"Vexille" weszło do polskich kin w marcu bieżącego roku i przeszło przez nie praktycznie niezauważone (wiem, bo sprawdziłem wyniki box-office'u). Sam nie byłem tą pozycją zainteresowany, bowiem fanem anime nie jestem i chyba nigdy nie zostanę - nie lubię tej kreski i stylistyki, przeszkadza mi ona w odbiorze tego, co dany tytuł ma do zaoferowania, a i to przeważnie nie wywiera na mnie większego wrażenia. "Vexille" skazałem na mój osobisty filmowy niebyt, jak się niedawno okazało - niesłusznie! To niesamowicie pozytywna niespodzianka, jakie przyjmuje się z radością; jedna z największych w tym roku! Znalazłem nawet wyjaśnienie, dlaczego spodobał mi się przedstawiciel gatunku, którego nie lubię, i nie jest to żaden wyjątek od reguły - "Vexille" to anime CG, czyli anime wspomagane komputerowo, zachowujące swoją tematykę oraz odrębność stylu, równocześnie stając się bardziej przystępne, efektywniejsze (i efektowniejsze) wizualnie, dając twórcom większe pole manewru.
Początek XXI wieku. Robotyka staje się jedną z najszybciej rozwijających się technologii. W połowie wieku Japonia osiąga pozycję lidera w tej dziedzinie, zaczyna dominować światowy rynek. Gdy technologia zaczyna być stosowana do ulepszania ludzkiego ciała oraz organizmu, nastroje społeczne zwracają się przeciwko humanoidom. Tak jak wcześniej przy użyciu energii atomowej oraz biotechnologii, ONZ proponuje regulacje, by ograniczyć aplikację technologii. Japonia gwałtownie odmawia, lecz wola ONZ jest nieprzejednana. W efekcie Japonia podejmuje ekstremalny krok i opuszcza Organizację - wprowadza w życie nową politykę izolacji. Używa technologicznej przewagi, by wycofać się ze światowych spraw. Wszyscy cudzoziemcy zostają deportowani, a imigracja zakazana. Mija 10 lat. Informacyjny impas zmienił kraj w kompletną enigmę. Przez całą dekadę żaden cudzoziemiec nie spenetrował granic państwa, chronionego przez elektroniczny welon, który niczym abstrakcyjna ściana strzeże wszystkiego, co dzieje się w kraju cybernetycznej wiśni. To prolog, który oferuje "Vexille", a który rysuje całą historię, jaką należy poznać dla kontekstu filmu. Zaczyna się właściwa fabuła: za nieprzeniknioną barierą elektronicznej ochrony granic Japonii zaczyna się coś dziać, wzrasta handel, bariera informacyjna pęka, pojawiają się dziwne, niepokojące sygnały, a pewna tajemnicza korporacja - Daiwa - wydaje się mieć jakieś bliżej niesprecyzowane złowrogie plany wobec świata. Po nieudanej akcji prewencyjnej na swoim terenie, zaniepokojeni Amerykanie wysyłają na zwiadowczą misję do Japonii specjalny oddział komandosów S.W.O.R.D., którego członkinią jest tytułowa Vexille. To, co odkryją na odizolowanej wyspie, nie przypadnie im do gustu.

