Strona główna KMF
 














    Nowe dzieło serwowane przez Joela Schumachera (niedawno na ekranach świetne "Phone Booth") może wielu rozczarować. Film jest bardzo przeciętny, ale i te słowa są nad wyraz delikatne i nie oddające istoty rozczarowania produkcją amerykańsko - irlandzką. Obraz ten jest wzorowym przykładem niepotrzebnego, bo nieprzemyślanego dzieła filmowego, którego zadaniem jest przypomnienie światu nietuzinkowej postaci, jaką była Veronica Guerin z Zielonej Wyspy. Na tak banalny w gruncie rzeczy portret, omawiana tu osoba, po prostu nie zasługuje.
    Historia dublińskiej dziennikarki jest bardzo interesująca z kilku względów. Po pierwsze jej śmierć była spowodowana zbytnią dociekliwością reporterską, co jest oczywiście cechą jak najbardziej pożądaną u dobrego dziennikarza. Po drugie tematyka społeczno-polityczna wyniosła ją na szczyt medialnej sławy, do czego w wielkim stopniu przyczyniło się poświęcenie w dobrej sprawie czyli beznadziejnej walce z bossami narkotykowego podziemia. I po trzecie wreszcie – polityczne i społeczne skutki mordu na Veronice Guerin.
    Wszystko to na tyle intrygujące, że spodziewać się można było doskonałego portretu niezłomnej dziennikarki, tym bardziej, że w ostatnich latach powstał znakomity „Informator”, który mógłby być wzorem kina biograficznego i paradokumentalnego. Niestety, ten film jest zupełnie pozbawiony czegoś co się zowie psychologią postaci. Po prostu nie jestem w stanie zrozumieć, ani dociec, jakież to były motywacje Guerin, która niezmordowanie, uparcie, wytrwale i bez skrupułów pragnęła napisać artykuł o machlojkach szefów gangów dublińskich parających się handlem narkotykami. Nie wystarczy w tym miejscu prosta pochwała reporterskiej rzetelności i cnót wszelakich z nią związanych, bo film Schumachera pragnie być czymś ponad piękną ikonę czy święty obrazek. Nie wiem też czy zwykła empatia wchodzi tu w grę, gdy Veronica przechodzi przez podwórko pełne ćpuńskich strzykawek i bawiących się nimi 5-letnich dzieciaków. Kłopot w tym, że mimo przejmujących widoków społecznej degrengolady oraz obecności szczytnych idei towarzyszących trosce o lepszy świat, ten film pozostawia, najprościej mówiąc, obojętnym (a autor tych słów, możecie mu wierzyć na słowo, do bezdusznych osób nie należy, tak więc wszelkie zarzuty o bierność wobec filmowych emocji z góry można odrzucić).

    Można Veronike Guerin potraktować jako symbol walki z przestępczością zorganizowaną. Dodajmy do tego – walki skutecznej, mimo że okupionej śmiercią (rychło nadszedł czas na zdecydowane działania rządu irlandzkiego w tym zakresie). Pamięć o tym mogłaby uzasadniać powstanie filmu, choć lepszy z pewnością byłby przenikliwy dokument. Skoro jednak ktoś (producent Jerry Bruckheimer) zabiera się tworzenia historii fabularnej powinien pokusić się o portret pełniejszy, nie będący wyłącznie wspomnieniem rodziny, przyjaciół i osób w temacie zaznajomionych. Przedstawienie autentycznej postaci nie może polegać wyłącznie na ukazaniu jej zasług. Istnieją przecież jakieś motywacje, przyczyny takiego, a nie innego kierunku życiowej drogi. Trudno mi uwierzyć, że samo współczucie czy chęć naprawy zła tego świata decydowały o postępowaniu Veroniki Guerin. Tę kobietę przecież zastraszano w okrutny sposób! Napadnięto we własnym domu i postrzelono, grożono śmiercią jej mężowi i dziecku, brutalnie pobił ją jeden z bossów… Wszystko po to, aby uciszyć jej reporterskie ego, aby nie napisała niczego, aby nie wymawiała publicznie kilku nazwisk. Ale ona się nie poddaje, trwa przy swoim. I w tym miejscu nie znajduję zupełnie odpowiedzi na pytanie: dlaczego się nie poddaje? Tak po prostu? Zwykła postawa heroiczna, bohaterska, niezłomna? Niezwykła na pewno, ale dlaczego? Gdzie jest motyw słynnej i niezwykłej odwagi? Nie wiem, trudno mi znaleźć odpowiedź, a nie chcę sugerować się banalnymi obrazkami serwowanymi przez Joela Schumachera.
    Czarno-biały świat tego filmu w większości momentów nie ułatwia odpowiedzi na pytania postawione kilka wersów wyżej. Bandyci są źli, wredni, zwyrodniali i sadystyczni. Dostarczają narkotyków dzieciakom z ulicy, zabijają bez pruderii swoich kumpli, kłamią, znęcają się, uśmiechają demonicznie. Rodzina Guerin siedzi za to w przytulnym domu – ona go kocha, on ją przytula, tańczą razem z synkiem w salonie w takt wesołej muzyki. On jest wyrozumiałym partnerem i wspaniałym ojcem, ona zapracowaną matką, która jednak zawsze znajdzie czas na granie w piłkę z synkiem i jego kolegami. Z jednej więc strony brud, krew i śmierć, z drugiej niczym nie zachwiane szczęście i babcia opowiadająca wnuczkowi bajeczkę na dobranoc.
    Dlaczego więc Guerin trwała przy swoim, mimo ostrzeżeń ze strony bandytów? Przyznam, że nie wiem, nie znam za bardzo jej historii, a tandetny i schematyczny obrazek Schumechera odpowiedzi nie ułatwia. Motywacje pozostają w ukryciu, a bezdyskusyjna akceptacja takiego stanu rzeczy wydaje się być mało intrygująca. Nawet Cate Blanchett, jedna z najwybitniejszych współczesnych aktorek, nie jest w stanie uratować słabego filmu.

AUTOR RECENZJI: Rafał Oświeciński - DESJUDI
      

VERONICA GUERIN
reżyseria: Joel Schumacher
producent: Jerry Bruckheimer
scenariusz: Carol Doyle, Mary Agnes Donoghue, Helen Thorpe
muzyka: Harry Gregson-Williams
obsada: Cate Blanchett jako Veronica Guerin
Brenda Fricker
Gerard McSorley
Laurence Kinlan jako Timmy
Ciaran Hinds




STRONA GŁÓWNA