|
Z tytułowej bohaterki ostatniego filmu Mike’a Leigh wprost biją dobroć, łagodność, życzliwość. Po chwili wahania do tej wyliczanki dodać można zapewne również „niewinność”. Vera nie ma łatwego życia – mieszka wspólnie z mężem i dwójką dzieci w niewielkiej klitce gdzieś w Londynie. Życie w szarym mieście dopiero zaczęło wracać do normalności po okropnościach wojny. Pani Drake potrafi jednak cieszyć się tym co ma – choć ma niewiele. W jej schludnym, lecz skromnym domu nie brakuje rodzinnego ciepła. Praca, którą wykonuje – sprzątanie w bogatych domach – nie jest może szczytem marzeń, ale pozwala zarobić parę groszy i daje poczucie zadowolenia. Uśmiech nigdy nie schodzi z twarzy Very, kobieta zawsze ma dla każdego dobre słowo, znajdzie czas, aby doglądać starej, zniedołężniałej matki, zatroszczy się również o samotnego, niedojadającego sąsiada. Można by rzec – święta z sąsiedztwa. Tyle, że ta święta w drodze po zakupy czy do pracy zbacza czasem w ciemne zaułki, wchodzi z wysiłkiem po skrzypiących schodach, aby stanąć przed jakimiś odrapanymi drzwiami. Te po chwili otworzą się, pani Drake wejdzie do środka, spojrzy na zapłakaną twarz dziewczyny, która ją wpuściła, po czym podwinie rękawy i pomoże nieszczęśnicy rozwiązać jej „mały problem”...
Zapewne niemało będzie widzów, którzy z miejsca opatrzą ostatnie dzieło Mike’a Leigh etykietką „film o aborcji”. Przy takim postawieniu sprawy łatwo można zwątpić w szczerość intencji reżysera i zarzucić mu, że zamiast pochylić się z całą powagą nad złożonością problemu stworzył obraz ilustrujący pewną tezę. Mamy tu bowiem na wskroś dobrą osobę, która kocha swoich bliskich i stawia na pierwszym miejscu rodzinę, zaś zabiegów aborcyjnych dokonuje niejako w „akcie dobroci”, nie przyjmując zań żadnej gratyfikacji. Można zatem potraktować Verę jako idealny, by nie rzec – wyidealizowany, przykład na rzecz tezy o opresyjnym, niesprawiedliwym charakterze ustaw antyaborcyjnych. A jednak dla Leigh od jakichkolwiek tez czy prostych sądów ważniejszy jest wnikliwy portret bohaterki, jej pragnień, charakteru, jej relacji z najbliższymi i szerzej – z ludźmi, ze społeczeństwem. Reżyser w żadnym momencie nie wyraża wprost swoich poglądów, nie wkłada w usta żadnego ze swych bohaterów argumentów, które explicite przemawiałyby za aborcją lub przeciw niej. Bardziej interesuje go konkretny człowiek, jego zachowania w określonych sytuacjach.
„Vera Drake” to film, który w niezwykły sposób balansuje między konkretem a uogólnieniem. Z jednej strony mamy tu bolesną rzeczywistość Londynu wczesnych lat 50-tych, ślady niedawnej wojny obecne są na murach, wyryły się również w ludzkiej pamięci i co i raz powracają w rozmowach. Ta swoista „przyziemność” realiów jest znakomicie podkreślona precyzyjną scenografią i znakomitymi zdjęciami. Kolory są tu przygaszone, jakby wzięte z wypłowiałej tapety. Sprzęty, wśród których poruszają się i którymi posługują się bohaterowie, noszą ślady wojennej prowizorki – wystarczy przyjrzeć się czajnikowi pieczołowicie zabezpieczonemu przed utratą ciepła za pomocą pociesznej, wydzierganej na szydełku osłonki. Z drugiej jednak strony, głównie dzięki wyśmienitym i świetnie poprowadzonym przez Leigh aktorom, z Imeldą Staunton na czele, wiemy, że ta historia przekracza czas, w jakim została osadzona. Rodzina Drake zapewne kochałaby się z równą mocą, gdyby los obdarzył ją wielkimi pieniędzmi, ogromnym domem i gdyby jej członkom nigdy nie dane było doświadczyć okropieństw wojny.
Ta dwoistość, niezwykła gra między dosłownością realiów a uniwersalnością tematu, sprawia, że film Leigh wymyka się uproszczeniom i żadną miarą nie można nazwać go „obrazkiem z tezą”. Nic nie jest tu jednoznaczne, co nie znaczy, że sportretowane na ekranie postacie nie są wyraziste. Nawet jeśli ktoś, ku swojemu zaskoczeniu, skonstatuje po seansie, że zrewidował swoją wcześniejszą opinię o aborcji, jaka by owa opinia nie była, to i tak nie będzie mógł na tym poprzestać. Po chwili przyjdzie refleksja – być może gdyby nie postać Very nigdy nie zmieniłbym zdania? Cóż takiego specjalnego w tej niepozornej, londyńskiej kobiecie? Cóż takiego specjalnego w tej prostej, ubogiej rodzinie? Cóż takiego specjalnego w tym filmie, że nie pozwala mi przestać zadawać pytań?
Moja Ocena: 10/10
AUTOR TEKSTU: Paweł SHANDOR Marczewski
|