielkiego młota. Jest jeszcze przykuty do łóżka, niezbyt dobrze wyglądający Grove,
lecz pozory mylą. Dzięki specjalnemu zastrzykowi może opuścić swe ciało i siać postrach
jako niematerialna istota. Cała grupa naszych łowców podróżuje ciężko opancerzonym wozem,
także przystosowanym do walki. Lecz Meier też posiada swoich zaufanych pomocników -
potwory, posiadające różne ciekawe zdolności. I tak mamy wilkołaka, któremu dodatkowa
paszcza nafaszerowana zębami wychodzi prosto z brzucha; jest pewien demon, który potrafi
ukrywać się w cieniu, posiada specjalny sztylet, dzięki któremu może zabić przeciwnika
przebijając jego... cień. A jego płaszcz potrafi przyjmować różne kształty. Jest jeszcze
pewna kobieta, władająca różnymi mackami i kolcami. Wszyscy są śmiertelnie niebezpieczni
i stanowią nie lada wyzwanie dla naszych bohaterów. Tak więc jak sami widzicie - kreacja
postaci i ich oryginalność to jeden z największych plusów tego filmu. Czas na inny plus,
czyli...
...WYKONANIE TECHNICZNE. Nie warto się powtarzać, bo prawie każde anime dopracowane jest
doskonale do najmniejszych szczegółów i to pod każdym względem. Wszystkie rysunki, cała
klimatyczna sceneria, charakterystyczna dla reżysera - pana Kawajiri - animacja i cały styl
(z kreską rysownika na czele) - tego doświadczymy podczas oglądania "Vampire Hunter D:
Bloodlust". Do tego dochodzą jeszcze liczne, efektowne akcje i różne, częste walki czy
krótkie pojedynki. Zapomniałem jeszcze o kolorystyce i dźwięku - oba te czynniki są
doskonale dobrane i dopasowane. Na osobną uwagę zasługuje z pewnością bardzo dobra muzyka
autorstwa Marco D'Ambrosio - typowe filmowe

kompozycje, momentami bardzo złowrogie i bardzo
tajemnicze, doskonale wzmagają ciągłe napięcie.
Cieszę się że producenci, można powiedzieć "zaryzykowali" i zdecydowali się na
tradycyjną muzykę filmową zamiast innej, typowej dla japońskich produkcji. Oczywiście nic
nie mam do świetnie brzmiących, japońskich instrumentów czy ich specyficznej technice
komponowania - jest mnóstwo anime posiadających taką właśnie oprawę muzyczną i brzmi to
naprawdę świetnie. Ale do "Vampire Hunter D" bardziej pasuje właśnie ten pierwszy styl - i
myślę, że to był dobry wybór. I to by było na tyle, jeśli chodzi o wykonanie filmu ze strony
technicznej. Czas na...
...PODSUMOWANIE. "Vampire Hunter D" o podtytule "Bloodlust" to juz drugi film o przygodach
naszego tytułowego D. Wcześniej, w 1985 roku powstał jeszcze
"Kyuketsuki Hunter D"
- na
pewno równie udany jak "Bloodlust". Po tak doskonałym anime mam wielką ochotę obejrzeć
sobie wcześniejsze poczynania naszego tajemniczego łowcy wampirów. Wracając jednak do
opisywanego tutaj filmu - nie ukrywam, że podobał mi się bardzo i stawiam go w czołówce
najlepszych japońskich animowanych produkcji, jakie oglądałem - zaraz po
"Ninja Scroll"
i na równi z
"Ghost In The Shell"
. Bardzo lubię filmy o tematyce wampirów i tym bardziej
się cieszę, że trafiłem na kolejny udany - i w dodatku anime! "Vampire Hunter D: Bloodlust"
to film praktycznie bez żadnych wad - piszę praktycznie, bo jak wiadomo, każda produkcja
je ma. Ale w tym przypadku pozostanę przy samych plusach i atutach, i nie będę nic na siłę
szukał. W przypadku tej produkcji - po prostu się nie opłaca. Wolę cieszyć oko tym, co
zaserwował mi pan Yoshiaki Kawajiri. A jest co na co popatrzeć.
|
 |
VAMPIRE HUNTER D: BLOODLUST
Rok produkcji: 2000, Japonia/USA/Hong Kong
Czas trwania: 103 min.
Reżyseria: Yoshiaki Kawajiri
Scenariusz: Yoshiaki Kawajiri & Hideyuki Kikuchi
Muzyka: Marco D'Ambrosio
Zdjęcia: Hitoshi Yamaguchi
Głosy podkładali:
Hideyuki Tanaka (D),
Ichiro Nagai (Lewa Ręka),
Koichi Yamadera (Meier),
Megumi Hayashibara (Leila),
Yusaku Yara (Borgoff),
Yoshitada Otsuka (Kyle),
Toshihiko Seki (Grove)
Przeczytaj recenzję soundtracku -
KLIKNIJ TUTAJ
|
 |
|
 |
Autor recenzji: Adam Łudzeń - ALIEEN
|
Moja ocena: 9/10 |