"Vexille" to przedziwny miszmasz gatunkowy łączący akcję, dramat, s-f rodem z Dicka i Asimova, oraz post-apokaliptyczną dystopię i zalążki cyberpunku, poparte elektroniczno-trance'ową oprawą muzyczną Paula Oakenfolda i ostrymi kawałkami np. Prodigy. Wszystko we wspomnianej wcześniej wersji CG anime, które nadaje całości jeszcze wyraźniejszy posmak fantastyki. "Vexille" to również niesamowity składak ze znanych kinowo-literackich elementów - wypada wymienić choćby najbardziej wyraźne "Dune", "Łowcę androidów", "Predatora" i "Gwiezdne Wojny", ale znajdzie się również miejsce dla Szekspira i odrobiny filozofii - który nawet przez moment nie ukrywa swoich korzeni, zastępując wszystko klimatyczną historią oraz wszechpotężną akcją. Dzięki temu ta przedziwna mozaika naprawdę działa! Co więcej, oddziałuje na stępiony wklepywaną w większości amerykańskich produkcji wersją s-f umysł niczym pigułka placebo - wszystkie ograne przecież motywy zaczerpnięte na potrzeby filmu nabierają nowych kształtów i sprawiają wrażenie świeżego powiewu gatunkowego. Film stymuluje, dostarcza intelektualnej pożywki, którą warto przetrawić i wyrobić sobie własne zdanie - podnieść rękawicę rzuconą przez Fumihiko Sori (reżyser, również producent pierwszego na świecie CG Anime - "Appleseed", wyświetlanego swego czasu w polskich kinach), podjąć wyzwanie i zmierzyć się z zaproponowaną wizją świata, w wielu aspektach odzwierciedlającą obecną rzeczywistość.
Lub nie podejmować. Bo "Vexille" ma dwie twarze, obie nakładające się na siebie, stanowiące o dwóch sposobach odbierania filmu, lecz ta opisana wyżej zasłonięta przez inną, o wiele bardziej oczywistą - akcję. Akcja ta jest, należy to przyznać, wprost niesamowita, w szczególności ponad dziesięciominutowa scena pościgu po pustyni, na której siedziałem na skraju fotela, a to przecież tylko wspomagane anime! Dzięki temu, że nie jest to produkcja aktorska udało się uzyskać efekt akcji totalnej, większej niż życie, lepszej niż w sporej części amerykańskich blockbusterów, z którymi jednak "Vexille" ma dużo wspólnego. Ma amerykański posmak, i chodzi tu przede wszystkim o styl filmowania. Fumihiko Sori to Michael Bay anime - serio, oglądając tę niemalże nieustanną akcję, dynamiczną kamerę, kąty filmowania, wykręcanie tempa, przeplatane z momentami spokojniejszymi, zahaczającymi wręcz o głębsze refleksje, widziałem aktorskie filmy Baya (no, może poza tymi refleksjami). Z drugiej strony film Sori nie tylko stroną wizualną stoi, fabuła nie jest pretekstem, ale atrakcją samą w sobie. I to wszystko zrobione z polotem i niespotykanym wyczuciem, którego w Hollywood coraz częściej brakuje. "Vexille" to maksymalnie hollywoodzka rozrywka, zrobiona poza Fabryką Snów, bez jej ograniczeń, politycznej poprawności i wchodzenia w wyładowany popcornem tyłek nastolatkowego targetu. Z większym luzem i dystansem, przez co jedynie zyskuje. Można więc film Sori oglądać na dwa sposoby: nastawiony jedynie na maksymalną rozrywkę film akcji oraz bardzo efektowną przypowieść, w ramach filmu rozrywkowego zahaczającą o filozofię i twarde science-fiction. Oba zapewniają dobrze spędzony czas, choć oczywiście zachęcam do zagłębienia się nieco bardziej w fabularne dywagacje i dania szansy tej bardziej wymagającej stronie filmu.

Jestem na tyle zaintrygowany coraz to nowszymi remake'ami, że czasem zastanawiam się, jak by jakiś bardzo dobry albo bardzo zły film wyglądał w innej stylistyce i kulturze. W przypadku "Vexille" zastanawiałem się, jakby się ta pozycja prezentowała w "wypasionej" wersji aktorskiej, z porządną obsadą kobiecą oraz reżyserem nie bojącym się szukania w filmie okazji do przekazania czegoś więcej. Wersja aktorska (najlepiej japońsko-amerykańska; połączenie środków i fantazji z dyscypliną oraz wyobraźnią), w dobrych rękach, przy odpowiednim podszlifowaniu postaci, fabuły, zbalansowaniu pewnych wątków i uwypukleniu innych - miałaby szanse stać się filmem kultowym, przy którym opadałaby szczęka; "Blade Runnerem" XXI wieku dostosowanym do obowiązujących obecnie norm, jednak zakorzenionym w mentalności starszej, inteligentniejszej. Tyle, że taki film nie miałby prawa powstać w dzisiejszych czasach, a nawet jeśli już jakimś cudem udałoby się go nakręcić w jakiejś optymalnej wersji, to zginąłby kasowo w kinach. Spowodowałoby to szybkie wycofanie na rynek dvd i margines społeczno-filmowy, bo jak wszyscy wiemy w latach 80. film nie musiał być hitem kinowym, by uzyskać status kultu (czasem wręcz przeciwnie). W obecnych czasach, kiedy rocznie wychodzi bardzo wiele pozycji, film musi mieć odpowiednią promocję, żeby przebić się do wyobraźni atakowanych zewsząd audiowizualnie widzów, nie mówiąc już o zupełnie innej drodze kryteriów kultowości i klasyczności. Remake nie ma więc sensu, bowiem właśnie w takiej formie (no może jedynie końcówka mogła być trochę lepsza) "Vexille" prezentuje się znakomicie. A jeśli jakiś zacny człowiek zabierałby się za remake, to lepiej, żeby zrobił swoją "autorską" wersję post-apokaliptycznego filmowego składaka.
Na koniec kilka powodów, z jakich film nie mógłby powstać w Hollywood. 1. Główne role odgrywają kobiety. Twardzielka zakrywająca maską brawurowego cynizmu swoje drugie, wrażliwsze oblicze oraz typowa hollywoodzka heroina, która jednak w trakcie wybija się ponad schemat. Skonfrontowane ze sobą stanowią motyw nie do przejścia dla żyjącego w konserwatyzmie Hollywood. Zamienienie ich na mężczyzn, co byłoby bardzo prawdopodobne w amerykańskiej wersji, wykastrowałoby film, jakkolwiek paradoksalnie takie porównanie brzmi. 2. Post-apokaliptyczny wątek oraz jego rozwiązanie - szczytem obecnego wyobrażenia amerykańskiej apokalipsy jest widowiskowe "Jestem Legendą" oraz fascynująco kolorowe "Wall-E" (nie krytykuję Pixara, wizja zawarta w filmie jest znakomita i spełnia swoje zadanie, stawiam jedynie porównanie, gdyż w przypadku "Vexille" taka wizualizacja by się nie sprawdziła). Zmieni to pewnie "Road" na podstawie Cormaca McCarthy'ego, lecz to produkcja spoza mainstreamu. 3. Poprawność polityczna zmieniłaby filozoficzną i mocno satyryczną wersję japońską w amerykańskie PG-13 dla szukających odmóżdżenia. Wersja japońska oferuje ostrzeżenie przed korporacyjnością i zbytnim pędem technologicznym oraz obosieczny miecz satyry - Japończycy atakują samych siebie za izolacjonizm oraz poświęcanie życia na pracę, a z drugiej strony wyszydzają brawurowych Jankesów, którzy nie zawsze wszystko rozumiejąc, pchają się do każdej bitki, równocześnie marnując życie tak, jak Japończycy, tyle że na inne, mniej wyszukane sposoby. 4. Kilka scen, absolutnie ważnych dla fabuły, które zbytnio by zaszokowały wielu amerykańskich widzów - np. dobicie umierającego dziecka i następująca chwilę później igrająca z przyzwyczajeniami scena z użyciem utworu Dead Can Dance.

"Vexille" to nie żaden przełom filmowy, nie przekracza żadnych granic, nie proponuje w zasadzie nic nowego, a jednak oddziałuje z dużą siłą na wyobraźnię i szare komórki. To przykład filmu inteligentnego, który w sposób stricte rozrywkowy zaprasza do myślenia, którego w kinie rozrywkowym coraz mniej. To dynamiczne kino akcji z "czymś więcej", kino wysokiej próby, które - mam nadzieję - w jakiś sposób utrwali się w naszej filmowej świadomości, choćby z tego powodu, że angażując wyobraźnię proponuje spojrzenie na eksploatowany od dawna temat z innej strony.



wytwórnia - Shochiku, 2007
reżyseria - Fumihiko Sori
scenariusz - Fumihiko Sori, Haruka Handa
muzyka - Paul Oakenfold
montaż - Fumihiko Sori
czas projekcji - 109 minut


Meisa Kuroki
Shosuke Tanihara
Yasuko Matsuyuki
Takaya Kuroda
Akio Ohtsuka
Romi Paku
Takahiro Sakurai
Toshiyuki Morikawa
Tetsuya Kakihara


Vexille Serra
Leon Fayden
Maria
Zack
Saito
Takashi
Ryo
Kisaragi
Taro


Autor recenzji: Darek Kuźma - BEOWULF [e-mail] | Klub Miłośników Filmu, 17 września 2008

STRONA GŁÓWNA | RECENZJE KMF